Autor Wątek: Pustka  (Przeczytany 1719 razy)

Offline Wojto

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 313
Pustka
« dnia: 2019 04 09, 00:24:11 »
PROLOG

"Z początku była plątanina myśli. Gąszcz wielki i ludzkim rozumem nieogarnięty. Snuły się one w umyśle Największego z wielkich podobne do nici. Powoli, stopniowo myśli rozdzielały się właśnie tak jak nici splątane w kłębek. Te większe i bardziej kolorowe odsunęły się od tych szarych i mniejszych. Nagle wszystkie zadrżały i zaczął od nich bić blask jaśniejszy niż tysiąc słońc… Zmieniały się. Barwne stworzyły Światy. Z szarych zrodzili się najwięksi bogowie."

To opowiadanie zna chyba każdy. Jednak nie każdy zastanawia się nad pewną istotną rzeczą. Światy. Ach tak, wszak znamy tylko jeden świat – nasz. Nawet gdyby istniały inne, to co nas one interesują, przecież wydają się zwykłą abstrakcją. Ja jednak, drogi czytelniku, dopowiem nieco do znanej Ci już historii.
Nasz świat nie był jedynym. Jednak to nasz zafascynował Ahn’bysa, który poświęcił mu całą swą uwagę. I tak oto śledził jego losy od samego początku, nakierowywał go w stronę, którą uważał za słuszną i sam uczył się, jak być jego sprawiedliwym opiekunem. Jednak gdy Stwórca zauważył, że Pierwszy Świat jest już na tyle rozwinięty, że nie potrzebuje jego uwagi, zaczął odwiedzać resztę tworów, które kreował przed wiekami. I tak oto przykuł jego uwagę Świat Wiecznej Nocy. Gdy Stwórca zstąpił nań, ujrzał obraz, którego nie są w stanie opisać nawet słowa, opisujące pola największych bitew, które widział w Pierwszym Świecie. Śmierć dochodziła z każdego zakamarka, stosy zwłok dziwnych tworów walały się dookoła. Tak właśnie wyglądał świat zapomniany przez Ahn’bysa. Stwórca długo przemierzał wszystkie krainy, widząc jedynie ślady bitew. Po długim czasie jednak spotkał Jego.
Przez czas, gdy Stwórca nie interesował się tym światem, ten był pogrążony w wiecznych łowach. Najróżniejsze twory zamieszkujące go nieustannie ze sobą walczyły, silniejsze unicestwiały słabsze, a sprytniejsze te, którym sprytu brakowało. I tak krąg zataczał się przez całe wieki lub milenia. Tak też z wiecznego ciągu zabójstw narodziło się zło, którego nawet ludzki umysł nie byłby w stanie pojąć. I wtedy Ahn’bys pierwszy raz poczuł strach, gdyż nie był w stanie unicestwić tego, co się narodziło. Stwórca wrócił do Niebytu. Postanowił okryć całą krainę wiecznym mrokiem – aby twór, który go przeraził, postradał wzrok. Następnie na świat ten zesłał wieczną ciszę, aby twór stracił słuch. Usunął również wszystko, co zostało tam stworzone, aby twór utracił węch, dotyk i smak. I tak oto świat ten stał się Pustką. Stwórca miał nadzieję, że w ten sposób sprawi, iż potęga, która tam powstała, będzie błądzić bez celu przez wieki. Jednak, jak dobrze wiemy, nic nie trwa wiecznie…


- Fragment „Historii Stworzenia”
« Ostatnia zmiana: 2019 05 03, 21:15:29 wysłana przez Wojto »

 

Offline Wojto

  • Gracze DM
  • Zarejestrowany
  • Wiadomości: 313
Odp: Pustka
« Odpowiedź #1 dnia: 2019 05 03, 21:09:25 »
POCZĄTEK

