Zaraza w Magincji

Zaczęty przez _woj_, 2013 12 22, 16:54:02

Poprzedni wątek - Następny wątek

_woj_

- DOŚĆ TEGO! Trzeba znaleźć winnych! - komtur trzasnął okutą pięścią w stół - Nikt nie ma prawa grać na nosie Korony! - rycerze ze świty stali nieporuszenie, z trudem opanowując ból całego ciała. Narada trwała już od ładnych kilku godzin.
- Panie, jeśli mogę...
- Nie, do kroćset! Nie możesz! Ani NIKT nie może! - zbroja zachrzęściła, gdy najwyższy rangą Rycerz Korony podniósł się gwałtownie z krzesła - Znaleźć odpowiedzialnych i dać Inkwizycji! - wojownik rozejrzał się po zebranych. Raptem kilku rycerzy wyższych rangą. Tyle ich zostało, ze sławnego Zakonu. Kilku starców, którzy miecz w ręku trzymają tylko przez pochwę, a zadanie kilku ciosów skutkowałoby wielominutową zadyszką. Oraz kilku młodzików, którzy krew widzieli, jak się podczas golenia rzadkiego wąsa brzytwą zacięli. Ale innego wyjścia nie było. Trzeba koniecznie ocalić to miastO. A jeśli nie, to znaleźć winnych. - Znaleźć winnych i sprowadzić ich żywcem. Psy zapłacą wysoką cenę za sprzeciwienie się Koronie - spojrzał na jednego z młodzików - Farenn!

Rycerz wyprężył się jeszcze bardziej, co sprawiło, że obolałe plecy połechtały języki ostrego bólu. - Tak, Panie!

- Pojedziesz do Magincji. Służby doniosły, że nasz wróg nie był jednak dość ostrożny i ponoć tam należy szukać pierwszych wskazówek.

- Tak, Panie! Czy mogę mieć pytanie, Panie?

- Pytaj... - komtur opadł ciężko na krzesło, podpierając głowę na ręce.

- Gdzie należy szukać śladów? Miasto jest duże... Czego mamy tak w ogóle szukać?

Stary rycerz westchnął głęboko, spoglądając w pełne determinacji oczy młodszego brata. Może i jest nadzieja?

- Dobrze więc, przekażę wam to, co sam wiem. Słuchajcie...



Zapraszamy o 19.30 dzisiaj, czyli 22.12 do dalszej zabawy. Ruszamy w Magincji, a potem... Potem się okaże! Oczywiście przewidujemy nagrody, oczywiście przewidujemy zabawę zarówno dla grup pvm i rpg! Dla wytrwałych oprócz satysfakcji z rozwikłania tajemnic Magincji przewidujemy również nieco nagród.

Na czas questa zakaz walk pvp. Jeśli będzie to potrzebne, to wyłączamy straż w niektórych miastach.

Zasady:
1. Poszukujemy osób, które przyczyniły się do obecnego stanu Magincji
2. Po świecie porozrzucane są wskazówki, podążając za którymi będziemy w stanie dojść do celu
3. Jeśli znajdziesz wskazówkę, zrób screena i wyślij go do Dhagta na IRCu lub przez forum wraz z godziną znalezienia
4. Im więcej wskazówek znajdziesz, tym bardziej układanka nabierze sensu i pozwoli znaleźć winowajcę, a wtedy... Cóż, powodzenia:)

Do zobaczenia!

