Najbardziej Spektakularna Przygoda Osady Niziołków

Zaczęty przez Ropuch, 2012 09 05, 13:35:59

Poprzedni wątek - Następny wątek

Ropuch

Słońce zapadło nad doliną mu... Niziołków; mroczny piekarz rozmieszał ostatni zaczyn; Laurecja
delikatnymi ruchami pędzla zakończyła tworzenie kolejnego arcydzieła; zaś mały Bobby Weitt
poprawił swe kaszmirowe spodnie, mlasnął obleśnie, a w jego sprośnej główce zaroiła się
kolejna brudna myśl o młodej Weronice, która oddała mu się w jego karczmie.

-- dosyć tej dekadencji -- westchnął do siebie Bobby. Zmrużył swe jasne, niczym eksplodujące
gwiazdy oczka i zakręciwszy się na pięcie wyjrzał z okna swej zapuszczonej norki.  -- Dziś
poznam Władcę Świąta, zrzucę go z jego złotego tronu i przejmę władzę nad całą Sosarią! --
zaśpiewał gardłowo wypinając swą wątłą pierś.

Tak się składało, że w tym samym czasie w osadzie niziołków przebywała masa ochotników,
gotowa stanąć oko w oko z Władcą Świata (kimkolwiek on by nie był) i podjąć próbę przejęcia
kontroli nad Sosarią. Był Willibald Waters -- łucznik, który oblał Yewiański test na  strzelca
wyborowego i miewał problemy z ustrzeleniem nawet najbardziej tłustego niedzwiedzia; jego
wujek Will, któremu sen z powiek spędzał najnowszy projekt pieca kaflowego do przetapiania
rudy w piwnicy jego norki; Weronika -- znana wszystkim, jako niecna niziołczyca, która
pozbawiła Bobby`ego dziewictwa;  Mestro De Fodr, znany sosaryjski wariat, który wielokrotnie
uciekał z twierdzy dla obłąkanych, a ostatnimi czasy upodobał sobie bieganie po lasach w
marnej jakości zbroi płytowej z rdzawnika w poszukiwaniu wystarczająco schorowanych ogrów,
którzy byliby tak łaskawi paść u jego maleńkich stóp.; a także wierny kompan Fodra, Quan`tsins -- młodociany czarnoksiężnik i zielarz-amator.

Bobby wkroczył do banku pewnym, arystokratycznym krokiem, poprawiając bujną czuprynę i
osiadając na orzechowym krześle wykazując standardowe objawy niziołczej krnąbrności. Jego
pognieciona koszula, trzydniowy zarost i szkliste oczy przykuły uwagę Willa "dużo strugam"
Watersa.

-- Co, znowu wpadłeś na jakiś durnowaty pomysł prawda? -- zapytał dyplomatycznie Will,
przyglądając się stalowemu zaworowi, który delikatnie obracał w swym maleńkich dłoniach.
Bobby postawił stopę na krześle, uniósł głowę do góry i rzekł z przekonaniem:
-- Wiem! Dokładnie wiem, jak znaleźć Władcę Świata! Teraz już jestem pewien. Nie mam
żadnych, jakichkolwiek wątpliwości -- jego rumiane poliki poczęły drżeć.
-- Mhm, znowu wyciągniesz nas na jakieś kompletne zad**ie, po czym będziemy zmuszeni
wracać pieszo, bo nie było cię stać na pasze i nie nakarmiłeś lam, gdyż, jak to bardzo często
lubisz mówić, "nie samym chlebem lama żyje, a miłość to domena całego imperium zwierząt"?
-- Śmiej się, śmiej gnuśny majsterkowiczu. Chcesz się przekonać?! Teraz wiem, jak go znaleźć i
mam dokładne instrukcje, co trzeba zrobić, by go wypłoszyć z jego nory.
Will poprawił swój fartuch i odłożył powoli zawór, po czym wstał gwałtownie i oznajmił:
-- Dobrze, wierzę ci Bobby, w takim razie: "Wodzu, prowadź na Cove"!
-- Yew! Musimy przejść przez niebezpieczne lasy Yew i dotrzeć do miejsca, w którym urzęduje
Władca świata.

