Zagadkowy Szczur

Zaczęty przez JAJO, 2006 08 12, 19:35:57

Poprzedni wątek - Następny wątek

JAJO

Pozna noc, juz prawie switalo.
Idealna pora. Nie slychac jeszcze irytujacego swiergotu ptakow. Przyroda spi. Ludzie rowniez spia. Nie wszyscy...
Oczy mial zmeczone, lekko zaczerwienione... schowane w sinych dolkach, mocno podkrazone.
Caly domek, przesycony byl zapachem ziol. Slychac bylo jedynie rytmiczny dzwiek tluczka, ugniatajacego wciaz te same reagenty w pieknym, mythrilowym mozdziezu. I ciezki oddech maga...
Nagle cos sie zmienilo. Bylo inne niz zwykle. Mag to zauwazyl... Uniosl wzrok i ujrzal porozrzucane zloto i rozne przedmioty na dywanie. Uniosl brwi ze zdziwienia, przestal tworzyc i wstal. Rozgladnal sie po calym pokoju... Skad balagan ten? Co dzieje sie? Przypomnialo mu sie, gdy pare nocy przedtem mial objawienie, jakiejs mocy... blysnela wtedy przed nim, towarzyszyly jej dziwne dzwieki. Pod sciana ujrzal szczura... W jego czystym, eleganckim domu byl szczur... to niemozliwe. Mag szybko pokojarzyl dwa fakty i zapytal bez zastanowienia.


- Jakie moce nawiedzaja moj dom !?

Szczur wytargal ze skrzyni kolejny pieniazek w zebach, niosac go na srodek pokoju, powiekszajac tylko panujacy ow balagan.
Mag uspokoil sie, ochlonal predko. Westchnal. Tylko zwykly gryzon. Przepedzil go predko, krzyczac, halasujac. Szczur stanal u drzwi i rzekl.

- Mieszkalem w twej skrzyni, wybacz za balagan...

Odruch czarodzieja odpowiedzial za niego:

- W skrzyni ? Nie zycze sobie ani balaganu, ani gryzoniow, Precz z mej skrzyni, precz z mojego domu !

- Dobrze, juz ide.

Szczur wydostal sie z domu na zewnatrz, Stanal u progu drzwi i rzekl spokojnie.

- Bywaj.

Cos bylo nie tak. Chyba wielogodzinna praca opoznila reflex myslenia. Mag dostal burzy mozgu. Zaraz... co do...
Wybiegl przed dom.


- Zaczekaj... co za gryzon z ciebie, co mowi we wspolnej !?
- Jestem ofiara czaru...
- Jakiego czaru !?
- Zamiany, ktos zamienil umysl maga i szczura. Ja jestem tego efektem.
- Maga? Wiec krazy gdzies po sosarii, zachowujac sie jak szczur?
- Raczej jak berzerker, szczur to tylko osobowosc...

Czarodziej zdumial sie niebywale.

- Wybacz zatem, wejdz do srodka.

Oboje znalezli sie spowrotem we wnetrzu malego domku.
Szczur rowniez poczul sie do przeprosin;


- I ja przepraszam, za balagan.

I wrzucac zaczal Zloto do skrzyni spowrotem.

- Pozwol, ze sie przedstawie... jestem Ilzan. Mag z Moonglow.
- Ja zas, szczur Saitri III, spokrewniony z rodem krolewskim na wyspie Moonglow

Mag uniosl brwi.

- Oczywiscie w hierarchii szczurow...

Uff... to stwierdzenie odeslalo czesc pytan, chociaz wiele jeszcze sie ich tlilo pod czaszka Ilzana.

Czy jest ofiara czaru czyjegos, czy wlasnego. Czy dobrze mu miedzy szczurami, czy tez moze chce odzyskac wlasna forme? Jak dokladnie wyglada i kim jest owy mag berzerker zachowujacy sie jako szczur. Czy zamienili sie umyslami, czy osobowosciami? Szczur nie powiedzial jasno, pytan bylo multum.