sin

#1
Nagle, wyczuwalne ruchy ziemi wytracily ja z rownowagi, rodzac zirytowany grymas na jej twarzy. Nie trudno bylo znalezc ich epicentrum - to wyspa noszaca na swych barkach miasto Magincja wsciekle walczyla z zywiolem. Gdy Sinafaye znalazla sie na miejscu, latwo bylo zauwazyc, ze trzesienia te nie sa naturalne - ktos, lub cos igralo z miejska zabudowa, z zyciem mieszkancow. Nim zdarzyla sie spokojnie rozejrzec, ktos wniosl gromki okrzyk - "Tutaj!". W ich rece wpadla ksiega, sluzaca niegdys za pamietnik, ktora wspominala o Mahanie - uczniu klasztornym, u ktorego wykryto zainteresowanie czarna magia, rodzac obupolna nienawisc. Decyzja byla podjeta szybko - wraz ze swymi kamratami ruszyla w slady maga. Przeszukajac ksiegozbiory w swiatyni Netherila natrafili na zapiski o sluzbie swiatynnej, w ktorych Mahan figurowal jako zwyczajny pomocnik ucznia. Przy jego imieniu widniala adnotacja o tym, ze zostal porzucony na piaskach pustyni. Pustyni roztaczajacej upadle juz miasto Nujel'm. Odszukujac kolejne slady czarodzieja, na twarzy demonicy rodzil sie powolutku delikatny usmieszek - otoz sie okazalo, ze biedny i ponizany pomocnik zdradzal niezwykle moce w dziedzinie nekromacji i wcale nie wachal sie ich uzyc. Ci, ktorzy stawali mu na drodze konczyli martwi - podobniez z reszta jak ci, ktorzy starali wymierzyc mu spiewiedliwosc. A Mahan... Mahan ciagnal swoj krwawy warkocz smierci, od piaskow Nujel'm, poprzez yewianskie krypty, az do farmerskiej osady Ocllo. W miedzy czasie tez wszedl w konszachty z wladcami nocy - wampirami. Wraz z postepujaca pogonia, w czarnym sercu sukkuba pojawilo sie ziarno nadziei - moze ten wlasnie mag, bedzie na tyle potezny, by dostarczyc nieco przyjemnosci plynacej z walki? Jej usmiech powiekszal sie coraz bardziej. Badz co badz, najswiezszy slad prowadzil do Khazad-Dum, jednak i tutaj byli spoznieni. Po czarnoksiezniku pozostaly juz tylko mistrzowsko oszlifowane kamienie - rekami osadnikow, ktorzy wypedzili piratow ze swych ziem. Co jeszcze bardziej ucieszylo demonice, jubiler, ktory prowadzil interesy z Mahanem zdawal sie byc oderwany od rzeczywistosci, pograzany w obledzie. Przeklinal nieustannie swego bylego partnera handlowego, oraz jego leze - zlokalizowane w smoczej jaskini. Jak sie okazalo - opuszczone juz leze. Mag nie zatarl jednak wszystkich sladow po sobie - te w koncu doprowadzily kompanie do celu, w sercu krainy lodu. Staneli naprzeciw siebie, oko w oko po jednej stronie - Sinafaye, Lothed, Ugen, Rhabadin oraz Veultar, po drugiej zas - czarnoksieznik z rodu Veer. Badania nad czarna magia wyraznie odcisnely na nim swe pieto, ruchy charakterystyczne dla szalencow byly nie do ukrycia. Wokol maga pelno bylo fiolek i butelek wypelnionych czesciowa krwia - pozostale czesci najwyrazniej znajdowaly sie na calym ciele Mahana, ktory finalizowal swoj rytual. Walczyla z myslami. Upadla Magincja? Wspaniala wizja. Ale.. nie mogla byc zrealizowana nie jej rekami. Czemuz ten czlek byl na krawedzi dokonania czegos, co jej, corke piekiel, dotad sie nie udalo? Groznie poruszyla skrzydlami, szykujac sie do skoku, w rekach mezczyzny zas, niewiadomo skad, pojawil sie nagle sztylet. Usmiech malujacy sie na jej twarz poszerzyl sie jeszcze - ten szaleniec chcial ja powstrzymac... zwyczajna igielka!? Jakze sie mylila. Ostrze zatoczylo gleboki luk, by wbic sie z chrzestem we wlasny brzuch dzierzacego bron. Wnet jego cialo poczelo sie weglic, magiczne wibracje byly mocno wyczuwalne. Dokonalo sie. Nie jej rekami...

Ukryta w cieniu spogladala na zmiany zachodzace w mieszkancach. Zaraza trawila ich ciala, przemianiala w monstra, ktorych truchla nie smakowaly juz strachem, charakterystycznym dla podwladnych zakonu. Siostra bolu - smierc, zadawana jej wola nie przynosila juz satysfakcji. Zwykle, bezwolne potwory, jakich wiele. Umierajace miasto wypelnialo sie paskudna zgnilizna. Miasto, ktore na jej oczach odchodzilo w niepamiec. Mimo, ze zgodnie z jej zamiarami, nie przyczynila sie do tego. Gdy wkraczala w otchlan, szmaragdowe iskierki w jej oczach tanczyly wsciekle. I nie usmiechala sie juz wcale.

