In te confido, Daywados

Zaczęty przez KarlaK, 2019 03 06, 00:51:37

Poprzedni wątek - Następny wątek

KarlaK


I. Inwokacja

Ciemność. Tym jest to, co chcę Ci opisać. To mgła osobliwości, która roztacza się dookoła Ciebie; to Twe marzenia i myśli. Myślisz, że możesz sie oprzeć? Smiało, spróbuj. Nikomu się jeszcze nie udało, i... i nikt nie chciał jej opuścic. Ciemnośc i Chaos stanowią synergię, to coś więcej niż tylko poczucie własnej misji, to coś więcej niż zabójstwo zabłąkanego wyznawcy światła. Kto miałby to lepiej rozumieć niż Chaos? Cóż...
Rozumiał to również demon Asmoday.
Asmoday, wynaturzenie na tyle odrażające dla legionu Chaosu, że nienawdzili go całym sercem, jak i duszą. Ów demon był i jest manifestacją czegoś odrażającego. Ale zaraz, czy dusza chaośnika może coś odrzucać? Czy coś może budzić jej wstręt? Tak, to właśnie wcielenie tego demona jest dla nas... wypaczone. Nas? Tak, czuję to w sobie.
Nas. W każdej duszy błąkającej się po Sosarii tkwi pewna energia. Byc może magowie potrafili to określić w sposób jednoznaczny, nie mniej mnie, skromnemu, nie jest to dane.
Czuję. I działam.
Gdy usłyszałem pierwszy raz wezwanie, nie mogłem sie oprzeć. Mówcie co chcecie, że męczą Was demony Waszego pragnienia, popędu seksualnego czy zmierzania ku bogactwu.
Daywados. Pan mnie pytał i Pan mi rozkazywał. Nie mogłem się oprzeć, będąc skromnym sługą - odpowiedziałem.
Delucja stała się mym domem. Poznałem wiele osób, które ślepo oddawały się temu Panu, jednakże byli również kamratami, na dobre i na złe. Teraz myślę, że to nasza jedność stanowi naszą siłę. Poczucie więzi, bycie naznaczonym jednym paktem krwi. To wszystko sprawiło, że nawet gdybym bardzo mocno chciał opuścić szeregi Chaosu, to moja wola byłaby niczym gałązka na drodze zbrojonego kopyta konia... Nic by nie znaczyła.


II.  Jam jest alfą i omegą

Przez Twierdze przewinęło się tyle osób, że nie jestem w stanie ich wyliczyć. Wiele z tych osób spoczywa dziś na cmentarzach lub opuściło Sosarię, wypływając na dalekie kontynenty, by krzewić wiedzę Pana. Nigdy już ich nie spotkamy, jednakże nasza pamięć nie pozwoli nam o nich zapomnieć. Ich wiara, upór i poszanowanie dla Chaosu są godne upamiętnienia. Ba, ich wizerunki zdobią naszą twierdzę. Zimne, nieczułe, ale bijące wiarą, determinacją. Są dla nas wyznacznikiem tego, co mamy robić i co robić musimy. To nie jest kwestia czego chcemy czy pragniemy, ponieważ jest to oczywiste, a tego, co co trafia do naszych umysłów.
Panie, daj nam siłę.
W erze rozkwitu Twierdzy stanowiła ona schronienie dla wielu osób - magów Czarnych Szat i osób Naznaczonych Przez Chaos, jak również dzieci Dies Irae, jak i bezimennych cieni szukających tu azylu od odrażających sił dobra.
Samo miasto przez lata rozwinęło się znacznie: zarówno kopania została powiększona przez osoby wydzierające rudę z serca ziemii, jak również wyznawcy Pana zasilili nasze szeregi, nieważne czy byli to magowie, alchemicy czy artyści specjalizujący się  w sztuce wykuwania pancerzy czy broni. Nasze miasto stanowiło również ostoję dla wielu Mrocznych Elfów, których ekspancja na cały kontynent pozwalała szukać tu schronienia w czasie, gdy uzupełniali zapasy.
Czyż to nie było wspaniałe? Wypaczeni ludzie, pół-elfowie, nieumarli, pół-orkowie i mroczni elfowie zgromadzeni pod jedna egidą, jednym celem, który wydawał się tak bliski. Słabi mówią, że nic nie trwa wiecznie. Bzdury. Są tylko przerwy. Delucja nigdy nie przegrała... I nigdy nie przegra.

III. Sigillum Dei

Wojna w zaświatach pozbawiła nas opieki Pana. Musiał on skupić się na swoich celach, by trwać wiecznie. Wykorzystał to nasz arcywróg, demon Asmoday, wypaczając wielu naszych oddanych ludzi. Kierując ich działaniami, nakazał wynieść im się z miasta.
Nie byłoby to najgorsze, gdyby nie straszliwy czar, która spowodował pojawienie się dziesiątek potworów w mieście. Oczywiście siły Chaosu potrafiły się z nimi uporać, co jednak począć, gdy zabijając jednego sługę, pojawiały się dwie inne? Bez dostępu do zasobów, zmuszeni byliśmy się tułać po bezdrożach, opuszczonych krainach, jak i miastach, gdzie mieliśmy przyjaciół, którzy sprzyjali naszej sprawie.
Wielu z nas rozproszyło się, czy oddaliło na nieznane kontynenty, by zebrać siły. Pozbawieni wspólnego punktu zboru straciliśmy sporo naszej witalności, jako grupa, chociaż ciężko tu o niej mówić, gdy nieumarli i ghule zasilają nasze szeregi.
Ostatecznie, skończyliśmy tu, na Ziemiach Piratów.
Mimo, iż ci są nastawieni jedynie na zysk, to połączył nas sojusz, podobna idea, paru z nich uzyskało błogosławieństwo Pana i dołączyło do nas.
O Wielki Daywadosie, sprzyjaj nam w tych trudnych czasach!



