W imię Pana...

Zaczęty przez Masa, 2014 09 12, 14:42:21

Poprzedni wątek - Następny wątek

Crovley

Uczeń stał przed długim, kamiennym stołem. Naprzeciwko niego siedziało kilka postaci... wszystkie bez wyjątku okryte szatami w odcieniach czerni. Przyglądali mu się... Młodzieniec poczuł lodowatą stróżkę potu, spływającą po jego plecach. Wzdrygnął się. Bywał w tej komnacie wcześniej, jednak taki stres, do tej pory towarzyszył mu tylko raz. Uśmiechnął się w duchu, na wspomnienie swojego pierwsze spotkania z nekromantami... ileż czasu upłynęło od tego momentu... chociaż mogło by się zdawać, że w ciągu tych lat nie zmieniło się nic, nie było to słuszne założenie. Sposób myślenia, światopogląd... dawne wartości legły bezpowrotnie w gruzach... a na ich miejscu pojawiły się nowe. Potrząsnął nieznacznie głową. To nie czas na takie wspomnienia. Dzisiaj Rada ma zdecydować czy uczeń jest godnym, by wstąpić w szeregi nekromantów. Musi skupić się. Pamiętać o lekcjach, które odbył pod czujnym okiem swego mistrza.

Szczęk metalu poniósł się po komnacie. Rycerz śmierci wstał powoli z kamiennego siedziska, przyjrzał się twarzą zebranych, a następnie ruszył wzdłuż rzędu krzeseł. Stanął na szczycie stołu. Nie usiadł jednak na stojącym obok niego tronie. Uczeń śledził swego mistrza wzrokiem. Ta, z pozoru nieznacząca drobnostka miała ogromne znaczenie. Miejsce to zwyczajowo było zarezerwowane do mistrza rady. Gwardzista, chociaż sam Khan wyznaczył go na swego zastępcę, nie był jednak jeszcze głową rady. Swoim gestem pokazał wszystkim, iż zdaje sobie z tego sprawę... dał jednak też do zrozumienia, iż pojmuje nałożone na niego obowiązki i zamierza wypełniać je rzetelnie.

- Wezwałem was, ponieważ uważam, iż nadeszła odpowiednie pora, by zdecydować o przyszłości tego ucznia... Zakończył on wszystkie etapy nauczania. Razem z drugim kandydatem wypełnili również powierzone przeze mnie zadanie, oraz zdali mi raport z przebiegu swojej misji.

Kapłanka zerknęła na rycerza i powiedziała jakby od niechcenia – gdzie zatem jest ten drugi... kandydat?- Gwardzista wzruszył nieznaczeni ramionami – Jego mistrz i tak jest nieobecny, więc nie mieli byśmy najważniejszej opinii o uczniu... później się nim zajmiemy. A teraz jeśli pozwolisz... - Przeniósł wzrok na młodego akolitę – Opowiedz proszę raz jeszcze o tym, jak przebiegło wasze polowanie.

Uczeń skinął głową, po czym nabrał głęboko powietrza i zaczął opowiadać. Większość radnych sprawiała wrażenie, jak by w ogóle nie interesowały ich słowa młodzieńca, jednak celne pytania, zadawane od czasu do czasu sugerowały, iż w rzeczywistości doskonale wiedzą co dzieje się dookoła. Nagle jeden z zebranych zamknął z trzaskiem księgę, którą przeglądał do tej pory... przerywając tym samym uczniowi po raz enty z kolei. – Zatem przebiłeś serce... skąd pewność że należało ono do tego... Volgara?- Uczeń spojrzał na nekromantę z dziwnym wyrazem twarzy – Nigdy nie można mięć całkowitej pewności... - Twarz nekromanty nie zdradzała prawie żadnych emocji- Zatem przebiliście serce... jakiegoś licza, i uznaliście że musi ono należeć to tego, którego szukaliście?- Kapłanka parsknęła cicho śmiechem, jednak akolita pokręcił głową – Gdy dotarliśmy na Hythloth i o odszukaliśmy siedzibę licza, wspomnianą w dzienniku inkwizycji, wszelkie ślady zdradzały iż została ona opuszczona niedawno, i w wielkim pośpiechu... Co oznacza iż złodziej poczuł zagrożeni i salwował się ucieczką... Cóż innego mogło by wystraszyć nieśmiertelnego, jeśli nie utrata tej że właśnie nieśmiertelności?- Mag śmierci pokiwał powoli głową, poczym machnął ręką, dając uczniowi znak, by kontynuował.

Gdy tylko opowieść dobiegła końca, czarny mag ziewnął ostentacyjnie i ponownie wbił wzrok w akolitę – Zatem... powiedz mi, dla czego zabiliście właściwie tego licza?

- Ponieważ wykradał moc naszemu Panu...

- Zatem... według ciebie każdy licz powinien zostać zniszczony...?

-Tak... jeżeli korzysta z mocy Netherila, nie dając jednocześnie nic w zamian... to tak.

Nekromanta rozejrzał się po zebranych po czym pokiwał głową. – Cóż... wojownik z niego raczej nie będzie... Patrzę jednak na tego młodzieńca, i widzę... że gotów paść nam tutaj na zawał serca za chwilę... - Kapłanka ponownie parsknęła śmiechem. Uczeń wbił wzrok w podłogę, powiedział już co miał do powiedzenia. Rhodar, który do tej pory nie zabierał praktycznie głosu, odchrząknął lekko i powiedział do ucznia –Dobrze... udaj się zatem teraz na dziedziniec zamkowy. Zaczekaj tam, aż twój mistrz nie zejdzie po ciebie.