Pewny siebie niziołek rozpoczął przygotowania do Wyprawy Tysiąclecia. Na wieść o
odnalezieniu Władcy Świata, mieszkańcy osady niziołków ochoczo ogłaszali swą
chęć uczestniczenia w wielkiej przygodzie. Przygotowania ciągnęły się godzinami. Prowiant,
wierzchowce, zbroje i oręż. Niczego nie mogło zabraknąć na Wyprawie Tysiąclecia.

-- Bobby, w moim mózgu lawirują obecnie dwa pijane gołębie. Gruchają do siebie przyjaźnie ,
ale ich dusze trapią złe myśli. Mam nadzieję, że ciebie nie trapią złe myśli i zaprowadzisz nas do
Władcy Świata? -- zapytał swego przyjaciela Fodr, mrugając maślanymi oczyma i poprawiając
tarczę z rdzawnika.
-- Nie bój się nic mości Fodrze, jestem bardziej niż pewien, że tym razem Władca Świata nam
nie ucieknie.

Williband, Bobby, Fodr, Weronika, Will i Quan załadowali prowiant i wierzchowce na stary,
zmurszały kuter rybacki "psychola" i obrali kurs na Yew.

Wzburzone fale rozbijały się o cuchnący dorszem statek. Pioruny rozdzierały niebo i wypełniały
uszy naszych dzielnych bohaterów piekielnym hukiem. Żadne żywioły nie były im jednak
straszne. Zmierzali, na spotkanie z Władcą Świata.

Dotarli na brzeg cali i zdrowi. Teraz, czekała ich mordercza przyprawa przez niebezpieczne lasy Yew.
Raz po raz, przebijali się przez całe hordy krwiożerczych niedźwiedzi, siwych wilków i małpiarzy; odpierali bezlitosne ataki powietrzne harpii i topakoli; cięciwa zepsutego łuku Willibanda pozostawała w ciągłym ruchu, gdy on sam próbował z uporem maniaka trafiać w rozwścieczone potwory; nie znający słowa "walka" Bobby, Will i Weronika lawirowali między agresywną zwierzyną i przebijali się przez gęste chaszcze. Drużyna Mocy cudem uniknęła śmierci z rąk Rogatego Pomiota, który podjął próbę zaskoczenia naszych bohaterów i wyskoczył na nich z krzaków, jak przypalona ogniem kobra na agrest.

W końcu -- po niezliczonej ilości bitew -- dzielni uczestniczy Najbardziej Spektakularnej Przygody Osady Niziołków dotarli na miejsce, które Bobby Weitt określił, jako siedlisko Władcy Świata.

-- Teraz muszę rozłożyć Ołtarz Zagłady i wywołać zakrzywienie czasoprzestrzeni, które umożliwi pojmanie Władcy Świata -- oznajmił z przekonaniem reszcie drużyny Bobby, -- Podstawą jest rozłożenie kilkunastu desek, szpadla, wybuchowej mikstury i fioletowej ryby. Odpowiednie ustawienie powyższych przedmiotów i wysadzenie ich fioletową miksturą, umożliwi mi stworzenie między-wymiarowego Portalu Śmierci z którego wyleci, niczym nietoperz z piekła, Władca Świata.


ze względu na brak screenów z wyprawy (która była tak spektakularna, że wszyscy zapomnieli robić screeny), wrzucam "rekonstrukcję" Ołtarza Zagłady.

-- Jesteś w stu procentach pewien, że to zadziała? -- zapytał Will, mrużąc swe świecące oczka, po czym pokręcił głową i siadł na trawie.
-- Czemu po prostu nie zabierzesz mnie do łóżka, tylko tak kombinujesz, jak koń pod górę? -- rzuciła oskarżycielsko do Bobby`ego zmęczona wyprawą Weronika.

Bobby Weitt pozostał głuchy na lamenty niedowierzających kompanów. Wyciągnął z kieszeni butelkę z wybuchowym płynem i cisnął nią w niezbyt stabilną konstrukcję składającą się z drewna, zardzewiałego szpadla i zgniłej fioletowej ryby.

BUUUUUUUUUM!!!!!! Potężna eksplozja rozniosła się po lesie, ptaki wzniosły się do lotu z koron drzew, w oddali zawył Rogaty Pomiot. Wszędzie kawałki ryb, drewna i szpadla. "The horror ... the horror ..."

