Mordercze zające!

Zaczęty przez Aqe, 2015 04 06, 18:37:57

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aqe

Zaraz po przebudzeniu kobieta z uśmiechem spoglądała przez okno wspominając minioną noc i sny które ją nawiedziły.
Kolejny jesienny poranek, pora na śniadanie. Udała się więc do kuchni, by jak co dzień zadbać o swoich towarzyszy. Kubek świeżego mleka dla kota, jajecznica na bekonie dla Ferdynanda i rosół z minimalna ilością mięsa dla smoczego niemowlaka.
- Może stworzą parę magicznych przedmiotów? dawno tego nie robiłam...
Po dłuższej chwili którą spędziła na wyszukaniu odpowiedniego stroju udała się na miejsce. Praca nie była ciężka, można nawet powiedzieć ze bardzo przyjemna, jednak wszystko co dobre szybko się kończy... spojrzała na trzy listy które dostała tego poranka, pora udać się do miasta...

Otworzyła księgę run wypowiadając słowa odpowiedniego zaklęcia i już po chwili znalazła się obok obieżyświata.
- Jak dzionek? Spokojnie dziś?
- nawet za bardzo, to jak cisza przed burza

Obieżyświat jak to mają w zwyczaju starzy ludzie zawsze doszukiwał się nieprawidłowość i kłopotów. 
Sinthia z uśmiechem na twarzy udała się na piętro banku gdzie znajdował się kamień władcy.
Wzdychając cicho odczytywała wiadomości pozostawione przez mieszkańców... Jeszcze tylko azyle ...  po raz kolejny żałowała ze nie ma na czym usiąść, postanowiła porozmawiać później z architektem miejskim.

Następnym punktem na jej liście było sprawdzenie zaopatrzenia na stanowiskach.
- gdzie się podziali alchemicy?! Nawet czerwonych mikstur nie można kopić! Trzeba zrobić porządek... dopisała kolejny na swojej liście.

Swoje kroki skierowała w kierunku kopalni miejskiej w poszukiwaniu górników którzy sprzedają jej sól.  Przechodząc obok  parku miejskiego usłyszała dziwne odgłosy... przystanęła próbując odgadnąć jakie stworzenie wydaje takie dźwięki. Wytrzeszczyła oczy obserwując gromadę zajęcy i baranów hasających wesoło po trawie. Zastanawiała się czy to co widzi jest prawdą, czy może wynikiem wypicia soku jabłkowego... nagle jeden z zajączków rzucił się na kobietę z ostrymi jak brzytwa pazurami. Walka trwała wyjątkowo długo, biorąc pod uwagę wielkość przeciwnika... jednak jego siła... była prawdziwym zaskoczeniem. W końcu udało się Sinthii pokonać małego zająca... Ocierając pot z czoła postanowiła udać się do domu by w pełni uzbrojona wrócić i zrobić porządek z uszatymi potworami.

Pod bankiem miejskim kobieta zgniotła parę ziół w dłoni recytując słowa  zaklęcia. Po chwili obok druidki pojawił się Duch Natury.
- Posłuchaj mnie dobrze, to co Ci powiem nie jest żadnym żartem. Zostaliśmy zaatakowani przez zające i barany..
Druidka potrafiła rozpoznać zachowanie swojego przyjaciela, potężny przywołaniec spoglądał z rozbawieniem na kobietę
- idź tam i zobacz jeśli mi nie wierzysz! Wskazała dłonią w kierunku parku miejskiego
Z prawdziwą satysfakcja przyglądała się walce zaskoczonego Ducha z małym, słodkim i jakże wrednym zającem.
Ku radości władczyni do walki przyłączyła się pewna niziołka, która wyśmienici strzelała z kuszy.

Jak to bywa w naszym świecie, wieści szybko się rozeszły, minęło raptem parę chwil,  gdy do Cove przybyły dzielne istoty by stawić czoła wrednym zającom, trującym baranom i innym dziwnym wybrykom natury.

Walka była długa i żmudna, lała się krew a krasnoludy klęły jak najęte. Gdy wszystko wskazywało na zwycięstwo obrońców nagle z wieży byłej gwardii wyskoczyła ogromna zajęczyca szukająca swoich młodych, tuż za nią rogaty baran...  zamieszanie i popłoch wśród zebranych doprowadził do prawdziwej klęski... tylko nieliczni postanowili pozostać i walczyć z rogaczem...

Dziękuję wszystkim graczom którzy zjawili się na miejscu by pomóc w obronie miasta.
Największe podziękowania należą się  Zwisowi za genialny event,  chociaż dalej twierdzę że na końcu lekko przesadziłeś  ;)