Zagubione dzieci

Zaczęty przez arab, 2011 09 17, 02:29:58

Poprzedni wątek - Następny wątek

onek

#15
-UJEK, UJEK - wrzask dobiegajacy z góry.
- Co tam? - lekko zniecierpliwiony.
- Wiesz, kręcił tu się ten czerwonoskóry łysol, no i taka jedna, ale pilnowałem, nie wpusciłem - dumnie wypina pierś.

Posmutniał nieco, zastanowił się. Czyżby zbliżał się czas decyzji?
Czas chyba zaprosić Lostarę i Sinthię, Fascod też potrzebny. Szkoda że Pielgrzym w podróży - marszczy czoło.
Zerka na półki z ksiegami. Czas poszukać czegoś, może coś znajde, coś co sie nada.

Wspomina krótkie spotkania z opiekunami, grzebie po półkach.
- Ciekawe, ciekawe - ogląda dokładniej tomy.
- Sion Lutien, czyżby aż tak źle - marszczy zmartwiony czoło. Gdzież ten Pielgrzym, on by doradził.

Czyta w skupieniu tajemne księgi, zastanawia się, wylicza w myślach "złoty naszyjnik - musze poprosić, na pewno pożyczy, cel szczytny, jastrząb - pełno ich w lesie, sowa - tak samo"

Zerka na półki, szuka kolejnych tomów.
- Trzeba przejrzeć je wszystkie, a nuz coś sie nada - mruczy pod nosem. Wali sie kułakiem w łeb.
- Ha, trzeba opiekunów zaprosić, przegadać sprawę.



Kolejny dzień, kolejne spotkanie.
"Jak ja tego nie cierpie" - mruczy do siebie.

- Witam drogie Panie, zapraszam - wskazuje drzwi.
- Znalazłem co nieco na półkach, zerknijnijcie, trzeba cos postanowić.

Czytają w skupieniu, w ciszy.

- Czas na decyzje, co robimy? - pada pytanie.
- Po mojemu, to trzeba próbowac ratowac je wszystkie, przeciez to dzieciaki, co one winne.
Wybiera stone, pokazuje wszystkim odpowiedni fragment.

- Oxeren, jeśli zadamy prawidłowe pytania zapewne bedziemy mieć szanse. Co o tym sądzicie?
- Trzeba odszukać Sejmitar na bagnach, a nuż bogowie wesprą, może byc potrzebny.
- Przemyślcie to, moje zdanie już znacie.



Następnego dnia, pukanie do drzwi.
- Witaj Pielgrzymie, akurat wróciłeś na czas, trzeba podjąć trudne decyzje, trzeba ratować dzieci.

dhagt

[22:40] <Tin> kappa to dzieci maego
[22:40] <Tin> moim zdaniem
[22:40] <Tin> ten loch odzwierciedla jego charakter

dhagt

#17
Fascod sięgnął po butelkę spirytusu. Przełknął z trudem swój ulubiony trunek. Spojrzał na brzuch z którego wypływały flaki. 
- I tak było warto – wyszeptał po czym zamknął oczy.
http://imageshack.us/photo/my-images/696/fascod.jpg/

Pomniejsze Beshivy (istoty  strachu) dobijały śmiałków którzy ośmielili się je przyzwać, gdy Hana Beshiv (Ojciec Strachu) spokojnie obserwował pole bitwy.
Berethil patrzył z przerażeniem jak Lostara i Sinthia płonęły w ogniu.
- To nie miało być tak – wyszeptał leżący na ziemi Brethil spoglądając na pobojowisko. Ogień przesłaniał mu widok na polanę dlatego nie zauważył jak pochyliła się nad nim Beshiva.

http://imageshack.us/photo/my-images/37/breth0.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/17/lostara0.jpg/

http://imageshack.us/photo/my-images/850/sinthia0.jpg/

Cheysulia głęboko oddychała, starając się uspokoić. Opierając się o wielkie drzewo wsłuchiwała się w odgłosy tropikalnego lasu. Dotknęła swojej blizny na twarzy.
- Tropiciel nie odczuwa strachu. Las jest moim domem – wyszeptała.
Zaczęła ponownie biec gdy potężny cios z prawej strony powalił Ją na ziemię.
- Tropiciel nie zna strachu – wyszeptała chwili  gdy potężna pieść spadła na jej głowę.

