El - córka Przedwiecznych. Wampiry - grupa fabularna

Zaczęty przez el, 2011 03 15, 00:41:12

Poprzedni wątek - Następny wątek

el

***Stara wieża, gdzieś w Delucji***


   Struga światła wschodzącego słońca przechodziła przez wąskie okno opuszczonej wieży, wpadając do ciemnego, chłodnego pomieszczenia. Blask równomiernie odkrywał kolejne partie prostokątnego kamiennego blatu stołu, znajdującego się w samym centrum izby. Wkraczał na wystające znad niego oparcia granitowych masywnych krzeseł, następnie odsłonił popękaną, obrośniętą bluszczem ścianę, na której widniał krzywo przybity obraz. Dzieło wielkości dwa na dwa łokcie, obite zdobioną złotem drewnianą ramą, w której ktoś zostawił wyryte sceny walk ludzi z bestiami i innymi demonicznymi tworami. Gdzieniegdzie srebrno niebieskie pasy oddzielające elementy walk od runicznego pisma naniesionego na wielkich misach, służących wyrzeźbionym postacią do odprawiania jakiś nieznanych  rytuałów. Sam obraz niezbyt interesujący. Czarne tło, w środku wysoka postać humanoida odzianego w szkarłatną, postrzępioną starą szatę. Kaptur zasłaniający twarz, na której widoczny był tylko oszczędny podejrzliwy uśmiech, nadawał pewną tajemniczość jak zarazem przeciętność  i rutynę w erze, w której każdy pragnie ukryć swoją tożsamość.
   Cisza i spokój. Harmonia i ład. Od czasu do czasu słyszalny szum porannego wiatru wpadającego do komnaty i pogwizdującego między kamiennym asortymentem skąpo wypełniającym pustkę wnętrza.
   Wnet olimpijski spokój przerywa donośny psioniczny przeraźliwy dźwięk, przecinający symetryczne i szybkie łopotanie skrzydeł. Przez okno wlatuje z impetem czarny nietoperz, wielkości ludzkiej dłoni. Wpada z ogromną siłą wprost do kryształowego kielicha samotnie stojącego wśród nieestetycznie poukładanych sztućców otaczających  dziwnie naznaczony wydrapanymi liniami metalowy talerz. Nietoperz skrzeczy i łopocze skrzydłami, których ruch nieznacznie ogranicza przezroczysty kryształowy puchar. Chaotyczne zachowanie się ssaka powoduje, że puchar przemieszcza się coraz bliżej krawędzi blatu.
       - Krach! - Odgłos pękającego szkła i echo kawałków odbijających się niczym kauczuk po marmurowej posadzce.
   - Hszzzz.... - zza stołu dochodzi krótki syk. Ku sufitowi zaczyna unosić się szary pyłek, taki sam jak po nadepnięciu grzyba purchawki, z tym, że ten dość obszerny, przypominający bardziej kłębek rodzącej się w gęstwinach mgły.
   - Przeklęty zegarek! Zabije tego majsterkowicza! - wrzasnęła postać jeszcze słabo widoczna pośród obłoku siwej chmury - Zaraz, zaraz... jak go zabije skoro on już nie żyje. -  warczenie, przecięte upiornym szaleńczym śmiechem, przypominającym bardziej chrumkanie dzikiej świni rozeszło się echem po pomieszczeniu.
Pył opada. Wyłania się postać młodej kobiety o bladej szczupłej twarzyczce i przenikliwym spojrzeniu niebieskich oczu. Jej włosy białe niczym śnieg niewinnie otulają chronione zbroją ramiona. Usta malutkie i sine ciągle coś bełkoczące pod lekko zaciągniętym w dół nosem. Wampir.
   Kobieta otrzepała się z kurzu, który pokrywał już większą część podłogi , a teraz dość intensywnie widoczny oszpecił swą szarością aksamitną fioletową togę. Odsunęła jedno z krzeseł, po czym siadła przysuwając się malutkimi podskokami do stołu.
