Wyprawa po krzyż

Zaczęty przez DzikiHL, 2006 03 13, 20:50:32

Poprzedni wątek - Następny wątek

DzikiHL

Dzień 47, rok 35                   -- Dziennik Zakonnika --

Przypomniało mi się. To dziś mieliśmy się spotkać przy zamku Britisha. Podobno Xymox ma dla nas ważną sprawę. Ledwo co wróciłem z polowania zmęczony, bankier zwymyślał mnie za wnoszenie błota do środka a tu już trzeba się ubierać i ruszać. Coś czuje, że to będzie długi dzień, niedobrze mi.
No, ubrałem się, chyba w tej zbroi będę bezpieczny. Mashhad mówi, aby wziąć łopatę i kilof. Skąd ja wezmę teraz kilof? Po licha w ogóle kilof? Dobra, wezmę ten, ale jak go stracę, będę zły, to pamiątka. Ruszamy do Stolicy do zamku przez magiczną bramę. Po drugiej stronie z uśmiechem witają nas wojownicy Asmoday'a. Zabawne, bo kilka godzin wcześniej szukała ich delegacja dostojników z Yew, ciekawe czy ich znaleźli? Kupcy nadal stoją na tych samych szlakach prowadzących do miasta, że też im się chce tak stać ciągle bez towaru... Przed zamkiem pustki, tylko straże pozostały, widocznie jesteśmy pierwsi. Trzeba czekać.
Rycerze powoli się zbierają, dawno nie widziałem Zakonników w tak licznym gronie tylko gdzie jest Xymox? Warto byłoby się dowiedzieć, o co chodzi. W końcu dotarł i szybko tłumaczy, w czym rzecz. Ciężko go zrozumieć, gada o jakimś krzyżu jego wujka znajdującym się w ruinach starego Yew. Już wiem po co mi kilof i łopata, będziemy ten krzyż wykopywać. Najpierw jednak udajemy się do świątyni Methestela w Trinsic prosić o wsparcie duchowe. Skoro idziemy się modlić to chyba dobrze, że wziąłem nową broń, może się przydać. Zauważyłem, że jadąc tak po moście Brytanii wyglądamy na bardzo zorganizowaną grupę. Zapewne morale wśród zebranych rosną, nic nas nie zatrzyma, nawet ta wielka ropucha... Jesteśmy w świątyni, po drodze podziwialiśmy trofea, jakimi przyozdobione jest miasto, imponujące. Modlimy się, każdy w wielkim skupieniu i trwodze. To, co oni przeżywają musi być bardzo głębokie. Pewno wiedzą, że to może być ich ostatnia wyprawa.
Po modlitwach znowu przemawia Xymox, ustalamy plan działania i możliwe warianty rozwiązań. Tak na wypadek, w końcu wszystko może się zdarzyć.
Wszyscy już gotowi do wyjazdu, Nunc otwiera portal, ostatnie spojrzenie na Trinsic...
W Yew jak zwykle wiatr znad oceanu, nieprzyjemny i zimny mimo pogody. Pojawiliśmy się przy samych ruinach, spodziewałem się obejrzeć bank w nowym mieście... Tropiciel powiadomił nas od razu co za ślady znalazł. Nie jesteśmy tu sami. O, co za upiorne stworzenie do nas przemawia? Ostrzega nas przed tym co może nastąpić, znikł. To miejsce jest zapewne pełne takich upiorów. Wjechaliśmy ostrożnie do środka starych pomieszczeń, wszystko leży tu tak jakby pozostawione było wczoraj. Jedynie warstwa brudu, kurzu i zniszczenia przypominają nam, co się tu wydarzyło. Tego jednak moja skromna osoba nie pamięta. Zlokalizowaliśmy szybko krzyż. Jako jedyna rzecz w okolicy stoi pewnie wkomponowany w podłogę. Ciężko będzie go ruszyć, podłogi marmurowe a i krzyż nie wygląda na leciutki. Dodatkowo te dziwne źródło energii, nie jest to przyjemna moc. Nagle coś przemyka obok nas, poznaje ten uchwyt broni, Kevaren, zaczyna się...