http://imageshack.us/photo/my-images/23/cheydb.jpg/

Dziecko zerwało się ze snu z krzykiem. To tylko sen, zły sen, zły sen...
Zapraszam do udziału w jutrzejszym finale questa  - chętni ---> Lostara (irc - zmijka)



[22:40] <Tin> kappa to dzieci maego
[22:40] <Tin> moim zdaniem
[22:40] <Tin> ten loch odzwierciedla jego charakter

Lindi

Jak skrzywdzicie Hartee to was pogryze :<
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

zmijka

#19
Pierwsze dni Wysokiego Słońca niemal w całości wypełniały przygotowania do Rytuału.
Opiekunowie zbierali brakujące wiadomości, a także przedmioty, potrzebne do jego wypełnienia. Wertowali przepastną bibliotekę Stolicy, a także prywatne zbiory sosaryjskich kolekcjonerów książek.

Ciągle jednak czegoś brakowało.

W trakcie poszukiwań dowiedzieli się, gdzie znajduje się dzieło, którego wcześniej nie udało im się zdobyć. Dzień przed planowanym rytuałem, decydują wybrać się do biblioteki w Podmroku, jednej z najlepiej zaopatrzonych bibliotek świata. Zbyt obawiają się, że coś mogli przeoczyć i w finalnym dniu coś może pójść nie tak.

Słońce już pomału zachodzi kiedy Lostara i Sinthia razem z wsparciem, stają przed budynkiem biblioteki.

Przed wejściem spotkają drowiego barda, który zwie siebie Piewcą Śmierci. Tłumaczą mu cel swojej wizyty. Elf, pomimo, że w pogardzie ma ludzką rasę i ich sprawy, niespodziewanie szybko zezwala im na wejście do budynku, oferuje im swoje przewodnictwo, a nawet od niechcenia gra na bojowym bębnie, co w tajemniczy sposób wzmocnia ich odwagę.

Przebiegłe to stworzenie wie coś, o czym towarzysze dowiedzą się dopiero za chwilę. W bibliotece zadomowiła się zjawa, dysponująca ogromną mocą.

Cała grupa przyzwyczajona do wyzwań, po krótkiej wymianie "rozkazów" jest gotowa do boju. Stworzenie okazuje się jednak nadzwyczaj silne i szybkie. Grupa ratuje się odwrotem, który zamienia się w paniczną ucieczkę po krętych i ciemnych korytarzach. Magia miota w nich z każdej strony, zupełnie jakby przeciwników było kilku.

Mocno wykończeni docierają, do niewielkiego pomieszczenia, do którego prowadzą dwa wąskie korytarze. Sinthia osłonia przejście magicznym murem, co daje im czas do odetchnięcia. Za ścianą jak oszalały kotłuje się potwór, wysyłając wszędzie wokoło siebie strumienie mocy.

W tym samym czasie z drugiego korytarza wyłania się kolejna czarnoskóra postać. Z postawy, pewności siebie i otaczającej go charyzmy, Lostara wnioskuje, że być może mają do czynienia z przywódcą.

O uprzejmościach nie było mowy.

"-Co tu robi nędzna banda najemników z Cove i Vesperczyk?"

Oba drowy doskonale posługują się wspólną mową, ale między sobą dyskutowali we własnym języku. Już mieli odjechać, kiedy poczwara sforsowała magiczny mur Sinthii, a ponieważ była już rozsierdzona, atakowała wszystko na oślep. Cała grupa ratowała się odwrotem taktycznym. Dotarli do przestronnego pomieszczenia. No! Tu można będzie walczyć.