Edit: Literowki.
Great things are possible when one man's wisdom and an hour's effort are combined.
A sound offense has the power of roaring water, it fills every hole in an opponent's defenses.

dhagt

Wskazówki będą jeszcze aktywne przez parę dni.
Osoby, które odnalazły wszystkie wskazówki proszone są o przesłanie screenów na dhagt@o2.pl - może być od jednej osoby z całej grupy która szukała.

[22:40] <Tin> kappa to dzieci maego
[22:40] <Tin> moim zdaniem
[22:40] <Tin> ten loch odzwierciedla jego charakter

skorzak

Bestia padła wydając przeraźliwy ryk... miasto w którym walczyli przerodziło się w ruiny, a sama wyspa napierana przez morze powoli tonęła...
Cielsko bestii załoskotało o ziemię i przez chwilę, która dłużyła się niczym wieczność był to jedyny dźwięk w okolicy. Potem cisza, w której słychać było jęk umierającej wyspy...
- Dość... - mruknął - ...nawet najgorszemu wrogowi nie życzę takiego losu...

Odwrócił się i odszedł przez portal... odpoczynek? sen? czy kolejna walka? Wszystko przeszło w jedność...

- Kolejny demon zepchnięty  w przepaść... - pokłonił się przed figurką kruka - ... dla ciebie Badb i dla tych co polegli. Oby mieli spokojny sen.

Wypił kolejną butelkę ciemnego piwa... i kolejną...kolejną...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

budyn

Pewnego razu w Minoc...

Vytautas wyszedł chwiejnym krokiem z karczmy, przeciągnął się i ziewnął głośno.
Doskonale wiedział, iż pijatykę poprzedniego dnia powinien skończyć parę butelek wina wcześniej, nie wiedział natomiast, czy chorobę karczemną przespał, czy wciąż może się jej spodziewać. Postanowił zaryzykować i podniósł głowę spoglądając w czyste, białe niebo.
Raptownie nogi mu się zatrzęsły, w głowię zakręciło, a na spotkanie zadka wyruszył nieprzyjazny bruk miejski. Tropiciel był niemal pewien, że zna już odpowiedź, na zadane w myślach pytanie. Okazało się jednak, iż przedwcześnie uznał swój stan za pijacki! Wciąż siedząc na ziemi usłyszał potężny tumult dobiegający z daleka, który z miejsca skojarzył ze stadem słoni, biegnących po Sosaryjskich traktach. Zaskoczony podszedł do miejskiego krzykacza, który oznajmił mu, iż miasto Magincja potrzebuje jego pomocy.

Tak rozpoczęła się nowa przygoda, która dla Vytautasa miała okazać się śmiertelną grą.
Nie słysząc nigdy wcześniej o Królewskim mieście o tajemniczo brzmiącej nazwie, Rzeczoznawca udał się do żeglarza.
Niestety zawiódł się, gdyż okazało się, że nie jest jedynym mieszkańcem Minoc, który nie zna wspomnianego przez Obwoływacza miejsca. Nie popadając w depresję, tropiciel postanowił udać się do Yew. Niestety, również tam nie znano trasy prowadzącej do celu jego podróży. Vytautas zdążył jeszcze popłynąć do Cove, gdy wpadł na pomysł sprawdzenia starej, zapomnianej metody podróży - portalów Miejskich. Jako, iż jedyny portal miejski o którego położeniu wiedział, znajdował się w Twierdzy Krasnoludów, tam też postanowił popłynąć. Bez problemu doszedł do portalu i wszedł w niebieską otchłań Bramy Podróżników.