   - Hszzzzz... - wampirzyca zaczęła z widocznym na twarzy niepokojem szukać czegoś w kieszeniach szaty. - Gdzież to cholerstwo! Było pod skrzydłem, na Przedwiecznego! - wykrzyczała zakańczając ostrym syknięciem.
   Zza okna doszły do jej uszu niskie przeciągnięte dźwięki wydawane przez innego nietoperza. Wampirzyca uniosła swój wzrok i patrząc w stronę jedynej szczeliny przez, którą wpadał mały strumień światła, syknęła na wpadającego już do środka nocnego ssaka śledząc do końca jego asymetryczny lot.
   - Saaasss..., Saaas - nietoperz o jasnoniebieskiej poprzepalanej sierści wylądował perfekcyjnie na oparciu sąsiadującego krzesła. Bach! - pusty odgłos pęknięcia.
Wokół ssaka pojawił się kłębek dymu, z tym, że ten był granatowy i wydzielał do tego dziwny swąd charakterystyczny dla przesiąkniętego wilgocią zgniłego drewna. Dym powoli rozpływał się po pomieszczeniu.
Wampirzyca zajęła miejsce na krześle koło swej towarzyszki. Krwiste oczy,  wypełnione tańczącymi ognistymi płomieniami i źrenice o lazurowej barwie nadawały pewien kontrast, który mógł wzbudzić w niejednym poczucie strachu i niższości. Usta suche, sine, zakończone małymi dołeczkami powstałymi w wyniku nie schodzącego z twarzy oszczędnego, drwiącego uśmieszku. Jej włosy czerwonego niczym posoka koloru pokryte   rozrzuconymi nierównomiernie plamami, z których uchodziła woń spalenizny.
   - Nareszcie El - rzekła cicho kobieta w fioletowej szacie i podała wampirzycy fiolkę z czerwoną gęstą cieczą.
Kościste palce El, ozdobione licznymi kościanymi pierścionkami chwyciły ostrożnie przedmiot. Wampirzyca płynnym ruchem wyciągnęła silnie przyssany dębowy kurek, po czym opróżniła w mgnieniu oka fiolkę. Jej blada cera nieznacznie zmatowiała, natomiast włosy nabrały soczystego jednolitego koloru posoki.
   - Jak dzisiaj poszło Kochaniutka? - El pytając poprawiała niebieskie mankiety szaty, zdobione niczym fachowe firany, po czym ułożyła swobodnie dłonie na metalowym obdrapanym talerzu i zaczęła delikatnie pocierać o niego paznokciami. Przemierzyła wzrokiem postać towarzyszki. Nie potrafiła mówić. Jej jedynym sposobem komunikowania się była odziedziczona zdolność telepatii.
   - Niestety moja droga, kolejna stracona noc poszukiwań - wampirzyca w fioletowej szacie wyciągnęła z kieszeni zaciśniętą mocno pięść, otworzyła ją nad stołem, a okruszki zbitego szkła opadały delikatnie na blat. - Tyle zabawy i tylko proszki - powtórzyła kręcąc głową i cmokając co chwile w dość infantylny sposób.
El podeszła w stronę szczeliny. Nad oknem znajdowała się mała wnęka, a z niej wystawał kawałek pierścionka zaczepiony na sznurku. Wampirzyca pociągnęła pewnym ruchem za majstersztyk, a z niewielkiej płaskiej szpary znajdującej się w głębi okna wysunęło się czarne grube płótno, którym przysłoniła szczelinę.
   - Tak lepiej. - El odwróciła się i patrzyła na wampirzyce w fioletowej szacie, która w tym momencie oblizywała zakrwawiony tytanowy sztylet. - Kochaniutka... - po zebraniu myśli - Nie wierzysz już we mnie? Jeśli znalazłam?
Język wampirzycy zatrzymał się w pobliżu końca ostrza, a jej wzrok utkwił na bladej twarzyczce El. Odsunęła sztylet od ust.
   - Cóż El, wierzę w Ciebie, ale przecież to nie możliwe abyś zdobyła Balronium. Wampirzyca jednym krótkim odepchnięciem przesunęła stół pod ścianę. Przykucnęła przy drewnianej podłogowej skrytce. Wybrała jeden z kilku kluczyków przywiązanych rzemykiem do jej nadgarstka i przekręciła nim w małej kłódce.
