Pokora

Zaczęty przez Zyzio, 2009 11 03, 13:28:31

Poprzedni wątek - Następny wątek

Zyzio

   Widmowy wierzchowiec zakwilił biegnąc kłusem wzdłuż pola. Drowka przeciągnęła się w siodle i zsunęła kaptur, jednocześnie zaplatając dłonie za głową. W zasięgu wzroku po swojej lewej stronie trzymała niskie zabudowania Ocllo. Rozejrzała się leniwie gdy jaszczur podmroku przebiegał z szelestem przez pole pszenicy. Nieopodal dwójka rolników pogrążona w rozmowie zbierała jarzyny do kosza. Kobieta stanęła w cieniu drewnianego budynku przy polu i oparła się łokciami o głowę ostarda. Do spotkania miała jeszcze blisko godzinę i nie było pośpiechu.
-No przeca ci mowie, ze widzieli tu drowy - tłumaczył niziołek piskliwym głosem - Jak spotkasz jednego z tych czarnych diabłów to wiej gdzie cie oczy poniosą. Inaczej,  jeśli będziesz miał szczęście, spotka cie szybka śmierć. Bardziej prawdopodobne, że trafisz do jednej z klatek w ich piekielnej norze i będziesz służył im do końca swojego, krótkiego zapewne, żywota.
Jego towarzysz, prawie dwukrotnie wyższy od niziołka młodzieniec o nerwowych ruchach parsknął, choć bardziej przypominało to warknięcie. Odsłonięte podczas tego wyrazu dezaprobaty kły, świadczyły o wilczej krwi płynącej w jego żyłach.
-Żaden człowiek, drow, czy nawet demon nie zrobi ze mnie niewolnika, mój mały przyjacielu - odparł mężczyzna przez zaciśnięte zęby - Jeśli jakiś będzie próbował, wcześniej będzie musiał pozbawić mnie życia. Jeśli zdoła...
Wyraźnie rozbawiona butą młodzieńca drowka wjechała wolnym krokiem na pole między rozmówców. Z twarzy niziołka odpłynęła krew, pół-wilk, choć początkowo wyraźnie zmieszany, szybko wrócił do chłodnego wyrazu twarzy i wpatrywał się w lśniące czerwienią oczy mrocznej elfki. Drowka płynnym ruchem zsunęła się z wierzchowca, nie odrywając przy tym wzroku od wyższego o ponad głowę pół-wilka.
-Mój wierzchowiec jest głodny, jaluk, nakarm go... - melodyjny głos elfki kłócił się z jej tonem, w słowach brzmiała nie znosząca sprzeciwu ostateczność. Niziołek wbił wzrok w ziemię i podbiegł z koszem owoców do ostarda wycierając warzywa o tunikę, ale drowka powstrzymała go gestem. Nie odrywając wzroku od pół-wilka odezwała się tym samym tonem - Nie ty, maleństwo... Twój niepokorny abbil chętnie zajmie się moim jaszczurem.
Słysząc tak bezpośredni rozkaz pół-wilk zacisnął zęby z gniewu i skrzyżował ramiona na piersi wpatrując się w bezczelną kobietę. Elfka demonstracyjnie oparła się na drzewcu swojej włóczni, jednak nieporuszony tym widokiem pół-wilk wciąż się nie drgnął, nawet nie mrugnął, jak zauważyła.
-Nie zmusisz mnie do służby, czarna elfko - wycedził przez zęby mężczyzna, wyginając przy tym szyje by podkreślić swoją przewagę wzrostu. Stuknął kilkukrotnie otwartą dłonią w swoją klatkę piersiową - Możesz przebić mnie tą swoją dzidą, ale nie będę wykonywał poleceń tobie podobnych.
Młodzieniec ponownie skrzyżował ramiona zaciskając dłonie na bicepsach, zadowolony z osiągniętej przewagi i odebrania kobiecie satysfakcji. Reakcja kobiety była tak szybka, że jego wzrok ledwie zarejestrował poruszenie. Drowka wykonała pełen piruet uderzając drugim końcem włóczni pod kolano stojącego obok niziołka, a zanim jego ciało zdążyło opaść po podcięciu wbiła mu stopę w klatkę piersiową przyszpilając go do ziemi. Niziołek chciał jęknąć, ale powstrzymał się, gdy poczuł na gardle zimny grot włóczni. Ponowne spojrzenie które tym razem wbiła w pół-wilka niosło ze sobą całkowitą obojętność. Mężczyzna patrzył w zdumieniu, będąc przekonanym że bezwzględna kobieta pozbawi życia jego towarzysza na jakikolwiek znak sprzeciwu.
   Człowiek o wilczej krwi ruszył w kierunku koszyka z warzywami jednak śmiech kobiety zatrzymał go w połowie drogi.
-Nie chcę warzyw dla waszego bydła, głupcze. Nazbieraj mi marchwi z tamtego pola. I nie zapomnij dokładnie jej umyć. - Całkowicie rozluźniona drowka wydawała się dobrze bawić, a leżący nieruchomo niziołek spojrzał błagalnie na drugiego rolnika - Tylko żwawiej, bo nie mam całego dnia.
Pół-wilk z oczyma płonącymi gniewem i zębami zaciśniętymi tak, że przy kącikach ust pojawiła się krew, zebrał marchew oddychając urywanymi sapnięciami. Umył dokładnie warzywa w wodzie przyniesionej ze studni i przyniósł posłusznie kosz ze strawą dla wierzchowca kładąc go przy mrocznej elfce. Jej śmiech brzmiał nieznośnie w uszach dumnego pół-wilka, jednak gdy z rozmachem kopnęła w kosz rozsypując marchew po błocie nieomal rzucił się na nią w szale. W pół kroku zatrzymała go wyciągnięta włócznia.
-Nie trzeba mi waszych śmierdzących plonów. Chciałam ci pokazać, że będziesz się grzecznie słuchał, jeśli tylko zechcę... - drowka uśmiechnęła się kącikiem ust i odgarnęła niesforny kosmyk włosów z hebanowego czoła. Poprawiła insygnia domu Silin'aerl na kształtnej piersi i jednym gestem sprowadziła na pole kulę nieprzeniknionej ciemności.
- Znajcie swoje miejsce, naziemcy - usłyszeli melodyjny głos płynący z mroku. Gdy po kilkudziesięciu sekundach światło dnia rozproszyło ciemność, po kobiecie nie było już śladu.
***<Kap^^> kto nie gral w uo ten nie zna zycia***
KANDYDACI NA DROWA:
http://dm-uo.pl/forum/index.php/topic,18495.msg306994.html

Ziggy

rrrrrrr.... ;]
Jedne z płomyczków wysokie były i mocne,świeciły jasno,inne zaś były malutkie,chwiejne,a światło ich ciemniało i zamierało.Na samym końcu jeden płomyczek maleńki i tak słaby,że ledwie się tlił,ledwie pełgał,już to rozbłyskując w wielkim trudzie już gasnąc niemalże zupełnie.
- To twój ognik, drowie.

Maelui

Szyneczka to najfajniejsza dupcia podmroku ;]

Antek

Big Z jak zawsze ukazał swą wyższość nad naziemncami, niech no się zaloguje ><
:D Przyjemne, acz krótkie. Przyzwyczaiłem się do większej akcji w twoich opowiadaniach, ale miło znowu widzieć świeżą działalność Shynt na DM

LV

Zamykam i czyszcze bo offtopujecie, no i nie lubie zyzia:(:(:(:(