Gdy znalazł się w dzikiej dżungli, szybko zrozumiał, iż portal go nie zawiódł. Poczuł drżenie podłoża oraz zobaczył kłęby dymu dochodzące ze wschodu. Podczas krótkiego spaceru mijało go wielu konnych wojowników oraz czarodziejów pędzących przed siebie, nie zwracając uwagi na otoczenie.
Na drodze spotkał również paru pieszych, którzy nie omieszkali powiedzieć mu o tajemniczych wskazówkach, które miały wskazać miejsce pobytu zdradliwego mieszkańca miasta będącego powodem całego tego zamieszania.
Nowiny te spowodowały, iż człowiek zatarł z uciechą dłonie. Jako spryciarz i człowiek pomysłowy, wiedział iż może być pierwszym, który wpadnie na trop bandyty.
Szybko skręcił do dżungli badając wszelkie tropy, lecz niestety nie znalazł nic, co ułatwiłoby mu rozwiązanie zagadki.
Nieco zawiedziony udał się do miasta. Tutaj po raz pierwszy jego umiejętności przyniosły mu korzyść!
Rozglądając się w około zauważył znajome ślady... Otóż znalazł w pobliżu całkiem świeże fekalia, należące z pewnością do sławetnego rumaka ze stajni Księcia Minoc.
Znajdując kolejne tropy, dotarł przed bibliotekę. Zgodnie z jego przeczuciem, znalazł tam Księcia Satsumę. Nie zawracając głowy mało wygadanemu władcy grodu górników, udał się w stronę pobliskiej budowli, z której dobiegały podniesione głosy. Przepychając się między tłumem gapiów, dotarł do starych, zniszczonych ksiąg, znajdującej się na jednej z półek.

Studiując klasztorne kroniki, Vytautas dowiedział się, iż winny bałaganu w mieście jest podejrzany nowicjusz, zwany Mahanem, który zdradził zakon z powodu niezdrowej fascynacji zakazaną sztuką, zwaną nekromancją. Z kartek rękopisów wynikało, iż początkujący nekromanta wyruszył w podróż w poszukiwaniu samotni, w której mógłby doskonalić arkany mrocznej magii.
Ucieszony swym sukcesem poszukiwacz przygód, postanowił udać się do najbliższej siedziby nekromanckiej... Niestety nie miał pojęcia, gdzie takową znaleźć.
Pomocy udzielił mu czarodziej odziany w czarną togę, której kaptur skrywał jego twarz w cieniu. Po chwili rozmowy mag wypowiedział słowa zaklęcia, które otworzyły bramę do siedziby nekromantów. Niestety, po drugiej stronie portalu znajdowały się jedynie zakurzone korytarze, a doświadczony starzec oznajmił mieszkańcowi Minoc, iż nie jest to miejsce, którego szuka. Zawiedziony Vytautas dowiedział się również, iż niemożliwe jest zbyt częste korzystanie z czarodziejskich traktów...
Kolejne miejsce odwiedzić miał wędrując pieszo. Pożegnawszy się z dobrodziejem ruszył w kierunku Miejskiej Bramy.
Po drodze spotkał rycerza, który tak samo jak i on - całkowicie pogubił się w tym mieście. Razem udali się traktem prowadzącym na zachód, gdzie znaleźli świątynie.
Zasmuceni znów skierowali się w stronę miasta, napotykając po drodze konną łuczniczkę. Ta pokazała im drogę wyjścia.
Vytautas poprosił nową kompankę o pomoc w odnalezieniu kolejnej wskazówki. Sceptycznie nastawiona kobieta zgodziła się odprowadzić go do Delucji, która jak wiadomo, jest siedliskiem wszelkiego mroku.

