Wspomnienia: wampirza strona z pamietnika.

Zaczęty przez Kęs, 2006 06 11, 17:48:39

Poprzedni wątek - Następny wątek

Kęs


*okolice Brit*
Migoczące światło tańczącego na wietrze płomienia oświetlało potężne, stalowe drzwi. Jalynfein rozmasował  zesztywniałe dłonie poczym przysunął je bliżej w stronę żaru emanującego z żelaznego kotłownika. Po chwili zgrabiałe od chłodu zimowej nocy dłonie zaczęły się czerwienić. Jalynfein poruszył palcami, a następnie wsunął rękę do plecaka. Błądził dłonią po omacku nasłuchując charakterystycznego brzdęku kółka z kluczami. Cały czas mógł wyszeptać dwa słowa zaklęcia, które by w jednej chwili rozświetliły ciemność i bez trudu odnalazłby szukany przedmiot. Nie zrobił tego. Lenistwo? Masochizm? Nie, nie tym razem, po prostu wolał ciemność. Kilka chwil później klucze spoczywały w jego dłoni, a zaraz po tym wśród świszczących odgłosów nocnego wiatru dało się słyszeć zgrzyt otwieranego zamka. Jalynfein obtarł podeszwy ze śniegu o prowizoryczną drewniana wycieraczkę, pchnął energicznie drzwi, a następnie przekroczył próg wieży w której echem odbijało się skrzypienie zardzewiałych zawiasów.
-Dom...- wyszeptał łamiącym się głosem.
Stara, ciasna, wieża, pierwszy kupiony budynek, jego schronienie i pustelnia. Choć było go stać na większe i bardziej przestronne mieszkanie to żył tu w dwupiętrowej małej wieży... (sentymentalny głupiec). Jalynfein rozejrzał się po słabo oświetlonym parterze. O dziwo był to pokój gościnny, o ile kitke z 4 krzesłami, stołem i półką można nazwać pokojem gościnnym. Jednak jemu to wystarczało i tak go nikt nie odwiedzał...(bo nikogo nie zapraszał). Żył skromnie, nie potrzebował od życia do życia wiele... (a i tak tego nie miał). Jalynfein wspiął się po drabinie na piętro. Przystanął na chwile, rozejrzał się po pokoju mieszkalnym? Sypialni? Pracowni? Biblioteczce? Tak, te pomieszczenie spełniało role tych wszystkich pokoi, ale nie to było jego celem. Wspiął się piętro wyżej. Znajdował się na szczycie wieży, na której o dziwo nie było ani ,,kamienia" śniegu. Magia, czary? Może... Na ziemi leżały poduszki otaczające ołtarz na którym znajdowały się okultystyczne przedmioty, wykorzystywane przez Dzikiego Maga do rytuałów. Jalynfein ruszył po skórzanym dywanie w stronę fotela. Rozsiadł się wygodnie, opatulił płaszczem i przybliżył do kotłownika by się ogrzać i złapać troszkę światła, które za chwile mu się przyda. Sięgnął ręka do wazy z której wyjął książkę. Otworzył na stronie, którą sam zapisał własną krwią i począł ją czytać:


    A nocą...
A nocą...
wraz ze krwią spijam... dusze
A nocą... dusze ...kruche szyje Dam.

A nocą...
nie będziesz juz mimo chęci... żyła
A nocą... żyła ...pulsująca zalotnie mnie nęci.

A nocą...
spojrzeniem wolną odbieram... wole
A nocą... wole ...się żywić sam.

A nocą...
ogarnia mnie wielki żal... A nnocą?
A nocą... Anno ...co chwile to imie wiatr szepcze w dal.



Jalynfein wyrwał kartkę, zmietolił, cisnał ją energicznie w ogień płąnacy w kotłowniku... I nastała cisza...                                


ps. "Kod:" użyłem by zachować formatowanie tekstu bo bez tego wiersz nie miał by sensu, a jest on moim małym skarbem z którego jestem dumny.  :twisted:

edit:\|/ spoko, nie slyszalem tego ale teraz postaram sie to dorwac i przesluchac z ciekawosci. http://www.sing365.com/music/lyric.nsf/Noce-Szatana-lyrics-Kat/22F0D5C139A4F09648256CF100319EDC
hmm nie "a nocą" ,a "a w nocy szatana"  :P

Ghg

ten tekst to troche jak jeden kawalek kata:

"a noca...

                         sztana przyjac dlon...

                         w piekielnym wirze krecic sie...

krecic, krecic..."


itd...

sorry, nie moglem sie powstrzymac, hehe.
Ostatnie słowa Woltera brzmiały : "To nie najlepszy czas, na robienie sobie wrogów". Tak odpowiedział na pytanie księdza, czy ten wyrzeka się diabła.

promuje wegetarianizm w krajach trzeciego swiata.