Udręczona Cierpiętnica

Zaczęty przez Tatsu, 2026 02 13, 15:21:56

Poprzedni wątek - Następny wątek

Tatsu

Udręczona Cierpiętnica

Zaginione Krainy wyglądały dokładnie tak, jak Alaric się spodziewał: ponuro, złowrogo i absolutnie nieprzyjaźnie dla niziołków z tendencją do potykania się o własne myśli. Kamienie sterczały pod dziwnymi kątami, a powietrze było ciężkie, lepkie i przesiąknięte czymś, co wyraźnie nie życzyło mu dobrze.
Poprawił chwyt na swoim młocie bojowym — solidnym, wyszczerbionym, zdecydowanie cięższym, niż rozsądek by podpowiadał.
— No dobrze — mruknął. — Najpierw wejdę, potem się zastanowię.
Labirynt minotaurów przywitał go głuchą ciszą. Każdy krok zdawał się odbijać echem zbyt długo, a aura miejsca naciskała na barki niczym niewidzialny ciężar. Tu nie było zwykłego zła — to było zmęczone, uparte cierpienie, które nie potrafiło umrzeć.
Pierwsze minotaury wyszły z bocznych korytarzy szybko. Alaric walczył tak, jak lubił najbardziej: szerokie zamachy młotem, łamane kości i metaliczny dźwięk obucha uderzającego w czaszkę. Jeden z ciosów był tak potężny, że minotaur runął na ziemię... a Alaric razem z nim, bo zaplątał się w jego ogon.
— Planowane! — krzyknął, leżąc na plecach.
Młode minotaury były szybsze i bardziej wściekłe, a centurioni... cóż, centurioni byli po prostu problemem. Ich pancerze odbijały część uderzeń, a każdy kontratak mógł zmiażdżyć mu żebra. Alaric krwawił, sapał i klął, ale młot robił swoje. Kilka razy uratował go czysty przypadek — poślizg, potknięcie, nieudany krok, który zamieniał się w idealny unik.
W końcu dotarł do ogromnej komnaty, gdzie światło było blade, a cisza absolutna.
I wtedy ona się poruszyła.
Udręczona Cierpiętnica wyszła z cienia bezszelestnie. Jej jadeitowa skóra połyskiwała chłodnym blaskiem, popękana i naznaczona starymi ranami. Nie miała broni — nie potrzebowała jej. Długie, ostre pazury rysowały kamień, a z jej gardła wydobywał się niski, bolesny pomruk. W powietrzu zapulsowała magia, ciężka i mroczna, jakby sama komnata wstrzymała oddech.

Nie można wyświetlić tego załącznika.

Pierwszy czar uderzył jak fala — ból przeszył ciało Alarica, ściskając płuca i mięśnie. Ledwo zdążył podnieść młot, gdy pazury przecięły powietrze tam, gdzie sekundę wcześniej była jego głowa.
Tym razem nie było żartów.
Walka była desperacka. Młot uderzał w jadeitową skórę z hukiem, który rozbrzmiewał po labiryncie, ale Cierpiętnica zdawała się nie czuć bólu — albo czuła go za bardzo. Jej czary osłabiały Alarica, spowalniały ruchy, wypalały strach w umyśle. Pazury raniły głęboko, a każdy błąd kosztował go kolejne siły.
A potem znów się potknął.
Nierówna posadzka, źle postawiona stopa — i Alaric runął do przodu, niemal wpadając pod potwora. Czar przeleciał nad nim, a on, działając czysto instynktownie, wbił młot w jedno z pęknięć jadeitowej skóry. Uderzenie było brutalne, miażdżące. Cierpiętnica zawyła, magia rozpadła się w powietrzu, a kolejne ciosy młota zakończyły jej długą mękę.
Gdy cisza wróciła, Alaric stał pośrodku komnaty, trzęsąc się z wyczerpania.
— Muszę przestać się potykać — powiedział po chwili, ocierając krew z twarzy. — Albo zacząć robić to częściej.
Kulejąc, ale żywy, ruszył dalej w głąb labiryntu.
Bo jeśli coś próbowało go zabić aż tak bardzo, to znaczyło jedno: labirynt skrywa na prawdę ciekawe skarby!