Przeziebienie.

Zaczęty przez LooZak, 2009 09 10, 17:34:58

Poprzedni wątek - Następny wątek

Zanderradcer

#15
         Wiedziałem, że i mnie to spotka. Cholerna choroba. Dobrze tylko, że na szczęście nasz alchemik i obecnie najlepszy lekarz w Delucji Aaron ma lekarstwo. Mekmar mówił, że uleczy z najcięższych stadiów. Na szczęście u mnie dopiero się zaczęło. Zanderradcer rozmyślał idąc do gabinetu doktora. Na podwórzu wiało niemiłosiernie. Zakonnik krzyknął raz i drugi. Nic. Zaczął okładać drzwi pięścią. Otworzyły się po chwili.
-Czego tak walisz toć słyszałem Ciebie! Wykrzyknął Suzumaru
-Jestem chory to raz. Dwa nie należę do najcierpliwszych na tym świecie. Słowa wypowiedział powoli bez cienia emocji.
-Chory powiadasz? Jakie są objawy. Kaszel, jesteś zmęczony, głodniejesz, nie jesteś wstanie utrzymać broni, a może nie jesteś wstanie jeździć konno. Aaron mówił strasznie podnieconym głosem. Chciał kontynuować, ale przerwał mu Zanderradcer.
-To tylko kaszel. Stwierdził spokojnie.
-Ehh. No nic wypij te dwie mikstury. Potem jak choroba będzie wracać zażywaj tego. Wyglądał na mocno rozczarowanego.
Zakonnik ruszył zdrowy i z miksturami na najbliższy tydzień. No nic będzie dobrze. Dobrze, że mamy takiego dobrego alchemika.


Ps. Trochę to przeginka żeby się 4-5 razy dziennie z tego gówna leczyć. Fajna opcja i nie którym zwłaszcza alchemikom przynosi zabawę i zysk. Raz dziennie choroba to by było zacnie, a nie ten cyrk co jest teraz. Dziekuję za uwagę;]
Jesteśmy otoczeni? Świetnie mozemy atakować w każdym kierunku.
Co Twoje to moje. Co Moje tego nie rusz.
Heman: od kiedy wojsko ma cos wspolnego z tym czy sprzedajemy rybki czy inne gowno

Maelui

Maelui nerwowo chodziła to w jedna strone to w drugą co chwila kaszląc i kichając w chusteczke.
-To juz szczyt! a...a apsik!-potrząsneła głowa i spojrzała na aarona-to wszystko sie kupy nie trzyma!
chory wampir?! szczyt! katastrofa! niedopuszczalne!a...aa...apsik! *khe khe khe*
dobrze ze nie zyje bo by mnie ta choroba pewnie wykończyła..

Glabhonhair

Zdrowy i wesoły - jako jedyny nie zachorował. Krótko i na temat  ;)

seo



Ponowne próby odnalezienia przyczyn tajemniczej choroby nieudane.... szlag! Wielu zarażonych, kolejne bliższe kontakty i brak zarażenia eh... być moje komórki nie są odpowiednim miejscem dla rozwoju tych bakterii? W takim razie do zbadania wirusa który powoduje tą choroby będę potrzebował bardziej osobistego kontaktu z zarażonym, no cóż. *skierował głowę w strone swojego cienia* Do roboty Zzzryśćie *nieumarły wygiął zębiska w karykature uśmiechu*





Muzyk

- psia jucha, gdzie ja to zostawilem...
Khanor od samego rana nie mogl sie skupic. Kaszel, katar, obolale kosci doprowadzaly go niemal bialej goraczki.
Przeszukiwal skrzynie i szafy w swoim domu.
- no nareszcie!
Gadal sam do siebie.
Wyciagnal z szuflady mala paczuszke, odwinal ja. W srodku byly 2 zlepione kulki. w calym pokoju mozna bylo nagle wyczuc mieszany zapach cebuli, czosnku, jakis ziol i czegos
naprawde mocno smierdzacego. czegos co rozkladalo sie przynajmniej pare lat.
- przepis mojej babki. leczyla tym kazda chorobe. no oprocz lenistwa ktore wedlug niej wyleczyc mogl tylko brzozowy kij.
Przypominal sobie dziecinstwo.
jedna kule wrzucil do mozdzieza, roztarl i zalal miodem pitnym, po czym przelal do pustego kufla
- moze teraz bedzie jako tako smakowalo.
2 kule zawinal i wrzucil spowrotem do szuflady.
W domu roznosil sie fetor nie do zniesienia.
- to wypali ten piekielny kaszel.
Usiadl przy stole, postawil kolo siebie dzban ze spirytusem, talerz pokrojonych cytryn i kufel z paskudzctwem.
- Raz sie zyje! Krzyknal zeby nabrac choc troche checi do wypicia smierdzacej substancji.
Przechylil Kufel i 3 wielkimi lykami oproznil zawartosc, od razu w oczach pojawily sie lzy, na twarzy wypieki, krople potu splywaly mu na brode.
Zapil szybko paroma lykami spirytusu, pod jezyk wsadzil plaster cytryny. skrzywil sie okropnie.
- uh... jakos poszlo.
Pogladzil brode. Wstal od stolu i chwiejnym krokiem doszedl do lozka ktore bylo w kacie izby. Zwalil sie na nie ciezko dyszac.
- Babka moze i byla stara jedza, ale na lekarstwach sie znala. Teraz troche snu i spowrotem do kopalni wypocic ten piekielnik.
Zamknal oczy i po juz chwili donosnie chrapal.
Nie wiedzial jeszcze ze tego fetoru z domu nie pozbedzie sie przez dlugi, dlugi czas...
"W niektórych sprawach nie będę nigdy obiektywny. Nie mi to oceniać, niech to robią inni." - WWO

