Fajnie jest wrócić...

Zaczęty przez zwis, 2024 04 28, 00:17:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

zwis

Gdy nastał nowy dzień...

Ciężko jest mi się przyznać do tego co działo się ostatnimi...  *chlupną kufel piwa*
Jak mosz czas to posłuchasz, to znaczy nie mosz wyjścia. *chlupną następny kufel*
Zaczęło się to w karczmie w Delucji. Jak zawsze upitek po bitce był obfity. Jak to mawiają pij do upadłego albo nie pij wcale.
Tak niestety tego dnia to żem przesadził, nie dość że morda zachlana to Ci powiem wszystko się zmieniło.
Dasz kufel piwa opowiem Ci dalszą część jakże zaje.... historii. *chlupną piwo, po czym rozsiadł się i odpalił fajkę*
Pamiętam tyle że morda nie miała dość, aż tu nagle w karczmie pojawiła się ona skąpo ubrana elfia kurtyzanka.
Psia jucha... Tak jak mnie słyszysz elfia baba ! Nie zdziwiło mnie to wcale, w tej Delucji motały się wszystkie pokraki tego świata.
Lecz nie o tym chciałem! No i nie uwierzysz co ta owa szpiczastousza istota mi zaproponowała. Pewnie się domyślasz, tak alkohol...
W tamtym momencie nie szło nie odmówić, powiem Ci szczerze że był to najgorszy jak nie najbardziej ohydny trunek świata.
Wiem śmieszy Cię że dałem się nabrać, nic mylnego mnie do śmiechu nie było...


Okrucieństwem jest nie wiedza...

Pamiętam to jak przez mgłę... Budzę się nie wiedząc gdzie jestem, kto do licha jest za to odpowiedzialny...
Wychodzę z izby w której śmierdziało gorzej niż od zamożnych elfów i widzę tych wszystkich ludzi...
Przestraszonych w większości jakby zaroz miał być koniec ich żywota, uśmiałem się w pewnym momencie...
Gdy otworzyłem drzwi i ku mojemu wzroku pojawiły się te wszystkie rozpłatane w pół ciała, kałuże krwi niczym po dobrym "wkur..." niebios.
Zrozumieć chciałem kto to zrobił ? Lecz jeszcze bardziej chciałem wiedzieć nie ja do jasnej jestem!
Bez namysłu złapałem za pierwszy oręż jaki znalazłem, w tamtej chwili nie zastanawiałem się zbytnio nad skutkami tego co za chwilę się stanie.
Opuściłem te osadę, gdy tylko otworzyła się brama zrozumiałem... Jestem skazany na samego Siebie!


Początek...

Możesz polać! nie skąp mnie ani kropli ! Wyruszyłem więc! Wiem zapytasz gdzie?
Czy to ważne, mnie ciekawiło to że z każdym krokiem słyszę pod nogami gruchot połamanych kości.
Jak widziałeś w Britt dywany z niedźwiedzi polarnych ułożone przez rzezimieszka Nimroda to zrozumiesz.
Tak wtedy nie interesowało mnie skąd, tylko kiedy będzie miało  swój kres. W końcu udało się dotrzeć do kolejnej osady.
Zapytasz czy spotkałem tam kogoś, owszem zupełnie inne towarzystwo, Ci byli gotowi na przetrwanie, odziani w zbroje, oręż wszystko na miejscu.
No nie powiem w pewnym momencie gdy spojrzał na mnie wojownik w zbroi stanąłem z myślą zaraz skończą się me męki.
Było to dziwne, gdy ten wojownik zapytał "Jak do jasnej cholery taki karzeł tylko orężem tam przeżył" . Zaśmiałem się szyderczo "Nie chcesz sprawdzić".
Po chwili odziano mnie w zbroje i oręż. Tylko tyle pamiętam później nie obyło się bez odwiedzenia karczmy i czar prysł.
Powiem Ci ulga jeśli nalejesz następne piwo! albo psia jucha przynieś spirol!


Wspomnienia, jakże inne niż rzeczywistość...