- Jestes wiec ofiara zamiany... probowales rozmawiac o tym z kims w miescie?
- Nie, ale zobacz na to...

Szczur zgrabnie wskoczyl na debowy tron. Z tronu, na stolik. Usiadl obok lampy. I... skamienial. Zamienil sie w posarzek.
Na Requanisa... Mag zdumiony byl strasznie, szczegolnie iz skamienialec nie byl pozbawiony mozliwosci mowienia.


- Potrafie sie zamieniac w posazek.
- Masz umiejetnosc samo - petryfikacji lub czegos podobnego !? Czy to znaczy, ze jestes teraz niewrazliwy na czary i ataki!?
- Tak.
- Moge sprawdzic?
- Sprawdz
- Corp Por...

Podczas inkantacji uczynil rytualne gesty dlonmi, po krotkiej chwili z reki maga uderzyla w posag fala niebieskiej, skoncentrowanej energii.

- Rzeczywiscie... niesamowite
- Teraz dosc juz, jestem zmeczony... Odpoczne i porozmawiamy innym razem.
- Mhm...

Mag jeszcze chwile pokrazyl po domu zdzwiony. Namyslil sie. Niebyawala zagadka. Czar zamiany, nie jest powszechnie znany. Umiejetnosci petryfikacji rowniez. Szczegolnie szczurom. Wydeptal swoj dywan, po czym wyscielil kat materialem. Wylozyl na nim zywnosc. Zostawil tez list szczurowi. Liczyl iz uda mu sie bezpiecznie utrzymac szczura w domu, do czasu nastepnej rozmowy i wyjasnienia sprawy. Stracenie perspektywy na odkrycia maigczne bylo by niewybaczalne, a byle drapieznik moglby wszystko zepsuc. Ilzan jednak nie mial zadnych zwierzad w domu, dlatego tam bylo bezpiecznie dla gryzonia.
Sam udal sie na odpoczynek... ludzie musza spac, a mag byl czystej krwii czlowiekiem.




Nie jestem poeta, ale chcialem opisac przygode. Zaczelo sie od sprawdzenia czy jestem przy kompie podczas koxu, a nieco rozwinelo w powiedzmy questa indywuadlnego. Pierwszego mej mlodej postaci i pierwszego w mojej 2 letniej karierze na dm. Mam nadzieje, ze nie ostatniego :). Dzieki za chwile uwagi i zachecam do kontynuacji.

JAJO

Dni miajaly...
Sosarie zdarzyl ogarnac snieg.
Zdarzyl tez stopniec.
Szczur Saitrii III wciaz sie nie odzywal. Byl ciagle na swoim miejscu. Jadla nie ubywalo.
Mag postanowil poszukac pomocy wsrod ludzi madrych. Wiedzial jednak, iz pewne sekrety trzeba zachowac dla siebie.

Siedzial w banku Moonglow. Przegladal wlasnie pewna ksiege. Pamiec nie pozwala przypomniec sobie dokladnie tytulu. Mniemam iz byly to "Milosne Figle Vicero Hoorna". Tak czy owak, nieistotne. Za sprawa czaru przed bankiem pojawil sie znany osobnik. Wszedl do srodka, zaczal przegladac swoj depozyt. Ilzan podszedl i uklonil sie Azuthowi, Burmistrzowi Moonglow. Zaczeli rozmowe. Wkoncu zapytal o czary zamiany. Zamiana maga ze zwierzeciem. Niestety nie uzyskal zadnych przydatnych informacji.

Dni mijaly dalej.
Tajemnica pozostawala tajemnica.
Szczur sie wciaz nie odzywal.