IV. In te confido, Daywados

Przez lata tułaczki, mimo bezpiecznego schronienia, rodził się w nas wielki gniew.
Wypędzeni daleko poza swą ojczyznę, rozpaliliśmy w sobie płomień, który nakazuje odebrać to, co nasze. Wysiłkiem niewielu smiałków udało nam się ostatkami sił wybić pomioty Asmodaya w Delucji, co pozwoliło powrócić bardzo nielicznym do Twierdzy. Ci, którzy byli pobłogosławieni, potrafili w niej wytrwać, jednakże plugawy wpływ demona nie pozwala wrócić wszystkim. Do czasu.
Czujemy, że nasz Pan powrócił i pokieruje nas do zwycięstwa, również za sprawą naszego dowódcy, Lorda Blackthorna, który nieraz prowadził nas do glorii. Nasi generałowie, wielki Pan Cinow Xinada oraz Lothed Caerdinn są gotowi, a wraz z nimi my - Chaos.
Nie istnieje, i nigdy nie będzie istniała siła, która może nas powstrzymać. Zbyt długo tęsknym wzrokiem spoglądaliśmy na mury twierdzy, która tętni naszym życiem i kieruje naszym losem. Tak naprawdę nigdy jej nie opuściliśmy, ani ona nas. To tylko kwestia odległości, którą teraz zniesiemy.
W każdym z nas tętni jedno pragnienie, jedna siła i cel. Odzyskać to, co nasze, i pogrążyć świat w ciemności. Na wszystko jednak przyjdzie czas...



V. Passion extrarius

Daywadosie, nasz Panie i władco, często wzywałeś na swą służbę Ylotha, Pana Demonów, oraz stawałeś ramię w ramię z Lloth, Pajęczą Królową mrocznych elfów. My również stanęliśmy przed okazją, czy też koniecznością zawiązania podobnych sojuszy. Nie stać nas na to, by odrzucić wsparcie innych, skoro okazali swą lojalność i równie gorliwie służą Chaosowi.
Do walki z Asmodayem i jego pomiotami wezwiemy niedobitki pirackiej Czarnej Armady, a jeśli ich udział w naszej sprawie okaże się pomocny, być może pozwolimy im na wstęp do nowej, odbudowanej Twierdzy. Nie będzie jednak zawiązywania przyjaźni, podobnie jak Ylotha nie można nazwać Twym przyjacielem. Każdy musi znać swoje miejsce w mrocznym dziele.
Po Sosarii błąka się wiele mrocznych dusz, które obrały drogę, lecz napotkały na tej drodze znaczące przeszkody. Pomogą nam odzyskać nas dom, a wówczas, być może... być może my pomożemy im usunąć z ich ciemnej drogi całe niepotrzebne światło.
Wówczas, Panie, gdy będziesz miał u swego boku armię oddanych ci sług, świat ponownie zadrży od twego gniewu!





Podziekowania dla Theona i Halranda za tekst.

theon

Jeśli ktoś myślał iż Chaos przepadł w zakątkach świata, ten bardzo musiał się pomylić.
Zjednoczone siły powstały i chcą odzyskać to co ich. Stolicę, czy raczej serce, które bije w każdym z nas. Delucja.
Na wezwanie stawiło się wielu wojowników, często rozsianych po całym świecie.
Plugawa moc Asmodaya wypaczyła siły twierdzy, rozpraszając ich wyznawców, nie osłabiła jednak ich wiary.

Siła



Na wezwanie Pana stawiło się wielu dumnych Panów z Delucji, przeczuwając wroga, który materializował się w powietrzu.

Moc



Nasz Pan i generał Cinow Xinada wysłał mały oddział celem zniszczenia ołtarza naszego plugawego wroga. Asmodaya.
Ich zadanie było proste, sprofanować świątynie Asmodaya. Zniszczyć i nie zostawić kamienia na kamieniu. Jednak zadanie nie było proste, gdyż świątynia demona wygląda już jak plugawa stodoła. Parę kamieni
, prymitywny ołtarz. Tak wygląda kult, więc.
Nie wszystko jednak poszło tak, jak oczekiwaliśmy. Zeźlony demon wysłał swego wysłannika, który miał za zadanie zniszczenia naszych sił.
Czy naprawdę jest tak naiwny, myśląc, iż nas to powstrzyma?
Zabił co prawda niektórych z naszych, jednak to była jedynie kropla krwi, którą jesteśmy w stanie przelać.

Bitwa

Była krwawa i zacięta. Nie oczekiwaliśmy nic innego. Czy jednak tak niska ofiara krwi, może nas powstrzymać? Każda osobą, której Chaos tkwi w głowie nie spodziewała się niczego więcej.
Krew lała się litrami.
Ale... również z naszego wroga.



Gloria

Jeśli ktokolwiek myślał, iż nie możemy dać rady, jest głupcem, tych akurat nie brakuje.
Nigdy nie będziemy zaprzątać nimi głowy.
Wysiłki naszych magów oraz wojowników przyniosły spodziewany skutek. Wysłannik plugawego demona leżał martwy.
Heh, naprawdę myślał, iż byle popychadło może nas powstrzymać? Jeśli tak, cóż. Jest większym głupcem niż myślę.
Cóż za symboliczne, iż truchło demona legło nieopodal Minoc. Upadłego miasta, upadłych ludzi.



Energia

My to Chaos, my to jedność, my to siła.
Kto wątpi, zostanie zniszczony. Pokazaliśmy, co nasza świata potrafi dokonać, a to jedynie przedsmak...

"You live for the fight when that's all that you've got." - DiViNE INTERVENTiON ]I[

theon

Powiedział Pan.

Pokłońcie się mnie w pokorze! - Głos niczym grom rozbrzmiał w nas.