   El spoglądała na grzebiącą w stercie ksiąg towarzyszkę. Kręciła się nerwowo po pomieszczeniu, co rusz wydalając z siebie dziwnie mistyczne odgłosy. Jej myśli wypełniało uczucia zawodu i zniewagi towarzyszki do jej własnej osoby. Dlaczego wciąż traktuje mnie jak dziecko? To, że nie zdobyła Balronium przez pięćset lat, nie oznacza, że ja jej nie zdobędę choćby dziś czy jutro. Przecież świat wypełniają niezwykłe zdarzenia i cuda. Dlaczego ciągle traktuje mnie jak dziecko, powtarzała w kółko w myślach.
   - A jeśli mam? - utkwiła wzrok na siedzącej na podłodze towarzyszce, która w tym momencie przeglądała zakurzoną grubą księgę obitą nie starannie szczurzą powycieraną skórą.
   - Kochana, nie czas na głupie żarty. Od pięciuset lat próbuje znaleźć choć kroplę krwi, w której uchowałby się choć skrawek wspomnienia Przedwiecznego. Nigdy nie wątpiłam w Ciebie Immortha, ale wybacz - żyjesz dopiero 24 lata. Mimo, iż urodziłaś się taka, nie posiadasz na tyle siły i wiedzy, aby odnaleźć Balronium. Zresztą... jesteś za młoda by choć w części zrozumieć jego wspomnienia. Do zrozumienia przepowiedni potrzeba kogoś starszego. Kogoś kto wie i rozumie znaki. Kto zdobędzie Balronium nie zabijając bestii. Rozumiesz mnie El?
   - Znowu traktuje mnie jak dziecko - pomyślała i po chwili przekazała telepatycznie myśli - Tak kochaniutka. Rozumiem. - El podeszła bliżej towarzyszki, przysiadła koło niej, po czym położyła delikatnie swoją głowę na ramieniu wampirzycy. Kobieta w fioletowej szacie, objęła młodą El, przysuwając zarazem księgę bliżej jej oczu.
   - Widzisz El. To jest pismo, którym wieki temu obdarowali nas przedwieczni. Aby go  zrozumieć potrzebowałam dwieście cholernych lat. Same ilustracje nie są nic warte. Musisz nauczyć się czytać wampirze runy. Przepowiednia tego wymaga. Przepowiednia jest naszym celem, a jeśli wymaga znajomości run, musisz nauczyć się czytać. - powtórzyła.
   El wlepiła wzrok w tekst. Przejechała palcem po naniesionych na kartce runach i zachichotala uroczo. - Kochaniutka, nie Balronium, a Malronium. Mylisz runy.
   Wampirzyca w fiolecie spojrzała na El z nieznaczną ironią. - Nie zachowuj się słodziutka jak ignorantka. - pokiwała głową patrząc na El.
   Młoda wampirzyca podniosła się z kamiennej posadzki, po czym otrzepała szatę z natrętnie przylegającego kurzu. - To Ty jesteś ignorantką. Mówię Ci. To Malronium. Nie Krew Balrona! A Malrona. Znam te runę. Widziałam ja w wieży nekromantów. Wiesz czym jest Malronium? Malron w starym języku?
   Wampirzyca w fiolecie odłożyła księgę z runami, po czym wyjęła słowniki wampirze z podłogowej skrytki. - M... M... - powtarzała pod nosem. - Jest! - wrzasnęła, a echo rozeszło się po wieżowej komnacie. - Racja! Jak mogłam żyć w błędzie przez 200 lat. - Racja przecież nawet imię Kapłanki Maelui zaczyna się od tej runy! - kiwała głową z niedowierzaniem. - Jak mogłam żyć tak długo w błędzie!
   Wampirzyca w fioletowej szacie złapała za księgę z przepowiedniami i płynnie uniosła się w górę. W takim razie nie będzie tak trudno - pomyślała.
   - Teraz mamy ogromne szanse, aby przepowiednia się spełniła.
Podbiegła do El i ucałowała ją mocno w usta, a następnie ucałowała kilkakrotnie starą księgę. - Tyle lat, a ja byłam taka głupia! - wrzasnęła radośnie. To jasne:
   