Innego razu spotkal w banku pana Nunca. Nunc to znany powszechenie i szanowany mag.Dysponuje duza wiedza i sporym zasobem bibliotecznym. Jesli pan Azuth nie wiele wiedzial, moze pan Nunc bedzie. Ilzan rozpoczal konwersacje. Udali sie do jego domu. Pokazal szczura, wyjasnil sprawe calkowicie. Zaryzykowal nieco i zaufal wiele starszemu magowi, ktory moglby byc chyba jego ojcem jezeli chodzi o roznice wieku miedzy nimi.
Nunc rowniez nie wiedzial zbyt wiele. Zasugerowal, ze to dzielo czarownic. Zasugerowal, by byc ostroznym. Zasugerowal, by sie obawiac tej zagadki. Sam wygladal na wystraszonego. Predko opuscil dom Ilzana, za pomoca czaru. Stwierdzil iz opieka nad krolem szczurow moze byc niebezpieczna.

Mlody mag zaczal sie zastanawiac. Nie wiedzial wkoncu czy opiekuje sie szczurem z rodu krolewskiego czy wrecz krolem szczurow. Nie byl przedtem swiadom, ze z magii tej i calego zdarzenia moga byc klopoty. Mloda krew i checi odkryc zostawily rozwage w tyle. Zaczal sie zastanawiac... czy rzeczywiscie nie powinien sie bac. Runy ochronne przed domem moga nie wystarczyc. Nie wiadomo z jaka magia ma doczynienia. Nie wie nic, a dowiedzial sie tyle samo. Czarownice? Sprawa Zirael? Heh. Oby te tropy rzucone przez Nunca byly bledne.

Dni mijaly...
Szczur wciaz nie odpowiadal.
Mag postanowil poczekac na wyjasnienie sprawy.
Zachowac ostroznosc...

Gofer

szczur spal... byla bowiem dluga zima... ;)
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

JAJO

Snieg topnial. Woda zas splywala strumieniami po Sosarii, w dol... i w dol. Az do gleby. Wszedzie bylo mokro. Nie, nie wszedzie...

Maga bolaly juz plecy od siedzenia. Bolaly oczy i mniej szlachetna czesc ciala. Siedzial spokojnie, prawie w bezruchu. Tak od wielu klepsydr... Przygladal sie roznym przedmiotom. W swoim plecaku, w kufrze obok... Staral sie dostrzegac rzeczy, ktorych inni nie dostrzegaja. Staral sie je poznawac na nowo. Staral sie na nich koncentrowac... I cisza mu w tym pomagala.

Nagle poczul cos chwiejacego spokojem. Uniosl wzrok na szczura, ten zas wlasnie sie budzil z dlugiego snu. Przywitali sie. Mag chcial pytac. Gryzon jesc. Jedzenia nie brakowalo, wiec najadl sie do syta i oznajmill:


-  Zabiore cie w pewne miejsce... Tam poznasz odpowiedzi.

Chwila niecierpliwosci...
Dreszcz przeszyl cale cialo i umysl Ilzana. Trwalo to mniej niz ulamek ziarnka.
Znalazl sie w grocie. A nie bylo w niej jasno.


- In Lor

Byl dalej w owej jaskini, ale bylo mu jasno. Wyroznialy ja od innych piekne krysztaly, mieniace sie fioletem. Nie przypadkowo tym kolorem zapewne. Tu nic nie dzialo sie przypadkowo. Mag byl zaskoczony i zdumiony. Co z ostroznoscia? Czy mozna zaufac... domniemanemu krolowi szczurow?

- Saitri... gdzie my jestesmy?
- W wielkiej bibliotece istnienia, chodz...
Eh... Coz mogl zrobic? Zaufal gryzoniowi. Po paru krokach stali przed czyms, na ksztalt komnaty. A sciany jej, z polek ksiazkami oblozonymi zrobione byly. nad polkami wychylaja sie sylwetka stwora. Wygladal... jak cos, bedace polaczeniem smoka i weza. Nie nalezal jednakze z pewnoscia do zadnego z tych gatunkow. Instynkt maga nakazal mu sie uklonic. Jak palcem pstryknac, prawdopodobnie w czasie, ktory zajmuje powiece opadniecie i odsloniecie oka szczur i mag znalezli sie w srodku komnaty.

- Jam jest Straznik Imienia

Mag rozgladnal sie po otoczeniu. Wkolo straznika stal stol, na stole ksiegi i swiece. Po chwili Saitrii rowniez. Byl tez tron, ktory zostal wskazany Ilzanowi. Niepewnie, lecz usiadl na nim.