Następnego dnia wyjaśniono mi wszystko czego byłem świadkiem.
Nie dowierzałem co oni do mnie mówią, jakiś kataklizm, apokalipsa którą przeżyła garstka, no czysty rozpie.... rzekł bym jakbym umiał to opisać.
Mnie to nie zadowalało postanowiłem to sprawdzić na własne oko. No fakt nie wspomniałem, ta osada znajdowała się w Yew.
Lecz nie przypominała tego które znałem. Musiałem przekonać się na własnej skórze jak wygląda ten świat, który z dnia na dzień tak się zmienił...
Pierwszym punktem mojej misji Skara Brae, miasto z moich czasów bardzo oblegane przez podróżników.
To co zastałem gdy zawitałem pod most przestało mnie śmieszyć. Polej spirolu! bo trzeba się uchlać w trupa innej opcji niema!
Takie właśnie przed moim okiem ukazało się miasto!
Całe pod wodą! Zrozumiałem że to dopiero początek tego co mnie czeka. Nic kolejna wielka niegdyś "orderowa" stolica.
Moja podróż do niej zaczęła się dobrze już po wkroczeniu do lasu Britt. Las nie tętnił życiem, wręcz obumierał...
Domyśliłem się że to co czeka mnie w mieście w którym nie byłem lubianym może odmienić moje życie.
Nie powiedziałem słowa miasto! Jeśli możesz usiądź, bo Britt nie istniało...
Jak w Skara wszystko znajdowało się pod wodą, tak w Britt zastałem tylko ruiny. No i znowu ten widok, ścieżek z ludzkich kości.
Zatrzymałem się by ogarnąć to co zobaczyłem i stwierdziłem że wracam do Yew...
Tego co zobaczyłem nikt mi nie odbierze, a co przede mną jak polejesz to się dowiesz!


Czy ten sen ma kres...

Kolejne dni to podróżowanie w kolejne zakątki świata. Odwiedzam Buccaneer's Den i tam znajduje kolejnych ocalałych.
Zapytasz czy było mi to pisane, odpowiem zdecydowanie nie! Wyspa nie przypominała mi tej którą znałem.
Ufortyfikowana potężnymi murami twierdza, która wyglądała na nie zdobytą. Gdy zbliżyłem się do bramy, zrozumiałem dlaczego.
Strażnicy pojawili się znikąd, to przed bramą jak i na murach twierdzy. Widziałem że nie jest mi pisane tam przebywać.
"Znikaj stąd !" usłyszałem od jednego z strażników. Nie było wyjścia i moja przygoda na ziemiach piratów się skończyła.
Całe szczęście uszedłem z życiem... Postanowiłem kontynuować podróż i udałem się do Minoc.
Miasto górników okazało się przyjaźniejsze i oczywiście zamieszkałe. Kilka mocniejszych w karczmie i wyruszam dalej...
Cel , Twierdza Krasnoludów która w moim świecie nie przypominała tą którą pamiętam. Khazad-Dum mimo niezamieszkania tworzyło historię mojego świata.
Lecz gdybym wiedział co zastane, zostałbym w Minoc...


Brak Khazad-Dum, czy coś mnie jeszcze zaskoczy...

Nie znalazłem domu, nie znalazłem nawet ruin ukochanego miejsca, chciałoby się powiedzieć niech to się już skończy.
Tułaczka jaka mnie wtedy dopadła, doprowadziła mnie na skraj żywota. Ode chciało się żyć, choć próbowałem los chciał inaczej.
Walka z samym sobą doprowadziła do sennych koszmarów gdy już z wycieńczenia padałem gdzie popadnie.
Polej! i dopisz mi to do rachunku! Nie pamiętam jak długo żyje takiego zatracenia!


Gdy życie straciło sens...

Mijały lata tułaczki po świecie i nic nie było już takie jak kiedyś. Mimo iż starałem się odwiedzać Yew i Minoc.
Wiadomo z czegoś trzeba żyć i mieć na co się napić. Lecz nie zwracałem szczególnej uwagi na ludzi.
Ludzie stracili do Siebie zaufanie, wręcz knuli za plecami. Niegdyś wystraszeni tym co się wydarzyło, teraz czekający na zadanie bólu.
Najlepiej że nie temu złu za bramami, tylko bliźniemu... Jak już wspomniałem, wracałem tylko dobić interesów.
Nic by nie było w tym dziwnego lecz tego dnia utargu nie dobiłem! Mój kupiec na miejsce nie przybył!
Wpadłem w pułapkę, z której patrząc gdzie teraz siedzę się cieszę! Polej! To Ci dokończę...


Wszystko dobiegło końca...