I oddaliśmy pokłon naszemu Panu. Nikt nie pomyślał nawet by podnieść głowę przed tym, który jest naszym wybawicielem.
Rozprawiliśmy się z żałosnym wysłannikiem Asmodaya, słabym, niegodnym nas. Jego arogancja zaślepiła kroki naszego wroga, wysłał ku nam głupców i słabeuszy.
Dziś jednak przyszedł czas rozprawić się z wrogami naszego kultu.
I oto nadszedł czas gdy wojownicy zebrali się pod Brytanią, niegdysiejszą stolicą, która popadła w ruinę. Siły wroga zaatakowały, nie wiedząc, że ruszają w samobójczą misję.
Nie wystarczyło nam to jednakże. Dzięki naszym zausznikom dostaliśmy się do serca wroga, zadając mu druzgocący cios.



Tak, jesteśmy ostrzem Daywadosa!

Rewanż

Wrogowie czekali na nas na moście swego tchórzliwego miasta. Nie spodziewali się jednak że ich spryt może zostać podważony. Jeden z naszych najbardziej zaufanych ludzi magiczne zablokował im ucieczkę...

... cóż, mogę jedynie powiedzieć, że do dziś rzeka płynąca przez Skara Brae jest dziwnie czerwonego koloru, i aligatory dawno tam nie widziane, nagle polubiły tej rejon. Podobno wiele tu jadła. Mięsa. Ludzkiego.



Najlepsze jednak było... haha!
Doprawdy zacna historia.
Pojmanie matki Wilczego Bractwa, zawleczenie jej do Delucji i zrobienie z niej kukiełki. Oh pięknie tańczyła związana za jedzenie.
A to jeno początek.
Tak, jesteśmy płomieniem Pana, jeszcze o nas usłyszycie, obiecuje.
"You live for the fight when that's all that you've got." - DiViNE INTERVENTiON ]I[

Dezzmond

W Buccaneer's Den zabrzmiał pradawny delucjański róg. Wołanie dało się usłyszeć nawet w najskrytszych zakamarkach Ziemi Piratów i okolic. Zastępy Armii Chaosu zaczęły zjeżdżać się z całej Sosarii. Korytarz twierdzy skrytej w buccareńskich górach pękał w szwach od ilości wojowników gotowych zabijać w imię swych bezlitosnych Bogów. Dawno nas nie było w domu! – wykrzyczał Generał Armii Chaosu dając sygnał do wymarszu, a zastępy nieokiełznanych żołnierzy ruszyły przez magiczną bramę, której blask oświetlał wnętrze twierdzy.


Po wkroczeniu do Delucji, nawet w oczach najbardziej okrutnych spośród żołnierzy Chaosu dało się dostrzec tęsknotę, tęsknotę za domem. Opłakany stan Twierdzy bardzo szybko przerodził jednak tęsknotę w niewyobrażalny gniew i chęć działania. Ku zaskoczeniu wszystkich, pośrodku banku czekał mężczyzna gotowy do pracy. Niezależny bankier, który po wieści o powrocie Armii do murów miasta postanowił wesprzeć sprawę swą wiedzą i umiejętnościami. Podczas rozmowy narodził się pomysł pozyskania wyszkolonych inżynierów i murarzy, którzy od jakiegoś czasu pracują nad przebudową Cove, osady, która powinna spłonąć po tym jak zdradziecko wpuściła do swego wnętrza zakonną plagę.


Armia Chaosu niezwłocznie ruszyła pod mury Cove. Część z robotników poddała się dobrowolnie. Tych, których nie przekonała wizja zabicia i zgwałcenia ich córek, żon, a nawet synów ogłuszono i zabrano siłą. Jednego z robotników dla czystej przyjemności i zabawy przywiązano liną do wierzchowca i przeciągnięto po ziemi, aż do Delucji. Część zmarła na miejscu, część zbiegła, jednak tego wieczoru Chaos pozyskał wielu wykwalifikowanych murarzy i inżyniera na ich czele, którzy od razu przystąpili do pracy.


Nagrodą za dobrze wykonaną pracę miała być niewolnica z Vesper, której zadaniem było spełniać wszystkie zachcianki i najskrytsze pragnienia spoconych i brudnych robotników. Wieść o odbudowie Delucji bardzo szybko rozniosła się po całej Sosarii. Nie trzeba było długo czekać gdy u bram Twierdzy stanął kolejny chętny do pracy – Treser, który zobowiązał się zapewnić zwierzęta mające ułatwić dźwiganie ciężkich materiałów.


Dezzmond

Klątwa Yloth

1. Rytuał w Cove

Riven przystanął na brzegu pomostu wyczekując swego okrętu. Gdy sternik zbliżającej się łodzi dostrzegł swego władcę w popłochu sięgnął po skrawek materiału i pośpiesznie zaczął wycierać pokład. Były kapitan Czarnej Armady był dziś jednak spokojny, przyodziany w krwistoczerwone szaty z ozdobnym haftem Jadeitowego Kultu i Naznaczonych przez Chaos stał na pomoście, dzierżąc w dłoni niewielką torbę. Gdy statek był już w jego zasięgu zamachnął się wrzucając na pokład torbę z ekwipunkiem, po czym nachylił się do słupka, aby odcumować świeżo przywiązaną łódź. Nie ma chwili do stracenia... Mamy dziś bardzo ważne zadanie do wykonania! - rzekł do sternika wskakując na okręt.


Po dość wyczerpującym rejsie Władca Buccaneer's Den dobił do brzegu Cove, osady splugawionej swą obecnością przez podstępne zastępy bezdomnych szczurów zamieszkujących niegdyś Królestwo Britisha. Opuścił pokład na skraju osady, poza zasięgiem wzroku straży, trzymając kurczowo w dłoni niewielki worek. Odrzucił ekwipunek na bok, po czym wyciągnął zza pasa fiolkę z krwią demona i nachylił się ku ziemi kreśląc rozmaite wzory. Po chwili dobył miecz, nacinając nim swą rękę. Zamachnął się zamaszyście dłonią, z której obficie sączyła się krew kontynuując swe dzieło.