Tafla wody była niespotykanie spokojna. Otoczak odbił się od niej płasko i pomknął dalej, tylko po to by po chwili znów podskoczyć... i tak dalej i dalej... ,,Sześć" Uczeń patrzył chwilę w punkt, w którym kamień zanurzył się w odmętach morza. Westchnął ciężko. Rada nigdy nie podejmowała ważniejszych decyzji na temat swoich uczniów w ich obecności... jednak czekanie chyba nigdy nie dłużyło mu się tak bardzo. Spojrzał na gwardzistów ,,nawet nie drgną... czy oni nigdy się nie ruszają...? A gdyby tak..." Podrzucił trzymany w dłoni otoczak i uśmiechnął się pod nosem. Szybko jednak rozmyślił się i cisnął kamyk w piach. Nie, to nie był jeden z tych pomysłów, z których człowiek jest później dumny... A nie dość że był głupi, to mógł też bardzo szybko awansować do miana ostatniego pomysłu w życiu norda... Dźwięk otwieranych wrót wyrwał akolitę z zadumy. Na szczycie schodów stanął jego mistrz... nie był jednak sam. Nekromanci wychodzili po kolei z zamku i kierowali się w stronę plaży. Kapłanka przystanęła na jej środku i wyrecytowała zaklęcie. Buczenie energii poniosło się echem po okolicy. Szmaragdowa szczelina rozbłysła w powietrzu i po chwili uformowała idealne jajo. –Chodź z nami uczniu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Magowie z rycerzem śmierci na czele wspinali się powoli po schodach rzeźbionych w czarnym kamieniu. Świątynia Netherila zaczynała odżywać. Trawa nabierała intensywniejszej barwy, Na powyginanych konarach starych drzew zaczęły wyrastać listki. Uczeń przysiągł by nawet, że słyszał skrzeczenie jakiegoś ptaka w oddali... tak, natura wracała do swojego pierwotnego stanu... problem w tym że... nie powinna. Złota kula, artefakt pozostawiony przez Mercellusa, z każdą sekundą wysysała coraz więcej mocy... i najwyraźniej jej zadanie dobiegało powoli do końca. Śmierć znikała z tego miejsca nieubłagalnie... Mistrz Rhodar przyjrzał się kuli uważne, jako jeden z niewielu, a może nawet jedyny z zebranych, nie widział jej jeszcze. Wyciągnął z kieszeni odłamki kryształu, fragmenty broni, którą zabito mistrza Thrasta. – Widzicie pewne podobieństwo? Śmiem twierdzić, iż zarówno kula, jak i sztylet zostały wykonane z tego samego materiału... - Przyklęknął nad kulą i wyciągnął w jej stronę rękę, badając aurę artefaktu. Magowie przyglądali mu się cierpliwie. W końcu jeden z nich nie wytrzymał – Skoro kula pochłania energię... a broń wykuto z tego samego surowca, to jest szansa na...- Rhodar podniósł głowę na nekromantę- Wskrzeszenie Mistrza?- Pokiwał powoli głową – Tak... myślę że to jest możliwe... Wydaje mi się, że kryształ mógł nie tyle zniszczyć duszę mistrza, co wchłonąć ją... Teraz jednak nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej... Może gdyby zniszczyć kulę... - Gwardzista powoli pokręcił głową – Próbowaliśmy- Wtedy do dyskusji dołączyła się wampirzyca- A co z tymi kryształami?- Wskazała dłonią cztery zielone kamienie, rozstawione symetrycznie wokół artefaktu. – badaliście je? – Zebrani spojrzeli po sobie z głupimi minami... nikt z nich najwidoczniej nie wpadł na ten pomysł wcześniej. Rhodar podrapał się po brodzie, a następnie skierował dłoń w stronę jednego z kryształów pobłyskujących mocą. Tkwił w takiej pozycji przez chwilę, następnie podniósł się ciężko i otrzepał kolana. –Wygląda na to, iż są one jakoś powiązane z kulą... być może utrzymują ją przy działaniu... - Znowu podrapał się po brodzie- Chyba mam pewien pomysł... gdybyśmy przeciążyli moc kryształów, być może ta... kula, przestała by pochłaniać energię ze świątyni...- Widząc entuzjastyczne spojrzenia otaczających go istot szybko jednak dodał – Jednak uszkodzenie chociażby jednego z nich może mieć tragiczne konsekwencje... może gdybyśmy zniszczyli wszystkie jednocześnie... Jeden słup ognia na kamień powinien wystarczyć...  -Szybko przeliczył nekromantów – Trzech... Brakuje nam jednego... - Wszyscy jednocześnie spojrzeli w stronę stojącego na uboczu ucznia. Młodzieniec zmieszał się lekko po czym wybąkał – No... nie wiem czy to dobry pomysł... To zaklęcie średnio mi jeszcze wychodzi... -  Rhodar spojrzał na ucznia pogodnie... Wyglądał teraz bardziej jak dobry dziadek, a nie stary oziębły czarodziej, za którego akolita zwykł go uważać. – Skup się, jesteś nam teraz potrzebny. Przygotuj moc i wypowiedz słowa zaklęcia... Spokojnie, damy ci tyle czasu ile potrzeba... Gdy będziesz gotowy, daj znać, wtedy my dołączymy... - Akolita przełknął głośno ślinę, rozłożył dłonie i zaczął zbierać moc. Przestał myśleć o otaczającym go świecie, w tym krótkim momocie nic nie miało już znaczenia. Przyśpieszył przepływ mocy i zaczął zbierać ją w dłoniach. Gdy tylko w palcach pojawiło się charakterystyczne mrowienie wysyczał – Kal Vas... Flam!- Powietrze między jego palcami zafalowało, zrobiło się cieplejsze i nareszcie! Dłonie młodzieńca zapłonęły żywym ogniem. Najtrudniejsza część zadania za nim, teraz musi utrzymać moc wystarczająco długo... Nekromanci widząc gotowość ucznia zaczęli przygotowywać swoje zaklęcia. Po kilku chwilach każdy z nich trzymał w dłoniach moc. Rhodar rozejrzał się pośpiesznie po magach- Na mój znak!

3...

2...

1!

Gwardzista odwrócił się gwałtownie, zasłaniając twarz ręką. Podmuch gorącego powietrza pozrywał kaptury z głów magów. Kryształy, wszystkie jednocześnie, zapłonęły mocą, eksplodowały w słupach magicznego ognia. Powierzchnia magicznej kuli pokryła się gęstą pajęczyną pęknięć. Filar czarnej energii pomknął w górę. Moc Pana śmierci rozlała się po niebie, przysłaniając słońce. Na krótką chwilę ciemność gęstsza od bezgwiezdnej nocy rozlała się po całym kontynencie. Słudzy Netherila zadarli głowy w górę. Udało im się. Powietrze zaczęło skrzyć magią. Akolita spojrzał w stronę jednego z drzew. Liście zaczęły żółknąć, odpadać i nim dotknęły ziemi, zmieniały się w popiół rozwiewamy przez wiatr. Świątynia śmierci na nowo zaczęło pulsować mocą boga, ku czci którego została wybudowana. Rhodar spojrzał na resztki artefaktu i poprawił rękaw togi. – Dobrze... skoro świątynia odzyskała moc... zajmijmy się teraz drugą sprawą... Kapłanko, pozwolisz? – Spojrzał na wampirzycę i wykonał zapraszający gest w stronę ołtarza. Ta skinęła beznamiętnie głową, po czym skierowała się w stronę kamiennego blatu. Rozłożyła ręce i zaczęła inkantować zaklęcie. Uczeń błyskawicznie rozpoznał słowa, w jego Codex Damnorum była odpowiednia strona... jednak miną prawdopodobnie lata nim w ogóle poważy się pomyśleć o tak zaawansowanej magii.

