Nawiedzone miasto - Magincja

Zaczęty przez Marcinus, 2005 09 25, 18:34:20

Poprzedni wątek - Następny wątek

Marcinus

Wiatr niósł ulicami Magincji powiew zimna przeraĽliwego, na wskro¶ przenikajacego członki wszelakie istot żywych. Zawodzenie upiora rozległo sie po okolicy, przeszywaj±c trwog± mieszkańców miasta. W nocnej ciszy , gdyby ktokolwiek odważył się wytkn±ć nos spoza zamkniętej okiennicy, zobaczyłby widok osobliwy. Postacie odziane w czarne jak otchłań szaty, szły w upiornej ciszy w stronę fontanny. Kroki ich wyznaczały ¶lady spalonej ziemi, a mrok otaczał je niczym gęsta mgła.

Drzemi±cy strażnik, podparty na halabardzie, przebudził się przeszyty lodowatym chłodem. Do jego powracaj±cej ¶wiadomo¶ci wdarł się przerażaj±cy widok...


----------------------------------------------
Przypominam o dziale  Wie¶ci Sosarii

Możecie opisywac zdarzenia, najlepiej chronologicznie. Ewentualnie poukładam posty w chronologicznej kolejno¶ci.

szaman



   Piłuj±cy ból przeszył głowę nekromanty, jakis głos, wezwanie... Jego my¶li pod±żyły na skalist± wyspę na zdradliwych wodach Zaginionych L±dów, w miejsce zakazane... My¶li nie do odparcia, tak mocno dr±żyły umysł że porzucił wszystkie zajęcia i udał się w owe miejsce... Im bardziej się zbliżał ból, poł±czony z pragnieniem narastał, aż osi±gn±ł apogeum gdy dotarł do celu...
  Z wielkim trudem wdrapał się po wysokich schodach. Stukn±ł wielk± kołatk± wisz±c± na poteżnych stalowych odrzwiach, lecz nie usłyszał niczyich kroków. Oparł sie o ¶cianę... nie pozostało mu nic innego poza czekaniem...
  Nad wysp± zebrały sie gęste chmury, w skały coraz uderzały pioruny, potężne fale rozbijały sie o poszarpany brzeg wyspy.
  W pewnym momencie jego głowę przeszył ból po 100 kroć silniejszy, od tego co odczuwał dotychczas. To głos boski, rozległ sie z wnętrza zamku, głos Netherila rozkazuj±cego swym sługom. Nagle zapadła absolutna cisza... Nekromanta osun±ł się na ziemię...
  Z za grubych drzwi z wnętrza zamku dobiegły szepty, otworzyły się drzwi,  za którymi stało 3 nekromantów inkantujacych zaklęcia, gotowych do ataku na niespodziewanego goscia...
  Mortalisie co tu robisz... - spytał jeden z nich.
Weszli do srodka. Zasiedli przy dlugim kamiennym stole. Mortalis powoli zaczynał rozumieć zaistniał± sytuację.

  Nie mozemy zwlekac... trzeba działać szybko - stwierdził jeden z nich
Mortalis dostrzegł czarn± fiolkę, stoj±c± na stole - nie do konca wszystko rozumiał, lecz wiedział że trzeba jak najszybciej dopełnić woli Netherila.
Na stole stała beczka ze ¶mierteln± trucizn±, ostrożnie wymieszali obie substancje, przykryli wieko beczki i pospiesznie wyszli z zamku.
Jeden z nekromantów wypowiedział zaklecie, przeciał powietrze swoj± kos±, a przed nimi otworzył sie czarny portal.

  Stali w srodku lasu, na wyspie. Noc byla ich sprzymierzencem, po cichu zapu¶cili sie wgł±b Maginci. Nie minęła chwila jak niepostrzezeni znalezli sie przy wodopoju. Ostroznie wlali smierteln± truciznę do zbiornika. Woda nawet nie zmienila konsystencji ani barwy. Z pewnoscia nie była to zwykła trucizna.

