W zacienionym pokoju panował zaduch – co prawda, był środek zimy, lecz szerokie, zamkowe mury, szczelnie zamknięte okna i grube zasłony skutecznie izolowały ciepło. Porozstawiane po całym pomieszczeniu regały zdecydowanie utrudniały przepływ powietrza, już i tak wypełnionego dymem palonych świec. Sprawę pogarszał drażniący zapach starości przemieszanej z wonią ziół i siarki, którym przesiąkały wszystkie przedmioty w tym, jak się zdaje, składziku.

Przy obecnym tam stoliku siedziało czworo staruszków: trzech profesorów oraz jej ekscelencja rektor Brytańskiej Akademii Zamkowej. Nietypowe wybrali sobie lokum na naradę, ale też ichni dylemat był niezwykły, a do tego objęty ścisłą tajemnicą. Spotkanie w regularnej sali konferencyjnej groziło tym, że ktoś podsłucha ich rozmowę.

– Pani rektor, to wszystko prawda, orb zareagował na jego dotyk.
– Tulius mówi prawdę, byłem przy tym. A co więcej, gdy został poproszony o wypowiedzenie „In Mani Ylem”… Zrobił to i… Wyczarował bułkę.

Jej ekscelencja najpierw spojrzała na zebranych w ciszy, potem spuściła głowę, dłonią masując swoje czoło. Tak, to jest zaiste problematyczna sytuacja. Nikt się nie spodziewał, że młodzieniec wykaże naturalną inklinację ku magii. Po chwili namysłu kobieta wyprostowała się i rzekła:

– Dobrze więc, musimy zacząć działać. Tuliusie, ułożysz nowy plan nauki – obowiązujący natychmiast – włączając do niego podstawy magii. Do końca roku chłopak winien być biegły w co najmniej czterech kręgach. Ja natomiast zwrócę się o audiencję. Król musi wiedzieć, że Jego Najjaśniejsza Wysokość Książe Edward Albert British wykracza poza nasze kompetencję. Dalsza jego nauka będzie musiała się odbyć gdzieś indziej.