Gdy pentagram z krwi był już gotowy, Riven stanął na wprost niego oddając się modlitwie. Mój Panie! Yloth! Władco Otchłani! Przybądź na wezwanie swego pokornego sługi! - wymówił słowa doniosłym głosem, rozkładając ręce na boki. Z jednej dłoni wciąż obficie sączyła się krew, strumieniem opadając na ziemie obok niego. Niech Twe piekielne sługi zniszczą te plugawe miejsce, które zostało zbrukane obecnością Twych wrogów! - mówiąc te słowa raz jeszcze zamachnął się dłonią pozostawiając ślad krwi, po czym owinął skrzętnie dłoń kawałkiem materiału. Kierując się w stronę łodzi nachylił się do wcześniej pozostawionego worka, wyjął z niego siarkę i cisnął ją w pentagram, który stanął w płomieniach pozostawiając na ziemi wypalony znak.


2. Ofiara Yloth

Riven zeskoczył ze swego wierzcha kierując się do wnętrza świątyni. Stanął niepewnie przed pentagramem patrząc wprost na ołtarz. Pochylił nieznacznie głowę zdejmując z niej kaptur. Panie... Twój pokorny sługa prosi o wsparcie w walce z wrogami, których liczba rośnie każdego dnia... Przysięgam służyć Ci do końca swych dni, odbierając życie Twym wrogom, oddając ich duszę pod Twe władanie! - mówiąc te słowa padł na ziemie, zakrywając swą głowę kapturem, po czym zamarł w bezruchu na wiele godzin. Gdy blask księżyca wkradł się do świątyni, podniósł się z wolna z ziemi otrzepując szaty z kurzu.


W drodze powrotnej do swej Twierdzy, gdy Riven mijał jaskinie fanatyków czuł jak jego serce nagle przyspieszyło. Niedające mu spokoju przeczucie zmusiło go do zboczenia z trasy i zbadania korytarzy lochu. Wkraczając do jego wnętrza dostrzegł nieprzytomnego mężczyznę leżącego na ziemi. To jeden z nich! Szczur z Cove! - pomyślał, po czym zeskoczył z wierzchowca stając tuż przy zakonniku. Nachylił się nad nim, po czym nawilżył swe ostrze krwią demona i z impetem zanurzył swój miecz w ciele ofiary chcąc oddać jej duszę pod władanie Swego Pana. Ciało zakonnika rozsypało się w popiół, a z kłębów dymu uformował się nietoperz, który z wściekłością poszybował wprost na sługę Yloth chcąc zatopić w nim swe nikczemne kły. Riven wskoczył na swojego wierzchowca, energicznym szarpnięciem za lejce kierując go w stronę wyjścia z jaskini. Zakonnik psia jucha... Obrońca sprawiedliwości i światłości... Pieprzony wampierz! Jak wszyscy Ci słudzy światłości. Zbieranina wynaturzeń i plugawego ścierwa! - wykrzyczał opuszczając grotę, w dłoni trzymając torbę z ekwipunkiem poległego zakonnika.


Gucio

A od kiedy Vibo jest Zakonnikiem? 0_o

Vibo

Takie historyjki to możesz zonie opowiadać :D czy tam mamie ;< widziałeś wampira zakonnika ?

zwis

Czasy to ciężkie i nie tak miało to wyglądać. Minęło szmat czasu odkąd pamiętam gdy walczyliśmy o Delucje.
Zwarci gotowi na wszystko, nagle z dnia na dzień ucichło wszystko. Gdzie się podziali Ci którym tak zależało.
Szukałem rozwiązania, lecz z każdą wypitą beczułką spirytusu ten zapał znikał tak szybko jak przychodził.
Pewnego dnia obudziłem się z mega kacem i sam postanowiłem opuścić Buccaners.
Kierunek jaki obrałem był wówczas dla mnie bardzo dziwny.
Poprosiłem żeglarza by płyną do Osady Niziołków, sam nie wiem dlaczego.
Tego dnia pamiętam już tylko beczułkę spirolu która otwarła się gdy tylko zawitałem do kajuty.
Obudził mnie kubeł zimnej wody wylany na pysk. Nie pamiętam tego rejsu.
To nic zszedłem na ląd i pierwszy napotkany niziołek zapytał co tu robię.
Odpowiedziałem tylko gdzie mogę odpocząć. Zostałem potraktowany należycie.
O świcie obudziło mnie mocne walenie w drzwi, wtedy wiedziałem że na tych ziemiach spokoju nie zastane.
Otworzyłem i usłyszałem: Ratuj moją rodzinę... Nie wiedziałem do końca co o tym myśleć, lecz postanowiłem pomóc.
Zapytałem zapłakanego niziołka co się stało.
Ten szlochając mówił coś o skałach, jakimś tam zielsku, zakazie zbliżania się i gdy z ust niziołka padło słowo olbrzym.
Wtedy wiedziałem co zrobić, złapałem za topór i wyruszyłem.
Znalazłem to czego szukałem i powiem Ci, dawno nie czułem się tak wyśmienicie.
Głupie olbrzymy nie doceniły karła. Wytłukłem co do jednego, a gdy byłem w komnacie ich króla usłyszałem tylko:
Dość! Oddam Ci to po co przyszedłeś ale opuść już mój dom.
Po głębszym zastanowieniu, został jeden głupi olbrzym.

Co mógł mi zaproponować żeby go nie zabijać. Niziołki w sumie uratowane, lecz tam ja rozdawałem karty.
Zapytałem wprost : Co masz jeszcze do zaoferowania by zostać przy życiu.
Król olbrzymów zaskoczył mnie, wyciągnął ze swojego dziwnego wora przy tronie młot.
W tym momencie myślałem że robi se ze mnie żarty, on jednak powiedział:
Gdy tylko będę czegoś potrzebował mam 3 razy uderzyć młotem w ziemię.
Pomyślałem że z niego dobry żartowniś, ale skorzystałem. Zabrałem młot, niziołki.
Króla olbrzymów oszczędziłem. Wraz z niziołkami wracaliśmy komnatami pełnych rozkładających się ciał.
Widok rzygających niziołków sprawiał tyle radości, lecz nie wypadało się śmiać. W końcu wróciliśmy do Osady.
Rodzina w komplecie pomyślałem.
Niziołki chciały się odwdzięczyć, poprosiłem tylko żeby o świcie na statku nie zabrakło w ładowni spirolu oraz dobrego sternika.
Poszedłem do wynajętej norki i zasnąłem. Powiem Ci sen jaki miałem tej nocy, był niczym na jawie.
Widziałem w nim dawnym kompanów...