Ludzi zaczyna przybywać, przejeżdżają szybko na swoich wierzchowcach, ciężko kogokolwiek rozpoznać. Nie ma się co dziwić, władze Yew dowiedziały się o naszych zamiarach, trzeba będzie załatwić to oficjalnie. Wsiadamy na konie i jedziemy w stronę zebranych mieszkańców. Nie ma nikogo z władz Księstwa, do tego jeszcze każdy z nich coś krzyczy, co za dyscyplina, nie to co my... W końcu do głosu dochodzi dwóch jegomości, Drahonian i jeszcze jeden, nie znam go ale jeździ jakby jego koń miał bełta w zadku. Bogowie, kłócą się kto ma rozmawiać w imieniu władz. Jak tak dalej pójdzie to źle to się skończy, i dla nich i dla nas.
Jednak zadecydowali, Drahonian występuje w imieniu miasta. Jest strasznie nieufny i porywczy, ale myślę, że jeśli nas wysłucha to będzie dobrze. Xymox zaczyna tłumaczyć naszą obecność i zamiary. Ma jakieś dokumenty udowadniające, że krzyż należy do niego. Yewiańczykom nie podoba się nasz plan. Uważają, że krzyża nie wolno ruszać, wychodzi na to, że bez przelewu krwi się nie obejdzie. Wojownicy chaosu zaczynają nas otaczać. Co za atmosfera, mógłbym ją przekroić mieczem gdybym go miał. Ak'zzar zwany "wiejskim przygłupem" zaczyna mierzyć w nas bronią. Rozglądamy się po sobie, już wiemy na kogo pierwszego się rzucić. Nagle krzyki i kłótnie przerywa kolejna upiorna zjawa. Dziwne, piszczy coś, ale wydaje mi się, że go rozumiem. To duch poległego tu pirata. Ostrzega nas, jeśli zabierzemy ten krzyż, dusze tu spoczywające spadną w piekielną otchłań. Zaczynamy mieć wątpliwości, co do odkopywania. Xymox jednak upiera się przy swoim, jest gotów zginąć, ale wykopie ten krzyż choćby sam. O mały włos i doprowadziłby do klęski rozmów. Uspokajamy go choć trochę i wspólnie, poza Radą Nekromantów, idziemy pomodlić się do krzyża by naładować go dobrą energią. Modły prowadzi Mashhad. Bacznie obserwują nas Yewiańczycy, nie pofatygują się jednak zejść i pomodlić z nami. Czy im nie zależy aby te biedne dusze odczuły ulgę? W końcu to ich przodkowie do diaska. Grupa impów stara się wyprowadzić nas z równowagi. Słychać śmiechy, radość, swawole. A gdyby tak mój konik nadepnął jednemu na te małe stópki...
Krzyż zaczyna emanować bólem, wibrować, ziemia drży. Wokół niego zaczynają materializować się jakieś ohydne kształty. Ból zaczyna być nie do zniesienia. Kształty okazują się być lichami broniącymi piekielnej mocy. Szybko rozprawiliśmy się z nimi jednak aura zła nie słabnie, kolejne zjawy pojawiają się...
Przed chwilą walczyliśmy wspólnie z lordami lichów a już pojawiają się kolejni przeciwnicy. Skądś znam te istoty. Widziałem takie w okolicach Magincii, to nie będzie już takie łatwe.
Sługi Daywados'a dopingują. Szkoda, że nie nas... Wielu z nas poległo, wielu Yewiańczyków też. Ganiam się z dwoma Banshee na raz, nie czuje się najlepiej, to boli...
Jednak poległem, koń też leży, biedne zwierze, tak dobrze mi służyło. No nic, trzeba się szybko zbierać, ryk demonów zza ścian oznajmia niebezpieczeństwo.
Jeszcze nigdy nie widziałem takiego potwora, do tego od razu się z nim zaprzyjaźniłem. Cholera, nie mam konia, nie sposób utrzymać dystansu. Czemu wydaje mi się, że bije to sam?
Poległem znowu, tym razem jednak udało się, bestia padła. Zbieram się szybko i biegnę do krzyża. Mashhad ledwo stoi na nogach, widać jak męczące to dla niego modły.
Sukces, aura znika, dosłownie kamień spada nam z serc. Pomieszczenie nabiera światła. Biegnę szybko do stajni po konia i wynosimy się stąd.
Twarze Zakonników już pogodniejsze, każdy odetchnął z ulgą. Zbieramy się w kręgu, pożegnałem gospodarzy, Quarion otwiera właśnie bramę.

Kochane znajome miasto, jak dobrze być znowu w domu.

