Miau! opowieść o niezwykłym kocie

Zaczęty przez Aqe, 2015 01 18, 23:22:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aqe

Sinthia jak zwykle po przebudzeniu ruszyła na ratunek swoim kwiatom. Była właśnie w trakcie podlewania kiełkujących roślin gdy nagle zza drzwi dobiegł ja dziwny dźwięk...
- niemożliwe, to pewnie przez ten sok z pomidorów...
znów ten odgłos, jakby jakieś zwierze... kot tutaj?! - oburzona ruszyła w stronę drzwi, otwierając je  zobaczyła czekającego cierpliwie kota... małe, brunatne stworzenie o ogromnych błękitnych oczach.
- A ty co tu robisz? Jak tu dotarłeś? - zmarszczyła brwi spoglądając na przybysza,  stworzenie nie czekając na zaproszenie zaczęło biegać po całym domu.
- Hejże! Złaź mi tu na dół!
Po dłuższej chwili  udało się druidce pochwycić kota.
-  I co ja mam z tobą zrobić? Gdzie masz właściciela? - wzdychając cicho przyjrzała się stworzeniu raz jeszcze.
- Pewnie jesteś głodny ? Miauczenie było jedyna odpowiedzią.
- Cóż, masz szczęście, mam świeże mleko. Ale masz być grzeczny i iść za mną, rozumiesz?
Gdy głód stworzenia został zaspokojony, kot zamruczał cicho i ułożył się wygodnie na półce tuż nad kominkiem.  Ziewnął, zwinął się w kłębuszek i tyle po kocie zostało.
Kobieta uśmiechając się pod nosem ruszyła na dół by jak co dzień udać się do miasta i wypełnić swoje obowiązki.



Jakiś czas później...

Miau! Unosiła brwi znad książki która właśnie czytała.
- No proszę, czyżby książę się przebudził ?
Odkładając na półkę opowieść ruszyła w stronę skąd dochodziło kocie nawoływanie.
-  Zostaw mi te kwiatki! Zejdź mi z tego stolika....
kot czmychnął miaucząc cicho w stronę drzwi..
- Tak, to dobry pomysł. Pchnęła wrota wypuszczając  stworzenie.
Szum wiatru, śpiew ptaków i zapach kwitnących drzew, cóż może być piękniejszego ?  Z pewnością nie ten mały potwór który drapie mnie po nodze – zaklęła cicho podnosząc kota
– zwariowałeś? -  w odpowiedzi uczepił się togi dygocząc cały.
- Co się dzieje? Uniosła głowę nasłuchując otoczenia..
- zaraz, coś tu jest nie tak. Czuje zmianę, jakby jakaś moc ... spojrzała na winogrona rosnące obok domu – coś pozbawia je energii.
Wyciągnęła stworzenie na długość ramion przyglądając mu się wnikliwie – tez to czujesz? Potwierdzenie w postaci żałosnego mruknięcia. Kot wyrwał się z  ramion  kobiety i zaczął drapać w ziemi.
Sinthia przysiadła obserwując dziwne zachowanie towarzysza.
- Portal... chcesz gdzieś iść? Miau!
- No dobrze ale gdzie? Kolejny rysunek... druidka starała się odgadnąć co tym razem wyszło spod pazura zwierzęcia..
- korona? Miau!
- Portal i korona... no dobrze ale nic mi to nie mówi.
Obok portalu zaczęły pojawiać się skrzydła..
- hmm, jakiś władca bądź władczyni... skrzydła... Pani lasu?
Kot w wyrazie dezaprobaty ziewnął glośno.  Kobieta zirytowana spojrzała na zwierze.
- pan lasu? - Jej pytanie zostało nagrodzone entuzjastycznym Miau!
- Dobrze, wezmę zioła i ruszamy – w odpowiedzi kot skoczył do plecaka druidki, robiąc przy tym okropny bałagan.
- Wygodny jesteś... mruknęła Sinthia do kota a  co dostała w odpowiedzi? Miau!

