Zew Ylotha

Zaczęty przez sin, 2012 12 03, 12:45:43

Poprzedni wątek - Następny wątek

Wojto

Cel był już nam znany - zdobyć ostatni klucz. Mieliśmy wieści od szpiegów, że posiadają go nijacy Łowcy Demonów. Zebrało się czterech z nas. O świcie ruszyliśmy w stronę lasów nieopodal Yew. Po jakiejś godzinie odnaleźliśmy cel naszych poszukiwań. Wieża Łowców. Teraz wystarczyło już tylko wyciąć w pień osoby znajdujące się w środku i zabrać klucz. Brzmiało łatwo...
Zaczęliśmy dobijać sie do drzwi, lecz musiały być dobrze zabarykadowane. Nagle z nikąd pojawiły się dwa psy obronne. Wielkie, czarne psiska z zębami jak noże. Ich skóra wydawała się być niczym ze stali, ale pomimo tego całego przystosowania do walki miały jedną wadę... nadal były tylko głupimi psami. Jeden z kultystów przyciągnął ich uwagę i wyprowadził je daleko w las, następnie zgubił. Pierwsza przeszkoda ominięta. Teraz trzeba było wyważyć te chędożone drzwi. Po paru uderzeniach z rozpędu, uznaliśmy, że trzeba innego sposobu. Dwóch z nas wymówiło inkantację, a na wieżę zaczęły spadać głazy. Po chwili budynek był poniszczony, a po drzwiach pozostały same drzazgi.




Ze środka wybiegło dwóch wojaków. Byli dobrze wyszkoleni i jeszcze lepiej opancerzeni. Męczyliśmy się jakieś pół godziny zanim zdążyliśmy położyć obu. Ale wreszcie mogliśmy wziąć klucz... Wszyscy weszli na górę. Zastaliśmy tam jeszcze jednego wojownika, lecz nie wyglądał na zbyt walecznego. Zaczęliśmy targowanie się. Na szali było jego życie w zamian za otworzenie skrzynki, jedynej w pomieszczeniu. Po dłuższej rozmowie, zakończyło się to na tym, że ów "wojownik" porzucił tarczę i broń i wdał się w ucieczkę. Jeszcze nie wiedział ile sprawi mi radości... Jako, że skrzynka pozostawała zamknięta, wdaliśmy się w pogoń za uciekinierem, jedynie Sinafaye udała się na spotkanie ze specem od zamków. Lecz wróćmy do pogoni, bo było to przeżycie dla mnie bardzo przyjemne, jak każde tego rodzaju. Zaraz po dogonieniu jednego z "Łowców Demonów" postanowiłem zacząć swą zabawę. Aby nie uciekał dalej, przebiłem jego stopy, a krew utworzyła piękne mozaiki na śniegu. Później zająłem się dłońmi. Dobyłem nóż, począłem odcinać je powoli. Taaak... Tortury to moja pasja. Ale. Nie będę się dłużej rozdrabniać nad moimi fantazjami. Po całej serii przyjemnych dla mnie zdarzeń, wróciliśmy do hierofantki. Specowi udało się otworzyć skrzynkę, ale był w niej tylko list. Cholerny list.



Mieliśmy szpiega... szpiega w Delucji. Jego los będzie straszliwy. Musieliśmy dowiedzieć się kto to. Udaliśmy się do karczmy, aby wypytać pewną złodziejkę, zaufany informator.

Po sypnięciu nie małej kwoty zdradziła, że strażnik przy bramie ma ostatnio nową zbroję i oręż, a podwyżki nie dostał od lat. Złożyliśmy mu więc wizytę. Po przyciśnięciu go, wyśpiewał wszystko. Mówił, że był ktoś i pytał się o kaplicę, naszą kaplicę. Twierdził jednak, że osoba się nie przedstawiła, ani nie zapowiadała kolejnej wizyty. Ma nas poinformować jak tylko wróci tamten. Na razie strażnik nam się przyda, ale po wszystkim się z nim policzę.