- Straznikiem Imienia...
- Straznikiem bytu
- Magii? Wiedzy?
- Imie... to TY, ono zawiera cala wiedze.... tak, jestem straznikiem wielkiej wiedzy. Chciales pytac? Wiec pytaj.
- Mam wiele pytan...
- Wybierz trzy z nich, a odpowiem na nie, jesli nie zabronione ci bedzie znac odpowiedz.

I wykonal Straznik rytual, blyskawicznie. Efektem jego bylo pojawienie sie czterech plonacych dusz, kazda w rogu komnaty przy polkach pelnych zakurzonych ksiag.
Zastanowil sie mag, poprosil o chwile na namysl. O co zapytac... tak potezna istote. Nie mial juz obaw, wiedzial iz musi zapytac o cos sensownego. Skupil sie na tym... Wszystko go zatkalo. Wolal zapytac predko niz nie zapytac wcale. Ale o co... Tak wiele ich w glowie, a nagle wielki problem. Ktore najwazniejsze? Ktore najsensowniejsze? Pytanie o nastepne liczby w loterii Minoc bylo by bledem. Wszystkie podobne rowniez...

Dusze wyszeptaly kolejno "Pytaj", a glos ich przeszywal komnate. Nie powiewal jednak groza.

Zatem zapytal sie o maga kapituly, by wiedziec gdzie szukac swej przyszlosci.
I odpowiedz zostala mu dana. Zasmial sie mag, w srodku. Szukal tego, co mial pod nosem. Ale nie zmarnowal chyba tego pytania calkowicie, bo mial teraz pewnosc.

Dusze wyszeptaly kolejno "Pytaj", jak przedtem.

Zapytal o paradoks, polegajacy na korzystaniu z magii wrogow Requanisa, bo chcial poznac lepiej swa religie. I odpowiedz byla mu dana. Wytlumaczyla wszystko, usatysfakcjonowala w pelni umysl, nie smial jej podwazac.

I wyszeptaly kolejno dusze slowa. Tym razem nie we wspolnej. Ilzan nie mial pojecia coz to za jezyk. Wydawal on sie jednak znajomy. Byl dzwieczny, przypominal runiczne zapisy czarow, starych zwojow lub czegos podobnego. Zrozumial jednak co powiedzialy. "Pytaj"

I ostatecznie,  by nie oddac sie egoizmowi zapytal o szczura i jego sprawe. To on go tu przyprowadzil. I odpowiedz brzmiala, by szczurem sie nie przejmowac. Zrozumial wtedy, ze to nie szczur potrzebuje pomocy. Szczur jest przewodnikiem. To nie przypadek i wszystko stalo sie nieco jasniejsze.

Zastanowil sie mag, czy wlasnie nie zmarnowal prostacko trzech pytan. Mogl zapytac o wszystko. Nie byl jednak zly na siebie. Nie dokonal zas najgorszego chyba wyboru. Potem odeszli juz wraz z Saitrim. Opuscili komnate. Znalezli sie w Moonglow. Saitri mial podzielic sie wiedza w swiatyni Requanisa...

To co wysnul w swej glowie zaraz mialo prysnac...
I staneli na schodach swiatyni, z piaskowca zbudowanej. Purpurowe sztandary powiewaly na wietrze. Weszli. Szczur wyjasnil, ze nie jest szczurem. Stanal na symbolu swietego plomienia, zaplonal zywym ogniem. Wymowil slowa, w nieznanym jezyku. Zrozumial lecz Ilzan ich znaczenie. "Requanisie... daj mi swej mocy !"
... Zamienil sie w...wojownika odzianego w stal.[/i]

- Jestem rycerzem...
- Rycerzem...

Koniec. Jak rycerz ma sie do tego? Metlik. Chaos. Trzeba uporzadkowac... wszystko pokoleji...