Pamiętam że wyszło ich trzech z bramy, uzbrojeni po zęby. To chwyciłem za oręż i zostałem zaskoczony.
Cios który zadał czwarty osobnik zwalił mnie z nóg. Kolejne ciosy sprawiały okrutny ból, który przeszywał całe ciało.
W pewnym momencie nie miałem już siły żeby się bronić. Zamknąłem oko i stwierdziłem niech dokończą dzieła.
Tak właśnie było, bo pamiętam ostatni zadany cios... Nagle wizja wszystkiego co złe pojawia się za mgłą.
Nic nie potrafiłem zrobić. Czułem jakby całe życie wirowało. W tych wizjach osoby które były mi znajome w tych najlepszych jak i najgorszych czasach.
Koszmar trwał w najlepsze...

Zmartwychwstanie...

Budzę się! Ku mojemu zdziwieniu znajome miejsce. Chciałbym Ci to wytłumaczyć lecz nie mam jak.
Wybudziłem się tam gdzie to wszystko się zaczęło, gdzie zostałem otruty czy jak to zwał pies. Budzę się w Delucji...
W tej przeklętej karczmie, nie wiedzieć czemu smród w izbie okrutny. Nic dziwnego budzę się a wszędzie poszlachtowane ciała.
Wychodzę z tej izby i udaje się do głównego pomieszczenia karczmy. Tam zobaczyłem ich szajkę przez którą to wszystko się zaczęło.
Cóż myśl jedna, jak zginąć to w walce. No i zaczęło się...


Czas zacząć szukać odpowiedzi...

Polej! to Ci opowiem co tam się wydarzyło. Choć się domyślasz jak ja siedzę tutaj! Rozbiłem te cała karczmę i te towarzystwo w pył.
Nie wiem skąd wziąłem siły ale mało mnie to teraz interesuje... Opuściłem Delucję, a jak się zaraz dowiesz również zostałem ukarany banicją.
Więc nic tam po mnie przyjacielu. Wrócę do tego co się działo po opuszczeniu twierdzy.
Odziałem się w zbroję i oręż po poległych z karczmy i wyruszyłem by zobaczyć czy mój sen nie był proroczy...


Wszystko w najlepszym porządku...


Po opuszczeniu Delucji udałem się do stolicy, ku mojemu zdziwieniu spotkałem tam ludzi. Wieśniacy dbający o zamek i całe miasto wyglądali na bardzo szczęśliwych.
Czyżby król czy kto tam teraz rządził zrobił tam w końcu porządki. Nie powiem Ci bo nie wiem sam ile spałem.
Lecz ten widok budził nadzieję. Nic postanowiłem że udam się do Skara Brae. Było to kolejne miasto które w moim śnie nie miało się za dobrze.
No i maszerowałem tak przez las jak gdyby nigdy nic aż tu nagle coś zauważyłem. Pełno krwi i leżącego niedaleko mężczyznę.
Podszedłem ostrożnie by sprawdzić co się stało. Lecz jegomość ewidentnie potrzebował pomocy.
Opatrzyłem rany, no i dowiedziałem się co się stało. Dagolar! bo tak się zwał został zaatakowany przez Wielobarwnego demona zamieszkującego lasu Skara.
Cóż! Demon musiał polec! Dagolar odzyskał siły, po czym zaproponował że razem ze mną uda się do miasta. Zrozumiałem wtedy że ono ma się dobrze.
Lecz ja przecież byłem banitą w tym mieście...


Nowe możliwości, stare przyjaźnie...

O co się zdziwiłem gdy dotarliśmy do miasta to moje! Straż nie reagowała na mnie, wręcz zapraszała do miasta.
Dziwne to czasy mówię Ci. Czyżbym dostał azyl, a może władca Skara wybaczył mi winy. Nie mnie oceniać...
Athelan jaki był, zawsze miał trochę rozsądku. Lecz mnie tego dnia zaskoczyło jeszcze jedno! Spotkałem w banku starego przyjaciela Luis-a.
Poczciwy elf wyglądał jakby lata mijały a po nim nie było widać zatroskania. No wyglądał jak wtedy kiedy się poznaliśmy. Zabrał mnie elf do karczmy!
Powiadam Ci! Elf ! Nie mogłem spotkać nikogo innego jak właśnie jego. Powspominaliśmy, popiliśmy alkoholu i nie wiedziałem że elfy mają łby jak wiewiórki. No ale miło było... Obiecałem mu że jeszcze się napijemy! Postanowiłem o świcie że odwiedzę Ziemie Piratów.


Świat który znałem...

To Buccaneer's Den przypominało te które pamiętam! Zapijaczone mordy na każdym kroku, ruch w porcie jakby każdemu się śpieszyło.
Tak chciałem żeby ta wizyta wyglądała. A nie jak w śnie, gdzie od razu chcieli ścinać głowy. Nie zabawiłem tam niestety za długo, ile można pić!
Polej lepiej! i opowiadam Ci dalej bo już późno...