       "... i kiedy nazbierasz krople krwi ras,
       poczujesz nirwanę tak silną jak opium,
       zdobądź tak starą kroplę jak czas,
       nie gdzie nienawiść, a gdzie malronium!..."
   
   dodała - krew Malrona. Człowieka zakochanego nadzwyczaj mocno i prawdziwie. Kogoś kto oddałby życie - podkreśliła ze wstrętem - życie za swoją kobietę. Znasz kogoś takiego El? - spojrzała przeszywająco na młodą wampirzyce.
   - Owszem... owszem kochaniutka. - odpowiedziała po krótkim zastanowieniu - Jest pewien łucznik w osadzie Skara Brea. Zakochany po uszy w niejakiej Firiel. To jego krwi potrzebujemy. Myślę, że mogłabym naruszyć pewne zasady - spojrzała z oszczędnym drwiącym uśmieszkiem na swoją towarzyszkę. - Tej nocy - dodała - Tej nocy mogłabym naruszyć pewne zasady.

el

*** Stara wampirza krypta nieopodal Yew ***

   Dwie postacie ubrane w czarne postrzępione togi z kapturem płynnie niczym zjawy lewitują w stronę masywnego kamiennego grobowca. Pomieszczenie oświetlają liczne świece, z których uchodzi swąd wypalonej nafty. Jedna z nich zsuwa chudą, kościstą dłonią nierówno naciągnięty na głowę kaptur. Lśniące białe długie włosy mienią się w blasku oświetlenia. Wampirzyca spogląda z niesmakiem na jej towarzyszkę. Z delikatnym rozmachem uderza ją w tył głowy.
   - El ściągnij ten kaptur - syknęła cicho.
Młoda El delikatnie obiema dłońmi odsunęła kaptur z czoła. Poruszyła energicznie główką, a jej krwiste jak posoka włosy delikatnie ułożyły się na ramionach. Wpatrywała się martwo w twarz kamiennej rzeźby, która zdobiła grobowiec. Wampirzyca o białych włosach, wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni szaty drewniane pudełko obite wężową skórą. Nacisnęła mocno na górną pokrywę, zatrzaski krótko strzeliły, a całość zamknięcia uniosła się powoli do góry. Wampirzyca ostrożnie wyjęła błękitną fiolkę wypełnioną czerwoną posoką. Zbliżyła usta to wyrzeźbionej twarzy, ucałowała je wolno i namiętnie. Przytuliła się do grobowca, dłonią delikatnie głaskała martwą dłoń rzeźby Przedwiecznego.
   - El, podaj wampirzy pierścień. - powiedziała cicho.
Młoda wampirzyca zbliżyła się do towarzyszki i wręczyła jej mithrilowy pierścionek z      wmontowanym ciemno granatowym jaspisem.
Biało włosa wsunęła pierścień na wyrzeźbiony najmniejszy palec przedwiecznego, po czym obróciła go w stanowczym ruchem w lewo. Przekładała go na kolejne palce i na każdym z nich dokonała innej kombinacji ruchów. Nasunęła pierścień na kciuk. Podniosła się i przelała zawartość fiolki na wyrzeźbione w grobowcu usta. W tym samym czasie okręcała drugą dłonią pierścionek.
   - Jeszcze chwila El, bądź gotowa. - wyszeptała.
Czerwono włosa wampirzyca przyglądała się uważnie rytuałowi. Z nigdy nie schodzącym z twarzy oszczędnym uśmiechem przemierzała wzrokiem po pomieszczeniu obserwując jak na kolejnych świecach gasną płomienie. Całą kryptę wypełniać zaczęła mieniąca się różnymi kolorami, nie dostrzegalna dla przeciętnych istot aura. El zatrzymała wzrok na wampirzycy odprawiającej rytuał. Białowłosa nie przerywała. Przelewała zawartość fiolki, aż do ostatniej kropli krwi. W pewnym momencie cała sala zaczęła się trząść. Z kamiennych ścian odpadały płytki minerału, natomiast gliniany sufit rozsypywał na podłogę drobne grudy zasklepionej gliny.
   - El. - Wrzasnęła wampirzyca stojąca po prawicy młodej. - Złap mnie za rękę - dodała wzniosłym tonem.
Młoda wampirzyca chwyciła mocno dłoń towarzyszki. Amplituda drgań była tak silna, że obie drżały wraz z całym pomieszczenie. Nagle z grobowca dochodziły szmery w mitycznym wampirzym języku. Krypta stawała się z każdą chwilą jakby coraz żywsza.  W chwile wszystko ucichło. Wszystko wróciło do normy. Podłoga nie była pokryta piachem, a ściany wyglądały jak sprzed rytuału. Wampirzyce zawiesiły martwo wzrok na grobowcu.
   - Kto śmie zakłócać spokój przedwiecznego - z grobowca dochodził ochrypły, przeszywający ciało, chłodny, nisko tonowany głos.
   - Twoje dzieci Panie. Wybacz nam Przedwieczny Panie Krwi, ostatni czystej posoki, ale czasy są złe i. Gorsze niż my same. Musimy Ci o tym opowiedzieć. - powiedziała nie pewnie i powściągliwie wampirzyca o białych włosach.
   - Czy to powód by mnie budzić, bo masz złe czasy niewdzięczny truchle - ochrypły głos jakby wrzasnął we złości - Mam nadzieję, że mi to wszystko wyjaśnisz Budząca, zanim udowodnię Ci, że wampiry też umierają - dodał.