Obrzeża Delucji, to pierwsze miejsce, które nauczyło niedoświadczonego śmiałka nieco pokory... Gdy tylko mężczyzna zjawił się na zielonej polanie, rzuciły się na niego bagienne potwory, szybko pozbawiając go życia. W sukurs przyszła jednak łuczniczka, która błyskawicznie rozprawiła się z dwoma przeciwnikami.
Dusza Vytautasa mogła wrócić do ciała, by udać się później do samej Delucji. Miasto nie było to tropicielowi całkowicie obce. Często robił interesy z zamieszkującymi je rzezimieszkami, czy złowrogimi czarodziejami. Szybkim, raźnym krokiem ruszył w kierunku bramy. Łuczniczka natomiast obawiała się i z trwogą przyglądała się murom miasta. Rzemieślnik lekceważąc jej ostrzeżenia, dotyczące agresywnej straży miejskiej, dziarsko otworzył metalową bramę.
Niemal od razu jego oczom ukazały się zwłoki mężczyzny. Nie zdążył im się jednak bliżej przyjrzeć, gdyż widząc niereagującą straż, dzielna już łuczniczka wkroczyła za nim do miasta. Niestety jej pochód nie trwał długo, gdyż szaleńcy w czarnych zbrojach szybko strącili ją z konia.
Trochę czasu zajęło Vytautasowi opuszczenie tego grodu, lecz koniec końców, spotykając po drodze 2 mieszkańców siedziby Chaosu, udało mu się wraz ze wskrzeszoną kobietą dojść do księstwa Skara Brea. Tam, zmęczona wycieczką kobieta wręczyła mu bilet, który miał zapewnić poszukiwaczowi przygód szybką podróż, a następnie oparta o brzeg biurka bankiera, zasnęła.
Wzdychając ciężko, samotny znów mężczyzna wsiadł na konia i udał się... do Delucji.
Kręcąc się w pobliżu miasta niczym bezgłowy, dotarł do góry. Gdy wdrapał się na szczyt, ujrzał stosy kości, posągi demonów oraz mały budynek. Był pewny, iż trafił do celu. Niestety po paru godzinach poszukiwań, musiał zrewidować swe poglądy na temat tego miejsca. Z pewnością to nie tu udał się Mahan.
Szukając dalej Rzeczoznawca trafił w końcu na dziwną wierzę, po której poruszać dało się tylko dzięki magicznym przejściom.
Wkrótce znalazł bibliotekę, która niewątpliwe należała do nekromanty. Na jednej z półek dostrzegł książkę, która była kolejną wskazówką.


c.d.n.

budyn

Nie zajęło Vytautasowi wiele czasu domyślenie się, iż wspomniana 'piaskowa wyspa' to Nujelm.
Raźnym krokiem wrócił do Delucji, gdzie poprosił o portal do piaskowego miasta. Nie wiedział natomiast, iż miasto to jest zamieszkane przez wszelkiej maści potwory. Pierwsze co zobaczył po przejściu przez Bramę, to chodzący na 2 łapach żółw, który nie omieszkał uświadomić mężczyznę, iż życie ludzkie bywa bardzo kruche.
Dusza niezrażonego tropiciela szybko wróciła do bezpiecznego miejsca, poprosiła o pomoc uzdrowiciela, a następnie, w żywym już ciele po cichu wróciła na wyspę.
Zachłanny żółw zdążył podpierdolić parę kaloszy oraz trochę jedzenia, na szczęście cenniejsze przedmioty wróciły do właściciela.
Vytautas zaczął skradać się w kierunku Nujelm, omijając z bezpiecznej odległości groźne monstra. Niestety sama osada również była zamieszkała przez krwiożercze żółwie, dlatego też dokładne jej przeszukanie, zajęło bohaterowi wiele godzin.
W trakcie poszukiwań Rzeczoznawca natrafił na piękny marmurowy budynek. Gdy podszedł bliżej, ujrzał szyld, który był nawet piękniejszy. Przedstawiał on uroczą niewiastę w niemal przeźroczystej tunice. Napis głosił "Zamtuz Marmurowy Pałac" - mimo uważnego zaglądania za każdą firankę, żadna niewiasta, ani wskazówka, nie została odnaleziona.
W końcu mężczyzna dotarł do karczmy, która okazała się celem jego podróży. W środku znajdował się rysopis bandyty Mahana - niestety, był tam też żółwi żołnierz.
Gdy podniecony Vytautas wykonał zbyt gwałtowny ruch w kierunku rysunku, został szybko nauczony pokory przez potwora.
Szczęściem niedaleko przebywał mag, który prawdopodobnie również podążał tropem człowieka odpowiedzialnego za kłopoty w Magincji. Zabił on bestię, a rzemieślnik w spokoju pozbierał swoje rzeczy, dziękując za pomoc. Notatka na Wyroku sądowym głosiła, iż banita znajduje się w okolicach Księstwa Yew.

Magiczna brama, rzucona przez czarodzieja sprawiła, iż górnik zaoszczędził parę godzin, które niechybnie spędził by szukając wyjścia z wyspy.