Kolejny spokojny dzień na wyspie zakłóciła nagle zmieniająca się pogoda. Niebo szybko poszarzało, z minuty na minutę robiło się coraz ciemniejsze. W pewnym momencie zaczęły bić z niego gromy rozjaśniając scenerię. Nikt nie dostrzegł kiedy, kilka mocniejszych uderzeń w samo serce miasta. Nagle pojawił się portal. Ciemny niczym sama otchłań, wirujący niespokojnie w miejscu. W mieście dało się wyczuć szybko rosnący niepokój. Nagle z wnętrza zaczęły wydobywać się wrzaski, jęki, piski i zgrzyty. Po chwili na miasto runęła chmara małych acz diabelnie szybkich istot. Zewsząd zaczęły rozchodzić się krzyki, mieszkańcy uciekali w panice. Uśpiona długotrwałym pokojem straż stawiała nędzy opór bestiom. W porcie zaczęło się kotłować od ludzi wchodzących na statki. Wszelkie jednostki po chwili zaczynały być załadowane do pełna. Ludzie w popłochu zaczęli wskakiwać do wody uciekając wpław, inni czym prędzej pobiegli wgłąb wyspy. Masakra trwała zaledwie kilka minut, a ulice miasta zostały już gęsto pokryte zwłokami. Po jakimś czasie pojawiło się kilku śmiałków gotowych stawić czoło dziwnej anomalii. Niektórzy w imię dobra, inni dla bogactw i sławy, inni zaś z ciekawości. Bez względu na cele, ich pojawienie się pomogło nieco ustabilizować sytuację. Wycinali wprawnie bestie jedne po drugiej. I pomimo iż nie byli w stanie zatrzymać panicznej ucieczki z miasta, zatrzymali chociaż jego bezwzględną rzeź. Gdy sytuacja wydawała się już być pod kontrolą, z portalu ponownie zaczęły wydobywać się przerażające dźwięki. Zaczęła wydobywać się z niego niebywała moc, aby jako jej zwieńczenie pojawił się gigantyczny twór. Był zdecydowanie silniejszy niż cała reszta. Pierwszym z śmiałków cisnął niczym kamieniem. Rozwścieczony zaczął siać spustoszenie wśród wybawicieli wyspy, wypowiadając przy tym słowa w niezrozumiałym języku. Długie było trwało ich starcie... Ostatecznie jednak potwór padł, wydobywając z siebie jeszcze ostatni, przerażający ryk. Chwilę później na niebie rozbłysnęła czerwona gwiazda, znak iż potężny przedmiot trafił w ręce świadków. Zwykły przypadek, czy może zwiastun nadchodzącej destabilizacji?
« Ostatnia zmiana: 2019 05 03, 21:15:41 wysłana przez Wojto »

Offline _woj_

  • Ekipa DM
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 636
Odp: Pustka
« Odpowiedź #2 dnia: 2019 10 24, 22:04:52 »
 - Ahn'bysie, Wielki Ojcze! - Wielki Kapłan podskoczył nagle - Miejże nas w swojej opiece!
Zebrani w sali adepci podnieśli głowy z zaciekawieniem. Nie na co dzień zdarza się, że Wielki Kapłan coś wykrzykuje, a nikomu z obecnych nie przyszłoby nawet na myśl, że mógł on zakrzyknąć z przestrachem.
 - Nie ma czasu do stracenia! - starzec chwycił szybko do torby z reagentami - Zwołuję pilne zebranie Rady. Za dziesięć minut. Kal Ort Por!
 
  - Niech cię szlag, stary pryku! - Arcykapłan Valstora sięgnął po szmatkę - Co cię naszło, żeby teleportować się wprost do mojej prywatnej biblioteki? Skąd w ogóle masz tutaj runę, hę?
  - Nie ma czasu! Nie mów, że nic nie poczułeś...
  - Ale co miałem poczuć? - Aresto rozłożył bezradnie ręce, patrząc jak w pieczołowicie przepisywany zwój wsiąkł rozlany inkaust.
  - To tąpnięcie energii. Aż mnie zmroziło.
  - Nie wiem o czym mówisz. Wciąż też nie wytłumaczyłeś się z pogwałcenia mojej prywatności!
  - Mówię o tym, że znowu wybuchła energia. Tak samo obca, jak wtedy, gdy pojawił się portal. Chodź, powiem więcej na zebraniu.
 
