My Ultimowcy

Zaczęty przez Cyganeczka, 2014 01 23, 19:12:49

Poprzedni wątek - Następny wątek

Cyganeczka

Jeżeli masz problem z poczuciem humoru i z dystansem do UO nie czytaj tego opowiadania gdyż źle zrozumiane może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu innych postaci w grze.

Opisane tu wydarzenia nie bazują na prawdziwej historii.
 



Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami stało wielkie zamczysko z siedmioma wieżami.
Na tronie z siedmioma czaszkami siedział król u swych stóp z siedmioma niewolnicami.

A przynajmniej tak mu się wydawało gdy zarzygany leżał w karczmianym kącie.
Gór nie było ale przecież też było $#$%^% wspaniale: zamiast rzek szum szczających pod okiennicami rzezimieszków, zamiast wież siedem drewnianych filarów podtrzymujących wątpliwej wytrzymałości strop, zamiast czaszek siedem noży.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że zamiast apetycznych niewolnic  na ubabranych dechach w łącznej liczbie siedmiu leżały puste flaszki i  rozbite kufle.
- gszie jeszt mojcha ksieszniszka? - wymamrotał i padł pyskiem na podłogę. Splątane kudły, odsłoniły na jego karku tatuaż, przedstawiający wilka.

***

Tymczasem gdzieś w jednym z sosaryjskich miast, trójka osiłków w mithrillowych dresach darła swe zarośnięte gęby pod tablicą ogłoszeń:
- Za księżniczkę!
- Zabić psubrata!
Huknęło, dmuchnęło, świsnęło. Wiatr zadudnił pod hełmami, zdzierając z twarzy wojaków ich szelmowskie uśmiechy.
- Darujcie panowie, taki mamy klimat – żylasty obwoływacz łypnął błagalnie w stronę wściekłych typów, spodziewając się podwójnych ostrzy łaskoczących jego gardło od środka.

Ruszyli galopem za mury miasta, żądni krwi, żądni zemsty... żądni jego listów!
A wiatr wiał... wiał... i wiał tak siedem razy nim zerwał z tablicy sporej wielkości ogłoszenie.



***

Smród  brittańskich kanałów wdzierał się w nozdrza, w oddali popiskiwały szczury. Nieco starawy już niziołek siedział na kamiennym stołku pałaszując  bananowy placuszek.
Cienie wokół postaci zawirowały, przecząc prawom fizyki i formując się na kształt dorodnej róży.
- Daruj sobie te cyrkowe sztuczki – wyłoniła się znikąd, odziana w obcisłe czarne wdzianko, z połową twarzy przesłoniętą skórzaną maską.
Śwignęła na blat stołu papier zalany winem, opatrzony wilczą pieczęcią.
- Zlecenie – wyjaśniła ze słodkim uśmieszkiem, przeczesując szarawe, proste niczym druciki pukle.
Niziołek, przekładając karteluszkę między krótkimi paluszkami przyglądał się kobiecie.
-  Starość nie radość... Przypomnij mi swe imię dziecino.
- Ariviana. Tak brzmiało zanim nas zostawiliście - jej szare, iskrzące ślepia zwiastowały zwycięstwo.
Kurdupel przytaknął marszcząc czoło, złamał pieczęć i rozwinął papier. Ze środka wypadł pojedynczy cukierek a koślawe litery krzyczały: Zielony Jacek.
Kobieta odepchnęła się od ściany obcasem. Dłoń skryta w długiej, skórzanej rękawiczce cisnęła w jego stronę pojedynczy różany kwiat z przywiązaną doń wiadomością a ona sama zniknęła. Rozmyła się tak szybko jak szybko się pojawiła.
Niewiele mogło go zaskoczyć. Tak po prawdzie, nigdy nic go nie dziwiło. Chwycił kwiat i zerknął na przyczepioną do łodygi karteczkę:
,,zginął śmiercią tragiczną, zabity przez różę".
Nie trwało długo nim trucizna, która wsiąknęła w każdy milimetr kwiatu wdarła się w jego metr pięćdziesiąt ciałko. Umarł. Umarł %^#$%^ ogromnie zdziwiony.

***

Trzy dni wcześniej...
Śliczny domek, jeden z tych konkursowych. Dookoła fiołki. W przestronnej izbie na łóżku pełnym aksamitnych poduszeczek leży młoda pannica.
Szare loki rozrzucone po pościeli, odsłaniają bliznę na smukłej szyi dziewczęcia – wyciętą sztyletem pacyfkę.
- Wiesz czemu tak lubię cukierki? - zapytała szeleszcząc papierkiem - bo z pozoru są takie słodziutkie ale gdy je nieco zgryźć, potrafią zranić język ostrą krawędzią.
Ślepy mężczyzna ze szczurem przyczepionym ząbkami do jego szaty, rozłożył na łóżku kilka zwojów.
- Zlecenia. Podpisz je.
Z głośnym westchnieniem chwyciła za pióro i mlaszcząc cukierkiem w buzi, podpisała.
- Ciężko jest być księżniczką – mruknęła, rozwalając się na poduchach.
Korzystając ze swej magii ślepiec zawinął po jednym cukierku w każdy świstek i nałożył nań wilcze pieczęci.
- Wszystko gotowe Ari. Róże napojone trucizną. Tylko ich właścicielka oczy wypłakuje, szukając złodziejaszków. Biedna Biała Pani, mawiają, że z tej rozpaczy demonie łuski porosły jej skrzydła.