Na razie nie mamy zbyt wielu tropów. Musieliśmy jeszcze odwiedzić kaplicę. Popędziliśmy do przejścia w górach i do ołtarza. Dużo energii, dziwnej energii. Nie mieliśmy pojęcia co to, ale ołtarz trzeba było przenieść do siedziby. Czekamy zatem na wieści od strażnika...


naturel

fajne ale....

k***a, serio? ŻÓŁTY SER SYMBOLEM WŁADCY DEMONÓW?!?!?! :D przesada
Cytat: TinerotMoja sugestia: Znajdź sobie pracę, hobby albo dziewczynę.
Dobrze szefie! :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
BUT! The main award goes toooo...... :
Cytat[20:23] <Fel> TY chyba zyjesz w swiecie ultimy

Lenti

Że niby wariat.

Wojto

Szaleństwo może przybierać różne formy. Przynajmniej nie jest to kolejny uber mhroczny bóg chaosu.

sin

Minelo juz sporo czasu, a sprawa wciaz pozostawala nierozwiazana. Sinafaye musiala w koncu wziac sprawy w swoje rece i doprowadzic do zerwania okowow wiazacych brata w krwi. Udawszy sie do serca kultu, demonica wszczela poszukiwania na wlasna reke. I jak to w takich historiach bywa, lut szczescia, czy tez moze zwykly zbieg okolicznosci mial odmienic losy swiata. Bowiem w swiatyni zmaterializowala sie dziwna istota, od ktorej bila aura przekletych, lecz i wyczuc mozna bylo tez brak powiazania z Ylothem, a i na sluge przekletego buntownika nie wygladal. Od slowa do slowa rozmyl znaczaco mgle tajemnicy, co prawda domagajac sie pewnej, malej przyslugi, lecz wszelkie kroniki dziwnym trafem pomijaja czego wlasciwie zazyczyl sobie przybysz. Coz, wydaje sie, ze nie moglo miec to wiekszego znaczenia. Wracajac jednak do istoty, okazal sie on byc starym, chociaz niezbyt dobrym znajomym. Na imie bylo mu Totti, a gdy ostatni raz widzial sie z demonica, zostal odeslany do piekielnych otchlani, i to calkiem doslownie. Przypomniec tutaj nalezy, ze owy Totti, szpieg z ramienia organizacji lowcow demonow, ostatnim wysilkiem w agonii wypil przedziwna miskture, ktorej probka posluzyla do odnalezienia jednej ze studni dusz. Badz co badz, niedoszly nieboszczyk powrocil w formie demona, wyraznie odmieniony na ciele, duszy... i swiatopogladzie. Do jego dawnych mocodawcow, ktorzy notabene doprowadzili go do tego stanu, czul jedynie nienawisc i chec zemsty, ktora po czesci juz zdolal zrealizowac. A co najwazniejsze, wszedl w posiadanie ostatniego z kluczy potrzebnych hierofantce. Wszystkie zrodla donosza o ogromnym poswieceniu, ktore musiala podjac Sinafaye, by uzyskac ten przedmiot, jednakze ponownie i tutaj nie zachowaly sie zadne szczegoly. Pewnym jest to, ze gdy juz udalo jej sie wejsc w posiadanie klucza zabrala ze soba Kelmora i ruszyla wprost do swiatyni ognia na odleglej wyspie. W srodku dwojka kultystow napotkala pilnujacego urne, wiernego chochlika o dwoch wcieleniach. Gdy ten dowiedzial sie z czym przybywaja, nie mogl powstrzymac radosci, szybko i sprawnie przechodzac do umieszczenia wszystkich kluczy w nalezytej kombinacji. Huk, plomienie i zapach siarki wypelnily komnate, by w koncu w miejscu peknietego artefaktu zjawil sie on, demon ognia, jeden z najpotezniejszych bytow piekielnego planu. Sinafaye w koncu odetchnela z ulga, niemal namacalnie czujac smak zwyciestwa. O dziwo, uwolniony wiezien nie rozpoznal zadnego ze swych wybawicieli, zadajac wyjawienie ich imion. A te wyjasnily wszystko. Wladca ognia w swej wdziecznosci ofiarowal kawalek swego peknietego rogu, bijacego az potezna aura magiczna, a sukkub wiedziala doskonale co z nim zrobic. Sciskajac mocno przedmiot, poczula przeplyw mocy, by w koncu osiagnac swa prawdziwa forme, postac pod ktora odwiedzala wszystkie kregi Piekiel, a ktora to postac byla niedostepna na pierwszym planie. Do tamtej chwili. I moglbym przysiasc, wraz z oblakanczym smiechem demonicy mozna bylo uslyszec i lamentujacy skowyt smiertelnych... A byl to dopiero poczatek wydarzen, do ktorych demon ognia popchnal kultystow Jadeitowego Kultu.

Great things are possible when one man's wisdom and an hour's effort are combined.
A sound offense has the power of roaring water, it fills every hole in an opponent's defenses.

Wojto

#20
Sinafaye i Asekas udali się do kapliczki Kultu. Razem z śmierdzielem Tottim rozmawiali o okruchach błękitnego kryształu. Skąd pochodzi? Czym jest? Co robi? Dużo pytań, żadnych odpowiedzi. Wreszcie buchająca zielonym dymem maszkara podsunęła kultystom pomysł. Zapewne w miejsce Tottiego, Łowcy wysłali kolejnego szpiega. Asekas poinstruowany hasłem i specyficznym ubiorem udał się pod Świątynię Ognia. Tam stanąwszy przed zdobioną filarami bramą, odchrząknąwszy dał hasło.
- Chu! Chu! Chu! - wydał jakiś dźwięk, który mógł przypominać gołębia lub sowę, naprawdę.
Z zarośli wyłonił się szpieg. Cały obczepiony gałęziami, trawą i Yloth jeden wie czym jeszcze.



- Przecież zmieniliśmy hasło na kruka! Nie pamiętasz? - spojrzał się lekko zdenerwowany.
- Ah, tak, wybacz.. Wypadło mi z głowy. - odrzekł nieco zmieszany kultysta.
Asekas poinformował szpiega, iż zasłużył na odpoczynek i będzie zmieniony, a kultysta ma go zabrać do bazy. Po kilkugodzinnym rejsie, pełnym unikania niewygodnych pytań kierowanych w stronę Asekasa, dotarli. Port piratów, idealne miejsce. Nie ma dokąd uciec, nie ma kogo prosić o pomoc. Na platformie czekała już Sinafaye. Rzucili mieszek złota piratom i ujawnili swoje oblicze. Niestety, przesłuchiwanie nie poszło pomyślnie. Zdołali wydusić ze szpiega jednie strzępy informacji, gdy ten, ukradkiem zażył dziwną truciznę. Kultyści byli rozwścieczeni. Znów nic nie mają. Jedyną rzeczą którą mogli zrobić było zebranie próbek trucizny. Hierofantka wsunęła szponiaste dłonie do gardzieli szpiega i wyjęła z niej nieco zawiesiny. Schowała ją do fiolki i zniknęła w obłoku dymu. Rozgniewany Asekas natomiast, musiał najpierw dać upust emocjom, w jego ulubiony sposób. Nachylił się nad ciałem i wyciągnąwszy mały nożyk wyciął sprawnie język i parę oczu ze zwłok wroga. Nie mógł przepuścić takiej okazji. Język włożył do ust przeżuwając z wyraźnym wysiłkiem, oczy natomiast schował sobie na później. Po tym jakże fantastycznym daniu, czuł już się spokojniej. Udał się do kaplicy Kultu, gdzie spotkał Kelmora. Zanim w ogóle zdążyli się przywitać, na środku pomieszczenia zaczął materializować się dziwny portal... Gdy z lekką pomocą magii kultystów zdołał się ustabilizować, wypadł z niego Inkub. Wyraźnie zdziwieni kultyści postanowili przenieść go i poczekać aż się ocknie. Po paru godzinach przebudził się. Pierwsze o co się spytał był rok, który jest. Po usłyszeniu odpowiedzi wyraźnie się uspokoił. Następne informacje które przekazał były dość... niezwykłe. Ba, niezwykłe to mało powiedziane, zdumiewające. Powiedział kultystom, że przybywa z przyszłości, w której Demon Ognia, dopiero co uwolniony przez Jadeitowy Kult, w przyszłości rozpęta wojnę domową w Piekle. Te informacje były zbyt niewiarygodne dla kultystów. Nie mogli mu ufać. Wtedy jednak, przybysz z przyszłości podał Sinafaye róg demona, który niedawno otrzymała od Demona Ognia. To wszystko potwierdziło. Teraz już musieli mu uwierzyć. Jedynym sposobem na uśmiercenie Demona było ostrze z błękitnego kryształu. Inkub przekazał kultystom bardzo cenne informacje o ów minerale. Zwie się "Kamieniem Dusz" i potrafi uśmiercić dowolną istotę. Pozostawia po tym zwłoki wypalone od środka, z błękitnym osadem. Muszą zatem zabrać ostrze Łowcą, aby uśmiercić Demona Ognia. Pora działać na dwa fronty... nie będzie łatwo.

Wojto

Asekas przemierzał mozolnie salę główną kapliczki i wszedł do pokoju narad. Kultyści się nie pojawili. Trudno, musi zacząć działać samemu. Kultysta postarał się więc, dowiedzieć nieco więcej od przybysza z przyszłości.



Inkub poinformował Asekasa, że ma obecnie zadanie, lecz zdecydowanie Kultysta nie powinien go wykonywać, raczej ktoś inny z Kultu. Człowiek próbował wyciągnąć informacje o celu misji i tym, dlaczego akurat on nie może jej wykonać, lecz nieskutecznie. Postanowił więc wyjść i działać na własną rękę. Wtedy jednak Inkub kazał mu się zatrzymać, a następnie wytłumaczył co jest celem, był jednak bardzo niezadowolony. Wraz z przybyszem z przyszłości, pojawiły się jeszcze inne osoby z tamtego okresu. Jedna chciana, druga nie. Asekas miał się zająć odszukaniem tej chcianej, a ona z kolei, znalazłaby tę niechcianą. Problem był w tym, że... portal mógł wyrzucić ją gdziekolwiek na świecie. Inkub podarował Kultyście piórko, które wskaże osobę, jeśli będzie się blisko niej. Asekas wyruszył. Musiał mieć jakiś trop, dziwne zawirowania energii, portale. Słyszał, że w Vesper znajduje się ostatnio potężny mag, postanowił go odwiedzić.



Niestety, nie zastał go, ale kobieta, która go znała, była również pomocna. Powiedziała Kultyście o pewnym szaleńcu, który pomimo braku uzdolnień magicznych, wyczuwa różne zmiany mocy w otoczeniu i znajduję się gdzieś w okolicach Aurin. Asekas ruszył, więc do miasta, gdzie już po chwili znalazł ów szaleńca. Dołączyła do nich również Sinafaye.



Po krótkiej rozmowie zdradził, że wyczuł jedną, dość specyficzną anomalię. Niedaleko Aurin, na wodzie, widział rozbłyski ognia, energia szalała. Wraz z Hierofantką, udali się na przeczesanie brzegu. Po kilkunastu minutach pośpiesznej podróży znaleźli osobnika, pióro na niego wskazywało.



Kultyści przedstawili się mężczyźnie, gdy Asekas wypowiedział swe imię, osobnik rzucił się na niego i zaczął okładać pięściami po twarzy. Kultysta zgrabnie przechwycił rękę i soczyście ją ugryzł. Wtem agresor zszedł z Asekasa, warknął tylko i zaczął mówić. Powiedział, że odszuka gapia z przyszłości i skontaktuje się z kultystami. Oni z kolei muszą odebrać od chochlika ostrze i bezzwłocznie go uśmiercić, koniecznie przebijając lewe serce. Powiedział też, że spuści niezły łomot Inkubowi za przysłanie Asekasa. Mężczyzna zaczął mieć pewne, dość nierealne domysły, ale nie to jest istotne. Kultyści ruszyli do Delucji, gdzie Sinafaye przywołała chochlika. Głupi stwór o dwóch osobowościach gadał trochę z Hierofantką, Kultysta czekał tylko na znak. Gdy chochlik już niechętnie oddał ostrze, Sinafaye złapała go w żelazny uścisku i dała znak. Asekas zrobił jedno, pewne pchnięcie, w lewy bok. Gdy chochlik opadł na ziemię, Hierofantka dobiła jeszcze zwłoki zdobytym właśnie ostrzem, dla pewności.