Nie była to łatwa potyczka. Kiedy zjawa w końcu padła, Lostara rozkleiła się. Pochlipywała w kącie i pociągała nosem. Potem okazało się, że w dalszym ciągu nie mogą wejść do biblioteki, ponieważ jest tam jeszcze drugi, bliźniaczy stwór.

Zdecydowali, że będą się bronić w świątyni. Nie wiadomo, czy to bliskość Bogini, czy poznanie przeciwnika, ale z druga poczwarą poszło gładko. Drzwi biblioteki stały otworem.

Pobiegli tam pospiesznie i odnaleźli brakujący manuskrypt. Było to kilkanaście kartek, spisanego odręcznie pergaminu. Lostara wyjęła czysty papier i pióro i na kolanie pod czujnym okiem gospodarzy, których cierpliwość była już mocno nadszarpnięta, zrobiła pospieszne notatki. Kiedy była już gotowa, wręczyła jednemu z elfów niewielkie pudełko, drobny prezent który przygotowały z Sinthią w podziękowaniu za udostępnienie im wiedzy.

Potem udali się wszyscy do domów. Było już późno i wielkimi krokami nadchodziło ich finalne zadanie.

Lindi

w skrzynce były naleśniki z bananami?  :D
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

arab

#21
Dzień finalny




Mieli już wszystkie księgi, mieli wszystko co potrzebne było do wykonania rytuału, jednak czy będą w stanie opanować beshiv? Czy opanują Magię Strachu? Dokładnie zapoznali się z zawartością wszystkich ksiąg. Teoretykami byli dobrymi, jednak to może nie wystarczyć do poprawnego wykonania rytuału.
Śmiałkowie wyruszyli na wyspę na której mieszkała Stara wiedźma wraz ze swoim mężem. Powiedzieli wiedźmie o swoich zamiarach, jednak ta stanowczo im tego odradzała, była prawie pewna, że nie będą w stanie opanować przywołańców bądź też ich pokonać. Nie zrobiło to na nich większego wrażenia, poszli szybko w odpowiednie miejsce i się zaczęło...


- Patrzcie, wymarzone miejsce do odprawienia rytuałów - wskazuje figurę przed jednym z domów.
Zdenerwowani, pełni napięcia, Sinthia uważnie układa składniki niezbędne do rozpoczęcia rytuału.
- Uważajcie aby ktoś nie wszedł w środek, żeby ktoś kręgu nie przerwał!!!
Puszcza wokół nich ożywa nagle, pośrodku kręgu wyłania się spod ziemi niekształtna chmura z zarysem małej sylwetki dziecka.
- Olirith!!!
- Chcemy odpowiedzi na pytania, skąd sie wzieły te dzieci, jak je uratować, wszystkie?

Krąg nagle słabnie, Beshiv wydostaje się na wolność, rozpoczyna się walka. Po kilku niepowodzeniach udaje się pokonać pierwszą przeszkodę, udało się uratować pierwsze z czterech.


- Czas na następna próbę, jedno już bezpieczne.
Opatrują rany po walce, naprawiają ekwipunek, zbierają siły. Sinthia wznawia rytuał. W kręgu pojawia się kolejny cień.
- Poprzedni śmiałkowie przypłacili to życiem - rozlega sie szyderczy głos.
- My ocalimy je wszystkie, odpowiedz, kto chce ich śmierci?
Beshiv-zła wypowiada potężne zaklęcie, atakuje bez ostrzeżenia, drużyna rozbiega sie bezładnie. Kilka chwil walki, kilka chwil niepewności, ale w końcu udaje się pokonać kolejną Beshiv. W chmurze mgły ukazuje sie sylweta kolejnego dziecka.
- Kto to, Hartea czy Alea?
- Alea, ona tez juz bezpieczna - uśmiech radości na twarzach.