Urnar Argarath
Co mam Ci powiedzieć o Nim, jeden wielki koszmarny zbój.
Wizję w śnie przedstawiały takiego jakiego go poznałem.
Niebywale obrzydliwe miał upodobania, wtedy wydawało się to dla mnie obrzydliwe lecz w śnie musiało się to pojawić.
Wizja Urnara zamieniającego się w drzewa, swego rodzaju kamuflaż.
Obcowanie z wszelakiego rodzaju zwierzętami.
Najczęściej widziałem go z czarnymi jak noc krukami, czyżby dla Niego szpiegowały.
No i wizja dla której Urnar był stworzony.
Nękanie, zabijanie i gwałcenie niewinnych ofiar. W tym ten drań był najlepszy.

Cinow Xinada
Tyran Delucji, ten który po stracie miasta starał się je odzyskać.
W śnie pojawił się jako wielki wojownik z toporem.
Jego zbroja nie była jednak ukuta z żelastwa, lecz spleciona z skór.
Twarz schowana nie jak zawsze go pamiętam w płytowym hełmie, tylko w kościanej czaszce.
Przez którą słychać było tylko drwiący śmiech.

Lothed Caerdinn
Ten u boku którego zaczynałem walczyć gdy dołączyłem do zgrai tych rzezimieszków.
W śnie widziałem go na wielkim smoku, który palił wszystko co spotkał na swojej drodze.
Ogień i włócznia w ręce, a gdy dokonywał rzeźni okropny śmiech.

Arayrien Nar'Daroth
Velidda Rhe'r Aalide

Piękne te wampirzyce powiadam Ci. W śnie widziałem kilka wizji.
Jedna z nich przedstawiała walczącą Arayrien.
Tak też ją pamiętam, zawsze była pierwsza do zabijania.
Druga wizja przedstawia Veliddę, która jak zawsze uwodziła mężczyzn, gdy po chwili kończyli oni swój żywot.
Trzeci sen niestety pokazuje jak obie spoczywają w swoich grobowcach.
Powiem Ci mam nadzieję że kiedyś z nich wstaną.

Astelle
Kolejna jakże piękna, aczkolwiek niebezpieczna wampirzyca.
W śnie przemykała w mgle, niczym niezauważona potrafiła zabijać kogo tylko spotkała.
Zapamiętałem jednak nie śmierć, lecz bezczelne zajadanie ludzkich części ciała.
Krew spływająca jej z ust, ohydne. Tak jakby nie miała dość.

Ugen Xivreth'ynrae
Mroczny elf na tronie Har'oloth Videnn, wpatrujący się w przedmiot emanujący dziwną mocą.
W takim śnie pojawił się Ugen. Raczej był to spokojny sen.
Choć ja pamiętam innego Ugena.

Berethor Caerdinn
Buldurf Vere'thiert

Dwa umrzyki w moich snach chyba zapomnieli że już odeszli.
Cmentarze pełne zabaw niczym na Coviańskich festynach.
Rozsypujące się szkielety, trzaskające kości gdy przesadziło się z zabawą.
Bezduszne ale jakże rozbawione towarzystwo.

Anseis Levittoux
Demony, półdemony i inne maszkary. Lecz osoby z snu nie poznałem nigdy.
To w śnie usłyszałem potężnego półdemona : To ja Anseis! Macie się mnie słuchać.
Powiem Ci dziwny sen, lecz musiał coś oznaczać.

Xsi
Pamiętam go z ostatniej walki przeciwko wysłannikowi Asmodaya.
Dzielny łucznik który co strzelił to trafił, u boku Cinowa wyglądał imponująco.
W śnie polował niczym pospolity łowca.
Obskurnie ubrany, gdy trafiał do lani, z mordy nie schodził mu uśmiech.
Powiem Ci dawno nie widziałem takiego pastucha, cieszącego się z trofeum.

Ravakahn Xinada
Rizz'daer Argh Okh

Sen o orczych hordach że akurat mi się to musiało przyśnić.
Powiem Ci że w tym śnie Ravakahn i Rizz'daer niszczą z swoimi hordami wszystko.
Sieją spustoszenie i nie mają dla nikogo litości.
Pamiętam że u ich boku nie walczyłem, zawsze na przeciw Siebie.
Czy z racji tego iż Nasze rasy się nie lubią, tak to pewnie dlatego.

Emmarochelle Xinada
Cóż to był za widok, te orczyce w śnie mógłbym oglądać każdej nocy.
Pamiętam ją gdy wojowała raczej młotkiem kowalskim niż ostrym orężem.
W śnie trzymała oburęczny topór i nie było zmiłuj się dla nikogo
.

Powiem Ci zanim mi polejesz, dziwna to była noc.
Najdziwniejsze jest jednak to co pojawiało się na końcu każdej wizji.
Każda wizja kończyła się tak samo, na jej końcu od każdego usłyszałem:
NADSZEDŁ CZAS !!!!!


PS. Takie małe bazgroły , żeby zaznaczyć że wróciliśmy do grania  8)


Gofer

Nie wszystkie siły ucieszyły się z rosnących sił nieprawości... Na zamku Bristisha odbyło się wiele spotkań i wielu różnych rycerzy, łowców, zwiadowców oraz najemników wyruszyło w świat.