Ciało wampirzycy zdawało się pochłaniać światło. Czarna energia rozlała się po jej ciele trawiąc ubrania, skórę, włosy. Tkanka  zaczęła zmieniać się w błyskawicznym tempie, starzała i umierała na nowo. Po kilku chwilach nie było już kapłanki, w jej miejscu stała poskręcana, nieumarta istota, która aż ociekała mocą Netherila. Licz odwrócił powoli głowę w stronę ucznia i wycharczał – Podejdź...- Młodzieniec przełknął ślinę, nie było nawet mowy by sprzeciwił się woli istoty. Niestety jego nogi uważały inaczej. W końcu jednak udało mu się oderwać je od ziemi. Ruszył powolnym krokiem w stronę nieumartego, z trudem utrzymując nerwy na wodzy. Gdy stanął naprzeciwko swojego przeznaczenia, kapłanka zerwała z niego brutalnie burą szatę, którą zwykł nosić dotychczas. Tkanina odsłoniła poniszczoną, kościaną zbroję i poleciała na ziemię, zajmując się momentalnie ogniem. – Uklęknij... - Uśmiechnęła się pod nosem widzą jak młodzieniec pada przed nią ciężko na kolana. Chwyciła pewnie jego prawą dłoń i brutalnie ścisnęła, miażdżąc kościaną rękawicę. Stare, poniszczone kości pękły z trzaskiem. Rękawica rozleciała się. Kapłanka jednak nie zwolnił uścisku, wręcz przeciwnie. Zacisnęła żelazny uchwyt jeszcze bardziej. Przez jej ciało przepływała moc... ogromna moc... Energia tak straszna i potężna, że młodzieniec nie wytrzymał, osunął się i podparł lewą dłonią o kamienną posadkę. Licz trzymała jednak jego prawicę pewnie, nie puszczając nawet na chwilę. ,,Taka moc..." krople potu wypłynęły na jego twarz, zacisnął zęby. Wampirzyca ścisnęła dłoń jeszcze bardziej. Akolita począł jak jej spód zaczyna palić go żywym ogniem, nie wytrzymał, krzyknął... I Nagle, od tak, wszystko ustało. Młodzieniec spojrzał na swoją dłoń. Blizny na jej spodzie tworzyły symbol. Skóra wewnątrz była spalona, czarna... Hebanowa laska, taka sama jak na runach w wieży, na zamku czy w samej świątyni... symbol Netherila. Człowiek czuł moc Pana śmierci przelewającą się przez jego duszę. – Powstań... nekromanto... Na znak twej lojalności będziesz do końca swych dni miał to znamię...- Następnie bez słowa wręczyła młodzieńcowi kostur wykonany z hebanowego drewna. Młody nekromanta uśmiechnął się pod nosem. –A to...- Kapłanka uderzyła norda grzbietem dłoni, powalając go tym samym na ziemię – byś zapamiętał, że kara za nieposłuszeństwo będzie straszliwa...- Czarodziej zacisnął zęby i spojrzał gniewnie w jej stronę. Na szczęście Rhodar, widząc jego minę i zdając sobie sprawę co może zrobić zezłoszczona wampirzyca, wywołał go. – Podejdź chłopcze – Neofita pozbierał się i stanął przed starym nekromantą. Ten natomiast otworzył swoją torbę, wyciągnął z niej małe, czarne zawiniątko. –Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem do końca co widział w tobie mistrz Thrast... jednak najwyraźniej cieszyłeś się jego przychylnością... Teraz jesteś jednym z nas, ta szata będzie symbolem twych nowych obowiązków- Podał nordowi zawiniątko po czym uśmiechną się nieznacznie. Młody nekromanta przyjął paczuszkę i skłonił się. Następnie spojrzał w stronę swojego mistrza, również składając ukłon, w końcu to on doprowadził go do tej chwili...



Czerwony portal rozbłysnął mocniej. Z jego wnętrza zaczęły wynurzać się przypominające cienie postacie. Młody neofita był na końcu. Przystanął na kamiennych schodkach i odetchnął głęboko... udało mu się, został nekromantą... spojrzał w niebo i rozciągnął usta w szerokim uśmiechu. Gwardzista zerknął na byłego ucznia, po czym obrzucił spojrzeniem również pozostałych – Jeśli pozwolicie... chciałbym porozmawiać z wami na zamku.- Kapłanka skinęła głowa, po czym otworzyła księżycową bramę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Magowie przyglądali się uważnie gwardziście, stojącemu na szczycie stołu. W końcu przemówił –W związku z ostatnimi wydarzeniami... a dokładniej śmiercią Mistrza Khana... - spojrzał nieobecnym wzrokiem na puste miejsce. Rhodar przerwał mu jednak uprzejmie. -Być może nie słyszałeś mnie w świątyni. Jest szansa na powrót Mistrza...- Rycerz przeniósł wzrok na starego nekromantę. –Ależ słuchałem bardzo uważnie... Jednak na tę chwilę Mistrza nie ma z nami. A na swojego zastępcę wyznaczył mnie... Nie chcę zajmować jego miejsca. Możecie zwracać się do mnie mistrzu, gwardzisto lub po imieniu... Nie dbam o to... czy ktoś nie zgadza się? – Powiódł wzrokiem po nekromantach, ci po kolei pokręcili głowami na znak iż nie mają z tym problemu. – Doskonale zatem teraz musimy zastanowić się co dalej... skoro nasi wrogowie raz umieścili artefakt w świątyni... i najwyraźniej mieli dostęp do tego kryształu wcześniej, oraz w większej ilości niż podejrzewaliśmy... nic nie stoi obecnie na przeszkodzie by stworzyli nową kulę... -Rhodar wtrącił się ponownie- Mógł bym polecić wysłanie jednego z gwardzistów do świątyni, by obserwował okolicę...- Rycerz pokiwał głową- Chyba nic lepszego teraz nie wymyślimy... Czy ktoś z was odkrył coś na temat mordercy Mistrza?- Nekromanci ponownie pokręcili głowami. Gwardzista westchnął ciężko – zatem pozostaje nam już chyba tylko czekać na ruch przeciwnika...


Kap

- Idąc ciemną doliną zła... zła... *hmm*

To był ciężki dzień. Miałem potwornego prekaca na samą myśl o kolejnym zebraniu mającym uhonorować kolejnych przedstawicieli nowopowstałego nurtu przeciętnyzmu. Ponoć nurt ten powstał gdzieś na rubieżach wypiździjewa wielkiego. Nie wiem, nie zagłębiałem się w genezę powstania czy też w jego sens. Aktualnie zaprzątało mnie egoistyczne praktykowanie egoizmu. W końcu po co mam myśleć o kimś skoro w życiu chodzi tylko o zaspokajanie własnych potrzeb?

- zła... *hmm*

To jest moment kiedy myślę nad nową sentencją, która sprawi, że reszta tego uniwersum dozna mentalnego orgazmu i zacznie sobie tatuować to zaraz nad dupą a może i nawet, w przypadku kultu straceńców, gdzieś w rejonie nosa. Istnieje też spora szansa, że sentencja ta zostanie przetłumaczona na kilka języków!

W każdym razie przyszedłem na zebranie na czas choć nie przed Eralą. W sali obok słyszałem jak Rhodar uczy czegoś mądrego bezmózgą uczennicę. Nie była ładna nawet w momencie kiedy trafiła na bezpośrednie nauki Rhodara a było to z goła 60 lat temu! Muszę poważnie przemyśleć rozmowę ze starym przyjacielem...

