Bogotworstwo

Zaczęty przez Alkus, 2006 05 02, 22:16:41

Poprzedni wątek - Następny wątek

Alkus

To nie bylo trudne... znaczy w sensie doslownym. W sensie metaforycznym, tym bardziej zawilym, zagadkowym i ekspresyjnym, bylo to zdecydowanie bardziej skomplikowane. nagromadzenie mysli bylo podstawa do tego typu zabiegow bogotworczych, nazywajac sprawe bez ogrodek i po imieniu. Nie bylo uniwersalnych zalozen, jedynie kontrolowany chaos, jako splot niespotykanych dotad mysli, ktory plotl ten wyimaginowany warkocz czasteczek wiary. Utworzenie istoty, ktora tylko wyobrazeniem potrafila wypelnic jakis ksztalt, byl napewno niezwykle trudny. To tak jakby platowi powietrza, koegzystujacym dokladnie pare milimetrow obok Ciebie rozkazac, aby stal sie niezwykle wydajna maszynka do mielenia miesa. W rzeczowym skrocie to tak wygladalo. W niezwykle dokladnym, poetyckim wrecz opisie bylo to conajmniej dziwne, conajmniej niehumanitarnie halucynogenne i conajmniej bosko przepiekne. Czyli.. opierajac sie tylko i wylacznie na opisach wewnetrznych miedzywymiaru i istot okoloczateczkowych, mysli teistyczne potrafia zdzialac cuda. Zwlaszcza, ze na granica propabilitosci przypuszcza sie istnienie rozladowan energetycznych, zwanych powszechnie cudem istnienia.

Pewien zbior mysli, powszechnie nieokreslony, dokladnie oparl sie o granice czasteczkowej egzystencji, dmuchajac w jej bose stopki. Strzepal z nich cos, co w naszej formule istnienia nazwalibysmy kurzem i usiadl na jej krawedzi. Otoczony przez pospieszne szepty, czasem jeszcze przez pomysly chaotyczne i niekiedy zbierzne, czekal... No fakt, faktem, istnienie czegos takiego jak czasu, ontologii czy powszechnie znanej metrynologii bylo rzecza niemozliwa w tym.. swiecie? A przynajmniej tak nazwalibysmy to z perspektywy zwyklego czytelnika. Powracajac do naszego wielce oczekiwanego opisu bogotworstwa.
Czasteczki slow popychane byly przez znaczenia, czekajac na gwardie wyobrazen, ktora odgrywala zasadnicza role w calym tworzeniu bogow. Wyobrazenia niejednokrotnie walczyly ze soba na hiperbolistycznej arenie przyzwoitosci i realnosci. Realnosc byla i tak traktowana po macoszemu. ALe to dobrze.. dzieki temu, nie otrzymywalismy bohaterow, a Bogow - czyli tych nielogicznych, nie podlegajacych paradoksowi omnipotencji i cholernie popieprzonych. Tworzenie ciala Boga jest kwestia przemyslen i tego, czego oczekuje sie od Boga. Najpierw jeszcze przechodzi przez wytrwala czastek ewolucji, ktora przepycha go przez wszystkie mozliwe wielobarwne czynniki powtarzalnosci. Wiaodmo, Bog musi byc oryginalny i w zaleznosci od tego, co zamierza sie osiagnac przez jego wyglad, nadaje mu sie powazne wlasciwosci wizualne. gdy oczekujemy od Boga sily, wladowuje mu sie nieosiagalna ilosci syntetyku i wszelkiego rodzaju metanaboli. Dzieki temu sylwetka i postura Boga jest ulozona w dokladny ksztalt gasnicy i hydro-wodoro-targacza o napedzie jonowym z wbudowanym cyklikatorem i dwusuwowa rurka napedzana olejem rzepakowym. Jednym slowem, efekt jest piorunujacy. Do tego momentu mozemy dojsc bardzo prostym, scislym stwierdzeniem. Byl chaos. Chaos sie uporzadkowal, tworzac ksztalt. Ksztalt prosty, niemal perfekcyjnie cyrkularny. W gruncie rzeczy - *pstrk* i ksztalt. Krotka pilka...

Konajacy fakt "bytnosci" okreslonego ksztaltu w miedzywymiarze nieokreslonej materii. Doprowadzilo to do stworzenia poslanca - impulsu, ktory bezposrednio dociera do artysty. Niestety.. najgorsze jest to, ze dociera to czasem do przypadkowego czlowieka, na ktorego od tego momentu bedziemy wolac "pol-debil", "destruktor teistycznej idei", "prymityw" badz po prostu jakis matol z defektem, dysmozgowiem i innymi bajerami wspolczesnej globalizacji mysli. Dopiero wtedy powstaje fakt istnienia Boga w rzeczywistosci. I wtedy, malutki zalazek jego samego wpada do tylko tyci-tyci wiekszego kokonka i tam czeka, aby go karmiono... wiara naturalnie. Wtedy rosnie, rozwija skrzydelka i jest pelnoprawnym czlonkiem Globalnego Panteonu Bogow, do ktorego naleza takze przebrzmiali bogowie greccy, rzymscy czy asteccy. No w kazdym razie, nie ma tma wielkiego ojca, a cala instytucja podchodzi bardziej pod Loze Masonska wszystkich indywidualnych Bogow, kreowanych przez kazdego z nas. Historia zatacza kregi...