Dziękuję za urozmaicenie rozgrywki fabularnej :*
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

zwis

#9
Miło Cię znowu widzieć, a co za tym idzie sam wiesz. Beczułkę najlepszego trunku naszykuj i słuchaj !
Siedziałem se w banku Buccaners gdy nagle wpadł Urnar. Spokojny jak nigdy, rozsiadł się i zapytał czy mam chwilę.
Co mi zostało odpowiedzieć, przecież nie powiem że nie mam. Po chwili tej decyzji zacząłem żałować.
Urnar zaczął mi opowiadać o jakiś snach. Mówię czekaj, czekaj też miałem ostatnio popieprzone sny.
Opowiedział mi wszystko. Powiem Ci sny również popieprzone.
Lecz jeden z nich przedstawiał wizję Osady Niziołków. W niej główną rolę odegrał Manfred Kobra.

Skojarzyłem fakty i okazało się że słyszałem o Nim. Na chwilę w banku zamarła cisza.
Po chwili było już pewne że wyruszamy w poszukiwaniu odpowiedzi.
Wyruszaliśmy do Osady Niziołków, gdzie zostałem przyjęty z otwartymi ramionami.
Bałem się jak zareagują na tego zakapiora Urnara, lecz o dziwo spokojnie.
Wyjaśniliśmy czego szukamy, a niziołki nie zawiodły. Powiedziały Nam wszystko co wiedzą.
Ruszyliśmy zatem w poszukiwaniu Manfreda i jego bandy.
Powiem Ci łajdak całkiem dobrze się zakamuflował, ale co to dla Nas.
Samo znalezienie nie było trudne, ale wytłumaczenie ludziom Kobry po co przybiliśmy.
Co za idioci skończeni, wszystko załatwiać by chcieli orężem.
No nic cel jednak osiągnęliśmy i po kilku pyskówkach dotarliśmy do samego Manfreda.

No muszę przyznać poczekaj łyknę się, że z tej strony Urnara nie znałem.
Jego spokój i opanowanie w sytuacji gdy mnie korciło i szukałem zaczepki.
Powiem Ci był niebywale spokojny jak na niego.
Urnar wytłumaczył po co i w jakim celu przybyliśmy. Manfred w sumie wyśmiał Nas.

Lecz złoto nie jednemu przemówiło do rozsądku, tak było i tym razem.
Kilka pełnych sakw i interes dobity. Nie zabrakło też pytania o kolejną osobę z snu.
Manfred wiedział jednak tyle co My, czyli nic.
Udaliśmy się do Buccaners, by tam zadecydować gdzie szukać dalej.
Urnar przypomniał Sobie że w śnie widział Skara Brae, więc udaliśmy się tam.
Zaczęliśmy szukać informacji u chłopów zamieszkujących pobliskie chaty.
Ci wiedzieli chyba kim jesteśmy i nie chcieli zbytnio udzielać informacji.
Nic po dobroci Ci powiem nie da się załatwić. Cóż trzeba było to zrobić po swojemu.
Następny chłop już udzielił potrzebnych wskazówek, oczywiście tracąc przy tym osobę którą kochał.
Nie czekając ruszyliśmy sprawdzić te informację. Gdy dobiegaliśmy do wspomnianego miejsca.
Nagle powietrze przeszyły 2 bełty wbijając się tuż przed Naszymi wierzchowcami.
Do boju! Trzeba ich wybić wrzasnąłem, lecz po chwili Urnar znowu mnie uspokoił.
Weszliśmy do środka, a tam czekało już na Nas dwóch toporników i jeden jegomość siedzący przy stole.
Siedzący jegomość okazał się Trevarem Wąsaczem, czyli kolejna osoba ze snu Urnara.
Ponownie Urnar wytłumaczył po co i w jakim celu przybyliśmy. Oczywiście co mamy do zaoferowania.
Nie spodziewałem się że ta wizyta tak się zakończy. Te kmiotki od razu wiedzieli kim My jesteśmy.
Mówię o tych dwóch z toporami. Jak ino weszliśmy szukali zaczepki.
Mimo że Wąsacz ich uspokajał, żeby załagodzić sytuację Ci to zaczęli.
Tak szybko jak zaczęli tak szybko skończyli żywot.
Trevaro Nas za nich przeprosił i zaproponował usługi swoich kuszników.
Oczywiście sytuacja z chwili wcześniej, spowodowała że powinniśmy ich tam zabić wszystkich.
My jednak zaryzykowaliśmy i dobiliśmy targu z Wąsaczem.
Oczywiście nie zostało nie zapytać o ostatnią osobę z snu, no i oczywiście czy niema więcej ludzi.
Wąsacz obiecał że znajdzie dla Nas najlepszych wojennych medyków.
O dziwo ten poczciwy staruch znał ostatnią osobę ze snu Urnara.
Opowiedział Nam gdzie go znajdziemy i że mogę się zdziwić.
Nic innego Nam nie zostało tylko udać się do Aurin i tam poszukać w karczmie.
Już samo spotkanie tam Krasnoludów z klanu Czarnobrodych, obudziło we mnie złe wspomnienia.
Gdy pojawił się ten cały Has'sk Netren, wiedziałem że to może się nie udać.

Poczekaj łykne Sobie, bo u Ciebie chociaż na spokojne można.
W tej Czarnobrodziej stodole bym raczej nie skorzystał.
Najwyraźniej Czarnobrodemu przeszkadzała moja obecność. To też inaczej Urnar nie mógł zareagować.
Wyprosił mnie i powiedział że sam się zajmie sprawą,

Rozmowy trwały dość długo i na pewno nie były one takie łatwe.
Dogadaj się z Czarnobrodym, to jakby elf z mrocznym elfem jedli z jednego korytka.
Polej no kolejnego i Ci mówią jak się to skończyło.
W końcu doczekałem się Urnara, ale dowiedziałem się tylko że wszystko załatwione.
Oczywiście Urnar opuścił karczmę w złości, w sumie nie dziwie mu się.

Wróciliśmy do Buccaners, gdzie spotkaliśmy Curtisa Mewende.
Staruszek który miał tam jakieś interesy z Urnarem czy coś. Nie pytałem o to.
Tłumaczył coś tam o pustce w Delucji, był nieźle grzmotnięty.

