Zew Delucji

Zaczęty przez chemik, 2018 11 27, 22:06:23

Poprzedni wątek - Następny wątek

chemik

Martwy mag od momentu gdy wrócił z długiej podróży wędrował po całej Sosarii szukając swego miejsca.
Po tym gdy Delucja została opanowana przez potwory nie miał się gdzie podziać, wszędzie byli albo wrogowie albo
istoty tak nędzne, że aż martwe serce bolało od samego patrzenia.

Pewnego dnia rozmyślał siedząc  w tawernie Ziem Piratów gdy zawołał go starzec siedzący po drugiej stronie stołu.
Już rozpoczął inkantacji Corp .... gdy coś go zaciekawiło, przyjął wyjątkowo fałszywy uśmiech i serdecznie zapytał:
- Słucham starcze, co mogę dla Ciebie zrobić?
- Wie Pan co nas spotkało, jesteśmy uciekinierami z Nujelm, siedzimy tu już bardzo długo nikomu nie przeszkadzając. Był u nas nowy władca (tu staruch splunął jadowicie) i powiedział, że mamy się wynosić, że jesteśmy darmozjadami...
Mag nie zastanawiając się długo rzekł:
- Spalcie go i będzie po sprawie..
- No jak? Nie można tak, my jesteśmy mędrcami, filozofami,a nie mordercami.
- W takim razie spalcie ten kurnik i przenieście się do innego miasta - mag rzekł wzruszając ramionami
- Nie potrafimy, nie wiemy jak - starzec wyraźnie chciał poprosić o pomoc
W tym momencie mag wpadł na pomysł w jego mniemaniu wręcz genialny.
- Zrobimy tak, ja wam pomogę spalić tą budę, a wy w zamian, jako mędrcy,magowie i znawcy świata wykonacie
bardzo prostą rzecz, przekażecie wiadomość, nie istotne jak, czy osobiście, czy gołębiem pocztowym albo posłańcem.
Każdemu kto kiedykolwiek przebywał w murach miasta Delucja przekażecie to, tu mag nachylił się i wyszeptał
coś do ucha starca.
Starzec wyraźnie zaniepokojony pokiwał głową na znak zgody.
- Zatem Panowie uchodźcy, zaczynamy, tłuczcie butelki - mag wskazał ścianę przy której stał regał wypełniony
wszelakimi alkoholami.
Starcy niczym horda orków zaczęli rzucać i tłuc butelki, mag rozpoczął dzieło zniszczenia.
- Kal Vas Flam wykrzykiwał mag - po czym ogromne słupy ognia wyłaniały się nie wiadomo skąd.
Karczma zaczęła się palić.
Mag krzyknął:
- Idziemy z tego kurnika, pamiętaj dziadu co mi obiecałeś..
Trzy postacie pospiesznie opuściły miasto.



Pare tygodni później...

Na drodze prowadzącej do twierdzy Delucja spotkało się trzech mężczyzn, jeden z nich powiedział:
- Dostałem twoją wiadomość Buldurf, ale patrząc na to ilu nas jest to chyba prędzej zginiemy niż odbijemy twierdze.
- To jest nasz dom, albo zginiemy albo go odzyskamy - powiedział dawny władca miasta.
Mag pomyślał, już raz umarłem, drugi raz nie będzie gorszy i tylko mruknął coś pod nosem.



Gdy bohaterowie ruszyli w bój ich oczom ukazał się niesamowity widok, pomiędzy i tak już sporą hordom potworów
zaczęły pojawiać się portale z których wychodziły wszelakiej maści monstra. Wszystko wskazywało na to, że wszystkim
dowodzi ogromny złoty smok siedzący na najwyższej wiedzy twierdzy.
Walka trwała bardzo długi czas, w pewnym momencie hordy stworów zaczęły wygrywać bój, wojownicy byli spychani coraz
bardziej w stronę bram miasta i nagle mury same z siebie wydały odgłos boleści jakby wszystkie potępione dusze
które zginęły w imię Delucji naraz zawyły. Dało się również poczuć dziwne wibracje energii które na krótką chwilę
oszołomiły stwory.