- Lostaro, teraz Twoja kolej, na następny rytuał nie mam juz sił.
- Więc spróbujmy razem, Lostara bedzie prowadzić, my wesprzemy, chociaż duchem, a jak czas przyjdzie to i ciałem.
Lostara naprawia uszkodzony krąg, wznawia inkarnację. Nagły błysk, w kregu ukazuje sie sylwetka kolejnej Beshiv, Rara Beshiv-Zwątpienie.
- Czego chcecie?
- Wiedzy o dzieciach.
- Wiedzy.... - postać wykonuje nieznaczny gest.
- Jak to jest nie móc się poruszyć? - Beshiv mierzy kolejno wzrokiem postaci, oglada je uważnie jakby szukała słabego punktu.
- Nieciekawie, coż można zrobić jak się jest zamrożonym.
Na pomoc zaczynają przybywać kolejni śmiałkowie, którym nie jest obcy los dzieci.
Niespodziewany atak, cała drużyna pada,zostaje tylko jedna osoba która odciąga Zwątpienie i po kolei wskrzesza śmiałków.
- Witaj Nesso, witaj Renn.
- Ta jest mocniejsza od pozostałych, chyba potrzebne wsparcie, trzeba pomoc wezwać, sami chyba nie damy rady.
Do grupy dołącza Antheramis i Fryen - teraz powinnismy dac radę.
Trzask łamanych drzew, zbliża się Zwątpienie. Rozpoczyna się krwawa potyczka.
- Ustawcie się, najlepiej na plaży, tam miejsca najwięcej. Pilnować się tylko, nie przeszkadzać sobie.
Chwila chaosu, chwila zwątpienia, ale jednak dają radę kolejnemu Beshiv. Nad zwłokami ukazuje się cień kolejnej postaci, grubego chłopca.
- Ferdek, moje maleństwo - okrzyk radości.


- Przed nami ostatnia próba, najtrudniejsza zapewne.
- Odpocznijmy troche i do roboty. Czas to zakończyć.
- Te stwory karmią się strachem, nie dajcie się zastraszyć. Już czas.
W lesie ukazują się stada żab, w kręgu majaczy kolejny cień - Hana Beshiv-Lek.
- Oddaj nam ostatnie dziecko, troje już wyrwaliśmy siłą.
- Jeśli nie oddasz po dobroci ciebie też czeka los pozostałych.
- Kretyn
- O kim mówisz? o kimś z nas czy o sobie?
- Mówię o Sionie, o tym co napisał księgę.
- To że Was opisał tylko nam pomogło uratować dzieci.
- Kim one są, które są złe a które dobre, jak uratować ostatnie?
- To były zwykłe parobki w domach szlachty, zebrane na rytuał. Nie ma złych i dobrych, to tylko po to aby zasiać niepewność. Jak uratować? Jak pozostałe 3?
Okrutny chichot.
- Rozerę wasze krtanie, napluję do serc, zjem wasze ciała i narzygam na trawę, to moje słowa.
Zamieszanie, postacie co chwila niknące w kurzawie walki. Wreszcie ostatni Beshiv pada na polu walki. Nad jego ciałem ukazuje się sylwetka nimfy.
- Uderzyła się w głowę, ale jest w swoim łózku, maleństwo.

EPILOG

Na pobojowisku ni stąd ni zowąd pokazuje się wiedźma.
- Zabili? To tylko dzieci, owoce lędźwi chłopów i mieszczan. A szukali tej, która przeżyła rytuał?
- To była pikno kobieto zy mynżym? Mamy jo znalyzc?
- Ja byłam tylko nędznym świadkiem, pewnie płacze, bo ktoś dzieciaki uwolnił, poszukajcie jej w dzielnicy biedoty w karczmie albo gdzieś blisko - odchodzi utykając.
Już w Minoc, szukają kobiety i znajdują. Przekazuja dobra nowinę.
Cała grupa, a nazbierało się ich sporo, wyruszyła w stronę karczmy aby opić zwycięstwo. Tyle miesięcy, tyle poszukiwań, tyle walki i trudu nie poszło na marne, dzieci bezpieczne!