NIC. Kompletnie nic. Uczestnicy wyprawy strzepali z siebie resztki drewna i ryb, po czym rozpoczęli potężną kanonadę zarzutów, narzekań i oskarżeń.

-- Wiedziałem, że to będzie jakieś g***o, wiedziałem -- westchnął zrezygnowany Quan`tsins.
-- Prawdopodobnie, jest to najbardziej żałosna porażka, jaką kiedykolwiek dane mi było ujrzeć -- Fodr przeszył Bobby`ego swym tępym spojrzeniem.
-- Nie wiem, kto ci sprzedał te mapę, ale zrobił cię na szaro -- nawet majster Waters nie pozostawił suchej nitki na Bobbym.

Bobby warknął na zebranych, przegryzł wargi i oznajmił z szerokim uśmiechem rozkładając swe cherlawe ramiona:
"CHCIAŁEM DOBRZE!"


PS:
Tak, to nie są żarty. Rzeczywiście, to miało miejsce. Aby łatwiej było wam objąć swą jaźnią opisaną przygodę, dokonam lekkiego sprostowania:
Poszliśmy do lasu w sześcioosobowej ekipie, z czego tylko trzy osoby byłyby w stanie solo zabić grizzly. Szliśmy kawał drogi, prawie nas ubił rogaty pomiot, pokonaliśmy na raty rozpruwacza, kilka razy ktoś padł od harpii, czy tam worga, i w końcu  dotarliśmy do jakiegoś kompletnie randomowego miejsca nad wodą w pobliżu polany wilkołaków. Bobby rozstawił kilka desek, położył szpadel, fioletową rybę i rzucił wybuchowego miksa, i BYŁ PRZEKONANY, że po takim kombo pojawi się "Władca Świata". Podstawowe pytanie, jakie zapewne pojawiło się waszych głowach, drodzy czytelnicy, jest następujące, "Kim do jasnej cholery jest ten Władca Świata, i czemu miałby wyskoczyć z ziemii, w kompletnie losowym miejscu, tylko dlatego że jakiś nizioł rzuca fioletowego miksa w kilka desek, szpadel i rybe?". Drugie pytanie, "Nawet jeśli by wyskoczył, to co niby miałby zrobić? Stać i prowadzić dyskurs filozoficzny na tematy ontologii i istnienia dualistycznej koncepcji Platona?".

Na ŻADNE z tych pytań nie znamy JAKICHKOLWIEK odpowiedzi. Quest zaliczam do jednych z najbardziej kuriozalnych i szalonych w historii tego shardu. Jest on równocześnie dowodem na to, że klimat na shardzie MA SIĘ DOBRZE, a jeśli ktoś ma go za mało, niech skontaktuje się z nami. Pozdrawiam.


<saxas> teraz na pvp liczy sie mag
<saxas> na dm nie ma lepszych i gorszych graczy pvp
<saxas> sa bardziej i mniej skoxani

Guardian

Roooooopuuuuch :*~

Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz :D

Popraw tylko to
Cytat: Ropuszka moja Kochanajego brat Will
Will to wujek, nie brat.

Sysek

Cytat: Ropuch w 2012 09 05, 13:35:59
Był Willibald Waters -- łucznik, który oblał Yewiański test na  strzelca
wyborowego i miewał problemy z ustrzeleniem nawet najbardziej tłustego niedzwiedzia;

Na teście oszukiwali! Mały wredny gnom stał za tarczą i nią ruszał a jak w nią celowałem to skakał jak głupi :(
A jutro stało się dzisiaj.

Guardian

Cytat: Sysek w 2012 09 05, 16:24:34
Cytat: Ropuch w 2012 09 05, 13:35:59
Był Willibald Waters -- łucznik, który oblał Yewiański test na  strzelca
wyborowego i miewał problemy z ustrzeleniem nawet najbardziej tłustego niedzwiedzia;

Na teście oszukiwali! Mały wredny gnom stał za tarczą i nią ruszał a jak w nią celowałem to skakał jak głupi :(

Ten z lunetą ? xD

Ropuch

Sysek, Guard, opowiedzcie o swych wrażeniach z tego majestatycznego questa proszę.
<saxas> teraz na pvp liczy sie mag
<saxas> na dm nie ma lepszych i gorszych graczy pvp
<saxas> sa bardziej i mniej skoxani

Akkarin