- Czuje zmianę w otoczeniu, coś niedobrego się tu dzieje.
Jedno spojrzenie na Panią Lasu utwierdziło kobietę w przekonaniu ze coś kradnie energie istoty. Skinęła tylko głowa na powitanie, po czym ruszyła do Pana Lasu. Ten okazał się być bardzo slaby i zmęczony, podobnie jak jego strażnicy...
- co się tutaj dzieje?  W odpowiedzi na zadane pytanie usłyszała piskliwy śmiech...
- co do .. - kobieta nie skończyła zdania,w  tym momencie ujrzała dziwne stworzenia o czerwonej barwie skory.
- Kim jesteście i co tu robicie? -  Istoty zaatakowały
- pani będzie zadowolona, tu jest dużo energii
- jaka pani ? O kim mówisz?
Walka była ciężka, potwory ze wszystkich sil próbowały pozbawić kobietę życia. Na szczęście Sinthia była przygotowana na atak, z pomocą kota udało pokonać przeciwników.

- Nic z tego nie rozumiem.... mrucząc pod nosem ruszyła za kotem w stronę drzewa życia.
Jej oczom ukazał się okropny widok.
- Nieee! To niemożliwe – kobieta zrozpaczona przywarła do drzewa życia pozbawionego sił witalnych. Młode drzewce wyglądały bardzo mizernie, ziemia wokół  nich była jałowa...
- Jak mogło do tego dojść?! Wybacz mi proszę, wybacz – opierając się o drzewo szlochała cicho. Prócz jej płaczu dało się słyszeć żałosne miauczenie towarzysza...
- Jest jeszcze dla nich nadzieja, sposób...  by uleczyć to miejsce... miau
kobieta unosiła głowę rozglądając się pół przytomnym wzrokiem
- kto to powiedział ?
- pewna czarodziejka znalazła sposób by ukraść moc innych bóstw i wykorzystać ją miau... dla swoich celów .. miau
kobieta przecierając oczy spojrzała na kota ...
- dla mnie miau już za późno , klątwa za długo miau na mnie ciąży. Możemy uratować miau to miejsce.
- powiedz jak, zrobię wszystko !
- musisz miau odszukać kryształ... miau ..owe źródło na śnieżnej wyspie. Woda miau przywróci je do życia i ochroni to miejsce miau...
- którą wyspę przyjacielu? W odpowiedzi usłyszała jedynie miaukniecie, kot spoglądał na nią smutnym wzrokiem.
- Chodź, ruszymy więc na poszukiwania – otworzyła plecak
- na początek wyspa z lodowym rumakiem....
Rozglądała się czujnie,  kiedy stworzenie postanowiło wyjść, poczęło jak poprzednio rysować po śniegu... coś co przypominało ludzka istotę... Ernithel? Miau!

Przyda nam się pomoc zanim ruszymy, idziemy do miasta.

Tak też druidka z kotem w plecaku ruszyli do Cove, na miejscu ktoś już na nich czekał...

Akkarin


Lindi

"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

quinggu

Lorana, jak to miała w zwyczaju, udała się na stoiska targowe w Cove.
Lubi samotność, mieszka w zaciszu drzew i wśród zwierząt ale od czasu do czasu chętnie poogląda nowe towary które oferują kupcy w mieście. Podziwiając wyjątkowo dużego pomidora poczuła wibracje energii... energii Matki.
- Witaj Sinthio – z pogodnym uśmiechem na twarzy rzekła do druidki, która pojawiła się  w obłoku zielonkawej mgły.
- nie mamy czasu Lorano, musimy udać się na wyspę Ernithel - to mówiąc wskazała na plecak z którego wydobyło się miauknięcie i zaczęła szamańską inkantację.

Lorana niewiele myśląc przywołała gestem smoka - Sihuaryzzen'ie, ruszamy zatem z Sinthią, smok szturchnął łbem elfkę wypuszczając obłoczek pary z nozdrzy.

Podczas podróży Sinthia opowiedziała towarzyszce swoją przygodę; dziwne zachowanie  kota, wyprawie do Pana lasu i zniszczeniach jakie zostały poczynione przy Drzewie Życia a także o pewnej czarodziejce, która kradnie energie od wszystkich istot a w szczególności Bóstw.

Przybijając łodzią do wyspy kotek zaczął coraz częściej wystawiać główkę z plecaka rozglądając się niespokojnie.
- To chyba tu - Powiedziała Sinthia szczękając zębami i otulając kota w szalik.
- Jeżeli nie myliłaś się co do wyspy...  tutaj może być źródło z najczystszą i pierwotną wodą płynącą z gór lodowca.
Kobiety wysiadły zapadając się po kolana w śniegu,

- nienawidzę zimna... - stwierdziła Sin klnąc cicho pod nosem
- Nie mamy wyboru, musimy iść i szukać... - powiedziała Lorana.

Idąc tak wśród śniegu i mroźnego wiatru, mijając najróżniejsze śnieżne stworzenia - w tym majestatyczną śnieżną smoczycę - władczynię mroźnych ostępów. Jedyną wskazówką  był kot opatulony w szalik, który łaskawie od czasu do czasu wyciągnął głowę by wskazać kierunek.
Zmarznięte  ale nie mniej zdeterminowane dotarły w końcu do źródła. Woda była krystaliczna, mimo panującego przejmującego chłodu  nie zamarzła.
- Udało się - szczęknęła zębami Sinthia - mamy szansę uratować Pana lasu i Drzewo Życia
Lorana zgrabiałymi dłońmi wyjęła pustą butelkę i nachyliła się aby nabrać trochę wody.
- Gooo too we e e - wyjąkała elfka - możemy ruszać w drogę powrotną
- oj nie, nie zniosę już tego zimna - rzekła druga kobieta recytując formułę zaklęcia - za chwilę Cię przywołam...
Minęła chwila gdy Lorana poczuła energię przywołującą i poddała się jej, po kilku sekundach stała już obok przyjaciółki.
Lorano, spójdz tylko - westchnęła smutno Sinthia.
Lorana powiodła wzrokiem po jałowej ziemi, wyschniętej  trawie wokół drzewa życia. Pan Lasu ciężko opierał się na swym mieczu a jego przyboczni podpierali się wzajemnie, nie mając sił.
Drzewo Życia jakby skurczone w sobie, przybrało kolor brudnego brązu zamiast połyskiwać zielenią jak dotychczas, a młode drzewce... obeschły kompletnie,  pochylone ku cuchnącej, podgniłej ziemi.
Sama widzisz co tu się wydarzyło - skinęła Sinthia w stronę Pana Lasu.

Kotek wyskoczył z torby i zaczął ocierać się o dumnego wojownika miaucząc i zerkając na butelkę z wodą.
Musimy spróbować - Powiedziała elfka i odkorkowała butelkę.
Sinthia wzięła wodę od Lorany i podała lekko drżącą ręką Panu Lasu aby się napił. Ten wziął kilka łyków  i od razu zatrzepotał wielkimi skrzydłami a jego twarz rojaśniała - Ciężkie to były chwile,  dzięki wam, niedługo odzyskamy siły.
To rzekłszy wlał trochę płynu do ust swych wojowników, którzy po chwili wyprostowali się dumnie - dziękujemy wam kapłanki Matki.
Lorana z Sinthią dygnęły delikatnie - to my dziękujemy, że strzeżecie tego miejsca.
Pan Lasu podszedł do kobiet oddając im butelkę z cenną zawartością  - to nasz obowiązek,  bez waszej pomocy i my byśmy się poddali.
- Zastanówcie się  co począć dalej bo to nie koniec naszych zmartwień...  raczej początek czegoś większego...  Trzeba odszukać ową czarodziejkę
- Tak też zrobimy - odrzekły razem druidki - będziemy częściej przychodzić doglądać młodych entów,
zrobimy co w naszej mocy.
- Teraz zajmiemy się drzewcami - Sinthia odkorkowała ponownie butelkę.
Najpierw  skropiła delikatnie ziemię wokół młodych drzewców a później wtarły kilka kropel w korę Drzewa Życia. Ku ich zdziwieniu, ziemia przestała wydzielać odór zgnilizny nabierając  naturalnych kolorów,  młode enty nie tylko odżyły ale również urosły!
- Patrz tylko! one rosną! - stwierdziła zachwycona elfka
Drzewo Życia  zaczęło odzyskiwać barwy i wydawać się mogło, że szepcze niczym szum wiatru.
-  udało się!  - uśmiechnęły się kobiety.
- Zostało nam jeszcze kilka kropel, skropmy nimi wieże strażnicze wokół kręgu - to rzekłszy Sinthia rozlała pozostałą zawartość butelki na wieże,  które po chwili rozbłysły iskrami.

Kobiety zmęczone a jednocześnie wyjatkowo zadowolone przysiadly pod drzewem zycia wsluchujac się w otoczenie.
Musimy poruszyć ten temat  podczas zebrania Kręgu... obawiam się, że nie tylko my jesteśmy zagrożone.
Dzielny kot rozłożył się wygodnie na kolanach Sinthia by po chwili zasnąć ...

Aqe

Sinthia opowiadała właśnie Loranie o Leonie;  pierwszym spotkaniu z nim, walce oraz jego głównym celu jakim jest zostanie bogiem... Zarówno Lorana jak i spóźniony Yanu z uwaga wysłuchali opowieści.

Rozmawiali zastanawiając się co można uczynić i czy należny ingerować w bieg wydarzeń gdy podeszła do nich opiekunka kręgu. Wyraźnie zaniepokojona kazała zebranym wyruszyć na wyspę w kształcie pączka gdzie znajduje się druidyczny ogród.
Nie było czasu na zastanawianie, mieli własnie ruszyć w  podróż gdy na środku kręgu pojawił się magiczny portal, a to co z niego wyszło zaskoczyło wszystkich...
- co ty tu robisz?! mam nadzieje ze mój dom jeszcze stoi ? Sinthia spoglądała gniewnie na kota który wyraźnie rozdrażniony syczał ukazując ostre pazury
- no dobrze.. możesz iść z nami - minęła dłuższa chwila nim kot zgodził się współpracować i łaskawie rozgościć w plecaku kobiety

- ruszamy - po tych słowach Lorana przywołała portal który prowadził wprost do ogrodu

- musisz po wszystkim pożyczyć mi tą runę, ja zawsze błądzę w drodze tu... mruknęła Sinthia

Już po wyjściu z portalu dało się wyczuć zmianę w energii, spokój i życie zastąpił zapach śmierci i cierpienia.

- Co tu się... - Lorana nie skończyła zdania gdy zostali zaatakowali przez czarne chochliki

- uważajcie, to te same które spotkałam przy drzewcach - rzuciła Sin do zebranych recytując słowa zaklęcia, po chwili obok niej zjawił się duch natury - Duchu, musimy je pokonać, pomóż nam

Walczyli dzielnie z chochlikami gdy z plecaka druidki wyskoczył kot, fuknął dziwnie w kierunku kolejnego napastnika... a ten po chwili zmienił się w kupkę popiołu

- Mówiłam wam ze to nie jest zwykły kot! - krzyknęła Sinthia widząc na twarzach towarzyszy odmalowane zdziwienie - lepiej się skupcie bo idą następne...

- Pani i Pan będą zadowoleni, tu jest dużo energii - wydal z siebie chochlik rzucając sie do ataku...

Batalia była ciężka,  jednak z pomocą Matki udało się pokonać wstrętne stworzenia, w trakcie walki dołączyła do nich Dacapo, która wiedziona przeczuciem przybyła w sama porę by wesprzeć ich w boju.

- chyba koniec - Lorana rozglądała się czujnie, smok sapał zmęczony u jej boku

- Sprawdźmy .. mam przeczucie ze to dopiero początek, prędzej była tylko pani a teraz jest i pan, może to ten Leon? Sinthia jak to miała w zwyczaju rozmyślała głośno

- uwaga! tam coś jest ! - krzyknął Yanu który ruszył pierwszy

- wiem ze jesteś dzielny, obiecuje ze gdy zajdzie taka potrzeba pozwolę Ci wyjść ale tu jest niebezpiecznie, wskakuj do plecaka... Sinthia próbowała przekonać dzielnego kota by się schował. Ku jej zdziwieniu kot kiwnął łebkiem wskakując do torby.

W pełni przygotowani ruszyli w kierunku który wskazał Yanu, ich oczom ukazał się okropny widok. W kręgu stworzonym z czarnych kul  uwięziony był ent...

- Odejdźcie, zabije was jeśli spróbujecie mnie uratować, dla mnie już za późno - jego cierpienie przepełniało serca zebranych smutkiem

- kto to zrobił ? jak ktoś mógł zaatakować twór Matki - pytała smutno Lorana

- Nie możemy go tu zostawić, musimy mu pomóc - stwierdził Yanu po czym próbował magią zniszczyć tworzące krąg kule

Próbowali ogniem, woda, trzęsieniem ziemi... i nic, żadnej nawet rysy.

Rozgniewana Dacapo uderzyła z całych sił kijem w kule.. i ku kolejnemu zaskoczeniu tego dnia ta rozprysła się na kawałki

- kiedy zniszczycie ostatnia kule stracę świadomość, wybaczcie mi i proszę zabijcie szybko - wyszeptał ent

- nie zostawimy Cie tu, wrócisz tam gdzie Twoje miejsce - Sinthia z tymi słowami uderzyła w ostatnią kule, po chwili rozpętało się prawdziwe piekło..

Ent zaatakował zebranych, próbowali go przekonać jednak ten jakby ich nie słyszał, po ciężkiej potyczce wydal z siebie ostatnie tchnienie...

- czy to wszystko musiało się wydarzyć, dlaczego nie możemy zrobić nic by to powstrzymać? to niesprawiedliwe - szlochała Lorana pochylona nad ciałem enta
- znajdziemy winnego, spotka go kara na jaką zasłużył - Sinthia poklepała towarzyszkę po ramieniu - pora wracać do kręgu


Wrócili wiec, po drodze Lorana zdążyła streścić Dacapo wydarzenia owego dnia do czasu jej przybycia

- Jest jeszcze coś - mruknęła Sinthia podchodząc do Dacapo - Lorana pobierała nauki również u mnie, moim zdaniem jest gotowa, co ty o tym sadzisz?
- Dziękuję ze mnie zastąpiłaś, zgadzam się, jest gotowa
Podczas wymiany zdań miedzy kobietami z plecaka postanowił wyjrzeć kot, mrucząc żałośnie zwrócił uwagę Sinthii

- co się stało mój mały przyjacielu ? - kot w odpowiedzi wskazał jej plecak.
Wyobraźcie sobie jakie zdziwienie pojawiło się po raz kolejny na twarzy kobiety gdy zobaczyła w swoim plecaku nową togę druida... no, prawie nowa,  widać ze kotek wygodnie na niej spał

- mam więc coś dla ciebie, czyn honory - Sinthia podała togę Dacapo, ta druga po chwili wręczyła ja Lorana

Zwierzęta przyłączyły się do świętowania, ptaki radośnie śpiewały bo tak oto świat powitał nowego druida :)

Zmęczeni rozeszli się w swoje strony, dotarłszy do domu przystanęła przy kominku

- tu będzie dobrze? zapytała zaglądając do plecaka - na odpowiedz nie było trzeba długo czekać, już po chwili kotek siedział wygodnie na półce tuż nad kominkiem.

- od dziś jesteś miau, może być? spojrzała pytająco na kota a co dostała w odpowiedzi ? MIAU!