Domena Malarza

Zaczęty przez Ukulele, 2006 07 03, 20:42:42

Poprzedni wątek - Następny wątek

Ukulele

Pewien elf imieniem Don, przybył ponownie do MInoc w poszukiwaniu nowego narzędzia pracy, ze względu na niechybne zniszczenie poprzedniego.
Wtem zjawił się niejaki Tomey mag z niezwykłą propozycją dla malarza.
- "Panie, czy nie namalowałbyś obrazu mego i mych pobratymców z gildii?" - odrzekł spokojnie.
- "Gdymy ja miał tyle praktyki z ochotą przyjąłbym twą prośbe" - odparł malarz
Po chwili namyslenia, ponownie odezwał się mag z lekkkim uśmiechem na ustach. - "A jeśli pomógł bym ci podwyższyć twych zdolności za pomocą magii zawartej w przedmiocie? To czy byłbyś w stanie namalować owe dzieła"
Malarz odparł z radością w oczach - "Jeśli ino podołam, niech tak się stanie!"

Udali się wspólnie na targ Minoc w poszukiwaniu narzedzia, wspaniałej palety z drewna ohiowego twórczości samego kapłana Persevala, po czym wziawszy pod pachę sztaluge i sterty płotna mag wypowiedział słowa uaktywującego portal prowadzący wprost do swego domu.
Zsiadłszy ze swych rumaków obie postacie skierowały się na dach domu otoczonego przez wysokie skalne ostępy blokujące dostęp wszelkim bandytom i innego zła.
Dotarłszy na dach i rozejrzawszy wokół malarz poczuł przypływ adrenaliny i natchnienia w sercu. Gdy zobaczył ów tajemniczy przedmiot, wspaniały błękitny pierścień trzymany przez Tomey'a uczucie zwiększyło się, poczół że serce podpływa mu do gardła. Zrobił krok i praktycznie bezwiednie wyciągnął ręke w kierunku magicznego podarku. Gdy założył go na palec prawej ręki stopiniowo magia zaczeła spływać do jego umysłu i sprawnych rąk od wielogodzinnego trzymania pędzla, na końcu czując przypływ natchnienia i energii - wiedział że jest gotowy. Nie tracac czasu, a może bojąc się że magia przeminie, rozstawił sztaluge i rozpiął nań biel płotna. Po czym odrzekł z podekscytowaniem - "Usiądź i przyjmij pozę w której miałbym uwiecznić cię w swym dziele".
Mijały minuty, a malarz z pasją i zębami przygryzającymi warge z napięcia i skupienia malował swe pierwsze portretowe dzieło. W jego myślach głębiły się niespokojne mysli "Czy mu się uda?" " czy okaże się wystarczająco dobry, aby temu sprostać?". Wszakże nawet z tak wspaniałą pomoca jaką dawał mu pierścień nie było to proste. Musiał wykorzystać wszystko czego naczuczył się do tej pory, a także uwzględnić wszystkie szczegóły i cienie postaci z możliwie jak największa dokładnością.
Wkońcu echo odbijające się od stromych skał poniosło radosny okrzyk malarza wiwatujący ukończenie dzieła. Łezka zakręciło mu się oku i pociągnął nosem, gdy zobaczył na efekty swojej pracy, a potem ponownie gdy z ekscytacją pokazał gotowy wspaniały portret swemu pracodawcy, a później i nowemu przyjacielowi.

Tak oto malarz dokonał swego szczytu w malarskich umiejętnościach, lecz nie pierwszego, bo zapewne wkrótce pojawią się kolejne, nowe i wyższe do których bedzie mu dane dażyć.

Kas

Przeganiasz mnie :)
Lublin przeprasza za LVika

Aruvin: Problem zajmowania miejsca jest niemal zerowy w porównaniu do tego, że ilość itemów i innych śmieci jakie trzymacie w domkach wydłuża zapis stanu świata do długości szczytowania świni wietnamskiej. :/

Laura

O tak!
Niezwykle miłe, kiedy pojawia sie pierwszy portret. W moim przypadku był to zgniły Pluszowy nekromanta, który gubił części ciała w trakcie procesu twórczego  :)

Kruk