Niespełna chwilę później na horyzoncie pojawił się dawny towarzysz.
Xsi zawołał:
- Patrzcie, Tergan nadciąga, jakim cudem, skąd on się wziął?
Mężczyzna przebiegając przez bramę uśmiechnął się złowrogo i rzucił na czerwonego smoka.
Szala zwycięstwa powoli zaczynała się przechylać w stronę śmiałków, mniejsze stwory zostały wybite co do nogi,
pozostało kilka większych smoków i ich przywódca, złoty smok.
Mężczyźni naradzali się nad strategią, gdy nie wiadomo skąd pojawił się Darthar, na pytanie Cinowa co o tym myśli,
strzelił z bicza i uśmiechnął się tajemniczo, uśmiech ten nie wróżył nic dobrego, uśmiechający się drow to wiadomo,
że sztylet w plecy albo gorzej - pomyślał mag.
Narada nie trwała długo gdyż ponownie nie wiadomo skąd pojawił się następny śmiałek, Yorhal, który jak to miał w
zwyczaju ściągać kłopoty,  przechodząc przez miasto zwrócił na siebie uwagę wszystkich stworów.
Walka rozgorzała na nowo, niespełna kilku wojowników, jeden mag i cała horda smoków.
Podczas walki pojawiali się kolejni mieszkańcy dawnej twierdzy, z cienia wyłonił się krasnolud Kelmor, a w oparach
trupiego smrodu przybył ghoul Berethor.
Po dłuższej walce, miasto było czyste, wszędzie leżały ścierwa harpii, smoków i bestii których nazw nawet nikt nie
zna. Wojownicy spojrzeli w kierunku najwyższej wieży, gdzie siedział złoty smok i zgodnie zaczęli go obrażać,
nie minęła chwila gdy smok pojawił się na dole i rozpoczęła się najcięższa walka jaką każdy z nich toczył, walka
o własny dom. Smok wściekle atakował, z pyska wypuszczał gorące opary które sprawiały, że wojownicy wymiotowali lub
tracili przytomność. Yorhal opierał się o ścianę i zwracał ostatni posiłek nawołując swoja chimerę, która
z powodu ognistych podmuchów smoka zmieniła kolor skóry.




W czasie walki pojawił się następny śmiałek, znany nekromanta Nelin, który w jakimś dziwnym szale zaczął wymawiać
mroczne słowa czarów magi nekromantów.
Po długiej walce smok padł, wojownicy i magowie przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy, w rozwalonych pancerzach,
potarganych ubraniach, niektórzy z wyraźnymi śladami oparzeń.
- Udało się! - wyryczał Cinow - twierdza odbita, chodźmy do banku, trzeba opatrzyć rannych.
Gdy mężczyźni weszli do banku w ich oczy rzuciła się pustka.
- Ale syf... - powiedział Darthar
- Cholerne bydlaki, wszystko zniszczyły, nawet naszego małpiarza - powiedział Cinow
- Ty, czekaj, tam coś jest - powiedział Darthar i styliskiem kosy zaczął grzebać w rumowisku, po chwili wyciągając
z pod gruzu zakurzonego ale działającego mechanicznego małpiarza.




Okrzykom radości nie było końca, jednak gdy minęła euforia ktoś z tłumu powiedział:
- Miasto odbite, dobrze jest, ale miasto bez służby to możemy sobie...
I w tym momencie dało się słyszeć odgłos niepewnie stawianych kroków.
Wszyscy spojrzeli w stronę wejścia, stał tam jakiś człowiek.
- Szpieg! - wykrzyknął Tergan i rzucił się na człowieka
- Nie, jestem bankierem, przysłała mnie federacja bankierów - krzyczał człowiek uciekając przed wściekłym wojownikiem.
- Zatem siadaj i bierz się za robotę - powiedział Cinow popychając bankiera w stronę biurka.