Aruv

Wraz z odnajdywaniem coraz to nowszych lekarstw, poddawaniu się coraz to dziwniejszym próbom, znachorzy zaobserwowali stopniowe uodparnianie się ludności na dziwną zarazę.
Choć dokładnie nie wiadomo co ją wywołało, to z pewnością jest za wcześnie aby mówić o jej całkowitym wyleczeniu. Na świecie wciąż są domostwa, do których dobrodziejstwo lekarstwa jeszcze nie dotarło.
Co bardziej zapobiegawczy ludzie twierdzą również, że dla bezpieczeństwa warto by było sprawdzić, czy wirus nie może być przenoszony również przez zwierzęta.

Neron

Tak leniwie przesuwa sie ta wskazówka..- pomyślał Cartus spogladając na zegar - Kurwa mać, sam Asmoday sie tej zarazy nie spodziewał, łamie w kościach..

Cartus usiadł przed kominkiem, spojrzał raz na płomien, raz na łóżko i sie zastanawiał w myślach - czy już mój czas dobiegł końca? zaraza dopadła nas wszystkich, lecz nic nie pomaga, ojciec miał racje..

jego myśli przerwał zapach siarki w powietrzu - czyżby Asmoday? - nie, to był Molteron, który wczesniej bawił sie wybuchowymi miksturami.

CARTUS! OTWIERAJ MI TU INO SZYBKO! - Cartus zbiegł biorąc ze sobą młot, Molteron krzyczał jakby go dźgali
- Ide ide ! - po drodze z kilka razy pociągnął mocno nosem by nie upieprzyć sobie wypolerowanej zbroi.Człowiek lekko uchylił drzwi i wyskoczył wyprowadzając już cios, lecz ku jego zaskoczeniu zastał tylko demona..rozchorowanego demona, ktory klnął cos pod nosem.
-Ahh ty sam? wchodz wchodz przyjacielu, widze że i demonow dopadła zaraza - skrzywił sie Cartus
- Hej Kaktusie ! - zachichotał po czym zakasłał - dziekuje, pogadajmy

Weszli na piętro, siedli przy kominku. Cartus wyjal ze skrzyni whisky - Napijesz sie? - Demon spojrzał na Cartusa z podłym usmiechem - Lej Lej może to mnie uleczy!

Nic ci nie pomogło ? - zapytał Cartus
- Jak widać, wyciągi z żeń szenia,obsidianu.. nic!  nosz kurwa żeby to już demonów dopadało - Molteron spojrzal na szklaneczke whisky - może masz juz lekarstwo na to?
Cartus pogładził sie po łysej głowie, poprawił leżący przy nodze młot - Moj Ojciec powiadał, że jak chemia nie pomaga to tylko pozostaje położyć sie i spać - pociągnął nosem - długi sen, przespać chorobe.

Molteron dopił swoje whisky - może i masz racje, może trzeba to poprostu przespać, długi sen nam dobrze zrobi - zakasłał - oby przez czas snu sytuacja sie unormowała, bo nie mam zamiaru latać  po całej sosari w poszukiwaniu lekarstwa.. Cartus?
- Tak?
- Moge jeszcze whisky? - demonicznie sie usmiechnął
- Jasne, częstuj sie czym chata bogata.
Ave LoA ! Padłeś ? Powstań !

Alvor_Lucard

wszyscy kaszla, kichaja, smarkaja...

Ludzie, elfy - cala ta banda od dawna powinna zawierzyc mocy Ylotha i poddac sie jemu jak ja.


*caly i zdrowy oddalil sie w nieokreslonym blizej kierunku*
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Ragnall

Przychodzi wieśniaczka do Znachora i *kaszle*, a Znachor na to: *wymiotuje*.

::)

Ziggy

Zaczeło sie od zwyklego kaszlu, przeciez to nic strasznego.
W jakiś magiczny sposob zaczalem wiecej jesc, przytyłem, byłem bardziej osłabiony.
Nastepnego dnia bez kuracji i znachora przyszła pora na wymioty i rzadka kupe.
To wszystko bylem wstanie wytrzymac!
Ale nie takiego napadu kaszlu, ze bron wypada sama z rak! To juz zawiele!
Wrogosc do bozkow powierzchni i samych Powierzchniowcow wzrosła przez ta zaraze.
Myjcie sie Ludzie, i ty Nimrod - bo ci pot przezera rany!
Jedne z płomyczków wysokie były i mocne,świeciły jasno,inne zaś były malutkie,chwiejne,a światło ich ciemniało i zamierało.Na samym końcu jeden płomyczek maleńki i tak słaby,że ledwie się tlił,ledwie pełgał,już to rozbłyskując w wielkim trudzie już gasnąc niemalże zupełnie.
- To twój ognik, drowie.