Uwierzysz że ten staruch klepnął mnie w ramie, a poczułem się jakbym wypił keg białej mikstury.
Przypływ energii sprawił że wyruszyliśmy do Skara Brae.
Cóż w Skara chyba o Nas zapomnieli bo nikt nie patrolował miasta.
Postanowiliśmy porwać jedną z dziewek zajmującą się w Skara ogrodnictwem.
Wiem zapytasz po co Nam taka w Delucji, odpowiem Ci: Chłopu potrzebna baba !
Te która się napatoczyła była przedniej urody więc pasowała jak ulał.
Nawet się nie opierała, ze strachu straciła przytomność.
Cóż szkoda dziewki, ale tej nocy miała po prostu pecha.
Szybciej znalazł Nas w Skara Kahim niż jakiś obrońca Skara Brae.
Kahim zapytał tylko co tu się dzieje i na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech.

Urnar otworzył portal do Delucji i znikliśmy niezauważeni.
W Delucji kobieta się ocknęła i nie wiedząc co się stało zaczęła panikować.
Lecz Kahim wytłumaczył jej sytuacje młotem, po czym wiedziała dlaczego tu jest.

Jej nowa przyjaciółka Odelia La'Vey wszystkiego jej nauczy.
Co by sprowadzeni strażnicy Delucji mieli co robić gdy mają wolny czas.
Wiem nie brzmi to, lecz tak niestety być musi mój drogi.
Takie to przygody z tym Urnarem Ci powiem,a teraz mi polej i pora iść w sen!
Może przyśni mi się jak Delucja tętni życiem!

zwis

#10
Powiem Ci czasem wolałbym tu sprzedawać za Ciebie.
Cisza spokój i alkohol za darmo, nie to co w tym Buccaners.
Ten cały Riven ocipiał do reszty, ceny spirolu coraz większe.
Na dodatek gdy pijesz zawsze się psia juha musi coś dziać i nie można skończyć butelki.
Rozumiesz siedzę se w karczmie, gdy nagle wpada Urnar.
-Zapijaczony Krasnoludzie chodź do banku!
Nic butelkę odłożyłem, myślę zaraz dokończę. To Ci powiem dokończyłem.
W sumie dość już szumiało więc pamiętam tyle że w banku pojawił się jakiś rycerz.
Biadolił coś o jakiś rycerzach z Brytanii, jakiś psia juha artefaktach.
On chyba był bardziej wstawiony niż ja. Całe szczęście w banku było wesoło jak za starych czasów.
Lothed, Urnar, Xsi, pojawił się nawet Kelmor i jakiś młody pół-demon.
Ten umrzyk Berethor zaś na cmentarzu odprawiał jakieś "szamrane" festiwale.
Zaprawdę Ci mówię ten ghul to jest prawdziwy umrzyk, po śmierci zaczął żyć.
Mówię jak już wiemy co i jak pójdę dopić butelkę. Usłyszałem tylko: Widzimy się w Trinsic!
Dopiłem butelkę, siadłem w banku dobrałem ekwipunku i gdy miałem wychodzić zaczepiła mnie bankierka.
Ta też zaczęła opowiadać o jakiś sukkubach, demonach i jakiś pierdołach.
Pomyślałem czy oni wszyscy więcej wypili ode mnie. Wylazłem w końcu z banku i udałem się do portalu.
Przybyłem do tego Trinsic, tam już czekali wszyscy. Usłyszałem tylko szukamy tych psów z Brytanii.
No to zaczęła się bitka. Jakieś koślawe demony, latające kobiety. Ci powiem te to miały wzięcie.

Białe, lekko świecące oczy, grube brwi, z tyłu duże skrzydła,
Drapieżne pazury na nogach i rękach, na głowie duże rogi,
Duże, piękne piersi z jasnymi sutkami, na łonie brak włosów.
Zaprawdę piękne istoty! Szkoda było je zabijać!
Wytłukliśmy tego sporo, aż w końcu znaleźliśmy Nasz cel.
Rycerze z Brytanii, zabarykadowani w świątyni. Czekający na jakąś pomoc.
Od Nas niestety jej nie dostali, barykada okazała się za słaba.
Wpadliśmy, rozpłataliśmy ciała gorzej niż te wcześniej. Ich kapitana zostawiliśmy Sobie na koniec.
Pies był tak przestraszony że na widok Lotheda na chimerze wyśpiewał wszystko.
Gdzieś w mieście te pachołki ukryli to co transportowali. Znalezienie tego to była chwila.
Magiczna skrzynia emanowała taka mocą że ciężko było jej nie zauważyć.
Kelmor oraz Xsi próbowali skrzynie oderwać od ziemi, lecz jej ciężar po prostu na to nie pozwolił.
Zaparliśmy się wówczas wszyscy i lepiej chyba wybijać hordami takie demonie maszkary.
Wówczas Urnar wysłał Xsi by ten znalazł w Buccaners Emmarochelle Xinada, a ta wzięła swoje golemy.
No i czekaliśmy na ich przybycie. Postanowiliśmy wybić resztę tych demonicznych pokrak.
W końcu przybyła Emma. Rozkazała golemowi załadować skrzynie.
O dziwo on również miał problemy, wówczas młody pół-demon przywołał swoich sługusów.
Wspólnymi siłami udało im się w końcu załadować skrzynie. Teraz zostało już tylko wrócić do Delucji.
Przemierzaliśmy lasy Trinsic, by w końcu dotrzeć do gór.
Jak wiesz czy w sumie Ty możesz nie wiedzieć, znajduje się jaskinia pełna mrówek.
Pewnie też nie wiesz że jej korytarze prowadzą do Delucji.
W końcu dotarliśmy do celu. W twierdzy czekał już na Nas nekromanta.
Z początku byliśmy zaskoczeni że w ogóle tam na Nas czeka. Opowiedział że skrzynie trzeba zanieść na wieże.
Tam skrzynia po wypakowaniu z golema zaczęła się unosić ku górze.