***

Tymczasem gdzieś na trakcie...
Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj,
pędziło trzech wojaków a każdy reda miał.
Dotarli już do karczmy, sięgali po swą stal,
śpiewali pieśni wojny, rzucali Kal Vas Flam!
Wtem...
Nad dachem wzeszła tęcza, pozbyli się oręża.
W niebiosach GM'i stali, anielsko zaćwierkali:
nie PK'ujcie się chłopaki bo traficie znów do paki.
Prawda prosta z tego płynie...
Mimo, że jeden drugiego oznacza fragami
Nie znaczy to, że jesteśmy wrogami.



***
dziękując wszystkim, z którymi miałam okazyję poerpić, w szczególności zaginaczom czasoprzestrzeni: Jackeemu i Joachimowi, pijackiej spryciuli Lindi, białej gadule Lili, pozytywnemu wariatowi Xargosowi, jedynej w swoim rodzaju ślepej Duszyczce, a także Vinggardowi - największemu zaskoczeniu DM
a! i jeszcze najlepszemu z dowodzących Mr. Wojowi ;*

Beduinnn

#1
Oh sasha szara ;DDDDD
HAHAHAHAHAHAAHAHAHAHAHAHA ;DDD
Ten list gonczy ! :D Mega xD

kisiel

#2


ten list gończy sobie na ścianie powieszę ;D!

mae


Cyganeczka

#4
dokładnie tak =]
wygrałeś Internet

Sadi666


DzikiHL

Omg Karllius grał w filmie animowanym?!
Buccaneer's Den - Ziemie Piratów zapraszają do siebie!
Temat na forum o mieście
#bucc-dm - kanał miasta na ircu
Opis miasta na stronie DM

Mortimer

#7
Niziolek rozejrzał się dookoła. Bardzo zimno i cholernie jasno, a miał obiecane, ze "po drugiej stronie" będzie mnóstwo Cienia, mroku i szeptow...
- Co jest do licha?! -rzucił wyraznie poirytywany, aby nie powiedzieć wściekły, w przesiąknięta niczym pustkę. Odpowiedziało mu echo. Nagle stanął przed nim czarny mężczyzna z długimi dredami, zaniedbana broda, tęczowej barwy beretem i wodna fajka w dłoniach.
- Jackee! - krzyknął uradowany ukazując niepełne uzębienie. Jego oczy były rozesmiane i jakby nieobecne. Niziolek znał doskonale ten głos, zachrypniety, o niskim tonie, z reguły jednak znacznie cichszy.
- Yyyy Ojciec? -mag cienia przetarł oczy i uszczypnal się w policzek aby mieć pewność, ze Arivianna, droga córeczka, naprawdę go zamordowała. - Raydil w sensie?!
- A jakże! Tylko, widzisz... - grymas zaklopotania wyplynal na twarz boga- juzes jest zimny trup to ci powiem - oblicze Pana Cienia jeszcze bardziej wykrzywilo się w kwasnym zaklopotaniu - mam na imię, ekhm... Roman - bóg westchnął cieżko. Minęła dłuższa chwila. Która przerwal niziolek:
- Roman...?- zaczął nie wierząc oczom, nie ufając uszom- a Cienie, mrok, cały ten obiecany nocny raj? Moc? Potęga?
- No cóż, efekty specjalne, nieco chwytów marketingowych, jeden z najlepszych specjalistów od PR i miałeś przynajmniej zajęcie tam na dole- Romek wzruszył ramionami.
- Ale...
- Szszszzz- bóg przyłożył palec do ust niziolka, druga dłonią podał ustnik fajki wodnej- spróbuj.
Niziolek nie oponował. Bo na cóż...

Dwa dni pózniej kiedy Gleisona tez ktoś zamordował i pojawił się on w "niebie" dostrzegł dwie postaci leżące na białej posadzce. Liczyły coś na głos nucac przy tym wyjątkowo rytmiczna melodie. Ojciec, oraz Syn Ojca. Astralne regge rozbrzmiewalo wokół. Niezycie było piękne!

Cyganeczka

Jacku! Jestem umarta ze śmiechu!

Mortimer

#9
Ty mnie natchnelas córeczko twoja wspaniałą twórczością. :)

Kalafior