Czy to przypadek?

Zaczęty przez Ziggy, 2016 11 02, 12:47:12

Poprzedni wątek - Następny wątek

Ziggy

- Fechmistrzu Werfenie, Wysoka Kapłanka Ol'oth domaga się twojego przybycia. Natychmiast. - szybko przekazała wiadomość młoda kapłanka. Treść i ton z jakim go wypowiedziała, pokazał, że nie należy  zwlekać.

Rozejrzałem się po sali treningowej i wybrałem jednego z adeptów aby udał się ze mną. Młody zawsze się czegoś nauczy, a w razie gniewu kapłanki, pójdzie na pierwszy ogień. Padło na nowoprzybyłego do Akademii, Luthasa - elf ze slamsów, Bezdomny.  Wykonał polecenie i towarzyszył mi w drodze do komnat Kapłanki Xaqinil.

- Dobrze, że jesteś Fechmistrzu. - Kapłance ciężko było ukryć złość, rzuciła jeszcze okiem na adepta za plecami wojownika i przeszła do sedna. - Mam dla ciebie zadanie i sądzę, że mi nie odmówisz.
(Jakbym mógł...)

- Zbiegł nasz niewolnik, wykorzystał rozleniwienie strażników i opuścił stanowisko pracy. Z tego co wiem, to jeden z rasy jaszczuroludzi. Winni już więcej nam nie powiedzą, więc musisz sobie poradzić sam. Podejrzewam, że niewolnik kieruje się do swoich - to istoty głupie, ale cechujące się mocną przynależnością do gadziej społeczności. Przyprowadź go żywego, resztą zajmiemy się my.
- Jak sobie życzysz Pani, zrobię co w mojej mocy. Ruszamy niezwłocznie. - Kapłanka zaakceptowała decyzję i machnęła ręką na odchodne.

Zastanowiliśmy się wspólnie z Luthasem, dokąd gad mógł się udać. Wybór padł na niedaleko znajdującą się osadę. Przebijaliśmy się przez bagna, kiedy dojrzeliśmy różno kolorowe światła dochodzące z wioski.

- Prędzej nauczycielu, nie mamy czasu do stracenia. - krzyknął młody i popędził ile jaszczur dał rady. Powiodłem za nim wzrokiem, zniesmaczony reakcją, ale postanowiłem, że go narazie nie ukarzę. Sprawdzimy co mu jeszcze do głowy przyjdzie.

c.d.n.
Jedne z płomyczków wysokie były i mocne,świeciły jasno,inne zaś były malutkie,chwiejne,a światło ich ciemniało i zamierało.Na samym końcu jeden płomyczek maleńki i tak słaby,że ledwie się tlił,ledwie pełgał,już to rozbłyskując w wielkim trudzie już gasnąc niemalże zupełnie.
- To twój ognik, drowie.

Ziggy

Wbiegając na bagna, zobaczyłem obrazek, który już dawno mnie tak nie zaskoczył - przed wioską stał młody czerwony smok, nigdy wcześniej tu nie spotykany. Próbował stawić opór tak samo jak obrońcy osady. No i co się stało? Adept skoczył w tłum niczym barbarzyński wojownik z imieniem swojej Bogini na ustach. Tak... udało nam się zachować efekt zaskoczenia.

- Gady, nie musicie ginąć wszyscy! Wydajcie nam niewolnika, a darujemy wam życie... - szybko skończyłem przemowę, bo musiałem obronić się przed lecącą strzałą. - Jak wolicie...
Gadzia osada szybko obumierała a my dalej nie widzieliśmy naszego niewolnika (każdy sługa mrocznych elfów ma wypalony znak Domu na ciele). Grabiąc wioskę natrafiliśmy na skorupy smoczego jaja - czyżby gady zaczęły hodować smoki? Jednym z ostatnich żyjących jaszczuroludzi był szaman.

- Sshaaaa, głupcy! Wybrańcaaa juszzzz tu nie ma! Rytuał przenióssssssł go do Domu Pana! Shaaaaa! - kłapnął szczęką i spróbował się uśmiechnąć zadowolony z sukcesu.
Luthas w tym momencie zachował się wzorowo, sprytnie zaszedł jaszczura od tyłu, ogłuszył go tarczą i spętał liną. Kapłanki pewnie więcej z niego wyciągnął w czasie tortur.

- Fechmistrzu, masz pojęcie o czym on mówił? - spytał zmieszany adept.
- Najlepszym wyjściem w momencie, kiedy nie wiesz, którą dalej drogę wybrać - jest udać się po radę do Kapłanki.

c.d.n
Jedne z płomyczków wysokie były i mocne,świeciły jasno,inne zaś były malutkie,chwiejne,a światło ich ciemniało i zamierało.Na samym końcu jeden płomyczek maleńki i tak słaby,że ledwie się tlił,ledwie pełgał,już to rozbłyskując w wielkim trudzie już gasnąc niemalże zupełnie.
- To twój ognik, drowie.