Siedzę i rozmawiam z wampirzycą podziwiając piękno pomieszczenia pełnego wielkich wspomnień. Tak, wspominam i żyję przeszłością. Wtedy wszystko miało sens, tak przynajmniej myśleliśmy. My, głupi idealiście, którzy wierzyli, że idziemy w imieniu Pana a reszta pójdzie za nami. Nic bardziej mylnego. Idealiści umarli, zostałem sam paląc codziennie to samo zielsko, szczep vesperyjski, i wykorzystując mój nadludzki intelekt żeby odtworzyć z pamięci obrazy tej idei.

Zaproszony przed oblicze Thazara, Erenena oraz Alvora wiedziałem, że pomimo bliskiej przyjaźni nas łączącej będę stał. To nawet nie była kultura - są w życiu takie momenty, że człowiek stoi. Tak jest i tyle.

Stałem i chłonąłem zaproszenie do elitarnego grona przyjaciół połączonych jednym celem choć różnorak rozumianym a oni siedzieli. I wszyscy wiedzieliśmy, że tak ma być.

Teraz jednak tak nie było. Kolejny naśladowca, wręcz klon - to słowo wymyśliłem wczoraj, oznacza naśladowców - siedział w obecności mojej i Erali. Nie widział tej sytuacji i w sumie żyjąc moim egoizmem zignorowałem ten brak pojmowania chwili.

- balbalba - Cholera, znów nie słuchałem... Rozmowa trwa dalej a ja rozumiem, że Erala jest mniej cierpliwa ode mnie. Bawi mnie to. Postanawiam się uśmiechnąć.

*uśmiecha się*

*przestaje się uśmiechać*

Erala wstaje i idzie pod ścianę. Jestem stary i lubię siedzieć więć zostaję.

*siedzi dalej*

Pojawia się mój stary druch i gwardzista Netherila, który aktualnie pełni funkcję mojego pseudo szefa. Wszyscy wiemy jak jest. Tu nie ma szefa. Tu jest po prostu jedna osoba, na którą reszta spluwa. Wspólny cen obelg i chamstwa. Zupełnie jak w życiu. Lubię go - stwierdzam. Myślał, że będzie inaczej ale ja tam byłem, widziałem, przeżyłem i wytarłem ślinę. Postaram się mało pluć. W końcu doświadczyłem tego śmiesznego zaszczytu...

Pojawia się Rhodar i drugi uczeń. Rhodar to swój człowiek. Nie znam bardziej oddanego radzie człowieka. Drugi uczeń przypomina mi swoją pewnością siebie dziewicę przed pierwszym rżnięciem. Boję sie głośniej otworzyć powieki żeby nie zemdlał. Ale stoi! To jest ciekawy objaw funkcji motorycznych ciała. Drugi dalej siedzi.

Zostaję zapytany, a raczej my, o to czy chcemy posłuchać jakei zadanie mieli uczniowie. Wszyscy milczą ale ja zaczynam zasypiać więc...

- Tak, poproszę. - mówię ale dopiero po chwili dociera do mnie, że prawdopodobnie zapewniłem sobie nockę z literaturą pokroju tej naszego lokalnego trinsciowego wieszcza i jego utworu pod tytułem "Baby". Dramat trwa.

Słucham w miarę dokładnie i bawi mnie obserwowanie jak Rada się przekształca. Z umysłów Sosarii staje się mięśniami cholera-wie-czego ale ważne, że trwa. Kilka chwil wcześniej wstał ten drugi uczeń choć nie wiem w sumie po co - już okazał swoje poglądy więc równie dobrze mógłby oszczędzić swoje stawy. W końcu jako nieumarły musi dbać o resztki tego co go trzyma w pionie.

Rozmowa ewidentnie się nie klei. Nie wiedzią po co to zrobili choć wiedza, że powinni to zrobić. W sumie odczuwam ciekawość. Jeden wyjątkowo wystraszony a drugi wręcz prostacko chamski. Ciekawe połączenie spirytusu krasnoludzkiego z sokiem pomidorowym z rozbitych, kafarem, pomidorów. Piłem to przed przyjściem tu, przypomniała mi się moja pierwsza dziewica - Mery. Po nocy zacząłem ją nazywać krwawą i tak już zostało.

Postanawiam przemawiać w imieniu mojej inteligencji, która jest ewidentnie obrażana w tym momencie.

- I... tyle?

Nagle ten drugi, trupek, wychodzi. Robi się zabawnie. Sok pomidorowy zaraz zemdleje a spirytus się zawinął i wracamy do wariantu dziewicy przed zerwaniem gwintu.

Ha. Dołącza Felixor. Mam słabość do niego. W sumie nawet chyba go uczyłem swego czasu. Był nieobiecującym klonem a dziś został jako jedyny poza mną i Rhodarem z pierwszych etapów tworzenia tego miejsca. Chyba powiem więc...

- Cześć Fel!

Co też uczyniłem. Fel zawsze siada koło mnie. To dobrze.

W tej chwili postanawiam przypomnieć sobie słowa czaru wskrzeszenia. Na wszelki wypadek. Ten facet wygląda jakby miał zaraz zejść...

Chyba sobie przypomnę kilka innych rzeczy, moja rola spełniona. Wskazałem innym, przy wykorzystaniu palca, to co zostało przed nami pokazane. Rhodar podpowiedział kilka rzeczy po czym uczeń jest wyproszony.

W życiu na to nie mogę pozwolić bo...

- Czekaj! Masz pierwsze zadanie ode mnie...

Podaję mu kilka surowych żeber z myślą o Ashigarocie. Mój przyjaciel wiernie czekający przed budynkiem musi być już całkowicie głodny.

- Weź to i nakarm Ashigarotha, podchodź od boku, nie patrz w oczy

Mogę tego nie mówić ale bawi mnie myśl, że był nieumarły i żywy a za chwile będzie nieumarły, który w sumie uciekł, oraz w pełni martwy z powodu własnego strachu.

Odprowadzam młodego wzrokiem.

Śmiejemy się i decydujemy. Młody przejdzie dalej i zobaczymy czy przeżyje kolejne lekcje... Ale najpierw słyszę...

- [...] świątyni? - głos Rhodara

Cholera jasna znów nie słucham. Szybko rzucam czar przypomnienia i staję w przestrzeni i czasie obok ciała kilka chwil wcześniej. Potwierdzam.

- Dobrze, chodźmy.

Idziemy do świątyni i prowadzimy bogaty dialog na temat zniszczenia tych kamieni. Nagle wchodzi sobie jakiś wiejski przygłup żeby postać w świątyni. Gwardzista reaguje tak jak wiem, że każdy by zareagował. Szkolenie w czarnej wieży jednak przynosi efekty.

Rhodar podpowiada żeby rzucić słupy ognia. Każdy we własny kamień.

- *prrrrrrrk*

He he , uczeń ma poważne brak w klasycznej magii. Śmiesznie!

Jeszcze raz.

- Kal Vas Flam - Erala
- Kal Vas Flam - Rhodar
- Kal Vas Flam - Eral
- Kal Vas Flam - ja

I słyszę głos Erali...

- Trzeba jeszcze raz.

No tak, widziałem, trafiła w jakieś gwiazdeczki latające w koło kamienia a nie w kamień. Na razie nie idzie po myśli Rhodara ale co tam, czarujemy znów.