   - Panie, nadeszła zaraza nie wiadomo skąd. Kiedyś dzieckiem nocy zostawał wybranek. Ktoś na kogo godziła się rada. Tak było za przedwiecznych. Tak było za czasu Mrocznego Ojca i Matki. Dzisiaj nie wiadomo skąd wzięło się te bydło, które zaraża każdego kogo napotka. Czasem nawet nie chcą, a zostawiają nie dopite truchła. Wampiry stały się plagą. Rasy wiedzą o naszym istnieniu. Kiedyś żyliśmy w tajemnicy. Dzisiaj jesteśmy tępieni. Powstały gildie, inkwizycje, których celem jest unicestwianie nas - dodała - nas nocnych bestii, nas krwiopijców. Nastały złe czasy Panie. Trzeba pozbyć się plugawej rasy, która zagubiła gdzieś wampirze tradycje. Nie można doprowadzić do większej zguby. Nie... - przerwał wrzask Przedwiecznego
   - Kto tu jest z Tobą? Wyczuwam kogoś! Budząca kim jest osoba o tak potężnej sile. Wyczuwam w niej siłę pierwotnej krwi. Kim jest ta osoba! - wrzask rozniósł się echem po sali.
   Budząca odpowiedziała cicho - To El. Córka Przedwiecznych. Dziecko Nocy, które urodziło się o wschodzie Słońca i opatrzone klątwą poszukiwało litości i szansy. Klątwę z niej zdjęła Maelui. Jej przybrana matka. W tej samej krypcie, w której spoczywasz, w kondygnacjach bibliotecznych. Tam... - przerwał ponownie wrzask Przedwiecznego.
   - Zamilcz! Nie czas mi na szczegóły. Podejdź Dziecię o imieniu El do mnie. - Kamienna dłoń rzeźby jakby ożyła i uniosła się w górę.
   El nie pewnym krokiem podeszła do grobowca Przedwiecznego. Podsunęła swoją dłoń pod dłoń Pana i ucałowała ją delikatnie.
   - Ach... Twoja rodzina. Mironia Immortha i Redius Immorthis. Znałem Twą rodzinę. Zginęli w czasie wojny kast. Nie wiedziałem, że zostawili po sobie Dziecię. Jakże się uchowałaś droga? - ochrypły głos brzmiał już bardziej spokojnie
   - Panie. Śmierć i zło mnie zaprowadziło tak daleko. Cierpienie i chęć zemsty. Smak Krwi i miłość do Ciebie. Dzięki temu tu jestem. Jestem tu z moją towarzyszką. Jej też zaufałam, a z zasady kiedyś ufałam tylko sobie - El westchnęła głęboko i okrążyła grobowiec podchodząc z drugiej strony - To wszystko. To co Ci powiedziała. Źle się dzieje mój Panie.
   - Czego pragniecie moje Drogie? - zapytał ochrypły nisko tonowany głos z grobowca - Jaka intencja pociągnęła Was do tak nie roztropnych i ciężkich poszukiwań. Trzeba było nie lada wyczynu, aby zebrać w jednej fiolce krew wszystkich ras i wszystkich uczuć. Jaka jest Wasza prośba? - głos jakby delikatnie radośniejszy, można było wyczuć w nim nutkę ironii - Oddasz mi wszystkie Twoje uczucia córko Przedwiecznych? Oddasz mi resztki Twojej duszy, Twego sumienia? - głos ochryple zachichotał, dodając - Zapewne to jedyne co zostało z Twojej marnej ludzkości, prawda Dziecię?
   El pokiwała twierdząco głową. Jej myśli za pomocą telepatii rozeszły się rozgłosem po pomieszczeniu - Tak Panie. Jestem Ci poddana. Jestem poddana Wielkiemu Praojcu Glaaifhestowi  i Pięknej Aise. Chce wyzbyć się jakichkolwiek uczuć, aby móc osiągnąć cel. - Młoda wampirzyca pochyliła się nad grobowcem i namiętnie pocałowała usta rzeźby Przedwiecznego. - Moim... - spojrzała na Budzącą z lekkim oszczędnym uśmiechem - naszym życzeniem jest, aby już nikt nie posiadł mocy przemian. Chce, aby wyłącznie Wampiry wyższego rodu, mogły budzić w innych Dzieci Nocy. Chce, aby nad wszystkim czuwała Rada Wampirów, która zdecyduje o losie śmiertelników chcących podążać ścieżką śmierci. Już nikt nie zakłóci harmonii. Weź Panie resztki mojej duszy, resztki mojej ludzkości. Pogrąż mnie w nieprzezwyciężonym pragnieniu łaknienia krwi. Będę zabijać z jeszcze większą rozkoszą niż do tej pory. Wezmę na siebie całą odpowiedzialność za zaistniałą sytuacje. Niech ludzie mnie nienawidzą za moje czyny. Niech nikt nie oszczędzi  wobec mnie złego słowa i czynu. Jestem Immortha. Ostatnia żyjąca córka Wielkich Przedwiecznych. Ostatnia, która uchowała się w czasie Wielkiej Wojny i przetrwała plagę złamanych zasad. - Młoda wampirzyca pokłoniła się nisko przed grobem ukazując skruchę i pokorę.
   Rzeźba zadrżała. Skamieniała dłoń mozolnym ruchem unosiła się do góry. - Napij się Dziecko czystej krwi, na pewno dawno nie zaznałaś takiego uczucia. Nie krępuj się. Dokończ rytuał - wyszeptał Przedwieczny.
   El zbliżyła swoje usta do przed ramienia tętniącej resztkami życia ręki Pana Czystej Krwi. Wyciągnęła sztylet z pochwy przywiązanej do pasa, wiążącego jej szatę. Zrobiła wolnym ruchem nacięcie i pogrążyła się w euforii.

