Plaga Korsarzy...

Zaczęty przez Darogan, 2011 09 04, 20:21:23

Poprzedni wątek - Następny wątek

Darogan

Ostatnimi czasy ze wszystkich stron dochodziły wieści o straszliwych piratach i ich kapitanie, którzy budzą postrach mórz i zatapiają statki kupieckie wielu miast oraz jednostki pościgowe. Wiele miast powoli ugina się pod ich żądaniami, a te które stawiają opór, tracą swe floty jak to było w przypadku Cove. Gdzie kapitan piratów wykorzystując element zaskoczenia uszkodził tamtejszy port oraz flotę cumująca w owym. Czarne chmury zawisły także nad portem Dol En Nost, w stosunku do efickiego miasta wystawiono żądanie... Mimo słabości jeszcze w ten czas elfickiej floty wojennej, Grifonesem Monttres postanowił działać w tej sprawie. Wysłał swych szpiegów po krainach by Ci odnaleźli ślad piratów. Po wielu dniach oczekiwań, w końcu odnalazł się sam kapitan pirackiej flotylli.

Po czym doszło do spotkania obu jegomości, elf nie miał zamiaru pustoszyć skarbca miejskiego i nie mógł dopuścić by miasto było szantażowane przez grupę bezwzględnych piratów.

Zaproponował wówczas, bitwę morską która miała przesądzić o tym co wydarzy się dalej. Jeżeli by przegrał ją, zapłacił by dwa razy większy okup, ze swej własnej kiesy. Jeżeli jednak nie, piraci mieli odstąpić od żądań. Kapitan piratów przyjął pewny swego zwycięstwa owy warunek.

Nastał w końcu dzień bitwy, flota piratów wkroczyła na wody elfickiego miasta. Na przeciw jej wypłynęła flota elficka dowodzona przez elfa, który wcześniej rozmawiał z kapitanem piratów. Z okrętem flagowym "Neulia" na czele...

Bitwa była ciężka, salwy z dział okrętowych obu flot zaburzyły spokój morza, jednak zadana ze stron nie ustępowała. Aż w końcu doszło do decydującej salwy z okrętu Neulia, która zatopiła główny piracki okręt...

Jednak bez strat się nie odbyło, ciężko uszkodzona elficka flota zmuszona została wrócić do portu, miejmy nadzieje ze piraci dotrzymają swego słowa...


http://korsarze-dm.blogspot.com/2011/09/kroniki-korsarzy-bitwa-o-morze-elfow.html

Lindi

Niziołki słysząc pierwszy raz w życiu o potężnej flocie elfickiej wyczuły w tym dobry interes. Wzięły swoje piły i śrubokręty i nocą zakradły się do elfickiego portu. Tam uchlani w sztok elficcy marynarze nie zauważyli gdy deska po desce, lina po linie  potężna flota została doszczętnie rozkradziona.
Dzień później do krasnoludzkiego grodu zawitał pewien niziołek. Po krótkiej wizycie w karczmie dobił interesu.
Trzy dni później krasnoludzka karczma dostała potężną dostawę wysokiej jakości wykałaczek.
Spytacie się co z niziołkiem? On żył długo i szczęśliwie do końca swoich dni śmiejąc się z długouchych szyszkojadów.



;)
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Gofer

Nazajutrz Niziołek obudził się w swoim łóżku ze zmoczonym prześcieradłem. Obok w bali pływały jego stateczki, było ich aż trzy, bo mu mama nie kupiła więcej.

życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Mawdik

Swietna forma ff! ;) Prosze o wiecej!

Jaskolka

#4
Rudowłosa, młoda, drobna kobieta przechadzała się między stoiskami na targowisku w Cove. Uśmiech na jej twarzy i widoczna przyjemność z czerpania ciepła z każdego dotyku słońca sugerowały, że była w dobrym nastroju. Przystanęła na chwilę przy jednym ze straganów nie mogąc się zdecydować, którą zbroję przymierzyć w pierwszej kolejności. Sprzedawca szybko zauważył zainteresowanie potencjalnej klientki, zaprezentował najlepszy towar, a gdy ta zechciała zamienić sakwę napełnioną złotem na idealnie skrojoną zbroję, zadał kłopotliwe pytanie:
- Skąd Panienka ma tyle złota? Jak na tak młodą osobę przebiera Panienka tylko w najlepszych....
Przerwała mu nie dając dokończyć zdania:
- Nie Pański interes- odburknęła stanowczo, zostawiła na ladzie odliczone złoto i w pośpiechu oddaliła się w stronę bramy miasta.
Nie zauważyła tajemniczego mężczyzny śledzącego jej każdy krok.

Jaskolka

#5
ktokolwiek mnie w to wciągnął- DZIĘKUJĘ :)
Ubawiłam się po pachy :D

Bazyli

Napisalem to na stronie piratow, ale w sumie tu tez mozna sie podzielic...

