Część I-Historia Vampirica
W odmętach pierwszych dni, po tym jak łaskawe spojrzenie Wielkiego Ojca mocą sprawczą nadało kształt przyszłych dziejów, narodziła się najpewniej Historia Vampirica – historia wzgardzenia i zdrady – wiecznego pożądania zemsty i wzniecania pogardy wobec żywych. Podobno w owych czasach, zanim jeszcze Pierwszy Świat odczuł klątwę Netherila, pojawiła się na nim istota, zrodzona z nieprawego łoża bogów, której imię nadano „Glaaifhest”.
Posiadała ona moc pozwalającą przeistaczać wszystek śmiertelnych w martwe, aczkolwiek obdarzone duchem, łaknące krwi stworzenia. Te z kolei przekazywały ten dar kolejnym swym potomkom. Podobno pijąc krew dodawały sił swemu stwórcy. W późniejszym czasie zostały nazwane wampirami, by ukazać ich prawdziwe oblicze.
Wiedźma, którą tradycja nazywa „Aise”, omotała serce Glaaifhesta i ten przeistoczył ją na miarę swego jestestwa. A pokochawszy, oddał jej część swej niezwykłej mocy. W ten sposób stali się „Praojcem” oraz „Pramatką” wampirzego rodu. Odtąd żadna istota zrodzona z ich związku nie rozwijała się według woli obojga. Głęboka nienawiść z jaką poczęte zostały owoce ich miłości sprowadzały się zapewne z nienawiści jaką Glaaifhest darzył swych rodzicieli.
Potomkowie nieśmiertelnych gniew i pogardę od latach najpierwszych przelewały na karty swego bytu nader często, z tych waśni ród wampirzy podzielił się na dwie Kasty.
Kasta „Vitae”, będąca najbardziej upodobnioną do śmiertelnych, skupiona była wokół miasta Aareath – domu Aise. Miasto Ystahr stanowiło zaś siedzibę Glaaifhesta i kasty „Talionis”, która bardziej wyodrębniła cechy ojca – bezwzględność i instynkty związane z rządzą krwi.
Inni potomkowie stworzeni przez Praojca, nazywani „Yloth” lub „Przedwiecznymi”, zniknęli w mrokach historii. Krótko po założeniu obydwu miast Glaaifhest wraz z Matka opuścili Pierwszy Świat i pozostawili swe potomstwo samemu sobie.
Obie kasty egzystowały długo. Pozostając w ukryciu patrzyły na rozwój różnych ras myśląc tylko o tęsknocie za Praojcem i Matką. Żyjąc w swych dwóch miastach wampiry całkowicie oddały się mocom, jakie otrzymały od swych twórców. Tylko „Przedwieczni” nadal egzystujący w cieniu dziejów pilnowali ustalonego porządku, posiedli cechy niepojęte dla ówczesnych wampirów, gdyż byli oni stworzeni bezpośrednio przez swego Praojca, bez domieszki krwi Aise.
Z czasem dwie kasty zaczęły walkę miedzy sobą. Każda na pozór w imieniu swego rodziciela. Dla wampirów były to czasy, gdy potomek pił krew swego stwórcy, gdy brat zabijał brata, gdy nawet księżyc przybierał kolor posoki. Niekończąca się wojna do reszty zniszczyła dwa miasta założone na chwałę wampirzych prarodziców. Nawet Przedwieczni nie byli w stanie zażegnać sporu, choć starali się nie dopuścić do zniszczenia Aareath i Ystahr. Legendy współczesnych Immortha mówią, iż zginęli niemal wszyscy w obronie dzieła swych stwórców. Pośród okrutnych sporów uchował się tylko jeden z nieśmiertelnych, kapłani krwi zwykli mawiać, że karę zapomnienia przelał na Immortha sam Wielki Ojciec.
Ostatni pośród pierwszych wampirów wywodził się z „Przedwiecznych” stąd przyjął on właśnie takie imię, w hołdzie dla swej spuścizny.
To on doprowadził do tego, iż każda z istot stworzonych na podobieństwo Glaaifhesta i Aise musiała złożyć przysięgę krwi. Przysięgę, która nakazywała na zawsze poddać się więzi Wampirzych Tradycji, stworzonych na cześć Praojca i Pramatki.
Karty historii zapisują resztki Immortha pozostające wierne Przedwiecznemu, jak również te będące jego najmłodszymi potomkami.