Czysta przyjemność...


Gdybyś od razu przeszedł do pytania jak trafiłem do Minoc to nie musiałbym Ci truć dupska. Tak byłeś zmuszony mnie wysłuchać, a przy okazji zarobić.
Tylko nie mów że skończył Ci się alkohol w karczmie. Tego byśmy nie chcieli. Zatem przejdę do sedna, sedna które Cię interesuje...
Minoc mój drogi odkąd upadła Twierdza Krasnoludów było moim drugim domem. Poznałem tu od groma dobrych zakapiorów.
Mimo że miasto miało swoje wzloty i upadki zawsze było gdzieś wpisane w moją historię. Pamiętam je za  panowania Satsumy Nerrmack czy Valentinne.
Także wiedziałem że jak tu przybędę nie zaskoczy mnie to co spotkam. Tak też było i tym razem.
Przybyłem tu od razu po opuszczeniu Delucji. Oczywiście że do Ciebie karczmarzu, przeczuwałem że nie pożałuje tego...
Spotkałem tam ich siedzących w czarnych kapturach niczym śmierć czekająca na swoją ofiarę. Nie podchodziłem, usiadłem z boku.
Czekając na rozwój sytuacji, nagle jeden wstał. Większy ode mnie o 2 razy! Pomyślałem tu nie ma przelewek. Nagle wypalił do Ciebie!
Polej podróżnikowi najlepszy alkohol jaki mamy! Wpisz to na konto Nakk!

Skurczybyk wielki niczym tur zaprosił mnie wówczas do stołu. Tam za chwilę dowiedziałem się wszystkiego...
Siedziałem przy stole z "elitą" miasta Minoc. Lecz nie kojarzyłem towarzystwa, więc byłem zaskoczony całą sytuacją.
Nagle wstała ona, piękna na swój sposób wojowniczka. Przedstawiła się jako władczyni Minoc Del'Orello.

Nie wiedziałem czy to krewna tego nie gdyś mi znanego Del'Orello, ale nie dochodziłem.
Wiedziałem że to dobry znak, choć przez myśl przeszła mi myśl ile ja do jasnej spałem.
Przy stole siedziała również inna baba, lecz jej spojrzenie sprawiało w osłupienie.
Dlatego szukałem po karczmie gdzie zawiesić oko. Lecz nie szło, ona wręcz pragnęła by na nią patrzono.

Na całe szczęście wśród takiej śmietanki znalazłem również pobratymca z dziada pradziada krasnoluda.
Byrr Mabb'dul bo tak się przedstawił gdy tylko zasiadłem do stołu.
Narwany niczym rosomak, lecz zobaczyłem w nim ten ogień. Ten krasnolud musi łupać łby!


Zapytasz teraz i co dalej?! Ja Ci odpowiem! Przynieś raz ostatni butelkę spirolu! Wszystko oczywiście zapisz na konto Nakka!




Tak mnie wzięło na powroty... Nie musicie czytać, choć wiem że chcecie  ???
W krótce może pojawi się coś jeszcze. Choć to pisałem odkąd wróciłem i jakoś skończyć nie umiałem  ;D
Niech moc będzie z Wami !!!

Evilas

mowia ze na starosc zwisy to malo przyjemne uczucie, ale elfowi takie zwisy po latach zawsze beda sie dobrze kojarzyc ;) *uniosl lekko dzbanuszek owocowego wina z minimalna domieszka procentow* ciekawie sie czyta, czekam na ciag dalszy losow Khazada Ghassa  8)

zwis

Plotki, ploteczkami, płaczki, płaczkami, życie niezmiernie Nas zaskakuje..

*Szzzzzzzzzzzzzzzuuuuuruburu zima ciulu* krzyknąłem do karczmarza !
Lej mnie spirol i wysłuchaj jak przystało na karczmarza !
Pewnie doszły Cię już słuchy o tym wielkim dywanie niedaleko portalu Britt.
Tak tego uszytego, położonego starannie przez Nimroda, zboczenie dywanowe.
To tak jakbyś chciał elfowi kazać pić jak to ma łeb jak wiewiórka. Szkoda alkoholu.
Lepiej szykuj kolejną butelkę, a najlepiej całą baryłkę...
Ten dywan, pewnej nocy zniknął... Gdy Nimrod się obudził, dosłownie zdębiał.
Tak wyglądał jak te wszystkie poległe niedźwiedzie polarne. Lecz on mógł wykrzyczeć "dlaczego"...
Mało mnie to w sumie interesuję, sam się o tym dowiedziałem przypadkiem.
Niby po zwłokach został tylko ślad na drzwiach do domu Nimroda, odcisk potężnych łap.

