Zamaskowana postać

Zaczęty przez Lindi, 2025 11 28, 21:38:10

Poprzedni wątek - Następny wątek

Lindi

Podczas długiej rozmowy w karczmie ze swoim przyjacielem i pewnym naukowcem Juko trochę się nudziła. Nie znała się na magii, żywiołach a tym bardziej na mechanice maszyn latających... Gdy tak sączyła piwo z kufla krasnoluda, przypomniało jej się pewne nieprzyjemne zdarzenie. Długo tu by opowiadać, ale czuła ogromną niechęć do pewnego urzędnika, który sprawował akurat nadzór nad Cove.
Troszkę ośmielona alkoholem postanowiła działać.
Udała się do siedziby swojej gildii, gdzie z kufra wyciągnęła jakieś niepozorne ubrania oraz maskę. Maskę, którą zerwała kiedyś jakiemuś dzikusowi z twarzy gdy jego noga jeszcze drgała.. mniejsza o to!
Ubrana była już schludnie. Kolejnym krokiem w jej pięknym planie było przelanie kilku butelek wybuchowych mikstur do takich większych - po lekach na kaszel. Ręce jako łucznik miała wyjątkowo stabilne a i alkohol stracił swoją moc. W kilka minut napełniła większą butelkę i zakorkowała ją dokładnie.
Swoją Strzałkę- wiernego ostarda zostawiła przy korycie. Wyruszyła pieszo.
Sztukę przebierania się miała opanowaną od wielu lat. Nie było możliwości, że ktoś by ją poznał.
Drogi do Cove nie przebyła bezpośrednio.. pływała między portami zacierając za sobą ślady.
W końcu dotarła na swoje planowane miejsce zbrodni.
Serce kołatało jej z emocji, jednak twarz nie zdradzała niczego. Pokręciła się trochę po mieście upewniając się, że nikogo nie ma. Strażnicy jak zwykle rozmawiali lub drzemali na swoich stanowiskach.
Schowała się za jednym z drewnianych budynków i cichutko, na palcach kroczyła w stronę wieży.

Minęła malarza.. potem strażników. W głowie jej buzowało od natłoku myśli. Przeplatały się nieprzyjemne wspomnienia rozmowy z mężczyzną, który potraktował ją jak obiekt.. z obrazami jego poranionego ciała. Te drugie dodawały jej odwagi.

Podeszła pod wrota wieży. Sprawnie minęła kolejnych strażników i weszła pod balkon. Ostrożnie i bezszelestnie wspięła się po kamiennym murze. Wślizgnęła się niepostrzeżenie na balkon. Z wewnątrz słychać było rozmowy mężczyzny. Zabawiał się chyba z jakąś panną. Juko wyciągnęła ostrożnie wcześniej przygotowaną miksturę i postawiła w pomieszczeniu.
Zeszła ostrożnie na dół. Z dołu celnie rzuciła małą miksturę wybuchu, która potoczyła się do środka pomieszczenia i po chwili wybuchła wysadzając większą "koleżankę".
Straż obudziła się ze swojej drzemki, zaczęto biegać i krzyczeć. Rzucono się na ratunek ważnej osobistości. W tym czasie Juko wróciła tą samą drogą, która przyszła.
Równie niepostrzeżenie i bezszelestnie.
Znów wracała okrężną droga do domu. Ubrała swoje normalne ubrania, a te właśnie zdjęte spaliła w kominku. Usiadła w fotelu i nalała sobie wina. Popija je teraz zagryzając ulubionymi winogronami wyobrażając sobie poranione ciało ofiary.



"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Lindi

#1
Juko siedziała na ławce w banku Skara, było pusto i cicho. Wyglądała sobie leniwie przez okno.
Zauważyła przelatującego ptaka.. był wielki i czarny. Dziwny. Nie widziała tu wcześniej tego gatunku. Wstała prędko i wybiegła przed bank. Ptak podleciał i rzucił jej pod nogi liścik.
Zza pleców kobiety przez drzwi banku wybiegł jakiś mężczyzna, stary i z siwą brodą. Zapytał co tu kobieta robi.. a potem rzucił niewybrednym żartem o oglądaniu dużego ptaka. Juko to nie rozbawiło.
W liście wyznaczono miejsce spotkania, była to plaża Ocllo. Od razu wskoczyła na Strzałkę i pognała do portu.
Już na plaży spotkała dziwnego górnika, który szukał kilka dni wcześniej pomocy z ogrami. Juko wiedziała, o które ogry chodzi, bo natknęła się na nie kilka dni wcześniej. Chwilę później dołączył do niej jej wieloletni towarzysz- Gromdal Aetharn z klanu Zharrad-Grund. Okazało się, że spóźnienie wynikało z utraty zęba. Krasnolud tłumaczył się bólem i koniecznością jego wyrwania, jednak Juko podejrzewała, że to żona go tak urządziła.