  Usłyszeli czyjes kroki. Zdziwiony straznik podszedl do nich, wypytuj±c co tu robi±. Ujrzał tylko wredny u¶mieszek jednego z nekromantów, gdy padał na ziemię ze stłumionym jęknięciem, trafiony czarem.
Jeden z nich wyszeptał plugawe zaklecie, a ciało straznika ponownie powstało.
Teraz bedziesz sluzył nam - zasmiał sie Mortalis

  Pod±żyli dalej w gł±b miasta, staraj±c się nie zbudzić nieczego nie podejrzewaj±cych, spi±cych mieszkańców. Stanęli przed okazałym budynkiem. Otworzyli drzwi i weszli do ¶rodka, zostawiaj±c za soba wypalone ¶lady. Mortalis stan±ł na srodku, spojrzal pod nogi i ujrzał symbol wagi. Erenthia... - parsknał, po czym splun±ł na płytę, a upadaj±ca slina syknęła gło¶no zostawiaj±c nań czarny ¶lad. Więc gdzie sa ci obrońcy prawa? - rzekl drwi±co, ¶miej±c sie pod nosem.

Pora wracac... - stwierdzili - Jutrzejszej nocy dopełnimy dzieła



Dziękuję za wspóln± zabawę, szkoda że nie mogłem byc obecny na kontynuacji questu. To  mniej wiecej tak wygl±dało z mojej perspektwy:>
Wła¶ciwie to nie umiem zbyt ciekawie pisać, ale chyba musicie sie zadowolić;P Czekam na resztę opowiadań

Woszczu

- Pójdziesz ze mn± do Magincji? – zapytał wojownik odziany w mytrilowa zbroje krasnoluda.
- A po co? – odpowiedział krasnolud przypominaj±c sobie z ilu ludĽmi zadarł dnia poprzedniego
- Widziałem tam licha, pomógłby¶ mi go zabić.

Krasnolud pomamrotał chwile sam do siebie, po czym skin±ł głowa i udał się do banku po jaki¶ topór. W jego głowie nadal kr±żyła my¶l ze to pułapka. Ucieszył się. Wiedział ze będzie miał okazje do walki nie zależnie co zobaczy na wyspie. Ruszyli wraz z wojownikiem w zbroi płytowej. Krasnolud wkroczył pierwszy w portal by mieć jednego przeciwnika mniej je¶li to miałaby być pułapka. Wyszedł z portalu znajduj±cego się w ¶rodku dżungli Miasta Bogactw... nikogo nie było. Zaczekał na wojownika. Czyli to jednak nie pułapka? – my¶l szybka jak błyskawica o¶wieciła go - Tylko dlaczego taki wojownik potrzebuje pomocy? Czy ta istota jest rzeczywi¶cie aż tak silna? Wzdrygn±ł się i jego żuk przyspieszył kroku. Zobaczyli ja... nie za wysoka postać z kosturem, wygl±dała jak lich... była dużo silniejsza, jednak krasnolud nie czuł już bólu... grzyby pokazały po raz kolejny swa moc.

Ockn±ł się na jednej z ulic Maginci. Strażnik dziwnie na niego popatrzył gdy przebiegł koło niego. Grzyby nadal działały, był sam... nie widział nikogo.... był sam... biegł... poczuł ze słabnie... ukrył się przed oczami strażników i pospólstwa.

- Jeste¶! – zakrzykn±ł wojownik
- Gdzie on?!
- Nie wiem. Gdzie¶ uciekł, czemu odskoczyłe¶ gdy z nim walczyli¶my? – popatrzył na krasnoluda z lekkim wyrzutem.

Mrukn±ł cos pod nosem i ruszyli w poszukiwaniu licha. ZnaleĽli ciało.. a przy nim innego wojownika.

- Zabiłe¶ go?
- Nie, znalazłem ciało.

Kręcili się po mie¶cie, szukali czego¶ jeszcze. Spotaki wyj±tkowo mało osób, bankier, dwóch strażników, kilka innych osób. Z jednego domu słychać było szloch. Zsiedli z wierzchowców i wkroczyli do budynku wraz z jeszcze dwoma wojownikami, którzy przybyli do miasta w poszukiwaniu przygód.

- Co sie stało? – zapytał wojownik dzierż±cy w ręku kriss.
- On się na mnie rzucił... – odpowiedziała rozhisteryzowana niewiasta.

Po wysłuchaniu do¶ć często przerywanego płaczem wywodu niewiasty na temat sytuacji jaka zaistniała w Maginci postanowili odprowadzić kobietę w bezpieczne miejsce. Jasnym się stało, że nie może tu pozostać je¶li ma ocalić życie.