--------------------------------
Quest wyszedł dobrze mimo, że spodziewałem się pokazu ze strony redów. Niektórzy jednak mnie nie zawiedli i robili wioche od początku do końca. Nie obyło się też bez kradzieży bo jak to mogło być inaczej co nie? Edgar Siragh jesteś pajac i tyle, zastanów sie co ty robisz na tym shardzie. Reszcie redom gratuluje choć kilku minut spokojnego odgrywania. To, że jesteście mroczni nie oznacza, że musicie zabić by to pokazać. Na to są jeszcze inne sposoby niż klick klick.
Buccaneer's Den - Ziemie Piratów zapraszają do siebie!
Temat na forum o mieście
#bucc-dm - kanał miasta na ircu
Opis miasta na stronie DM

Aruv

Czy to nie paradoks Kapoerze? Symbol życia ukryty tutaj...tutaj w ruinach starego Yew, strzeżony przez nieumarłe istoty - Dalurvith rzucił sucho do brata.
- Fakt, dziwne... - wypowiadając te słowa nekromanta rady machnął leniwie dłonią. Oddział nieumarłych rozstąpił się. Oczom wiernych Netherilowi ukazał się popękany krzyż Ankh. U jego stóp wił się Kapłan Ahn'bysa. Czy naprawdę jest tu od samego początku? Czy strzeże swego symbolu od pamiętnego zawalenia się pierwszej leśnej osady?

*chwilę później*

- Zrobicie ze mną, co chcecie, ale obronię swój krzyż! - Kapłan Ahn'bysa ,wykrzykując te słowa, wykorzystał resztki magicznej aury i stworzył potężne pole siłowe otaczające krzyż.
Drow wskazał końcem palca Kapłana. Od teraz jego ciało stało w słupie piekielnego ognia. Widząc to, jego przyjaciel otworzył usta, z których popłynął bełkot inktantacji. Pieczęć fali została stworzona, a jej uwolniona moc poleciała prosto w dopalające się ciało Kapłana. Jego krew szybko ozdobiła podłogę.

*czy to kolejny przeskok?

Wszystkie dusze, jakie udało się zebrać nekromancie, który był autorem magicznego kryształu, właśnie teraz po raz pierwszy od tak długiego czasu zostały uwolnione. Ich zmasowane siły niszczyły barierę, niemal rozłamując ją na wielkie części. Wreszcie pierwsze dusze zaczęły wsiąkać niczym woda w gąbkę, w stary krzyż. Ten zaś pokrył sie licznymi "ranami".
..

Spokój...choć na chwilę...

To tyle. Nasze zadanie zostało wykonane, życzenie Pana spełnione.
Wierni Netherilowi odchodzą po raz kolejny z pola jako zwycięzcy.

---------
to tak pokrótce, żebyście wiedzieli, dlaczego was zjadło :D

:arrow: Za korekty wielkie dzięki dla Lil ;]

Alvor_Lucard


-Musimy dopilnowac i sprawdzic poczynania naszych braci z kilku poprzednich dni, co ty na to abysmy poprzygladali sie zakonnikom i ich daremnym modłom? *drow zachichotał ponuro*

- Mozna by, ale nie pokaze sie im, niewiernym, w szatach ceremonialnych, nie zasluguja na to...

*Nekromag wzruszyl ramionami i poprowadzil swego widmowego konia w kierunku wyjscia, slyszal za soba slowa czaru polimorfi*

Dojechalismy juz po fakcie, nasze poczynania okazaly sie skuteczne, wszedzie byly ciala, dusze odprawiane do naszego Pana. Spodziewałem sie walki - inaczej to rozegralismy.

Na miejscu małe grono zakonnikow wskrzeszało swych braci - musze przyznac byłem pod wrazenim ich dyscypliny, determinacji, zadowolenia z chwilowego triumfu. Doprawdy - klatwa upadłego Nekromanty została przełamana, krwia zakonników - zapłacili sporą cene za swe starania - czy tak wyglada prawdziwa wiara? Nurtuje mnie to do dzis bez mrugniecia okiem oddali swe zycie w imie ich boga, boga ktory nie manifestuje swojej obecnosci - nie to co nasz Pan, ktorego czuje kazdego dnia.
Śmialem sie wowczas, szydzilem z owych rycerzy, zapowiedzialem iz nie bedzie popuszczone płazem wtracanie sie w plany Netherila.

Jeden z nich usmiechał sie w mym kierunku z wielkim spokojem - irytowalo mnie to, chcialem zabic go tam gdzie stal lecz wiedzialem iz to by bylo daremne, ten spokoj, determinacja, raniły mnie bardziej niz stąpanie po ziemi uswieconej przez obcego Boga.