- Dzieci, to owoce chłopów, żebraków i złodziei...
- Ona chciała władać nad strachem? Że nam to się udało?
- Ciekawe, najważniejsze że dzieciaki uratowane.
- To teraz jesteśmy Władcami Strachu - głośny śmiech





Autor: _berek
http://zapodaj.net/a63d4191f3f56.jpg.html

www.sprzatanie-nagrobkow.cba.pl

zmijka


Odyn

Ha! Nawet mojego drowa tam widać! :D Szkoda, że nie w swoich domowych kolorach, ale cóż...nie można mieć wszystkiego :D

zmijka

*ouuuu*
No ale skąd miałeś wiedzieć, że będą zdjęcia robić :)

Estel

#25
Eral być gotowy - powiedział pol-ork uderzając toporem w tarcze. Lostara i Cheysulia zgodnie przytaknęły głowami na wznak ze tez są gotowe.
-To co? Kroczące? - Zapytała Lostara wertując księgę na pomoście w Aurin - Chey to pasuju - powiedziała łuczniczka poprawiając pas. Lostara zamknęła oczy i jakby odpłynęła w transie - zna się na magii umysłu, to pewne, ale żeby widzieć oczami tego w czyim umyśle siedzi? Niebywale. Eral - tak masywny ze tylko solidny niedźwiedź jest w stanie go unieść, uderzył w niego łydkami, a niedźwiedź zerwał się do biegu. Lostara chyba cały czas widziała jego oczami, bo gdy ten był o wiele, wiele staj drogi stad jednym pstryknięciem iskier otwarła bramę w miejsce gdzie obecnie stal Eral - weszła w nią wraz z łuczniczką, a kanion w którym się znalazły był wyjątkowo spokojny. Drzewa, które są tutaj martwe napawały lekiem, a masywy górskie wysoko wznosiły się nad nimi, jakby spoglądały na nich groźnie. Cheysulia kilka razy pociągnęła nosem, ale do jej nozdrzy nie doszedł żaden zapach by coś tu się miało czaić, za to smród z północy był nie do zniesienia. Smród ten był tak intensywny ze dawał się we znaki nie tylko jej węchowi, ale także jej towarzysza. Cos niepokojącego błąkało się po północy - to pewne. Cheysulia i Lostara chyba na stale maja wpisane w swoje życie pakowanie się w rożne tarapaty i często przypadek sprawia ze zjawiają się właśnie tam gdzie dzieje się coś niebezpiecznego - to było po prostu wpisane w ich życiorysy. Eral nie oponował, tylko ruszył przodem wąskim wąwozem, a gdy minęli go wjechali na podmokły teren. Smród zgnilizny niemal szczypał w oczy, ale to normalne tu. Ale tu nie o smród chodziło, dziwna moc emanowała z północnego-wschodu. Drużyna pod wezwaniem Świętego Przygoda ruszyła w te stronę, i zastany tam widok zdziwił tylko Erala. Spętana mglista energia dusza Olaga - chłopca zmieszanego ze szczurem błąkała się samotnie po bagnach. Ten sam który nawiedza Cheysulie w snach, zagubiony pomiędzy życiem a śmiercią gdy tylko ich zobaczył zaczął szydzić - Zdrajczyni! Kłamczucha! - Cheysulia minę miała niezwykle kamienna w porównaniu z tym co działo się w jej środku - nie chciała by tak wyszło, naprawdę jej zależało, ale teraz cóż było robić? Olag szydząc oddalił się, a trojka podróżników stała jak wryta w środku bagiennego smrodu.
Lostara przytuliła Cheysulie - ona jedna wiedziała najlepiej co czuje, była z nią a każdym razem kiedy to do niej powracało - Rozwiążmy to raz na zawsze... - powiedziała. Eral nie wiedział zbytnio co się dzieje, ale chcąc nie chcąc, przystał na propozycje podroży do zaginionych krain. Magiczna brama zawsze przyprawiała Chey o mdłości, ale to najszybszy środek transportu, wiec przystała na te podroż.