Spisana ręką kapłana. SHM
Część II- Miasto
Od dawien dawna, wampiry znane ze swej niechęci do światła dziennego poszukiwały odpowiedniego schronienia. Wielu z nich poszukiwało odpowiednich miejsc na własną rękę i na ogół samotnie. Wreszcie, jedni z pierwszych myślących przyszłościowo i nieco bardziej „praktycznie” wybrała olbrzymią grotę, wyrzeźbioną prawdopodobnie przez potężny wyziew ognia, będącego sprawką jednego ze starych smoków mieszkających w niedalekim sąsiedztwie. Wszystkie obowiązki zostały podzielone, a wieść o nowym i wspólnym domu bardzo szybko się rozchodziła. Razem z rozchodzeniem się owej wieści wciąż przybywało nowych osób, pragnących schronienia razem z innymi. Wtedy też właśnie wampiry rozpoczęły powiększanie swej jaskini tak, by dla wszystkich starczyło miejsca. Niestety razem ze zwiększającą się liczbą nocnych łowców zwiększała się również niechęć środowiska zewnętrznego, co skutkowało wieloma najazdami i prześladowaniami. Wtedy też, raz kolejny aby przystosować się do panujących warunków, wampiry postanowiły rozpocząc prace budowlane mające na celu stworzenie poważniejszych budowli, o potężnych murach i obronnej budowie. Osobą, która prawie w całości zafundowała to przedsięwzięcie był niejaki Gilles de Rais. Za jego sprawą stopniowo powstawał wielki i potężny zamek, stający we wciaż powiększanej grocie. Stopniowo z budową zamku, najwięksi magowie wampirów tworzyli i nakładali odpowiednie zaklęca, mające między innymi na celu utrudnianie znalezienia drogi czy ochronę tego miejsca przed śmiertelnymi.
Aruvin
Część III- Kasta
„Kasta”
Świat ogarnięty powłoką spokoju zdawał się nie niepokoić zastygłe w odpoczynku zastępy światłości. Tymczasem niebo poczynało zasłaniać się lekką purpurową woalą, która zdawała się gęstnieć z każdym opanowanym fragmentem przestrzeni. Z początku niczym drobna chmurka z każdą senną sekundą nabierała straszliwych kształtów złowieszczej mgły.
Tylko czujne zwierzęta leśnych połaci zdawały się odczuwać niepokój wraz z postępem gęstych, gryzących jęzorów posuwających się jak okrutny wąż w poszukiwaniu niczego nie spodziewającej się ofiary.
Mgła w swej strukturze zdawała się stanowić mrocznego posłańca, przyzwanego krwawym rytuałem.
Purpurowy herold Pana Immortha w rzeczy samej stanowił posłannictwo, na które oczekiwał Krwawy Kapłan.
Świątynia tętniła pod wpływem mantrycznych modlitw inkantowanych przez przybyłych wyznawców Ojca. Pośród zaklętych w magii krwi braci i sióstr, płynęły fragmenty ciemnej mgły wraz z kształtami stawiających się na wezwanie cieni.
Podniosłą atmosferę potęgował wzniecony rytualnie przez kapłana purpurowy jęzor ognia, który to absorbował otaczający zebranych cienisty dym.
– Jestem, moje dzieci – zadudnił pośród murów świątyni tubalny głos.
Podniesione dłonie kapłana opadły sprowadzone nagłym ruchem, uderzając w rant marmurowego ołtarza.
– Ojcze, imię twoje sławiąc spotykamy się z Twą łaską- rozległ się drażniący swą zajadłością syk.
Płomień przybrał kształt ogromnych ust, z których co chwil kilka wypływały w mistycznym korowodzie, cienie i widma. Cały ten widok opatrzony był purpurową barwą zaś ciężkie
i wilgotne powietrze w zatęchłych korytarzach świątynnych przepełnione było słodką wonią krwi śmiertelnych.
– Wzywamy Cię o Przedwieczny gdyż czas po temu byś swą mocą sprawczą zapragnął wspomóc swe dzieci w chwilach próby – zasyczał kapłan.
Majestatyczna forma Pana wszystek Immortha zdawała się niewzruszenie trwać w swej niezwykłej formie.
– Wskaż swym dzieciom drogę postępków, zważ czy działania nasze na chwałę Twojego imienia słuszne czy już bałwochwalczymi stać się mogły- to rzekłszy kapłan sięgnął po sztylet ofiarny. Natenczas spośród zgromadzonych wystąpił niemal bezszelestnym krokiem kordon wampirzego Primogenu, prowadzony przez Seneshala Molterona. Otoczywszy kamienny stół ofiarny stanęli naprzeciw siebie trwając w wymownym milczeniu. Kapłan wystawiwszy swą lewą dłoń począł inkantację tremeriańskiego przywołania, ściskając coraz mocniej w prawicy rytualny rynsztunek. Słowa zaklęcia zdawały się przenikać mury świątynne tworząc niezwykle sugestywny tunel, skierowany swym wlotem ku kamiennemu stołowi.
Dźwięki mantrycznego zaklęcia zdawały się nasilać, otaczając mistyczną aurą zgromadzonych. Cienie otaczające wlot do tunelu zerwawszy się poczęły nagle nerwowo zbliżać się do jego eterycznych ścian. Oczom wszystkim ukazała się natenczas sylwetka humanoidalnej istoty, z początku nieokreślona zdawała się z biegiem czasu nabierać coraz bardziej wyraźnych kształtów człowieczych.
Kapłan zdecydowanie przerwał swój rytuał a istota, którą przyzywał wylądowała na kamiennym ołtarzu. Seneshal wymownym gestem nakazał zbliżyć się wszystkim zgromadzonym w świątyni do ofiarnego stołu.
