Szkarłatna róża

Zaczęty przez Aruv, 2006 04 15, 21:27:53

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aruv

Szkarłatna róża.
Szkarłatna róża, rzadka jak żadna inna roślina, spoczywała spokojnie na lodowym wzgórzu. Delikatne listki leniwie otulały zielonkawą łodygę. Dawno temu miała być oznaką miłości dla tej jedynej od tego jedynego. Niestety, nigdy nie trafiła do rąk, do których była przeznaczona.
Jednak historia zatacza krąg i oto ponownie nadarza się szansa, by cofnąć błędy przeszłości.

Zywol

Wojownik wsiada na cienia i zaczyna rozmyślać nad swym marnym losem ... samotność daje o sobie znowu znać. W pewnym momencie cień tak jak by wyczul czyjąś obecność i zarżał cicho. Wiatr delikatnie prześlizguję się przez zabudowania miasta. Wojownika ogarnia zmęczenie, powoli zamyka oczy by odpocząć. Wpada w głęboki trans, poprzez zamknięte oczy daje się ponieść fantazji przyjemnego wiatru. Podmuch wiatru delikatnie przeniósł go na wieże bankową. Wojownik w pewnym momencie ujrzał cudowny blask, piękno, on dobrze wiedział, kto jest kolo niego, czuł Jej obecność. Obecność ukochanej pozwalała mu się odprężyć wręcz zapomnieć o trudach i smutkach, jakie go spotykają. Ukochana przemówiła do Wolmytha:

-Mój luby....tak dobrze mi gdy jesteś obok...powiedz...zdobędziesz dla mnie to co mi dawno obiecałeś...

Spokojnym tonem odzywa się wojownik:

-Naturalnie moja droga...to żaden problem...szkarłatna róża to rzadka roślina ale nie ma takiej rzeczy jakiej bym dla Ciebie nie zrobił. Jeszcze dziś udam się do lodowych wzgórze ponad jaskinia wiecznego lodu... zdobędę ja dla Ciebie...

Nagle wizja urywa się i uderzenie przenosi mężczyznę w zupełnie inne miejsce. Gdy zaczął otwierać swe oczy ujrzał swą ukochaną konającą na swych rekach, łza spłynęła po policzku. Ockną się dokładnie w tym miejscu gdzie zrobił się tak bardzo zmęczony. W swym ciele dostrzega zmianę ... w głowie zaczyna słyszeć inny głos ... tak to głos swej lubej, która prosi go o spotkanie ... w miejscu gdzie umarli są wiecznie nieśmiertelni. Czuje jak cos ciągnie go do świątyni swego Pana.

Zbłądzony rycerz wchodzi do świątyni Daywadossa i na ziemi dostrzega rubin zwany Purpurowym Cieniem. Kryształ wystrzelił w gore dziwna projekcje, była to świątynia Netherila, tam również dostrzegł swoja ukochana. W ogniu kryształu dostrzega bramę ... jest to wejście to świątyni gdzie znajduje się jego ukochana. Teraz już wie gdzie ma iść i czym prędzej tam się udaje na swym cieniu.

Przed wejściem dostrzega wielu obrońców, wiedząc jak bardzo chce się dostać do ukochanej podchodzi coraz bliżej by wytłumaczyć cel swego przybycia na to święte miejsce. Bestie rzuciły się na niego, lecz on nie dal się tak łatwo zabić i bronił się ile miał tylko sił. W pewnym momencie cos odrzuciło bestie od niego, dłoń ukochanej ciągnęła go do siebie.
Nagle ujrzał krwisty portal ... krwisty portal ukazuje kamienna budowle po drugiej stronie. Powoli poruszał się dalej.

Po wejściu na drugą stronę, czym szybciej schodzi z ciania i wchodzi schodami ku górze. Z każdej strony budowli słychać głoś ukochanej. Ognie ze wszystkich pochodni zatańczyły piękny taniec wokół ołtarza. Dostrzegł swoją Elyze, zaskoczony pochylił głowę i poczuł ulgę. Po dość drugiej rozmowie ukochana prosi go o rzecz, która w świecie umarłych będzie jej przypominała o swym lubym. Przed oczyma ukazała mu się wizja z Delucji i przypomina sobie o pięknej szkarłatnej róży rosnącej na wzgórzu ponad lodowa jaskinia. Ukochany przekonuje swoją miłość o tym ze niedługo wróci z ową różą dla niej.

Zaczyna się podróż do lodowej jaskini po prezent dla swej ukochanej. Jak najszybciej wsiada do swej lodzi i płynie w wyznaczone miejsce. Podróż była długa i męcząca, lecz wojownik wiedział, że musi być silny i dotrzymać słowa danego Elyze. Po wejściu do jaskini ogarnął go nieprzyjemny ziąb lecący prosto z lodowej groty. Wojownik nie przejął się tym i podążał dalej. Po wyjściu na powierzchnie od strony zaginionego świata zobaczył wzgórze a na nim wysoka choinkę. Zaczął się wspinać na gore by zobaczyć czy nie znajduje się tam owa róża. Po wejściu na szczyt zawiał lekki wiatr odsłaniając rosnącą róże dla swej ukochanej. Róża była tak piękna, że wojownik zastanawiał się czy aby na pewno ja zerwać, lecz róża w pewnym momencie sama się ułamała i wpadła w rękę Wolmytha. Wojownik schował róże i czym szybciej zaczął powrót do miejsca gdzie jest jego ukochana.

...

Gdy wszedł do świątyni Netherila ukochana już czekała na swego ukochanego by muc powrócić do swego świata. Róża przybrała piękny blask i Wolmythe podarował ją swej ukochanej. Elyze w podziękowanie pocałowała go i nagle zniknęła. Wojownik poczuł w swym sercu ulgę i po krótkiej modlitwie oddalił się ze świątyni.


---------------------------------------------------
Mam nadzieje, że się komuś spodoba. Nie jest to na pewno idealny opis, ale nigdy nie miałem talentu do takich wyzwań pisarskich. Dziękuje Aruvin za fajna przygodę i miło spędzony czas.
"Jeśli wierny jest na prawdę wierny swemu bogowi to załatwi sobie asyl w mieście gdzie świątynia stoi lub będzie żył na wygnaniu, prześladowany."

Logika DM'a ;)