Po dotarcie do Yew, nogi śmiałka zaniosły go do banku. Tam spotkał krasnoluda, który po krótkiej rozmowie, obiecał mu pomóc. Zadowolony tropiciel udał się po konia do stajni, a gdy wrócił do banku, zauważył że krasnolud dał drapaka. Zawiedziony, zaczepił najemnika, który przypadkiem wszedł właśnie do pomieszczenia. Ten powiedział, iż nie ma dużo czasu, ale zna położenie więzienia, lochu w którym w dawnych czasach trzymano największych złoczyńców.
Razem udali na rekonesans. Niestety, wspomniany w liście gończym Loch, nie był tym, o którym myślał najemnik.
Po tym jak wyszli z więzienia, wojownik powiedział, iż musi zostać w mieście i życzy towarzyszowi powodzenia w dalszej drodze.
Vytautas wiedział, iż w pobliżu Yew znajduje się jaskinia orków i postanowił, iż będzie to następny cel jego podróży. Wychodząc z miasta Wschodnią bramą, napotkał dwóch ludzi, ćwiczących swą odporność na magię. Jeden z nich został na krótko chwilę jego kolejnym wspólnikiem.
Zaskoczony człowiek spostrzegł, iż Vytautas nie nosi zbroi - nieco zrezygnowany powiedział, iż sam nie jest w stanie obronić ich dwóch, jako że dopiero od niedawna, po wielu latach przerwy, na nowo zaczął uczyć się fachu rycerskiego. Jednak zarażony entuzjazmem młodszego kompana, zgodził się mimo to towarzyszyć mu w ekspedycji. Po parędziesięciu krokach dotknęła go jednak fala zmęczenia, toteż zmuszony był pozostać w mieście.
Rzeczoznawca, jako osoba nienawykła do zmieniania raz podjętej decyzji, ruszył w kierunku południowych gór.
Podczas wędrówki, dość boleśnie uświadomił sobie, iż nie zna drogi - w lesie zaskoczyły go ogry, które szybko zrzuciły go z konia, w radosnym uniesieniu rozrzucając jego flaki po pobliskich drzewach. Po powrocie od uzdrowiciela, nieszczęśnik napotkał bandytów, którzy nie omieszkali wbić mu miecz pod płuco.
Vytautas postanowił kontynuować podróż jako dusza, pozbawiona ciała. W ten sposób podróżował szybciej, a droga była o wiele bezpieczniejsza.
Niedaleko znalazł jaskinie, a w niej z kolei przejście do lochów. Po paru minutach poszukiwań, duch zniecierpliwił się mizernymi rezultatami i wrócił na powierzchnię. Rozejrzał się i zrozumiał, iż znaleziona jaskinia nie jest wcale jaskinią orków, której szukał.
Tym razem szybko zorientował się w terenie i dotarł do celu. W środku napotkał wojownika, który chciał mu pomóc. Po chwili zastanowienia Vytautas domyślił się, iż pewnie lada moment ponownie pożegnałby się z życiem, więc ruszył dalej nie zważając na wołania napotkanego.
Eureka! Tym razem poszukiwacz przygód trafił w dziesiątkę. Odkrył zmumifikowane zwłoki należące z pewnością do łowcy głów, szukającego Mahana.

Ów, umierając zdążył wydrapać tekst na kawałku zwierzęcej skóry, wskazywał on siedzibę wampirów, do której wejścia miało znajdować się w pobliskich lasach.
W ten sposób młodzieniec znalazł kolejną wskazówkę. Wychodząc z jaskini skorzystał z pomocy wojownika, przestrzegł go o czyhających na zewnątrz banitach, a następnie udał się do karczmy Yew...