Z tłum dało się słyszeć wypowiedzi:
- Za karę go tu musieli wysłać...
- Witaj w koszmarze parobie...
- Ciekawe kiedy się powiesi...
Gdy bankier zaczął już pracować, rozpoczęła się następna narada skąd zdobyć służbę dla miasta, ale to już inna
historia..


Tak swoją drogą chcielibyśmy podziękować kolegom z orderu i amfibi, nie ma nic bardziej motywującego do odbijania
twierdzy chaosu jak kilka "fragow" :D

Wojto

Trójka chaośników stała przy magicznej bramie wyraźnie kogoś wyczekując. Z samego przodu, na okutym tytanowym kropierzem koniu, siedział Cinow Xinada – prawowity Tyran Twierdzy Delucja. Zaraz za nim stali wampirzyca Arayrien Nar'Daroth i członek Jadeitowego Kultu, Asekas Bel'em. Wiatr nieprzyjemnie zacinał niosąc ze sobą zapach nadchodzącej burzy. Nagle portal zaczął zmieniać swoje kształty i kolory, aż po ustabilizowaniu dało się dostrzec w jego odbiciu niedużą osadę. Z jego wnętrza wyjechało na garbaczach dwóch mężczyzn. Oboje odziani na czarno, pierwszy miał na sobie bogato zdobioną maskę czarnego niedźwiedzia. Nie mieli przy sobie żadnej broni. Byli to Riven – władca Ziem Piratów o których w ostatnich czasach stało się wyjątkowo głośno i jego przyjaciel – Halrand. Cinow popędził konia parę kroków w przód.

- Nareszcie jesteście, zaczęliśmy wątpić czy się zjawicie. Chodźcie za mną. – odrzekł zachrypniętym, acz donośnym głosem mężczyzna.

Cinow ruszył pierwszy, za nim dwójka nowoprzybyłych, którzy zostali z obu stron otoczeni przez pozostałą dwójkę chaośników. Przejechali przez most nieopodal Twierdzy, jednak odbili z głównego traktu na prawo. Po kilkunastominutowej jeździe przez las ich oczom ukazała się wielka warownia – zamek gildii Dies Irae. Budowla wysoka była na kilka pięter. Mury postawione z wielkich głazów nosiły ślady niejednego oblężenia, jednak stały nienaruszone, ozdobione licznymi wisielcami. Cała piątka zsiadła ze swych wierzchowców i udała się w stronę głównej bramy. Gdy tylko podeszli rozległ się dźwięk rozpędzających się zębatek, a po chwili wrota stały przed nimi otworem. Długimi korytarzami udali się do sporej sali na środku której znajdował się spory stół z litego kamienia. Pomieszczenie wypełniał zapach świeżo rozpalonego drewna.

- Proszę, siądźcie tam. – wampirzyca wskazała dwa miejsca dla gości.

Mężczyźni niepewnie zasiedli przy stole, a naprzeciw nich usiedli Cinow i Asekas, Arayrien oparła się o ścianę obok podtrzymując kosę. Po twarzach mężczyzn w czerni dało się poznać, iż nie jest to najspokojniejsze spotkanie ich życia.

- Mówicie zatem dlaczego zdecydowaliście się marnować nasz czas. – rzekł bez ogródek Cinow.
- Przybyłem tutaj, aby cię przeprosić Cinowie. Popełniłem ostatnio wiele błędów i nie przewidziałem zbyt wielu sytuacji, przez które uważasz mnie za wroga. Byłeś niegdyś moim mentorem i chciałbym, aby obecne spory zostały zapomniane. – powiedział niemal na bezdechu władca Ziem Piratów.



- Zapomniane? Ależ nie... stało się zbyt wiele, abyśmy mogli to ot tak zapomnieć. Nie ma już odwrotu. – odpowiedział Tyran z jakby lekkim uśmiechem.