Górnik krótko i konkretnie opisał sprawę – trzeba zabić ogry.
Para przyjaciół prędko pojechała w stronę kopalni. Tam po krótkiej wymianie zdań i ciut dłuższej walce, uwolnili kopalnię od rodziny ogrów.
Okazało się, że to nie koniec ich przygody.. ogry były tylko wymówką, rodzajem testu.
Za przejściem w kopalni spotkali mężczyznę, który wcześniej podawał się za górnika, oraz kobietę siedzącą za stołem na którym leżała pojedyncza moneta. Tuż za nimi, na skałach, siedziała czerwonooka wrona.
Kobieta zdawała się dowodzić tą niecodzienną gromadą. Opowiedziała o wspólnych zainteresowaniach – posiadaniu wiedzy, o swojej szczęśliwej monecie oraz co ważniejsze, o wspólnym wrogu.


Kobieta wyjawiła, że od dawna obserwuje Juko i że spodobało jej się co zrobiła z wieżą . Miała dla niej pewne zadanie. Wspólnym wrogiem okazał się namiestnik Cove, który mocno zalazł Juko za skórę.
Według planu kobiety, która zwała się lisicą, należało wykończyć jeden po drugim szpiegów namiestnika. Pozwoliłoby to jej organizacji znów prowadzić interesy w tym mieście. Podała  rysopis kobiety, która miała być pierwszym celem. Była to zwinnoręka złodziejka z karczmy Cove. Juko przed odejściem wysłała jeszcze swojego szczurka w celu zgarnięcia ,,szczęśliwej monety" Lisicy. Wiedziała, że szczęście się jej przyda. Tak szybka i niezaplanowana wcześniej akcja mogła się nie powieść. Obiecała oddać monetę po wykonaniu zadania. Lisica zdawała się być tym faktem zaskoczona – to była w końcu jej moneta, ale puściła ich bez większej awantury.

Gromdal i Juko prędko udali się na ziemie Cove. Obgadali plan postępowania i przeszli do działania.

Krasnolud wszedł do karczmy oznajmiając, że się nieźle obłowił i stawia wszystkim. Zwrócił tym samym na siebie uwagę, a Juko mogła w tym czasie wślizgnąć się do karczmy niepostrzeżenie. Po krótkiej rozmowie, która miała na celu wyciągniecie ich ofiary z karczmy, w końcu się udało. Poszli razem (Juko stąpając w cieniu) w miejsce, gdzie byli sami. Nie zwlekając łuczniczka wyszła z ukrycia i poderżnęła gardło złodziejki. Gromdal szybko zareagował i wyczarował portal do swojej posiadłości w górach gdzie przerzucił jej ciało. Oboje pośpieszyli w portal. Juko wbiła jeszcze parę razy sztylet w serce kobiety i odcięła jej głowę. Teraz była pewna, że misja zakończyła się sukcesem. Szczęśliwa moneta bez wątpienia działała!
Zapakowali głowę w jutowy worek i odnieśli Lisicy. Juko oddała również monetę. Umówili się z dwójką nieznajomych sprzymierzeńców na dalszą współpracę i udali się na zasłużony odpoczynek. Umorusana po walce skrytobójczyni pozwoliła sobie na długa kąpiel dokładnie szorując resztki krwi i ogrzych flaków z siebie i swojego ubrania.
Mimo minionych zdarzeń czuła wewnętrzny spokój – wiedziała, że w końcu dokona tego, o czym marzyła, a głowa namiestnika Cove będzie wisiała nad jej kominkiem.
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Lindi

Juko nudziła się bardzo.. postanowiła przejechać się po okolicy i nie tylko... Sprawdziła co słychać w Skara (w którym zawsze wyszukiwała najnowszych ploteczek), odwiedziła Ziemie Piratów, Ocllo wraz z kopalnią i trafiła do Cove.
Pokręciła się po opustoszałym targowisku, sprawdziła okolice kopalni, wieży oraz banku gdy jej wzrok przykuło coś nowego.



Miejsce, w którym pozbyli się pewnej osoby było obstawione strażą. Był też wysoki płot wzniesiony z jeszcze świeżych desek. Ktoś musiał zauważyć brak złodziejki. Juko pomyślała, że musiała być dość ważna, że pół oddziału pilnowało tego miejsca.
Skąd wiedzieli, że to właśnie tam?
Czy mogą śledzić portal do domostwa jej przyjaciela?
Tego nie wiedziała, mogła mieć tylko nadzieję.
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Lindi

"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Lindi

Ahh.. jeszcze podziękuję bardzo Hagrimowi, który robił za.. bardzo fajne questy i trzymał mnie nimi na tym serwerze :D  Wielkie dzięki za zabawę! Była przednia :)
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass