Zywioły Cove...

Zaczęty przez Darogan, 2016 09 10, 23:42:30

Poprzedni wątek - Następny wątek

Darogan

*Zapiski starego skryby*

Nie wiem jak to się zaczęło, nie wiem nawet dlaczego, ale to co me oczy widziały...
Nie mógłbym tego inaczej określić niż początkiem końca dziejów.
I to znowu, w mym mieście ukochanym znowu w Cove...


Był to spokojny dzień, jak każdy inny. Nikt by się nie spodziewał ze tak zwykły pogodny dzień, zrodzi w sobie tyle zła i to z... kopalni! Kopalnia Cove, chluba naszego miasta, od zawsze była dobrze zarządzana, modernizowana i zabezpieczana przed rożnymi katastrofami. Zważywszy ze niedługi czas po jej otwarciu, część się zawaliła.  Dlatego tez od tamtej pory każdy możny w mieście dbał o owe miejsce, jak o własną kiesze... jak by nie patrzeć była to mała perełka najlepszego handlowego miasta w Sosarii, która przyciągała z wielu stron. Nawet kopalnia z Minoc, która niegdyś stanowiła potężną konkurencje, nie mogła się dziś z tą z cove równać. Jednak... coś poszło nie tak, czy to magia? Czy może rozgniewane bóstwa ziemi? A może coś jeszcze innego? Tego nie wiem, jednakże coś strasznego wyszło z kopalni. I nie było to szlamy... które do wieków nękały górników, wypełzając z szczelin pomiędzy skalnych. Golemy? Ktoś tak nazwał owe istoty, jednak inni mówili na nie "żywioły" Istoty obdarzone wielką mocą ruszyły na niczego niespodziewających się mieszkańców... Wiele, ale to wiele krwi się polało. Wiele też skał z owych istot zostało odłupanych. To co się w mieście działo nie można opisać żadnymi słowami. Gdyby nie grupa wojowników, z różnych stron świata, któż wie jak by ten dzień zakończył się tego dnia. Był wśród nich "czerwony wojownik" jak to jedne z jegomości na niego wołał, człowiek zaiste silny, z pawężem. Był on niczym skałą, twardsza niż żywioły które z kopalni ruszyły i to on utrzymywał cały impet uderzenia furii ziemi.  Był tez bard co przygrywał, ubrany w zieleń, jak się zdaje był też swojego rodzaju przyjacielem natury, starając się do pomocy wzywać matkę naturę. Dwa elfy gdzieś tez po polu walki na swych wierzchowcach gnały, jednak takie inne od siebie tak różniące się bardzo, jedne w błękicie i bieli, a drugi natomiast w krwiste był barwy odziany. Jeden mieczem szarżował. nawet po stracie wierzchowca, drugi natomiast na wole bogów się zdawał. Był też jakiś kapłan dość dziwny, który ofiary szukał... nieumarła to istota była? Nie wiem trudno mi powiedzieć, bowiem z dala się temu przyglądałem z bezpiecznej mej przystani. A między tymi wszystkimi wojownikami, ktoś jeszcze w szaleńcom pogoń na swym ostardzie ruszał, to atakował to unik robił. I tak o to niezwykła grupa wojowników, jak na owe czasy, cove broniła... i ! Obroniła!

Dostali też oni w podzięce płaszcze, które symbolem ich odwagi były. Jednak pytanie wciąż nie rozwiązane zostaje - co spowodowało nagła atak żywiołów... i... czy to powróci?