Kultyści powrócili do siedziby, aby skontaktować się z Inkubem. Gdy wrócili, okazało się, że jego stan uległ znacznemu pogorszeniu. Po bliższym przyjrzeniu się jego lewy bok był przebity, nie zostało mu wiele czasu. Przekazał im jeszcze trochę informacji, po czym skonał w ich siedzibie. Jego ofiara nie pójdzie na marne.


Wojto

Totti miał dla Kultystów nowe informacje. Trafił na trop białego maga, którego już spotkali kilka razy. Ostatnie spotkanie, podczas najazdu na zamek wroga było dość pamiętne. Mag, pomimo tego, że uciekł, wyrządził Kultystom nie lada szkody. Asekas i Kelmor czym prędzej ruszyli we wskazane przez demonie wynaturzenie miejsce, aby poszukać osobnika. Poszukiwania swoje mieli rozpocząć w jaskini pełnej trolli i szczurów. Wiedzieli doskonale gdzie się udać. Po żmudnym podrzynaniu gardeł szczuroludziom i trollom, Strażnik Pieczęci i Kultysta dotarli do jedynej biblioteki w tym miejscu. Obszukali całą, jednak nie było śladu po magu. Gdy mieli już opuszczać budynek zauważyli kolejnego szczuroczłeka. Błąkał się po pokoju grzebiąc w regałach. Mężczyźni natychmiast odcięli mu drogę ucieczki i zaczęli wypytywać o maga.



Szczuroczłek widział mężczyznę w bieli, który szukał jakichś ksiąg niedawno. Zdradził też, że ów mag odwiedzał często samotnika znajdującego się w tych lochach. Asekas doskonale wiedział o kogo chodzi, był tam kiedyś. Po całym przesłuchaniu człowiek jednym zwinnym ruchem pudaa poderżnął gardło szczurowi, pomimo wcześniejszych zapewnień przeżycia. Głupie zwierze skłonne było każdemu wygadać ich rozmowę pod groźbą. Człowiek i krasnolud ruszyli czym prędzej do jednego z korytarzy w jaskini. Na samym końcu był mężczyzna, którego szukali.



Starzec przyznał, że owszem, odwiedza go często mag w bieli. Dodał też, że ciągle gada o jakiejś księdze, która pozwoli mu kontrolować demony. W zamian za poczęstunek z fajki i tytoniu samotnik powiedział, że wyjawi gdzie teraz poszukiwany mężczyzna może się znajdować. Jedyna biblioteka której nie przeszukał znajdowała się w Wind, mieście duchów. Kultyści czym prędzej pognali w stronę górskiego wejścia do podziemnego miasta. Po kilku starciach z istotami podziemia odszukali bibliotekę, a w niej... biały mag!



Mężczyźni powoli zbliżyli się do maga. Ten jednak, zaskoczył ich swoją postawą. Wcale nie chciał walczyć. Tłumaczył, że księgi nie znalazł, a jeśli go teraz puszczą to i tak ma zamiar opuścić szeregi wroga i nie wtrącać się więcej w konflikt. Kultyści nie wierzyli w jego słowa. Jednak po chwili namysłu, uznali, że zabicie go tu i teraz nie przyniesie dużo korzyści. Informacje o księdze będą żadne, tak samo jak kolejne poszlaki. Zabicie maga dałoby tylko o jednego mniej w szeregach wroga, i o kilku więcej wściekłych. Dodatkowo mag zapewnił, że jeśli go puszczą, za kilka dni otrzymają list z informacjami od niego. Cóż, Asekas uznał, że muszą spróbować. Tym razem obyło się bez walki, ale jeśli ich oszukał... odnajdą go ponownie i litości nie będzie.