- Kal Vas Flam - Erala
- Kal Vas Flam - Rhodar
- Kal Vas Flam - Eral
- Kal Vas Flam - ja

Trafiam i upewniam się, że inni trafili. Trafili. Rhodar patrzy na Gwardzistę i wszyscy wiemy, że czas magii minął, teraz jest czas silnej woli, wiary i tytanium w formie kosy.

Bierze zamach. Myślę o zapaleniu fajki. Trafia. Kula się rozpada. Rozwiązanie jednak było prostsze niż myślałem. Ale to nie koniec dnia. Uczeń uzyskuje prawie jednogłośnie stopień akolity i wchodzi w barwy Rady. Już nie ma odwołania. Teraz musi dupę utwardzić bo na każdym kroku będą chcieli go lać.

Wracamy na wyspę.

[cdnn]

Dalsza część spotkania to prywatne sprawy Rady.
Każda wystarczająco zaawansowana technologia do zludzenia przypomina magię.

"...emotional states, which in their species, inevitably leads to hatred and violence... It is the genetic instinct of their species to destroy whatever they cannot understand... Violence is as natural to them as breathing"

Raabane

Styl Kapa przypomina mi pewnego skavena z opowieści o gotreku i felixsie; )

Wojto

Nekromanci mieli się spotkać na wyspie. Ten zajęty, po tym słucha zaginął, ten coś tam... Nelin i Haureus udali się na wyspę, gdzie spotkali Rhodara.
- Jakieś wieści od Gwardzistów z świątyni? - rzekł Gwardzista.
- Niestety, nic specjalnego się nie zdarzyło, ale prosiłem o raport kilka dni temu. Sam spytaj się dowódcy. - rzekł pośpiesznie Rhodar i udał się znów do swojego pomieszczenia.
Obaj osobnicy ruszyli na dach zamku, gdzie stał kapitan gwardzistów.



Nelin porozmawiał z nim chwilę i dowiedział się czegoś niepokojącego. Ostatni raport przyszedł bez podpisu. Mężczyźni postanowili to sprawdzić. Po wejściu do świątyni zastali tam jakiegoś człeka. Od razu nabrali podejrzeń, gdyż jak na gwardzistę, zachowywał się nietypowo. Nie znał żadnego z mężczyzn, a do tego jego ubiór nie był należyty. Dużo czasu nie potrzebowali, aby go zdemaskować, obezwładnić i zabrać do wieży. Na początku twierdził, że jest twardy, ale już po samym zastraszaniu puścił parę z ust. Wystarczyła mu obietnica wyjścia z sytuacji cało... nasi wrogowie słabo dobierają szpiegów.



Miał podrabiać raporty przez jakiś czas. Dodatkowo, podsłuchał rozmów o księdze, zauważył, że osobnicy mają przy sobie hebanową laskę. To dziwne... niedobrze. Zakończyli przesłuchanie i zgodnie z obietnicą, wypuścili szpiega wolno, ze wszystkimi kończynami i takie tam...



Rozmyślanie nad kolejnym krokiem przerwał im czarny gołąb, który siadł na ramieniu Nelina. To od gwardzisty ze świątyni. Znalazł ciało i prosi o przysłanie kogoś. A więc udali się do świątyni ponownie. Czekał tam już nieco wystraszony strażnik. Tym razem prawdziwy. Pokazał mężczyznom ciało. W sumie ciężko było rozpoznać czyje ono było... całe zmasakrowane, nie widać twarzy, kończyny zgruchotane i rozwalone wkoło. Gdy Haureus zbliżył się do szczątek i próbował je zbadać za pomocą magii, stało się coś.. hm.. dziwnego. Nekromanta zaczął się trząść, a po chwili upadł. Leżał jakąś minutę i wstał, jakby nigdy nic, wpatrując się w góry pustym wzrokiem. Gdy Nelin sprzedał mu sutego policzka, twarz Nekromanty zwróciła się ku niemu i zaczęła coś bełkotać, dziwnym głosem, jakby w innym języku, INNYM.



Po dość długim i całkowicie niezrozumiałym monologu, postać przemówiła ludzkim językiem.
- Nędzny śmiertelniku. Nie zatrzymasz mnie. Nikt nie zdoła. Wkrótce świat pozna śmierć o której nikt już nie pamięta. Powrócę...
Po tym zdaniu człowiek padł na ziemię. Nelin jeszcze przez chwilę stał zamurowany, uznał jednak, że nie może odczuwać ni krzty strachu. Odetchnął głęboko, wyjął bukłak z wodą i chlusnął nią prosto w twarz leżącego towarzysza. Haureus ocknął się, cały się trząsł. Nie było jednak czasu na użalanie się, Nelin wciąż musiał sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Poprosił Nekromantę o portal pod jakiś bank. Pojawili się w Skara. Gwardzista pobiegł do banku, gdzie przechowywał hebanowy kostur, który odebrali Marcellusowi. Już gdy go zdobyli coś się Nelinowi nie podobało... postanowił to wreszcie sprawdzić.
- Mam wątpliwości Haureusie, co do autentyczności tego kostura. Ale potężnych artefaktów nie da się zniszczyć od tak, prawda?
Po tych słowach Gwardzista złapał kostur w obie ręce i uderzył nim z całej siły o kolano. Laska pękła, nic specjalnego się nie stało. Cholera... Muszą iść do Rhodara. Kilka minut później znaleźli się na wyspie. Opowiedzieli Rhodarowi o wszystkim. Zły kostur, śmierć której nikt nie pamięta, bożek o ciele pająka i głowie lwa...



Nie bardzo wiedzieli co zrobić. Wtedy Nelinowi przypomniały się słowa szpiega. Mówił, że podsłuchał coś z rozmowy o jaskini, o jakimś monolicie. Jedyna jaskinia, którą im pokazali, to ta, w której chciano ich zabić. Czy byliby na tyle głupi, żeby ujawnić im takie miejsce? Nelin nie wierzył w to, ale postanowił to jeszcze sprawdzić. Popędził czym prędzej do jaskini nieopodal legowiska trolli. Gdy tam wszedł...



Nie wierzył... to nie mogła być prawda. Popędził czym prędzej do Rhodara. To się zbliża...
CDN

Wojto

Nelin płynął już na wyspę, aby opowiedzieć Rhodarowi o odkryciu. Wpatrywanie z namysłem w taflę wody przerwało mu jakieś ptaszysko na jego ramieniu. Przy nóżce miało zawiniątko. Wojownik odczepił list, a zepchnął z ubrania. Zawracamy.



Po co ten parszywy śmieć miałby mnie zapraszać? Nie mam o czym z nim rozmawiać! Nelin uznał, że informacja o jaskini może poczekać, jednak teraz musi sprawdzić o co chodzi, miał szanse odnaleźć jakiś trop. Po długiej żegludze, a następnie dość żwawej podróży lądowej, dotarł do karczmy. Upewniając się, że nie wpadnie w jakąś pułapkę, podpłynął wpław na małą wysepkę za kamiennym budynkiem i wszedł tylnym wejściem.