  Wielka sala powoli zapełniała się gwarem. Początkowe szepty stopniowo zaczęły przeradzać się w półgłos, aby po niedługim czasie wybuchnąć pełną gamą przeplatających się głosów, pełnych zniecierpliwienia i irytacji. Nagle wszystko ucichło. Na podwyższeniu pojawili się Arcykapłani.
 
  - Szanując czas nas wszystkich oraz zważywszy na nagłe okoliczności, powiem wprost. Mamy problem. Z portalu w Ocllo nastąpiła właśnia potężna eksplozja energii. - Wielki Kapłan powiódł wzrokiem po zebranych. Kilkudziesięciu magów i kapłanów. Tylko tyle ich pozostało. Będzie musiało wystarczyć. - Podejrzewam, że zmaterializowała się w przynajmniej dziesięciu krzyształach, podobnych do tego - położył sakwę na stół, powoli rozwijając zwoje materiału. Po chwili oczom zgromadzonych ukazał się niewielki kamień, pulsujący chłodnym, zabarwionym na fioletowo światłem.
- Mamy jeszcze nieco czasu, zanim energia w nich zgromadzona się uwolni. - na sali zapadła martwa cisza. Czyżby zbyt długo ignorowali tę anomalię? - Trzeba rozpuścić wici! Znaleźć śmiałków, którzy nie bacząc na ryzyko podejmą to wyzwanie i przyniosą kryształy do świątyni Wielkiego Ojca. Będzie tam czekać specjalna skrzynia, zabezpieczona najpotężniejszymi zaklęciami i modlitwami. Gdy nadejdzie czas, zwołam następne zgromadzenia. Niech Wielki Ojciec nas prowadzi!

Offline _woj_

  • Ekipa DM
  • Zarejestrowany
  • *****
  • Wiadomości: 636
Odp: Pustka
« Odpowiedź #3 dnia: 2019 10 29, 18:05:26 »
Z relacji Meindvaerne:

Zaczęło się niemal identycznie jak za każdym razem. Hans wpadł do naszego domu z hukiem i był widocznie mocno podekscytowany. Znów napotkał wieśniaków, którzy narzekali na potwory z lodowej jaskini. Hans, jak przystało na prawdziwego poszukiwacza przygód był pierwszy do pomocy i traktował to jako swój święty obowiązek. Czasami zastanawiam się, czy on faktycznie jest tak społeczną osobą czy raczej wymyślił tę historię w czasie jednego ze swoich szałów i teraz opowiada nam ją już z nawyku abyśmy wyruszyli w kolejną podróż. Tak czy owak jedno jest pewne – jest uzależniony od grzybów.
Miejsce docelowe lodowa jaskinia – lokacja ponura i mroźna. Chodziłam po tych ciemnościach owinięta szczelnie płaczem i jedynie od czasu do czasu sięgałam po magiczne moce, aby wspomóc komplanów w walce. Wciąż zastanawiam się dlaczego niektórzy z nas tak bardzo lubią zapuszczać się w samo serce mroźnych szponów śmierci aby poszukiwać przygód. Zwłaszcza, gdy do czynienia ma się z bestiami o niebywałym sprycie i mrocznych mocach, których ukoronowaniem był lodowy demon, a w zasadzie to trzy lodowe demony.
Wszyscy czuliśmy, że ostatni spośród nich był inny. Poświata, która go otaczała była bardziej mroźna niż pozostałych i powodowała dreszcze na moich plecach. Walka była zacięta, lecz ostatecznie udało nam się pokonać tę bestię. Na długo pozostanie mi w pamięci szaleńczy śmiech naszego wojownika, który unikał ciosów bestii z uśmiechem na spienionych ustach. Gdy tylko martwe ciało demona zwaliło się bezwładnie, w powietrze uniosła się masa śniegu. Kiedy biały puch nieco opadł, cała nasza czwórka z zaciekawieniem podeszła do ciała. Chcieliśmy zbadać źródło mocy emanującej z demona i muszę przyznać - czekała nas nie lada niespodzianka. Kamień, a może bardziej kryształ wbity w jego dłoń emanował dziwną, jaskrawą energią. Spojrzałam na druida, ale on tylko wzruszyl ramionami - nie wiedzielismy co to jest.
Kiedy jednak wyrwałam krysztal z dłoni demona, moją głowę wypelniły wizje tego, co należy uczynić. Chociaż przedmiot był niczym więcej jak pulsującym światłem kamieniem, wiedzieliśmy już doskonale co należy zrobić. Być może była to interwencja bogów, a może intuicja. Wzięliśmy znalezisko ostrożnie w dłonie, owinęliśmy kawałkiem materiału i starannie skryliśmy w czeluściach naszej torby podróżnej po czym ruszyliśmy spiesznie do wyjścia.
Gdy wróciliśmy w bezpieczne okolice, jako pierwszy odezwał się łucznik. Oznajmił z pełną powagą i wyczuwalną determinacją w głosie, że nie wie czym jest ten kamień, ale nie chce dłużej mieć z nim do czynienia. Być może przerażała go jego moc, a może wpływała na niego w sposób, którego my nie rozumieliśmy. Nie było jednak sensu się kłócić ani nikogo na siłę zatrzymywać. Był naszym przyjacielem i nikt z nas nie chciał, aby stała mu się jakakolwiek krzywda. W czasie kiedy Gotfryd wyruszył do miasta, my udaliśmy się do świątyni Ahn’bysa. Czekała nas wspinaczka po niezliczonej ilości schodów i podróż kamiennym mostem, który zdawał się nie mieć końca. Czekało na nas coś jeszcze – rozczarowanie. To chyba najlepsze słowo opisujące to, jak czuliśmy się, kiedy kapłan oznajmił nam, że tego kamienia nie możemy złożyć w miejscu, które wydało nam się być idealne do tego celu. Wszyscy czuliśmy, że to tutaj powinno spoczywać – zamknięte w skrzyni w podziemiach tej świątyni. Kapłan jednak był uparty i nie popierał naszego entuzjazmu. Wreszcie, prawdopodobnie zmęczony naszymi namowami odesłał nas do innej świątyni – nieopodal portalu Britanii.
Świece płonęły mocnym płomieniem, a jasne pomieszczenie wypełniał zapach wosku. Wszyscy czuliśmy narastającą niepewność tego, co może się stać. Co zdziwiło nas najbardziej, pomieszczenie było puste. Jednakże pomijając eskortę moich przyjaciół ewidentnie czułam w nim czyjąś obecność. Olbrzymi symbol Wielkiego Ojca wyraźnie wyróżniał się na tle wszystkiego, co mogliśmy zaobserwować. Emanował spokojem i mądrością. Być może to właśnie ta mądrość podpowiedziała mi, aby wrzucić klejnot do skrzyni, która stała nieopodal. Kiedy tylko światełko tego kamienia zniknęło w mroku pojemnika, ja poczułam ulgę. Spojrzałam na kompanów. Oni również się uśmiechnęli i pierwszy raz od czasu pokonania demona zobaczyłam, że są rozluźnieni. To uczucie towarzyszyło nam jeszcze długo w czasie naszej drogi powrotnej do domu. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, Hans z pełną powagą na twarzy oznajmił nam, że niedawno rozmawiał z pewnymi wieśniakami…