I pomyslec, ze wiekszosc z nich zostala stworzona przez absurdalna modlitwe...
Gdy wieczorne zgasną zorze. Zanim głowę do snu złożę. Modlitwę moją zanoszę. XXX (tu wstawic imie boga) XXX i XX, dopier..niczcie ORDEROWI/CHAOSOWI. Dla siebie o nic nie proszę, tylko mu dosrajcie proszę. Kto ja jestem? Sosaryjczyk mały. Mały zawisły i podły. Jaki znak mój - krwawe gały. Oto wznoszę moje modły, do XXX, XXX i XXX, zniszczcie tego skurwy.... Mego brata ordera/chaosa, tego wroga, tego gada. Żeby mu okradli skrzynie bankowa, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał corpem w łeb, żeby mu się córka z czarnym, i w ogóle żeby miał marnie. Żeby miał AIDS, zabijaka, oto modlitwa Sosaryjczyka.
(spoko, pozwolil...)

Fakty, faktami, slowa, slowami, marzenia, marzeniami. A ch**, ide sobie wymyslic wlasnego Boga. Fajnie, jakby byl Silny, mezny, odwazny, moze zabijaka, napewno mroczny. Napewno ma przekrwione oczy, a w jego karmazynowych ustach siedzi batalion zukow-gnojarkow, ktore sraja mu pod jezyk. no.. i to musi byc Bog z historia. Super by bylo, gdyby po drodze zabil zastep aniolow, wyrwal im skrzydla, zlepil kropelka w areozolu ich perfekcyjne cielsko.. o fajnie, gdyby ich jeszcze poprzebijal, zdarl z plecow skore i polal to spirytusem! O! I jeszcze powtorowal sola, zeby ladnie bylo! Hm... musi byc brutalny, koledzy na boisku nigdy nie uwierza! Takiego Boga, coby to sie w nocy posrac mozna bylo! HA!

(rewerse)
Ksztalt przeslizgnal sie przez ramie ewolucji. Dopiero tutaj zyskal swojego prawdziwego JA. Najpierw oderwalo mu lovecraftowskie macki z twarzy i istotnie "doczepilo", niemal fabrycznie, gnojarkowa jame ustna, jezeli mozna nazwac tkaie to powykrecane, druciane na przedzie. Oderwlo mu nietoperze skrzydla. Hm... Duzego, piekielnego fallusa. Demoniczne, ale takie mialo byc pierwotne zalozenie Boga. Szatanisci musza wiedziec, gdzie jest ich miejsce!

Bezdomny o przezwisku Grajek przeslizgnal sie przez ciemny zaulek. Poodbijal sie od wymownych, niewidzlanych scian powietrza, ktore swiadczyly o jego niewinnosci w podazaniu tropem weza. Dopil ostatnie krople, ktory wychodzac z niedoslyszalnym zgrzytem obily sie o butelke. Mocny trunek. I ta halucynogenna wizja. Gdyby byl trzezwy, posralby sie. W kazdym razie uber-mroczna postac sterczala dokladnie przed nim i wyciagnietym fallusem sikala do rynny. Straszne. Okropne. Makabryczne. Grajek osunal sie o rzeczywista sciane, opierajac zarazem o nia glowe. Poprawil swoje przetluszczone wlosy, ktore jak gady zasiadly na uchu, prezentujac swoje ogony. Wsadzil do ust butelke, ktore przechyl do granic mozliwosci swojego karku. Nawet kropelka nie stoczyla sie po perfekcyjnie lustrzanej scianie butelki. Pustka. Wszedzie.
Wycial z gazety jakiegos potworka. Groteskowego. nie zachowal proporcji i niemal glowka penisa miala oczy i zuczkowate usta.

czy dalej nikt im nie powiedzial, ze nie trzeba wygladac jak srajacy kot na puszczy, zeby byc straszny? No tak.. niby to przerabiamy, co chwile patrzac na rozkladajaca sie, filigranowa dziewczynke z wlosami zaslaniajacymi twarz... Istota strachu tkwi w czyms niewyobrazalnie tajemniczym, oddzialywujacym na nasze pierwotne instynkty. Czemu to zawsze sprowadza sie do zabloconych gumofilcow, oszronionych zamkach przy rozporku, dloni, ktorych linie papilarne wypelnia krew i siwe wlosy, w ktorych siedzi mrok i tylko czeka, zeby Cie zajsc i przyje****.

No nic.. ale to ludzie tworza Bogow.


Dlaczego jestesmy tacy mroczni...

Przeprszam za podwojny plagiat.

Przepraszam za bledy.

Przepraszam za koncept, ktory tak piekielnie umiejetnie spierdol***.

Dziekuje za uwage. teletubisie mowia dobranoc.
the only thing worse than evil is apathy.