   - Dość - wrzasnął po dłuższej chwili głos z grobowca - Dość - powtórzył jeszcze donioślej.
   Młoda wampirzyca odskoczyła w tył sycząc przeraźliwie. Oczy El wypełniło światło, które rozbłysło oświetlając całą komnatę. Z jej ust wraz z okropnym krzykiem bólu wydobywały się mocne promienie. Całe blade ciało pokryło przerażające ciepło. Od 24 lat życia, a raczej śmierci nie czuła tak przerażającego bólu. Uczucie jakby ciało śmiertelnika zaznało najśmiertelniejszej z trucizn. Czuła jakby żyła. Jakby żyła i wpadła do kotła z wrzącą magmą. Po chwili upadła na ziemie.
   Wampirzyca o bladych włosach niczym zjawa nadleciała do młodej El i złapała ją w chwili kiedy głowa młodej prawie uderzyła o zimną posadzkę.
   - Opiekuj się Nią Dziecię Nocy. Sama sobie nie poradzi choć obdarzyłem ją ogromną siłą. Uważaj. To już nie niewinna wampirzyca. To przerażająca żądna krwi bestia. Zwierze o nieprzewidywalnych instynktach. - głos z grobowca jakby zachichotał - Jest gorsza od Ciebie. Będzie zabijać więcej niż Ty w ciągu całej marnej egzystencji. A teraz zabierz córkę Przedwiecznych do bezpiecznej kryjówki. Stanie się tak jak chciałyście. Dzięki uczuciu nienawiści Glaaifhesta i zła płynącego z martwego serca Aise, odebrałem siłę wampirom brudnej krwi. Już nikt nie będzie stanowił o świeżym naborze bez zgody Rady. - głos jakby zamarł, jednak po sali rozniósł się jeszcze raz spowolniony ochrypły szept - Opiekuj się Nią Dziecię Nocy. A teraz dajcie mi spać.
   Wampirzyca o białych jak śnieg włosach podniosła gorące ciało El. Jej skóra pachniała spalenizną. Z oczu przepełnionych krwistym kolorem, posoka spływała powoli po policzkach, szyi, zostawiając czerwone plamy na posadzce. Skóra Wampirzycy nie była już blada. Rdzawa niczym szkarłat i twarda niczym diament wydzielała śmierdzące opary.
   - Dziękujemy Ci Przedwieczny - Wielki Panie Śmierci. Już żaden wampir nie znieważy naszych obyczajów.
Wampirzyca odeszła tyłem nie odwracając wzroku od grobowca. Mimo swojej natury wyczuwała smutek. Była świadkiem okrutnych cierpień swojej młodej towarzyszki - męczennicy, córki Przedwiecznych. Ukłoniła się nisko przed wyjściem z sali i zniknęła w oddali wnęki niosąc na dłoniach ciało nieprzytomnej El.
   

   Wybaczcie za błuendy :) Nie! - dla zarażania przez "Mobków" - chyba tak to nazywacie w tej grze :)

Maelui

Syntetykom mówimy stanowcze nie!!!!!!!!!!!!!!!!


:*