Czy to prawda, nie wiem sam. Twierdzą że chłop się załamał i zaszył w kanałach Britt.
Cóż nie mnie go tam szukać...

Co gdyby to wszystko miało sens...

Pomyśl sobie tak jak ja to widzę, wypełzł z mrozu.. Zrozpaczony/zrozpaczona widokiem obdartych z skóry niedźwiedzi.
Czy to Ernithel, wielka Pani mrozu czy inny zlodowaciały stwór. Ktoś mu ten dywan zadupczył.
Jest w tym sens jeżeli te łapska rzeczywiście zostały dostrzeżone. Postanowiłem to sprawdzić bo mnie to do jasnej zaciekawiło.
Nic wyruszyłem z Minoc do Britt, odwiedzając kilka przydrożnych karczm. Niczym mnie karczmarze nie zaskoczyli.
Alkohol dalej ma smak do jakiego przywykłem. Podróż trwała w najlepsze, a jej harmonie zaburzyła dziwna sytuacja nieopodal polany wilkołaków.
Zapytasz czego tam szukałem, a uwielbiam wycie wilków. Niczym Nimrod obdzieranie niedźwiedziej skóry.
Po prostu miałem spore zlecenie na krew wilków. Zobaczyłem na drodze spore ilości śniegu, zaciekawiło mnie to.
Jaskinia Ice bowiem znajdowała się zbyt daleko żeby coś z niej wypełzło. Postanowiłem to sprawdzić i udać się za śladami.
Chwilę później trafiłem na śnieżnobiałego niedźwiedzia, ku mojemu zdziwieniu zakrwawiony był cały. Pomyślałem ranny...
Nic tak nie dziwi, gdy nagle musisz mocniej złapać tarcze bo Cię bydle atakuje...


Stoczyłem z tym niedźwiedziem dość równą walkę, powiedziałbym że zaskoczył mnie swoją agresją.
Czy ja wyglądam jak ten zwyrodnialec niedźwiedziozabójca Nimrod, chyba nie.. Cóż bydle skonało...
Przez całą te walkę czułem na Sobie czyiś wzrok, jakby mnie ktoś podglądał.
Nagle spore zaskoczenie i lądujący na mym ramieniu gołąb pocztowy. Wiadomość jaką przyniósł mnie zaskoczyła.


Ku przygodzie, choć bardziej po odpowiedzi...

No i cały misterny plan z odwiedzeniem chałupy Nimroda strzelił. Udałem się do Aurin by poznać odpowiedź, kto mnie śledził.
Mnie to tylko zastanawia czemu ja zawsze swoje interesy muszę załatwiać w karczmie, polej bratku spirol.
Udałem się w zaznaczone miejsce z listu, lecz tam spotkałem tylko "mało ważnych" łowców. Ten co tym rządził był na jakimś polowaniu.
Jak to mawiają krasnoludy, byle się w sakiewce zgadzało. Skorzystałem z okazji i jeden z łowców zaprosił do karczmy stawiając na stół dzbanek pełny rumu.


Opowiedział kim są, choć mnie to tyle interesowało co nic. Bardziej chciałem się dowiedzieć co spotkałem nieopodal Britt.
Oczywiście również usłyszałem o tych jakże wściekłych niedźwiedziach. Nie zabrakło wątku o Nimrodzie.
Cóż mam Ci powiedzieć, jedno cmentarzysko polarnych stworzeń, a takie poruszenie.
Zapytałem czy mogę im jakoś pomóc, czy jestem w stanie. Łowca odpowiedział że śledzą dzikie polarne niedźwiedzie.
Ten ich cały mistrz niby trafił na wielkiego "złodzieja dywanu", przez to czekają na rozwój sytuacji.
No i nie zabijają śledzonych stworzeń. No i tu wkraczam ja, wielki wojownik który stracił oko w walce z Ernithiel.
Przez rany zadane w walce z tą jakże mroźną pięknością nie odczuwam zimna, a skóra niczym nie przypomina skór krasnoluda.
Cóż zgodziłem się że pomogę, to przecież kolejna przygoda z lodowymi istotami.