Czy wiedzieli, iz ich krew zostala wylana z powodu nekromantow? nie sadze zapewne rzucili by sie na mnie i mego towarzysza. Na stan obecny wypelnilismy nasze zadanie - pozostało zdac relacje na zebraniu Rady i zaplanowac co dalej...


pisalem to w robocie z malymi przerwami na prace :) wiec wybaczcie jesli jest to słabe. Napisalem to bo przez chwile zjawilem sie na miejscu aby rzeczywiscie obserwowac jak maja sie sprawy...
dzieki zakonnikom za zachowanie sie jak oczekiwalem - z klimatem.

pozdrawiam
Alvor L.
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Vilku

bylo jak zwykle zajefajnie......a to wyczekiwanie kto pierwszy zaatakuje dodawalo smaczku calej przygodzie i sporej adrenalinki  :lol: , na szczescie wszyscy jakos wytrzymali i skaczylo sie milo

PS Alvor nastepnym razem musimy wiecej pogadac bo jakos nie bylo czasu  :twisted:
dziekuje obydu stronom barykady
rzemiosło górą , reszta to tylko drobny dodatek

Mashhad

....Mi sie najbardziej podobala ta demonstracja sily przed ruinami jak 2 frakcje staly naprzeciw siebie kazdy na wszystkich mozliwych blesach, kazdy juz z obranym celem i czesto czarem w lapie, czekajac na male pierdniecie by ruszyc :D Jakby nie duch pirata to Yew by splynelo krwia. Nasza i Wasza :P
Podziekowania dla wszystkich obecnych oraz dla ekipy ktora to obserwowala. Oby bylo wiecej takich sytuacji. Teraz niech redzi wymysla jakas fajna masowke :)

Black Day

Znów przybyłeś do mnie.

Zerknąłem na dłonie wystawione nad paleniskiem, w jakim ogień tego wieczoru palił się dość mocno wypełniając całe pomieszczenie dziwnym odczuciem bliskości czegoś niepojętego co ogarniało całe ciało i umysł.

Choć nie wypowiedziano żadnego słowa było ich tak wiele, niewypowiedziane lecz słyszalne zarazem, choć nie padła żadna modlitwa ta chwila była nią.
Tyle dni i nocy spędzonych w ciszy, czemu zatraciłem to uczucie.
Czemu te myśli są tak zatarte cóż mam więcej uczynić by odzyskać znów ich blask.

Patrząc przed siebie zakreśliłem znak krzyża, jeden z kamieni węgielnych błysnął niczym płomień serca czystego.
Przez umysł przebiegła myśl a raczej wspomnienie .Czemu chcesz iż bym to uczynił wszak to może zdać się błędem w naszej drodze.

Powoli zerknąłem po komnacie na krzak wypalonego drzewa, jakie tylko cud znów przywróci do pełni sił.

Młot wypadający z dłoni na posadzkę zahuczał po całej kuźni wytrącając mnie za zamyślenia przywrócił wspomnienie, a jednak to miejsce istnieje.

Przez głowę przebiegła natychmiast kolejna myśl, lecz czy wypada zakłócać jego teraźniejsze losy, czemu mi o tym mówisz.
Jaki to cel by podnieść me umęczone dłonie i ruszyć tam.

Minęło wiele dni i nocy rozświetlanych gwiazadami oraz nieraz okrytych mrokiem.

Czyż chcesz wysłać mnie tam samotnie?

Stare wspomnienie o oddanych wiernych, jacy zapewne nie zapomnieli i wspierali nie raz.
Więc czas udać się do nich opowiedzieć o całej sprawie twe każde słowo
każda twa myśl jest życiem wielu.

Jeśli twa wola taka udam się do by jak przed laty spotkać ich ponownie w czystości i wierze oraz umiłowaniu swej wiary.
Musze z nimi pomówić odnośnie całej tej sprawy, wskaż nam najwłaściwsza drogę , jaką będziemy kroczyć po wieki za życia i po śmierci naszej.

Wyglądając za okno zobaczyłem rozświetlone niebo, noc nigdy nie wyglądała tak pięknie, każda kolejna jest inna i ta noc zwiastowała coś nowego coś co musimy dokonać.

Powoli myśląc o spotkaniu usiadłem zerkając w ogień paleniska kowalskiego.

