Biała Bandera

Zaczęty przez Evilas, 2014 02 03, 18:10:00

Poprzedni wątek - Następny wątek

Evilas

Pierwsze promienie słońca pojawiły się za horyzontem, jego blask tego poranka zwiastował wiele dobrego.
Zebrali się pod domem półelfa na czas, sprowadzili wierzchowce i wyruszyli w kierunku zatoki Ocllo, gdzie był zacumowany niewielkich rozmiarów okręt okraszony śnieżnobiałą banderą.
Po pokonaniu pobliskich ogrów oraz dwugłowych sąsiadów karczmy goblina Sog-soga wprowadzili zwierzęta na pokład
Wypłynęli skąpani w promieniach słonecznych ku ujściu wyspy lawirując między kutrami rybackimi oraz ciekawskimi świata morsami, żegnając żeglarzy magicznym urf-urf!





Luis chwycił za lutnie i podając kurs sternikowi wyczekiwał momentu dopłyniecia do piaszczystych brzegów Nujelm...
I znów abordaż, znowu, hej
Mrocznych lej po łbie.
Choć Drow setkę armat ma
My nie boimy się
Więc szpadą tnij, nie przejmuj się
Niech spada łeb po łbie
Dalej, hej, a nie obejrzysz się
A on będzie już na dnie...




Płynęli dość długi czas, zdążyli skonsumować suchy prowiant i podyskutować na temat inwazji na istoty okupujące piaskową wyspę.
Lithari jak zwykle rozmyślała nad rozsądnym ruchem, co by nie wpakować się prosto w główne skupisko mieszkańców.
Zapaleni wojownicy sugerowali żeby wpłynąć prosto do portu i tam dokonać brutalnego danse macabre przedzierając sie przez kolejne hordy przeciwnika.
Ostatecznie wylądowali na plaży przy oazie, opuszczony trap wbił się w piasek a tuz po nim wyskoczyli jak poparzeni Lenti razem z Lukarem.
Szybko zrobili rekonesans przy oazie, po czym po krótkiej przemowie Komandora Białej Floty rozpoczęli krwawe łowy na pobliskich patrolach w okolicach cmentarza.





Gdy po ciężkiej przeprawie ostrza trzonu ofensywnego przyjęły ich twardy pancerz za odpowiedni dogryzały coraz zacieklej i szaleńczo sikająca krew zakończyła swoją podróż pod piachem razem z ciałami poległych właścicieli.
Nic nie wskazywało, że natkną się na jakikolwiek problem, wojownicy o twarzach kretów sprowadzili swojego czarodzieja ognia do pomocy, próbował raz po raz zagrozić ekspedycji, jednak na nic jego starania.
Na nic również się zdała pomoc szamana razem z jego skalnymi poplecznikami.



Brama została zdobyta w moment, a przedzierając się przez następna z bram ruszyli oswobodzić targ, dawniej służący najprawdopodobniej słynnej jadeitowej aukcji.
Ku ich zdziwieniu nie było zbyt wielu strażników w tym miejscu, postanowili obejrzeć z bliska targowisko usłane trupem i zastygniętą posoką.





Lenti niecierpliwy i jak zawsze pobudzony dawką czarnych grzybów ruszył wybadać czy nie czai sie żadne niebezpieczeństwo na północy.
Wrócił donosząc iż dostrzegł przycumowaną łódź, było to dość ciekawym szlakiem, czy ta łódź należała do kogoś z dawnych mieszkańców?
Być może nie byli jedynymi, którym brakowało piękna i sztuki, która na długo gościła na Nujelm pod opieką dawnych członków zrzeszenia Artystów.
Porzucili jednak myśl o tym, kto jest właścicielem owej łodzi, a ich uwagę przykuła piaskowa budowla łudząco przypominająca ołtarz, lecz z drobnymi różnicami dla przeciętnego oka.



Po dokładniejszych oględzinach przez czarodziejkę stwierdziła, iż mógł być to dawniej przekaźnik magiczny służący do przenoszenia materii z jednego miejsca do drugiego, przypominający portale międzygwiezdne jakich pełno przy większych miastach.
Jednakże runy zostały zasypane piaskiem, nie było czuć wokół niego ani odrobiny magicznych zawirowań powietrza, a noc zastała ich niespodziewanie srogim piaskiem lica obsypując.
Wiatr dął natarczywie, powietrze robiło się nad wyraz ciężkie, odczuwali to wszyscy towarzysze wyprawy, jak jeden mąż postanowili wsiąść na pokład łodzi i odpłynąć w kierunku portowego miasta Vesper.
W połowie rejsu zmógł ich sen, a sny mieli kreatywne i dotyczące wciąż tego samego.



Przywrócenie dawnej świetności wyspie, odbudowanie zniszczonych budynków, sprowadzenie ludności oraz zawiązanie szlaków handlowych dla wyspy, która teraz byłaby pod ich dowodzeniem.
Po przebudzeniu sternik doprowadzał już łajbę burtą do pomostu by wypuścić strudzonych wędrowców na suchy ląd gdzie mogli rozdzielić łupy i przygotować się do kolejnego etapu przygotowań.
A kiedy on nastąpi?
Tego juz wiatr nie zaniesie do waszych uszu...