- Przynies mi ksiege o magach ksiezyca, a opowiem ci wszystko
- Zaraz... ale

I zniknal szczur. Pozostawaly dwa pytania. Jak odnalezc ksiege. Jak odnalezc potem Saitriego.

Poszukiwania ksiegi zaczely sie od swiatynnej biblioteczki, ktora znal prawie na pamiec. Liceum rowniez nie posiadalo woluminum w ogolnodostepnych zbiorach. Jhelom... Wielka biblioteka Jhelom. Ksiega o magach polksiezycowych. Czy to ta? Ilzan czytal juz ja kiedys, przesiadujac w tej bibliotece... stad skojarzenie nakazalo mu ja skopiowac. Nie potrafil. Wiedzial kto potrafi, nie wiedzial jak go znalezc. I wtem za sprawa obwolywacza zaciekawil sie Ocllo. I spotkal tam maly tlum i nekromante, ktory zatrul tenze tlum jednym czarem. Znal wiekszosc ludzi, znal tez postac w czarnej todze. Nie wiedzial po co tam ci wszyscy ludzie sa... Przekonal sie. Wszystko sprowadzalo sie do wiedzm, ktore plataly figle.
Niezbyt jednak smieszne. Czy te sprawy mialy powiazania? Uznal, iz prawdopodobnie nie.

Gdy zamieszanie opadlo, dluga rozmowa z Nuncem zaoowocowala wlasna kopia ksiegi o magach polskiezyca. Zaowocowala tez innymi informacjami. Nie przypadkowy rowniez byl symbol polksiezyca na plakacie wystawionym w banku przez maga kapituly. Wszystko zdawalo sie rozjasniac.

Ilzan wiedzial, ze szczur nie potrzeobowal pomocy. Podejrzewal, iz jest to po prostu plan boskiego Requanisa wobec maga. Fiolet krysztalow, biblioteka, magowie ksiezyca... Czyzby to mialo w jakis sposob utwierdzic sciezke zycia maga? A moze dotyczylo czegos calkiem innego? Ale czegoz by od niego mogli chciec, jesli nie posluszenstwa i nauki... Byl slepcem wsrod widomych, analfabetom wsrod skrybow. Napewno byl jakis cel temu wszystkiemu. Czy odgadl wlasciwie? Wystaczylo znalezc ksiazke i szczura by sie dowiedziec. Nie wiedizal, czy kopii owej ksiegi juz nie posiada. Ale jaka jest roznica miedzy magami ksiezyca a magami polksiezyca? Hm...

Wrocil do domu. Saitrii byl na stoliku, jak przedtem.
Wystarczylo wiec przyniesc odpowiedni wolumin i czekac. Zostawil kopie ksiegi, krotki list i odpoczal. To trzeba uporzadkowac, w glowie. Biblioteka Magincji i Brytanii nie zostala przeszukana... pozatym - ksiega nie musiala sie znajdowac w bibliotece znanej Ilzanowi. Nie musiala sie tez znajdowac w bibliotece.[/i]

JAJO

Rytualy Kapituly odbyly sie zgodnie z zaleceniami gryzonia. Duzo wprawniej niz poprzednie. Wszystko szlo w dobrym kierunku.

Zastanawial sie wlasnie nad woluminem "Klasyfikacja Czarow", ktory sam napisal. Postanowil dokonac paru poprawek. Kal Ort Por... i szeroko otwarta geba. Zamiast siedziby, poteznej twierdzy byla jedynie pusta polanka porosnieta nieco kwiatami. Mag zdziwil sie. Nastepnego dnia na dodatek, nie byl juz magiem.

Wszedl do swej malej chatki. Rozejrzal sie po dobrze mu znanych scianach, suficie, podlodze... Westchnal gleboko.

- Przydal by sie wiekszy dom.

Skierowal glowe w strone posazka

Musze cie oddac kapitule. To juz nie moje sprawy. W dodatku szpecisz mi wnetrze

Zasmial sie, po czym poszedl szperac piwa w domu. Niestety zapomnial, ze jest abstynentem i nie posiada takich specyfikow. Moze czas i to zmienic?