c.d.n

budyn

Mamrocząc pod nosem, Vytautas wyszedł z karczmy, która była mu domem przez kilka ostatnich dni i nocy.
Zaczerwienione oczy i spuchnięta facjata była dostatecznym dowodem, iż mężczyzna okazał się wyjątkowo hojnych klientem.
Rozglądając się wokół, pijaczek dostrzegł spienione wierzchowce stojące przed pobliskim bankiem i prędko ruszył w ich kierunku, ciekawy właścicieli.
W budynku znajdował się łucznik, który po wymianie uprzejmości okazał się dobrym, pomocnym mieszkańcem miasta.
Gdy usłyszał, iż pijaczek szuka wskazówki znajdującej się w lochu wampirów, pomyślał, że ów ma nie po kolei w głowie.
Próbował przekonać go, przestrzegał przed czyhającymi niebezpieczeństwami, lecz to wszystko nie przyniosło efektów. Uparty człowiek wciąż prosił o informacje, które mogłyby mu pomóc w poszukiwaniach. Zrezygnowany łucznik powiedział gdzie szukać, niestety nie podał dużo szczegółów, co też sprowadziło poszukiwacza na manowce...
"Północny wschód, rzeka, ruiny" - tak brzmiała podpowiedź. Niestety po jakiejś godzinie bezowocnego błąkania się po lesie, Vytautas wrócił do banku. Nie zastał tam już swego dobrodzieja, natomiast natrafił na Tulkasa o niedźwiedzich barach. Ten na wieść, iż tropiciel odnazł meteoryt otoczony nieumarłymi, stwierdził, że prawdziwy cel jego wedrówki był całkiem niedaleko. Ponownie powtórzył wcześniej usłyszane przez Vytautasa wskazówki, dodając parę szczegółów.
Uradowany młodzieniec wyruszył w trasę dziękując szczerze. Podróż nie zajęła mu dużo czasu i już wkrótce znalazł się przed ruinami, które rzekomo prowadzić miały do miejsca odosobnienia wampirów.
W środku znajdowała się biblioteka z mnóstwem regałów, na każdym z nich leżały zaś zakurzone księgi.
Po przeczytaniu niezliczonych stronnic opowiadających pokrętną historię gatunku wampirzego, Vytautas natrafił na podejrzanie wyglądający zwój.

Miejscem wskazanym przez twórcę notatek był Zamek Wampirów.

Po wyjściu z Biblioteki mężczyzna udał się do Cove, by tam szukać pomocy pozytywnie nastawionych do rzemieślników mieszkańców osady.
Szybka, acz męcząca żegluga bezpiecznie zabrała go do portu. Machając kapitanowi na pożegnanie, skierował swe kroku do banku.
Tam natrafił na władczynię miasta oraz czarodzieja. Gdy opisał swe przygody, mag natychmiast powiedział, iż zna miejsce porzucenia kolejnej wskazówki i nie widzi przeszkód w tym, by odstawić tropiciela pod wejście do zamku. Rzucił również mimochodem, iż wskazówka znajduje się w zachodniej części zabudowań.
Niebieska brama zaprowadziła Vytautasa do zaginionych krain, parę zaledwie kroków od wejścia do podziemnej cytadeli. Nigdy nie będąc w komitywie z wampirami, młodzieniec nie miał pojęcia czego może się spodziewać, a nauczony wcześniejszymi, przykrymi niespodziankami, postanowił wejść do środka po kryjomu.
Udało mu się przekraść obok poważnie wyglądającego strażnika oraz wkroczyć do zamczyska. Tak, jak bywało już wcześniej i tym razem, mimo pomocy nieznajomych odnalezienie dowodów obecności Mahana nie było takie proste. W końcu, Vytautas zmęczony skradaniem wyszedł z cienia i przekonał się, iż straż zupełnie go ignoruje.
Dzięki temu znacznie przyspieszył swe poszukiwania i znalazł portal, który zaprowadził go do celu.


Po wydostaniu się z zaginionych krain, wędrowiec niezwłocznie udał się do Occlo, gdzie w karczmie znajdowac się miał poszukiwany banita.
Okazało się, iż Occlo w ciągu ostatnich lat gruntownie przebudowano. Mężczyzna nie potrafił znaleźć banku, co dopiero mówiąc o karczmach.
Na swe szczęście trafił na karlice ujeżdżająca lamę. Ta, sapiąc pod nosem i gderając na nierozgarniętego mężczyznę zaprowadziła go do banku oraz wskazała pobieżnie kilka karczm.
Okazało się, iż było ich w mieście co najmniej 4!
Wesoła osada przypadła górnikowi do gustu, zaś samo znalezienie karczmy, która okazała się wielkim okrętem cumującym w porcie, sprawiło nielada przyjemność.
Wejście na statek okazało się wymagajaca czynnoscia, gdyż do tego czasu rzeczoznawca miał już dobrze w czubie, a niemiłosiernie trzeszczące deski pod stopami, przyprawiały go o palpitację serca.
W księdze należącej zapewne do kapitana statku, Vytautas przeczytał, iż powinien udać się do Twierdzy Krasnoludów...


c.d.n