Sztylet ofiarny dokonał swego przeznaczenia, lądując niemal w samym środku klatki piersiowej śmiertelnika. Życiodajny płyn o aksamitnie czerwonej barwie popłynął struminiście specjalnymi rowkami po ołtarzu.
– Na chwalę Twojego imienia Ojcze, składam ten oto dar krwi! – zdało się posłyszeć kapłański skowyt.
Molteron nakazał zbierać członkom Primogenu ściekającą posokę do specjalnych kamiennych mis.
– Na znak pojednania się z przodkami czynimy tę oto krwawą komunię, na chwałę Praojca
i Pramatki, jako to Ty Nas nauczyłeś – Krew jest mą siłą, krew jest mym zbawieniem. Jesteśmy Immortha, rasy świata pokłońcie się przed nami! – Wysyczał w modlitewnym jazgocie kapłan po czym przechylił jedną z ofiarnych mis, wypijając nieznaczny łyk.
Tak uczynili również członkowie Primogenu podając następnie naczynie z krwią każdemu
z członków swego klanu.
Gdy ostatni Immortha dokonał aktu komunii i odłożył misę pod kamienne schody prowadzące do ołtarza odezwał się głos Ojca.
– Dzieci moje, przyjmuje dar waszego poświęcenia i nakazuję trwać w tradycjach. Nadeszła zatem chwila, w której historia naszego jestestwa zatacza krąg. Niegdysiej przodkowie nasi podzielili swe potomstwo na kasty, ogromną przy tym czyniąc im krzywdę. Otwarła się droga do walk wewnętrznych co doprowadziło niemal do samodestrukcji naszego nieśmiertelnego bytu. Tylko w jedności poglądam wasze dalsze istnienie, nie tylko jako gildie, które to stanowią o waszej odrębności lecz jako jeden twór samostanowiący. Nakazuje zatem sformować kastę będąca monolitem waszych wartości i tobie kapłanie powierzam rolę mentora tradycji.
Raz jeszcze świat Immortha stanowić będzie jedność i po wsze czasy o sile jego świadczyć będzie. Na ręce kapłana ponadto powierzam cienisty materiał, z którego Wielki Ojciec utkał ciemność – niech za sprawą mego błogosławieństwa uszyje płaszcze będące symbolem nowej jedność. Tako rzekłem i niech się stanie- zakończył charakterystycznym, ochrypłym akcentem Głos Ojca.
Purpurowa poświata nagle opadła pozostawiając w miejscu objawienia posępną, czarną skrzynię. W skrzyni zaś znajdowała się przejrzysta, zwiewna niczym podmuch lekkiego wiatru i wytrzymała jak royalowy stop rolka tkaniny.
Kapłan odmówiwszy modlitwę dziękczynną, zbliżył się do niezwykłego daru. Owładnięty pasją boskiego błogosławieństwa począł żmudna pracę krawiecką, mającą swe owoce wydać niezabawem.
Zbliżała się era nowego porządku…
Spisane ręką kapłańską. SHM
Część IV- Rebelia .
Nikt nie wie kiedy dokładnie zaczęły pojawiać się Jego sługi. Te pozbawione honoru marionetki w rękach szaleńca. Zabiliśmy jednego,dwóch,trzech, setki a ciągle zaczęło ich przybywać. Nie wiedzieliśmy na początku skąd pochodzą, kto ich stworzył ani co mają na celu. Przybyli z najdalszych zakątków cienistej krainy a w ich plugawych ciałach płynęła krew tego który zdradził, tego, który zatracił się w Bestii-Księcia ścierw i plugastwa najpodlejszego. Badaliśmy sprawę z ukrycia nie chcąc rzucać światła na naszą jak dotąd bezpieczną kryjówkę jednakże i tu nas odnaleźli…
Ich istnienie obrazą jest dla czystej Krwi Immortha. Podlejsi nawet od ludzkiego ścierwa wyciągnęli swe brudne skażone grzechem szpony w kierunku Elizjum. Ostrze ich skrytobójczych sztyletów dosięgnęło ciał niczego nie spodziewających się Immortha. Zabito kilkoro z nas. Ich celem był jednak obecny Władca Zamku lecz nie dane tym ścierwom było się z nim równać. Zamachowcy polegli a ich głowy wciąż żywe po dziś dzień jęczą w agonii przybite srebrem do muru Twierdzy.
Po raz drugi święta wojna przybyła pod mury Zamku Immortha. Jyhad znów wyciąga do nas swe zakrwawione ręce, szepcze do uszu naszych słodkie słowa nienawiści do podlejszych nam braci.
Nie ulegniemy, nie odstąpimy , nie porzucimy broni i nie uciekniemy, bo stając się Dziećmi Nocy przyrzekaliśmy bronić murów Wiecznego Miasta.
Spisane ręką kapłańską. MHM
Gracze do których można się zgłaszać w sprawie kandydatury: irc/forum Grochowa