Basilius spacerowal po ulicach Cove z usmiechem na twarzy. Mial szczescie. W ciagu kilku dni zdobyl ogromna przewage nad ta banda obszarpancow ktora mianowala sie korsarzami. Wywiad donosil regularnie o poczynaniach ich kapitanow, a ostatni rajd jaki przypuscila Gwardia na plaze, ktora byla potencjalnym obozowiskiem, byl wspanialym sukcesem. Gwardzisci przywiezli tez nieoczekiwana niespodzianke w postaci Ksiegi Zaopatrzenia... Basil dobrze wiedzial skad piraci maja dostawy, ale potwierdzenie na papierze bylo cenna zdobycza.
Flota Cove regularnie patrolowala okoliczne wody i przeprowadzala manewry. Jedyna niedogodnoscia byla kwestia regularnych dostaw... W pelni zmobilizowana flota pochlaniala ogromne ilosci zapasow. Cale szczescie juz niedlugo przyplynie szkuner z zaopatrzeniem z Occlo. Dobrze ze data wyplyniecia jest tak pilnie strzezonym sekretem...
CytatQuot capita, tot sensus...

Jaskolka

Odwiedziła jeszcze kilka innych miast. Wszędzie jej celem były stragany i poszukiwanie konkretnych przedmiotów...
- Jeszcze tylko jedno- pomyślała- ale będzie konieczna pomoc alchemika.
Zbliżając się do budynku banku Yew zauważyła tajemniczego mężczyznę przyglądającego się jej badawczo.
- Kolejny miłośnik rudych- pomyślała, westchnęła i śmiało weszła do banku.
-Poszukuję alchemika! - ogłosiła doniosłym głosem. Zgromadzeni spojrzeli na nią i niemalże od razu powrócili do swych zajęć.
- Nikt z Was nie zna alchemika?- zapytała rozglądając się, zatrzymując wzrok na chwilkę na każdym z osobna.
- Cóż, poszukam gdzieś indziej.- podsumowała i opuściła budynek.
Zerknęła na listę, która szybko schowała. Idąc ku bibliotece, zauważyła podążającego za nią mężczyznę...

Bazyli

Basil zmarszczyl czolo spogladajac na raport lezacy przed nim na biurku. Podniosl wzrok na osobe ktora go przyniosla
-Czy to pewna informacja?
Stojacy naprzeciw mezczyzna pokiwal glowa. Basil raz jeszcze spojrzal na pismo i twarde, kanciaste litery:
"Kapitan Barbarubra nie zyje". Pogladzil brode i rozsiadl sie wygodniej w fotelu. Czyzby koniec plagi Korsarzy?...
CytatQuot capita, tot sensus...

Jaskolka

Obudziły ją promienie słońca łaskoczące po policzku ciepłym dotykiem. Zamruczała i powoli otwierając oczy, uświadomiła sobie, że jest tu sama. Na chwilę udało się jej zapomnieć... On przecież już nie pozwoli jej wrócić, ani ona nie wróci do niego...
Odziała się w tą samą suknię co ostatnio i zeszła na sniadanie.
W karczmie było gwarnie. To dziwne, gdyż zwykle ludzie zbierali się tu wieczorami, by opwiadać o zdarzeniach z okolicy lub słuchać opowieści o wielkich wyczynach sławnych łowców.
- Ciepłe mleko i dwie bułki.- zwróciła się do karczmarza rozgladając się po sali. Gwarno tu od samego rana, coś się stało?
- Ano podobno... - pochylił się nad barem i ruchem dłoni nakazał jej również się zbliżyć, co uczyniła- podobno ten pirat... Barbarubra nie żyje.- powiedział szeptem.
- Na prawdę? - kobieta ożywiła się, nieco uśmiechnęła a na twarzy pojawił się wyraz ulgi.
- Tak- karczmarz pokiwał pewnie głową po czym znów skinął na nią by się zbliżyła- Ale to nie wszystko...
- Nie? - spytała ze zdziwieniem.
- No właśnie nie...- dodał tajemniczo karczmarz- Powiadają, że jego świta żyje i ma się dobrze. W okolicach Cove werbują chętnych na statek. Ta ruda, Kaira, wszystko miała zorganizować. Swoją drogą Panienko, jesteś do niej bardzo podobna.
- To pewnie przez te włosy- powiedziała wesoło i cichutko, mrugając ukradkiem do karmarza i  bawiąc się niesfornie odstającym kosmykiem.
Karczmarz uśmiechnął się szeroko, a wąsy rozjechały mu się niczym harmonijka.

Jaskolka

Większość dnia spędziła w wynajętym pokoju. Nie był zbyt luksusowy, ale zawsze lepsze to niż wrócić do rodzinnego miasta i nasłuchać się nieprzyjemnych komentarzy. Tutaj miała upragniony święty spokój. Przez okno obserwowała mężczyzn przesiadujących przed budynkiem karczmy, grających w karty albo kości, siłujących się, czyszczących broń, buty lub dłubiących w nosie. W żadnym wypadku nie wyglądali na intelektualistów.
Gwarna atmosfera utrzymywała się przez cały dzień. Wszyscy żyli plotką, że niebawem zawita tu Kaira...