Nekromanta zaczął zaś coś bredzić o tym artefaktu, że emanuje z niego jakaś silna moc.
Coś tam co chwilę mówił że mamy zgromadzić ścięte głowy Naszych wrogów.
Wspominał też coś o jakieś krwi z ich ciał, powiem Ci ten to dopiero musiał wypić.
Na koniec zaczął opowiadać że skrzynia po 7 dniach astralnych straci na chwilę swoją moc.
Mówię Ci ten gość to chyba w łonie matki już wina pił na potęgę.
Zanim odszedł wspomniał tylko że jej siła straci moc tylko na 3 klepsydry.
Zupełnie nie widzieliśmy o co chodzi, wspólnie stwierdziliśmy że pierw zdobędziemy głowy.
Krew to nie problem, a skrzynią się zaopiekujemy.
Tak to właśnie bywa mój drogi. Nigdy nie wiesz co Cie oderwie od butelki.
Teraz otwórzmy następną flaszkę!


.
Nic napisałem żeby nie było  ;D Najwyższa pora odzyskać Delucję.

zwis

#11

Ten to jest psia juha upierdliwy! Mówię o dziadku siedzącym nad strumykiem.
Zaś przylazł i zaczął biadolić o odbudowie Delucji, o tym że się nie staramy.
O tym że jeśli się nie pośpieszymy możemy się zdziwić.
Chciał pozmawiać z Urnarem, lecz ten jak zawsze bajerował jakieś dziewoje.
Przypomniał ostatnią sytuacje w banku. Gdzie obwoływacz wspomniał o medyku wojennym.
Nie wiem co ten dziad chce i w czym tkwi jego tajemnica, ale udałem się do Ocllo.
Tam rzeczywiście spotkałem medyka wojennego, a raczej piękną medyczkę.

Wyjaśniłem po co przybyłem, lecz ta mnie zaskoczyła.
Powiedziała że dołączy w szeregi Delucji pod jednym warunkiem.
W mieszku będzie czek na 1.5 miliona złotych monet, oraz że jeden z najlepszych Naszych wojowników ją pokona.
Niestety nie mogłem być to ja, bo jak stwierdziła nie będzie se marasić rąk.
Kobita chciała by zmierzyć się z Cinowem, którego dość dawno nie widziałem.
No cóż nie zostało nic innego jak znaleźć kogoś odpowiedniego i odpłynąłem z Ocllo.

Mnie jakoś się nie śpieszyło w znalezieniu Cinowa, popłynąłem na Nujlem.
Z nadzieją że na cmentarzu spotkam Berethora, który jest w stanie również ją pokonać.
Lecz tam go nie spotkałem. Umrzyk odpłynął !usłyszałem od jednego z lichy.
Co więc mi zostało wracać, lecz nagle zobaczyłem 3 mężczyzn.
Dwóch archeologów i jednego zarządce wykopalisk

Nie wiem co mnie wzięło żeby zaproponować im pracę w Delucji.
Widać w tym Nujlem, jakoś im się nie powodziło bo się zgodzili.
Na swoich zasadach bo swoich, ale kto powiedział że je dotrzymamy gdy pojawią się w Twierdzy.

Cóż być może na coś się przydają !

Nic zostaje znaleźć odpowiedniego wojownika do spełnienia zachcianek kobiety z Ocllo.
Lecz teraz polej mi kolejną szklane spirolu !!!!


zwis


Tego się nie spodziewałem gdy przybyłem do Delucji w poszukiwaniu godnego rywala dla medyczki z Ocllo.
Nieopodal banku oniemiałem, gdy zobaczyłem kto leży oparty o mur.
Była to Polivri Ny'rh, czyli medyczka którą spotkałem w Ocllo. Wyglądała jakby zderzyła się z turem.
Posiniaczona, podbite oczy, pełno zadrapań i ran. Nie wyglądała za dobrze.
Ciekawość kazała mi zapytać co się stało. Kobita zaczęła opowiadać o swoim pojedynku.
Tak jak myślałem, Berethor oklepał już wzorcowo *zaśmiał się*.


Opowiadała że rzucała w umrzyka jakieś mikstury lecz one spływały po Nim niczym woda.
Nie robiąc mu żadnej krzywdy.





Wspierała się nawet czarodziejskimi zagrywkami, lecz Berethor śmiał się z niej.
Nie mogła go niczym zaskoczyć.





Słabła z każdym atakiem i wyraźnie to umrzyk zyskiwał przewagę.
Wspomniała o tym że chciała się poddać szybciej, ale Berethor nie przestawał jej okładać.



W końcu zadał ostatni cios i kobita upadła ze zmęczenia.
Berethor nie zadał śmiertelnego ciosu, lecz podał jej swoją kościaną dłoń i zaprosił do Delucji.


Umrzyk mnie zaskoczył, w sumie pewnie te liche mu wyjaśniły że go szukałem.
Pewnie rozmawiał z Tobą bo w tej karczmie się wszystkiego dowiesz.
Nic kolejny krok do odzyskania Delucji zrobiony, więc można się napić!
Polej! Spirol! Niech gra muzyka!


zwis


Nigdy więcej nie pije do takiego stopnia żeby nie pamiętać co robiłem!
Po spotkaniu medyczki udałem się do karczmy by skuć się jak to bywa ostatnio.
Spirol się wlewał, muzyka grała i nagle! Gwóźdź w stół!
Śniła mi się ta pusta Delucja!
W której to chciałbym się napić spirolu nie tylko z karczmarzem, lecz z kompanami z pola bitwy.

Nagle trzask karczmowych drzwi i się budzę!
Wstawaj! Cinow nadchodzi z kamieniami miasta i armią!
Trzeba go godnie przywitać!


Nie będę się tu rozpisywać ! Dzięki ekipo za kamienie, pewnie prezent na wesele  :-*
Kolejne przygody bez wątpienia na pewno również się pojawią !