I z jednych bagien, wylądowali... w kolejnych bagnach. Tutaj może smród tak bardzo nie doskwierał, ale przyjazne miejsce to tez nie było. Nieopodal mieszkała stara znajoma wiedźma, do której się udali - Cheysulia była mocno poddenerwowana, Lostara tez, Eral nie świadomy w co się właśnie pakuje... Wiedźma a, i owszem służyła pomocą, ale to miało swoja cenę:
-Pozbądźcie się takiego jednego stworzonka, strasznie mnie denerwuje, a ja - wskazała sękatym palcem na łuczniczkę - pomogę Ci...
-Dusz Olaga za sercu stwora? Niema problematyka - zgodziła się Cheysulia i znowu bez pomyślunku zawarła kolejna umowę, która tym razem była jeszcze trudniejsza.

Odnalezienie potwora nie było trudne, ale z każdym tropem narastał nie pokój. Znajome ślady, i jak się okazało - miała racje. Nim weszli na w wąwóz bestii, wpadli na Piewce Śmierci. Cholera wie skąd on tutaj, ale poszedł za nimi - nie wiadomo czy chciał pomoc czy tylko się pośmiać z nieudolnych 'iblith' czy jak ich tam zwal...
W każdym bądź razie stanęli na przeciw temu co nękało wiedźmę i zaczęły się problemy. Cheysulia wpadła w panikę, wargi jej drżały, a nikt z towarzyszy nie wiedział o co chodzi? Zawsze jej luk był gotowy do strzelania we wszystko co wiązało się z niebezpieczeństwem a teraz?
-To jest panteru! To jest panteru! - lamentowała - Chey nie może walczyć! Dala słowo dla wiedźmu i znów u klatwowac Chey będzie...
-No i co ze panter to jest? - Spytał już teraz totalnie zdezorientowany zaisaniala sytuacja Eral R'monn.
Cheysulia uniosła naramiennik i pokazała opaskę z Okręgiem Bogów - Chey totema pantery, Chey nie może walczyć.
A pantera podchodziła coraz bliżej i gdy stanęła o kilka kroków przed nimi i wyszczerzyła kły gotowa bronic swojego terytorium, Cheysulia teraz już była całkiem skołowana - Co to jest?! - Spytała Lostara widząc wiszące oko pantery - To żyje?!
Zylo, ale jakby nie żyło. Spore bydle, i to chyba jakieś zombie!
Łuczniczka otarła zasmarkany nos przedramieniem i jakby wszystko się odwróciło - Kto mógł zrobić takie coś?! Jej duszu jak duszu Olaga, uwiezione miedzy tu a tam... Trzeba odesłać jej Naname do Mat... - Ale nim skończyła pantera zaatakowała, i pewno rozszarpała by kobietę gdyby nie wpadł pomiędzy nie Eral przyjmując cala energie skoku na tarcze. Pantera-zombie odskoczyła, ale nie zamierzała przestać. Eralowi to wystarczyło, aby oczy napełniły mu się gniewem. Ruszył na bestie zasypując gradem uderzeń topora. Walka była trudna tak, ze nawet naigrujacy się z walczących mroczny elf zaczął ich wspierać pieśnią. Melodia, której slow nie rozumieli grała w uszach tak ze atakowali ze zdwojona agresja, aż bestia padła.

Chey odrzuciła luk i podbiegła do leżącego ciała, wyjęła nóż i wbiła w serce mówiąc - Nie błąkaj się więcej, wróć do Matki i zanieś jej me modlitwy. Nie wiadomo czy pantera czy kiedykolwiek oddychała, teraz już na pewno nie. Leżała bez ruchu, a w kolo niej zebrali się zmęczeni podróżnicy. Wykroili serce i włożyli do skórzanego worka - na tym przecież zależało wiedźmie. A łeb owinęli w skore - po powrocie się wypcha to. - I tak Zmartwienie wiedzmy zakończyło żywot.