Zaczął ostrożnie iść wzdłuż ścian, niemal bezszelestnie. Zobaczył go. Illeasar siedział na krześle, tyłem do pozycji Nelina. Jedno naciągnięcie łuku, jeden strzał... jednak nie. Nic to nie da. Raczej nie byłby na tyle głupi, żeby brać ze sobą jakieś ważne dokumenty, do tego tyle straży, nie tutaj, nie teraz. Nelin wszedł tylnym wyjściem, twarze strażników były wyraźnie zaskoczone. Elf poprosił wojownika, aby ten usiadł. Nelin ostrożnie usiadł do stołu, jednak wiedział, że gdyby chcieli go zabić, zrobiliby to od razu. Czego chcesz?



- Mam dla ciebie ofertę. Walczymy przeciwko sobie, jednak uważam, że byłbyś świetnym rekrutem dla naszego kultu. Bądź realistą Nelinie, rośniemy w siłę, podczas gdy wy, słabniecie i to bardzo.
Nelin natychmiast wyczuł okazję do infiltracji. Nie mógł się jednak podpalać, musiał grać, lepiej niż kiedykolwiek, w końcu miał oszukać osobę, która sama go przechytrzyła.
- Chyba żartujesz psie, miałbym być zwykłym pionkiem dla waszego bożka? Wolę zginąć w służbie memu Panu.
- Ależ nie będziesz zwykłym pionkiem, bardziej generałem. Choć na chwilę porzuć swój fanatyzm i spójrz na to jak realista.
- Hmm. Powiedzmy, że się zgodzę. Co mam zrobić?
- Obaj wiemy, że potrafisz dobrze grać, musisz kogoś zabić, żebyśmy ci uwierzyli.
- Zabijanie to żadna nowość, kogo?
- Masz zabić Rhodara.
Nelin starał sie zachować kamienną twarz. Wstał. Illeasar wręczył mu jeszcze kryształowy sztylet, którym miał uśmiercić Nekromantę. Podróż dłużyła się bez końca. Wreszcie wyspa. Nelin wbiegł do sali z impetem. Usiadł naprzeciw Rhodara i zaczął opowiadać.



Wytłumaczył mu, co sie wydarzyło. Dał sztylet do oględzin. Rhodar po długim namyśle opowiedział swoją wizję. Nie mieli żadnej wskazówki, nic. A wróg był blisko zwycięstwa. Nekromanta złoży ofiarę. Rhodar wiedział, że tylko tak Nelin będzie mógł się zbliżyć wystarczająco blisko wroga, aby zadać śmiertelny cios. Wojownik podszedł chwiejnie do oczekującego Rhodara. Jego ręka drżała jak nigdy. Nekromanta był gotów.



Sztylet rozbłysnął błękitnym światłem. Oczy Nelina zastygły na kilka minut wpatrując się w zwłoki Rhodara. Już nie ma odwrotu, trzeba działać. Nelin w milczeniu opuścił zamek i udał się do karczmy...

CDN

appis

Cytat: Kap w 2015 01 26, 13:51:53

Nagle ten drugi, trupek, wychodzi. Robi się zabawnie. Sok pomidorowy zaraz zemdleje a spirytus się zawinął i wracamy do wariantu dziewicy przed zerwaniem gwintu.
Ha ha ha dobre zdecydowanie poprawiło mi humor po całonocnym dyżurze z debilami ;)

Cytat: Kap w 2015 01 26, 13:51:53

Ha. Dołącza Felixor. Mam słabość do niego. W sumie nawet chyba go uczyłem swego czasu. Był nieobiecującym klonem a dziś został jako jedyny poza mną i Rhodarem z pierwszych etapów tworzenia tego miejsca. Chyba powiem więc...

- Cześć Fel!

Halo halo... a ja ?

Wojto

Illeasar przyjął go z uśmiechem. Nelin powoli podszedł do stołu, starał się nie wyrażać żadnych emocji. Położył na stole sztylet i powoli przesunął go w stronę elfa. Długouchy wziął go, po czym przyglądając mu się bardzo uważnie, stwierdził, że rzeczywiście jest to dusza Rhodara, a nie jakiegoś wieśniaka... Nelin bez zwłoki spytał się o kolejne zadanie. Otrzymał buteleczkę z dziwnym, czarnym płynem. Miał wylać go pod najzdrowszym drzewem  w Wężowej Twierdzy. Mniejsza, nie zrobi tego. Trzeba zacząć działać. Nie można przynosić wrogowi kolejnych komponentów czekając na łud szczęścia. Udał się do karczmy, do której wysłał wcześniej jedną z gwardzistek, jako szpiega. Miała doszukiwać się zadań od wroga.
Nelin popędził czym prędzej do karczmy Yew. Gwardzistki tam jednak nie zastał. W karczmie tłoków nie było, wczesna pora, wszyscy pokutują za grzechy poprzedniego wieczora... Był jedynie tam jakiś jeden pijaczyna. Wojownik podszedł do niego, zamówił mu szklanice miodu pitnego i zaczął dopytywać.



Szybko dowiedział się, że przesiadywała w karczmie kobieta, nic nie chciała pić, tylko obserwowała. Aż w końcu wyszła z jakimś mężczyzną w błękitnej todze i tyle jej było. Tyle starczyło. Połknęli przynętę.
Nelin zebrał towarzyszy i ruszyli na wyspę. Tam dopytał kapitana gwardzistów o raporty od szpiega. Potwierdził tylko to, że udało się mu włączyć w szeregi wroga. Miał szukać teraz sigilu w wieży Rady. Nelin znał to miejsce jak własną kieszeń, o sygilu jednak nigdy nie słyszał. Wszyscy ruszyli szybko do wieży. Spotkali tam, jak można się spodziewać, swojego szpiega. Nie odnalazł on sygilu, ale go wciąż szukał. Po dłuższej chwili spięć i narad, postanowili odprawić szpiega, miał wrócić na wyspę i nie pokazywać się więcej wrogowi.



Zostali w potrzasku, nie mogą niczego dać już Illeasarowi, ale nie mają jak go powstrzymać. Nelin uznał, że zabezpieczy chociaż wartościowe rzeczy i przeniesie je z wieży na zamek. Laboratorium, kilka fiolek z dziwnym płynem, jakiś kryształ. Sala obrad Rady... Sentyment do tego miejsca jest ogromny, jednak na razie przechodzi ono w stan spoczynku. Nelin schował księgę, Słowo Pana, leżała tam chyba od zawsze. Gdy już miał wychodzić, coś go zaniepokoiło. W mgnieniu oka zdjął zawieszony na plecach łuk, naciągnął strzałę na cięciwie i wycelował w róg sali. Ktoś się tam skrył. Reszta towarzyszy zareagowała równie szybko, jedni obezwładnili ją czarami, inny odciął pomieszczenie ścianą energii.