SolTell

Choroba nie chciała przejść, chyba za bardzo liczył na Minocką Odporność.

No to teraz wiedział, że był to mit. Dlatego postanowił zasięgnąć rady u Nunca, który akurat przebywał "przypadkiem" w banku Minoc.

- Ehh choroba nie ustępuje, a mości Nunc zdrowy? - zagaił książę
- Zdrowy, pomogły mikstury - odpowiedział starzec z uśmiechem na twarzy
- A ze mną wciąż kaszel, powiedzcie jakie to mikstury?
- Cóż mam takie, że na kaszel pomogą - rzekł i wyciągnął z torby czteropak mikstur - najpierw tą żółtą, potem tą w czerwonej butelce.. - gdy mędrzec to mówił książę prędko wypełniał polecenia - ... a potem zagryść czymś sycącym - władca sięgnął do sakwy i wepchnął do ust kanapkę, bo faktycznie  głód straszny odczuwał.
Tylko, że czynił to tak prędko, że świeża kanapka w kruchej bułeczce zmieniła się w papkę tak nie dobrą, że można by pomyśleć trującą. Przełknął posiłek z trudem, jakoby połykał kowadło.

Ale faktycznie, lekarstwo pomogło. Chociaż jeszcze trochę się spocił książę bo w żołądku bulgotało jak w żołnierskim kociołku z gulaszem. Wiatry zawiały... i na szczęście ustały.

Ghg

#26
siedziala jedza wredna na swoim kwadracie. wieza byla urzadzona skromnie, jednak miala najpotrzebniejsze murzynskiej pieknosci rzeczy. czytala "eval for dummies" i znudzona przelaczala kanaly. w krysztalowej kuli najnowszej generacji hdmi wlasnie ktos mowil o tym, ze lord british zyje i ma na to dowody. nagle jakby *kaszel* ja zaskoczyl, a zaskoczyl dlatego, ze murzyny nie choruja podobno. jak te ssace bydlaki, co to zamiast dziewki po nocy chedorzyc to lataja za plytami z royala i je po utoczeniu (doslownym) krwi sciagaja. przelaczala kanaly dotad, az nie trafila na ciekawy reportarz o koniach. czarnula lubila konie. zagmerala w kufrze z biagiennej skory, ktora kupila w IKEI i wyciagnela miksture. wypila jednym haustem popijajac zaraz winem marki wino, czyli przez uczonych magow z akademii, ktora miescila sie kiedys w vesper, nazywane rowniez siarkowodorem watrobozwiedlym. kaszel jak sie pojawil tak znikl.

kilka dni pozniej, gdy zapomniala kompletnie o calym zdarzeniu siedziala pod bankiem w jhelom patrzac sie na zady koni, znudzona jak zwykle przelaczala sobie piesni bardow z delucji na swojej najnowszej iRozdzce, ktora dostala od zboczenca degenerata [Fochmistrza]. dziad lubi klasc lapska tam gdzie nie trzeba, ale podarki tez lubi dawac. i tak nie byl juz sprawny gdzie by chcial, wiec asfaltowa pieknosc pozwalala mu na takie amory. denerwowalo ja tylko, gdy prosil zeby sprzatala na golasa mu cala siedzibe, bo wielka byla ruina jak diabli i stara jak sam sprosny wieprz. siedziala tak i patrzyla na konskie podwozia, w ktorych chetnie dokonalaby napraw, gdy nagle przeszla obok niej mala dziewczynka i *kichnela*.

po kilku dniach siedzac znow w wiezy czarnula *zakaszlala*, bluzgnela i siegnela ponownie do kufra z IKEI.


mnie osobiscie zaczyna nudzic ta choroba.
Ostatnie słowa Woltera brzmiały : "To nie najlepszy czas, na robienie sobie wrogów". Tak odpowiedział na pytanie księdza, czy ten wyrzeka się diabła.

promuje wegetarianizm w krajach trzeciego swiata.

Szmaglomea

To moze pora sie wyleczyc? Zapraszam ;)

elric

To może pora wycofać nieudany pomysł? ;>

LooZak

/ Off Topic Comment: Was juz chyba pogrzalo z ta choroba... Co wejde do miasta wychodze z *kaszle* nad lbem. Powiedzialem sobie ze tydzien wytrzymam (jak przy pospolitej chorobie), no ale teraz byscie mogli zakonczyc ta farse. Ani nie kumam fabuly tego shitu, bo prawde mowiac nic o nie nie wiem. Jedynie doszly mnie sluchy, o zwizaku z tredowatymi przy polwyspie swiecznika, na prawym krancu lasu Yew, z tym wyjatkiem, ze nikt nic wiecej nie chce powiedziec, lub wszyscy w ogole nie maja pojecia o tym. (ewentualnie jacys zajebisci klimaciarze wtajemniczoni w to, sie opieprzaja)