Układ był jasny, dusza Olaga za serce - najpierw uwolni dusze ona. - powiedziała Chey do wiedzmy, na co ta odparła - nie ja... Ty to zrobisz, a pomoże Ci to! - i wyciągnęła rękę przed siebie. Bagno zaczęło niebezpiecznie bulgotać, jakby wrzało, a z niego powoli wyłoniło się ostrze! Te samo ostrze które sprawi ze demon strachu będzie Ci posłuszny jak pies! Wiedźma złapała za rękojeść i wyszarpnęła je z bagna, strzepując z niego resztki błota. Cheysulia odwiązała skórzaną sakwę z sercem - Sercu za ostrze... - Złapała delikatnie ostrze, i rzuciła w wiedźmę sakwa. Ta puściła rękojeść by łapać sakwę, a Chey złapała oręż.
Układ to układ. Maja 'to' ostrze, teraz tylko odnaleźć na Ilshenarskich Bagnach dusze Olaga.

Trudne to nie było, bo energia zabłąkanej duszy sama ich przyciągała. I oto stali w trojkę, naprzeciw kolorowej masie energii
- Podejdzie on! Chey chce pomoc...
- Kłamca! Kłamca!
- odpowiedział odsuwając się raz po raz gdy łuczniczka chciała podejść.
-Chey naprawdę! - i zacisnęła zęby. Brzemie to było naprawdę ciężkie.

Cheysulia ścisnęła rękojeść niezwykłego artefaktu, zamknęła na chwile oczy a gdy je otwarła z warknięciem skoczyła w jego stronę: Odwagu jest nieśmiertelne! - i rozcięła magiczna energie, która jakby wylała się masy.
-Chłopak! - krzyknęła Lostara, a Eral bez zastanowienia wbiegł i włożył ręce w energetyczny byt. Na oślep złapał nogę chłopca, chciał wyciągnąć go na 'żyjącą' stronę. Lostara i Cheysulia próbowali pomoc, na oślep grzebiąc w energii, ale moc tam była o wiele silniejsza niż potężne ramiona pol-orka. Chłopak odpłynął na druga stronę, jedno jest pewne - jego dusza, jak dusza pantery nie będzie błądzić miedzy tym, a tamtym światem.
Cheysulia upadla na kolana, a oczy zaszkliwszy jej się od dziesiątek łez - na nic było przytulenie Lostary. Cheysulia wytarła łzy w płaszcz który został po chłopcu, i wspierając się na broni podniosła się. Lostara ucałowała ja, uspokajając - Nie Twoja wina, nie mogłaś mu już pomoc.
-Jego dusza należy do Matki, tam będzie lepiej mu. A to... - spojrzała na artefakt - trzeba zniszczyć... I nim wrzuciła go w odmęt bagna, ostrze posypało się. Wracali ze smutkiem na twarzy, ale radością w sercu - już nikt nigdy nie wykorzysta magii strachu...

Estel

I tak oto zakończyła się nasza długa przygoda. Dziękuje serdecznie wszystkim graczom i twórcą - najlepszy quest jaki był. Oby więcej takich :)

A może wiedźma z serca nie ugotuje zupy tylko coś nabroi? :)

Pozdrawiam!

zmijka

Pięknie :)

Quest był świetny - każda cześć z osobna i jako całość, po prostu "najekstra". Bylo bardzo duzo wątków, uczestników i zwrotów akcji. Dzieki każdej osobie która brała udział i twórcom przygoda żyła własnym życiem. Dziękuję Wam wszystkim.

Mnóstwo fajnych akcji przygodowych było.

Na obrazku: Dawno, dawno temu - pierwsze dni mojej wychowanki Harteii u mnie pod opieka. Wszyscy trenują odporność na magie, a Hartea śpiewa "Piosenke o Jagodkach". Rozbraja mnie to do tej pory.

Lindi

a sukienki, a sukienki są seledynowe...  ::)
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

arab

uf! Co prawda quest dobiegł końca już jakiś czas temu, ale dopiero dziś udało się dokończyć opis dnia finalnego. ;) (opis 8 postów wyżej :) )
Dziękuję serdecznie za questa, długo trwał, wiele wątków no i po pewnym czasie chyba wszyscy czuliśmy się zagubieni  ;D ale mimo tego było świetnie! Oby więcej takich questow :)
http://zapodaj.net/a63d4191f3f56.jpg.html

www.sprzatanie-nagrobkow.cba.pl