Przez te chwile przeleciało wiele odzyskanych myśli, wspominając bliskich pomodliłem się za nich.

Nim nastanie dzień ruszę powiem im o tym, zostań przy mnie  wskazując drogę, jaką każdego kolejnego dnia mamy kroczyć.

Obyśmy ich odnaleźli  - obyśmy.[/code][/i]

Black Day

Oczywiście i ja dziękuje wszystkim uczestniczącym.

Sądzę jednak ze to dopiero początek jej , może dość szybko poszło ale to może być zaledwie początek.

Podziękowania tym, jacy pozostali troszkę dłużej ze mną w Yew by zapoczątkować dalsze losy tej przygody.

Mam nadzieje ze może się uda dalej ją pociągnąć, ale to już kwestia czasu i chęci wszystkich.

Jeszcze raz dzięki za uczestnictwo wszystkim i piękne spotkanie obu stron.  :D

Nachzehrer

CytatMam nadzieje ze może się uda dalej ją pociągnąć, ale to już kwestia czasu i chęci wszystkich.

Bylem, bylo fajnie za co bardzo wszystkim dziekuje (a w szczegolnosci Tobie BlackDay) i mam chec na jeszcze  :twisted:


PS. A ja sie pozytywnie zawiodlem, bo myslalem ze z tego to tylko bijatyka podczas negocjacji wyniknie i sie quest skonczy.
Cytat: braglWeź kiedys jakiegoś znajomego(...)na wyprawe, niech odchodzi z tobą jak dostaniesz ciosy i cie bandarzuje
Nie ucz berka jak grac berkiem, nie opowiadaj niestworzonych rzeczy o jego mechanice.
by Tinerot

Tinerot

Ładne opisy...Mam nadzieję, że quest nie zakończony masówką się podobał. ;) DzikiHL gratulacje za zawarcie w uprzejmych słowach wszystkiego, co tam się wydarzyło ze strony lekko uprzykrzających życie. W sumie i tak nie miałbym co tam robić. :)

Pozdrawiam
(18:42:51) Dhagt: asylum
(18:42:53) Dhagt: gral w ogole w uo?

Alister

Buuu przelozyliscie termin i nie moglem wpasc :(
Ai! laurië lantar lassi súrinen,
Ah! like gold fall the leaves in the wind,
yéni únótimë ve rámar aldaron!
long years numberless as the wings of trees!

wowek

bralem udzial w początkach q jak black sie obudzil i nic nie pamietal, fajnie sie zapowiadalo, a thx za pasowanie :D, ale pozniej nie moglem wpasc ;/ sorki BlackDay

Borry

Cytat: "DzikiHL"Bacznie obserwują nas Yewiańczycy, nie pofatygują się jednak zejść i pomodlić z nami. Czy im nie zależy aby te biedne dusze odczuły ulgę? W końcu to ich przodkowie do diaska.

Nie było mnie tam, ale... To, że zniknie Ankh, Trzygłowa Ryba O Dwunastu Płetwach, czy też inny symbol waszego boga wisi mi i powiewa. I bynajmniej jego usuwanie nie zmusi mnie do "modlitwy" z poganami do ich bogów.

Przy okazji - z tego co wiem, to nie spoczywa tam żaden z przodków rodowitych Yewiańczyków.

Siwy6977

Borry ma całkowitą rację. Pod ruinami starego banku Yew bieleją jedynie kości byłych najeźdźców. Przypominam, że to MY go zburzyliśmy.

Gwail

Chłopaki, to ustalcie wersję między sobą... bo burmistrz Yew niczym Rejtan bronić będzie tego krzyża przed zakusami wszelakimi, czarnych, czerwonych, niebieskich i tych w kropki bordo... Azaliż więc obłęd zmącił jego umysł? Majaczenie jakowe? Czy prywata jeno nim kieruje, pod pozorem yewiańskich tradycji zmyślnie ukryta :)?

DzikiHL

Moja postać nie ma prawa tego jednak wiedzieć bo z domu swych opiekunów wyruszyła gdy już Yew stało jak stoi. Możecie jednak ten tekst rozumieć jako "my sie modlimy a ta banda za ścianą sobie stoi i ma ubaw po pachy". Na szczęście poza nami i wy gineliście od potworków i nie zasłaniać mi się tu mechaniką... ;]
Buccaneer's Den - Ziemie Piratów zapraszają do siebie!
Temat na forum o mieście
#bucc-dm - kanał miasta na ircu
Opis miasta na stronie DM