Czym sobie na to zasłużyły. Niebezpiecznie tuż za osadą.
Mój pierwszy cel, a zarazem drugi po dowiedzeniu się z czym mam do czynienia znajdował się na wschód od osady Aurin.
Łowca opowiedział że dostali raport że gdzieś niedaleko łoża Wyvern, lecz to co zobaczyłem na miejscu mnie przekonało.
Wyverny zostały rozszarpane przez niedźwiedzia, wiem sam w to nie wierzyłem póki nie zobaczyłem.
Truchła leżały niczym przebiegło po nich kilka jak nie kilkanaście takich bestii. Nic mylnego, polarny stwór był sam.[/i]

To bydle było silniejsze niż te spotkane w lesie, czyżby te stwory czerpały siłę z poległych wrogów.
Nie zastanawiałem się, musiałem go ubić by nie wyszedł z tego smoczego grobowca.
Walka trwała w najlepsze, a motywowały mnie poległe wyverny. Wiem powiesz co bredzę, ale nie chciałem do nich dołączyć.
W końcu nadszedł ten ostatni cios kończący żywot niedźwiedzia, po którym zadałem sobie pytanie.
Czy ja też teraz nie morduje niedźwiedzi niczym ich niedawny oprawca zamieszkujący Britt.
Postanowiłem że truchło niedźwiedzia ułożę w gnieździe Wyvern, zapominając że one tam niedawno poległy.



Czy to dopiero początek czegoś co zaskoczy mieszkańców Sosarii...

Ostatniego jegomościa w białym futrze widziano w Trinsic. Z raportu łowców, wiedziałem że niedźwiedź wbiegł w miasto.
Nic mylnego, bo wbiegłem i ja.. Jak lubię tłuc te głupie demony pokraczne na swój sposób. W mieście nie widziałem żadnego.
Pomyślałem jak jeden niedźwiedź wbiegł i zrobił w mieście czystkę to co zrobi wbiegając do zamieszkałego miasta.
Demonów mi nie było szkoda, niewinnych ludzi już bardziej. Postanowiłem znaleźć niedźwiedzia.
Nie zastanawiałem się jak go zabiję, po prostu musiałem to zrobić. Nawet za cenę swojego życia.
Nie widziałem że będzie to takie proste, znalazłem przed bagnem Trinsic gdy ciągnął za sobą truchło demona.
Cóż to był za widok. Wyglądało to jakby złapał rybę w wodzie i chciał ją spożyć na brzegu.
Lej spirol, bo jak sobie przypomnę z tym bydlakiem walkę to mnie zaczyna wszystko boleć.
Dzikie, agresywne, niczym w jakimś amoku. Zadawałem mu ból lecz go to tylko bawiło.


Ciosy obuchem łamały mu kolejne kości, lecz ten atakował jeszcze bardziej, silniej. Co kierowało tym stworzeniem nie wiem.
Nie chciałem się zastanawiać brnąłem by zabić to ścierwo jak najszybciej.
Nie rozumiałem czemu niedźwiedzie sieją takie spustoszenie. Czy może ktoś czy coś nimi kieruje. Przecież to tylko niedźwiedzie...


Po zapłatę i do Siebie...
Można powiedzieć zrobiłem swoje i wróciłem do Aurin by się ze mną rozliczono.
Opowiedziałem łowcom co zastałem gdy spotkałem polarne istoty. Nie powiem ale byli zakłopotani.
Wywiązałem się z powierzonego mi zadania. Odebrałem swoją zapłatę i zaproponowałem pomoc gdy znajdzie się taka potrzeba.
Nie zostało mi nic innego jak wracać do Minoc...



No i co mam Ci powiedzieć, mój drogi karczmarzu. Tak właśnie było, jak Ci to opisałem.
Wyruszałem by odwiedzić miejsce o którym ostatnio głośniej niż o nowej władczyni Vesper.
Pytań nasuwa się kilka skąd te polarne istoty mają tyle siły i są aż tak agresywne, skąd one w ogóle się pojawiły.
Najważniejsze czy niewinni ludzie nie są zagrożeni...

Całe szczęście mi udało się trzy z nich zabić!
*bierze ostatni łyk spirolu, kończąc butelkę*


Evilas

tylko zebys nie robil dywanow z tych niedzwiedzi, bo jeszcze wylapiesz jakas kare (bo podobno sa modne ostatnio) za probe odnowienia mariuszowego dywanu ;) tez bym chetnie poquestowal, ale mnie ekipa jak widac nie lubi :P