Jak się szybko okazało, była to uczennica Rhodara. Cóż, staruszek zaskakuje nawet po śmierci. Nikt nie wiedział, że miał on uczennice. Przyznała się jednak, że jest w szeregach wroga, aby zemścić się na Radzie i swoim mistrzu, za to, że traktowali ją bardziej jak służkę niż uczennicę. Oj, głupio z jej strony... Nelin dwoma szybkimi ruchami wbił po strzale w dłoń kobiety, żeby nic nie kombinowała. Chciał ją zmusić do gadania, jednak ta była twarda. Cóż, mają baaardzo dużo czasu. Gdy już miał zabrać się za standardowe tortury okaleczające, wpadł na inny pomysł. Wyjął butelkę z czarnym płynem którą dostał od Illeasara. Była uczennica zdecydowanie wiedziała co to. Albo zacznie gadać, albo... okaże się co się stanie gdy ktoś to wypije. Szybko uległa. Powiedziała wiele. Płyn miał służyć do zabicia całej flory i fauny w Wężowej Twierdzy, byłby to doskonały podkład na przyjście nowego bóstwa Śmierci. Powiedziała również, gdzie jest sigil. Nie była już dłużej potrzebna, Nelin miał ją już zabić, jednak coś zaświtało. Zaproponował kobiecie wybaczenie jej zdrady, a także nowe, lepsze niż poprzednie nauki. W zamian miała sprowadzić podstępem Hekatosa. Nie było to łatwe... Wcale nie wychodził ze swojej magicznej jaskini. Ustalili, że uczennica poprosi go o pomoc w wieży. Ryba połknęła haczyk. Po jakiejś godzinie Hekatos zjawił się w wieży.



Stawiał duży opór, jednak po nierównej walce, padł. Można rzec, królowa wyeliminowana, teraz czas na króla.

Wojto

#22
Nelin otrzymał list od kapitana straży zamku. Mieli się spotkać. Gwardzista czym prędzej ruszył do budowli na wyspie. Spotkał się z Bheraltem w sali Rady. Kapitan oznajmił Nelinowi, iż złapali dziwną istotę, którą przetrzymują na górze. Właściwie, to sama oddała się w ich ręce. Wojownik poszedł na wyższe piętro, żeby zobaczyć więźnia. Okazał się nim jakiś humanoidalny twór. Nie wiedzieć czemu, gwardzista od początku miał dziwne przeczucie, że istota ma dobre intencje. Zwykle nie jest zbyt ufny wobec nieznajomych, lecz tym razem było inaczej, miał przeczucie. Dziwna istota zaczęła rozmowę jak gdyby nigdy nic, wypytując o sprawy Rady, przedstawiając się następnie, nazywał się Jallar. Nelin przecinając więzy, co by zachęcić szybciej humanoida do wyjawienia celu przybycia do zamku.



Jallar wiedział jak zniszczyć pole energii w jaskini, w której przesiaduje Illeasar. Gdy Nelin to usłyszał, od razu serce zaczęło mu szybciej bić. Istota zdradziła jednak nie zbyt wiele. Powiedział jedynie, że na końcu jaskini pełnej trolli, jest urządzenie. Po jego użyciu pole energii zniknie w ułamku sekundy. Jednak użycie go, będzie wojownika wiele kosztować. Nelin jednak nie zbyt zwrócił uwagę na ostatnią informację. Ruszył czym prędzej do wyjścia. Poinformował jedynie uczennicę, Parmillę, która dołączyła się niedawno do walki z wrogiem, aby zebrała gwardzistów pod jaskinią trolli i czekała na niego w ów miejscu. Sam wyruszył to siedliska półmózgich istot. Po jakiejś połowie godziny, żmudnego wycinania trolli znalazł wspominane przez Jallara urządzenie.



Oglądał je dokładnie. Miało kształt jakiegoś zwierzęcia, stworzenia może. Twarz wyrzeźbiona na urządzeniu miała rozwartą paszczę, jakby czekającą aby coś włożyć do środka. Naprzeciw posągu znajdował się pieniek z toporem obok. Obraz miejsca był dość jednoznaczny, Nelin wiedział już, co przyjdzie mu zrobić. Miał nadzieję jednak, że da rade urządzenie uruchomić inaczej. Włożył dłoń do paszczy zwierzęcia. Nie było nic, żadnego przycisku, żadnej dźwigni, jednak dłoń pasowała jak na wymiar. Wojownik wziął głęboki oddech. Był zdeterminowany i wiedział, co musi robić i jaka nagroda będzie za to poświęcenie. Podszedł po topór leżący na ziemi. Ujął go pewnie w prawej ręce, a lewą przyłożył do pieńka, w którym było idealne wcięcie na nadgarstek. Nie wahał się, był pewny swego. Szybkim i pewnym ruchem oddzielił swoją dłoń od reszty ciała.



Po jaskini przeszedł jedynie głuchy jęk. Szybko zawinął bandażami kikuta i chwiejącą się prawą ręką podniósł dłoń z ziemi. Na kolanach podszedł do posągu i wrzucił tam część ciała. Oczy bestii zaświeciły się, w środku było słychać ruch jakichś mechanizmów. Po chwili dłoń zniknęła w paszczy posągu, a on znowu zastygł. Nelin, pomimo niewyobrażalnego bólu, postanowił, że musi iść. Związał mocno bandażem kikut, w prawą dłoń złapał niezbyt pewnie kosę i ruszył w stronę wyjścia z jaskini. Gdy wyszedł powitał go widok zwartych i gotowych gwardzistów. Wiedzieli, że coś się stało, każdy poczuł tę potężne wyładowanie energii. Wojownik bez wahania kazał gwardzistom ruszyć do jaskini obok i pojmać Illeasara.



Osłabiony nie był w stanie ruszyć do walki, uczennicy kazał wrócić do zamku, nie była gotowa, aby walczyć z tak silnym wrogiem. O dziwo dźwięki walki ustały szybko, nie obyło się jednak bez ofiar. Gdy Nelin wszedł do jaskini zastał jedynie pokiereszowanego i związanego Illeasara, a przy nim jedną gwardzistkę. Kapitan straży i jeszcze jeden gwardzista polegli... Ich ofiara nie zostanie zapomniana. Mieli już jednak elfa.



Zabrali Illeasara do zamku, gdzie pokazali go Jallarowi. Mężczyźni najwyraźniej znali się i niezbyt lubili.



Jallar zdradził, że był szpiegiem w kręgach wroga, jednakże nawet Rada nie mogła o nim wiedzieć, ponieważ Thrast zabronił mu kontaktować się z nią, nim nastąpi odpowiedni moment, wiedział bowiem jak dobry wywiad miał ich wróg. Nelin kazał odesłać elfa do innego pomieszczenia i porządnie go związać. Zabrał mu jeszcze tylko coś czego potrzebował, a mianowicie dłoń. Niestety medyk rozczarował go tym, iż nie może mu ów dłoni przyszyć, z różnych względów. Wojownik wrócił, więc do Jallara, aby dowiedzieć się czegoś jeszcze. Humanoid zdradził mu, że kultyści zdążyli uwięzić Netherila... Na tę wiadomość Nelin zamarł. Jallar zdradził jednak gdzie jest Pan i jak wojownik może go uwolnić. Humanoid kazał człekowi zabrać sztylet który uśmiercił Mistrza Thrasta i udać się na Hythloth w poszukiwaniu jaskini z uwięzionym Netherilem. Jallar poprosił również o uwolnienie go. Nelin uznał, że po tym, jak zasłużył sie dla niego, nie sposób mu nie ufać. Jednocześnie nadał miał to dziwne uczucie zaufania mu, które poczuł już przy pierwszym jego spotkaniu. Puścił więc humanoida wolno, a sam udał się na Hythloth. Po długim rejsie, wreszcie dobił do brzegu wyspy. Postanowił pierw przeszukać jaskinie w górach na południowym-wschodzie. Dobrze trafił. Gdy wszedł do jaskini jego serce zaczęło bić po stokroć szybciej, nie mógł uwierzyć temu co widzi.