Riven wziął głębszy wdech, a na jego twarzy zawitało lekkie zakłopotanie. Widać było, że potrzebuje chwili, aby pozbierać myśli na kolejną wypowiedź.

- Tak też myślałem. Chciałbym zatem, abyśmy spróbowali to odbudować. Gdy wróciłem w te strony ujrzałem Delucję spowitą dymem i ogniem, bez waszego śladu. Po długim czasie udało zdobyć mi się Bucc, chciałem, aby stało się ono również osadą dla was, jest na to gotowe. Chciałbym zawrzeć z wami pokój. W zamian oferuję azyl dla każdego z was kto zechce. – rzekł już znacznie bardziej opanowanym tonem Riven.

Po sali rozległ się krótki śmiech wampirzycy, powstrzymany jednak gestem dłoni przez Cinowa.

- Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się podobnej oferty z waszej strony. – na twarzy mężczyzny zawitał niezbyt przyjemny uśmiech. – Ale nie ma mowy, aby jakaś banda najemników i oprychów stała się ,,pododdziałem" Chaosu. My nie jesteśmy miejscem dla zwykłych przybłęd. – odpowiedział z pewną dozą pogardy.

Na twarzy władcy Bucc znów zawitał podobny wyraz twarzy. Setki myśli na raz i próba zebrania tych odpowiednich i złożenia z nich odpowiedzi. Nie mógł pozwolić sobie na zły dobór słów. Jedno małe nieporozumienie mogło pogrzebać negocjacje, z dużym prawdopodobieństwem pogrzebania również jego i jego towarzysza. Jednak potok myśli w głowie Rivena przerwał głos wampirzycy.

- Tak jak już Cinow wspomniał, nie jesteśmy miejscem dla zwykłych chłystków. Ale jak również mówił,  spodziewaliśmy się takiej oferty i mamy swoje własne żądania. Każdy z chaośników będzie miał wolny wstęp do miasta i korzystanie ze wszystkich usług, bez cholernych podatków. Nasi wrogowie zostaną wygnani. I ostatnie, chcemy mieć swojego przedstawiciela w waszym mieście. – wampirzyca z lekkim uśmiechem przeniosła wzrok na Asekasa, będącego dotąd głównie słuchaczem.

Człek siedzący obok Cinowa parsknął ukazując swoje upiłowane i naostrzone zęby.

- Zostanę ,,ambasadorem" Twierdzy. Będę mógł nakładać banicję na każdego, kogo Chaos będzie chciał. Będę mógł udzielać azylu każdemu, komu będziemy chcieli. Straż będzie również podlegać moim rozkazom. – rzekł mężczyzna z lekką kpiną na twarzy. – W zamian, Chaośnicy zobowiązują się nie atakować żadnego z mieszkańców miasta i członków Armady. I nic więcej. Żadnej walki ramie w ramie, żadnej pomocy. – jego wyraz twarzy nieco spoważniał.

Po Rivenie dało się od razu dostrzec, że nie na to liczył. Siedział chwilę w milczeniu zapatrzony w jakiś nieistniejący punkt.

- Potrzebuję nieco czasu na zastanowie... – odrzekł krótko, jednak przerwał nie kończąc. Po chwili odrzekł. – Zgadzam się. Zależy mi, abyście tak jak dawniej, widzieli we mnie sojusznika. Rozumiem, że wymaga to czasu, jednak jestem na to gotów.

Na twarzach chaośników pojawiły się nieznaczne uśmiechy, jednak wizerunek piratów był śmiertelnie poważny.

- A zatem, zostały tylko formalności. – zaśmiał się krótko Cinow, po czym wstał. Razem z nim wstała pozostała dwójka i wyraźnie już znurzeni rozmowami wskazali Rivenowi i Halrandowi hol prowadzący do wyjścia.

- Nasi ludzie was odeskortują pod portal. – rzekła sucho wampirzyca.