Od portalu gnali najszybciej jak mogli. Kobieta bezbłędnie wskazała miejsce z jakiego wzięło się całe zło. Dotarli pod fontannę... znowu walka... znowu nie czuł bólu....


Dzieki za fajnego questa. Szkoda ze apokalipsa przerwała zabawe. ;)
Głodne dzieci nie myślą o nauce!
Możesz pomóc! To nic nie kosztuje!
www.pajacyk.wileks.pl

Nawet świnka potrafi wejść na drzewo jeśli jest chwalona.

Alvor_Lucard

Nakrył głowe kapturem, przygladajac sie reszcie bracii uniosl dlon na znak aby zaczynac.
Uslyszał obok szept Radnego - zaczynamy...- usta drowa wykrzywił grymas podobny do usmiechu, lecz jeden Netheril wiedział jak bardzo bała się tego usmiechu kobieta zerkaj±ca przez okiennice pobliskiego budynku.
I Ruszyli, mieli cel... wpierw Karczmarz u ktorego gromadzili sie ocalali, nastepnie ostatnia siła zdolna wybawic miasto od zagłady - Magowie.
Unikali niechcianych spojzen, zreszta kto odwazył by patrzec na widmowe postaci mknace po ulicach bez strachu.
- mamusiu czy to ludzie ? - wyszeptał chłopczyk na drugim pietrze budynku znajdujacego sie naprzeciwko karczmy, tej karczmy do ktorej przed chwila wszedl jego ojciec. - nie syneczku, odpowiedziala Matka - to gorzej to upiory, a łzy płynęły jej po twarzy gdyz wiedziała iz nigdy nie zobaczy juz swego męza.  Nie wiedziała jak bardzo sie myliła w obu przypadkach.

Drow przykucnał przy odrzwiach do karczmy, widział iz jego Bracia zajmuja juz ustalone pozycje, wyszeptał czar natychmiastowej transportacji i wraz z reszta grupy znalezli sie wewnatrz, nim odrzwia przestaly sie machac od powiewu wiatru, wszystko wewnatrz Karczmy ucichło, było cicho zbyt cicho...

Szybkie kroki, sciana, magia, teleportacja, nie udało sie - ONI WIEDZA!

- czuje dziwna siłe - wyszeptał Mag miasta Magincja
- za rogiem, to niemozliwe! nie sprzedamy naszego zycia tanio! - wykrzyknał kolejny, lecz miał juz nic wiecej nie powiedziec gdyz dziura w jego brzuchu naturalnie uniemozliwiła mu zrobienie czegokolwiek.

Ciemna szata falowala od energii jeszcze wyczuwalnej w pomieszczeniu.
- to było zbyt łatwe - szepnał drow
- wiecie co zrobic, nie ma byc sladow, jedynie nasze sługi - rozkazał Radny.
Nekromanci skineli głowami.
- wycofujemy sie, skonczylismy na dzis.

- Mamusiu, co to za odgłosy?
- ktos idzie po schodach synku, zaczekaj to moze byc ojciec
*to nie moze byc Reev, widziałam co tam sie stało, a  moze jednak?* szybka mysl przebiegła  po umysle młodej kobiety
- Reev?! *otwierajac drzwi z nadzieja malujaca sie na licach, Liza wpatrywala sie w oczy meza, w jedno jego oko i w resztke ochłapow ciała zwisajacych z głowy*
- Liiiiiiiiiizaaaaaaaaa - wyszeptał wskrzeszony, wyszeptał kołysanke do ucha ukochanej zony, w chwili kiedy jego ostrze wbijało sie w jej ciało...


MAMOOO! - zapłakało dziecko, lecz nikt nie miał juz usłyszec jego płaczu, nikt zywy nie pozostał w miescie, nikt nie usłyszał głuchych krokow Umarłego oraz krwii skapujacej z ciała chłopca. Bo przeciez nie pozostał tam nikt zywy, jedynie cała masa nieumarłych.



dzieki za questa, moze to wszystko nie bylo dokladnie tak ;) ale staralem sie to jakos fajnie opisac. Mam nadzieje ze sie podoba.
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)