Postać, mimo, że zamieniona w kryształ i tak emanowała energię którą Nelin doskonale znał. To był jego Pan. Rozglądając się po jaskini wojownik trafił na znajome urządzenie. Tym razem było ułatwienie, obok stała gilotyna. Nelin nie miał pojęcia jak włoży do otworu prawą dłoń, nie mając już lewej. Był jednak bardziej zdeterminowany niż podczas pierwszej próby. Ułożył prawą rękę w urządzeniu.



Na boku urządzenia umieszczony był przycisk. Nelin zacisnął mocno zęby i uderzył kikutem w niego. Ostrze opadło w mgnieniu oka, pozbawiając wojownika kolejnej dłoni. Roztrzęsiony wojownik, ledwo łapiąc część ciała dwoma kikutami, wrzucił dłoń do posągu. Wcisnął prawy kikut w szaty, aby lekko powstrzymać krwawienie i obsunął się na ziemię. Miał mroczki przed oczami, czuł że zaraz zemdleje. Energia pola siłowego wokół postaci zanikła, to było wyczuwalne. Jednak sama postać nadał pozostawała w kryształowym opakowaniu. Wojownik nie miał sił, nie mógł nic zrobić. Gdy zaczął tracić przytomność czuł jedynie, że ktoś wyjmuje spod jego szat kryształowy sztylet. Nelin majaczył, nie widział nawet kto zabrał mu broń. Widział jedynie, że postać ta podchodzi do kryształowej statuy Netherila i wbija w nią sztylet. Wszystko było jak przez mgłę.



Kryształowa powłoka zaczęła znikać powoli, aż ukazała się postać. Wymownie spojrzała jedynie na osobę naprzeciwko niej. Nelin pod wpływem emocji, zaczął znów nieco lepiej postrzegać rzeczywistość, mimo upływu ogromnej ilości krwi. To był Jallar. Humanoid pokręcił jedynie głową do samego Netherila i wskazał na Nelina. To on. Czarna postać pojawiła się nagle przed siedzącym na ziemi i wspierającym się o posąg wojownikiem. Ujęła go za oba kikuty. Człek poczuł niewyobrażalny ból, a towarzyszył mu smród zgnilizny.



Nagle, gdy Nelin spojrzał na ręce, nie wierzył własnym oczom. Znów miał dłonie. Były one jednak całe czarne, jakby stworzone ze skondensowanej energii. Mógł od razu nimi sprawnie operować, nawet lepiej niż wcześniej. Spojrzał się z niedowierzaniem na Netherila, ten jednak zniknął po chwili. Postać Pana nie wyrażała żadnych emocji, wojownik czuł jego zadowolenie. Musiał się jeszcze spytać jednak, jak to możliwe, że sztylet z duszą Mistrza Rhodara, był w stanie uwolnić Netherila. Jallar zaśmiał się tylko delikatnie i wyszedł z jaskini, znikając zaraz gdzieś w lesie.

Przez ten cały czas Pan był bliżej niż ktokolwiek z Rady się spodziewał...

Wojto

Wróg pokonany, jednak żadne zwycięstwo nie przychodzi łatwo i bez strat.

Nelin miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Wciąż posiadał sztylet z duszą Rhodara, którą musiał odebrać przyjacielowi w zamian za zaufanie i możliwość infiltracji wroga. Pora sprawdzić jak przywrócić Nekromantę do "życia". Wojownik udał się więc do sali w której złożony był kryształowy oręż z duszą Rhodara. Następnie zszedł do piwnicy, gdzie na samym środku stała trumna z ciałem przyjaciela. Jedyny pomysł jaki przychodził mu do głowy, to wbić sztylet w ciało, tak jak zrobił to Jallar w przypadku Netherila. Nelin nachylił się więc na nieco rozkładającym się już ciałem i powoli wsunął sztylet w klatkę piersiową. Ciało lekko zadrgało. Wojownik poczuł przypływ emocji. Czyżby miało zadziałać tak łatwo? Nagle Nekromanta przebudził się.



Siedząc w trumnie rozglądał się po pomieszczeniu, totalnie zdezorientowany. Nelin stanął naprzeciw przyjaciela mając niewielki uśmiech na twarzy. Nekromanta miał wiele pytań. Wojownik wytłumaczył mu pokrótce co zaszło podczas jego nieobecności. Oznajmił również, że zbliża się nowe zagrożenie. Lich... jest potężny. Rhodar nie ma dużo czasu na odpoczynek. Nelin poprosił jeszcze przyjaciela, aby w miarę możliwości zdobył kamienie mocy, na wzór tych których używał wróg. Pora lepiej zabezpieczać swoje rzeczy. Nekromanta udał się do swojego pokoju, aby postudiować nieco na temat nowego wroga. Jednak wojownik miał jeszcze jedno do załatwienia. Złożył komuś obietnicę po pojmaniu Illeasara. Nelin udał się więc, tym razem na dach zamku, gdzie przetrzymywanego póki co w bibliotece, pilnowała Via. Za swoje zasługi, a również z powodu śmierci poprzedniego kapitana, miała zostać jego następcą. Na początek swojej kadencji, miała znaleźć nowych rekrutów. Jako, że gwardia zmalała do zaledwie dwóch osób, potrzebowali świeżego materiału na wojowników. Miała również zmienić nieco więzienie w piwnicy i przenieść tam Illeasara. 



***
Po kilku dniach, na wiadomość od nowego kapitana, Nelin przybył na wyspę. Byli już na niej nowi rekruci. Nie są może oni zabijakami, a ich rynsztunek pozostawia wiele do życzenia, ale to wszystko jest łatwe do zrobienia. Najważniejsza w gwardii jest wiara i dyscyplina, a tego zdecydowanie im nie brak.



Wojownik udał się do kilku rzemieślników. Musiał zakupić dla rekrutów nowy rynsztunek. Upewnił się, że nie będą to jakieś zwykłe klepidruty, a osoby, które znają się na fachu. Zakupił komplet dla każdego rekruta i powrócił na wyspę. Każdemu z świeżaków wydzielił wartę i dał nowy ekwipunek.




Znów mogą służyć Panu z wielką siłą.

Jednocześnie uważam ten wątek za zamknięty, a dalsze perypetie opisywane od różnych osób będzie można znaleźć w
TYM wątku.