Uchyliwszy wieko...

Zaczęty przez Krowi_Bog, 2006 09 10, 14:05:04

Poprzedni wątek - Następny wątek

Jasmine

Kobieta weszła do kanałów, ruszyła znaną drogą, doszła do bramy, rozejrzała się, nikogo nie było. Po chwili oczekiwania usłyszała kroki, zza rogu wyłoniły się dwie postacie, Jasmine je znała, a przynajmniej uważała ze je zna. Kobiety weszły do większej sali. Zasiadły we trzy przy kamiennym stole. Yaineil spojrzała na Jasmine.
-Wiesz po co zostałaś wezwana?
Jasmine nie wiedziała, pokręciła głową
-Wezwałyśmy cię, gdyż będziemy tworzyć mózg.
Przez krótką chwilę milczały.
-Wiesz jakie składniki będą potrzebne?
Jasmine znowu pokręciła głową. Yaineil podała jej listę ze wszystkimi składnikami.
Jasmine przeczytała listę. Spojrzała na Yaineil.
-Mam je dla ciebie zdobyć?
Zadanie wydawało się banalne gdyż większość z nich posiadała.
-Nie.
Yaineil spojrzała na Jasmine. Eryanna podeszła do skrzyni stojącej nieopodal.
-Powiedz Eryannie co ma wziąć.
Jasmine zaczęła czytać.
-Dwoje oczu beholdera.
-Dziesięć fiolek wilczej krwi.
-Dziesięć kości.
-Dziesięć grudek żyznej gleby.
-Dziesięć kępek czarnego wrzosu.
-Po jednej sztuce podstawowych składników magicznych.
-Trzy fiolki smoczej krwi.
Eryanna wyciągała po kolei zioła po czym wkładała je do worka.
-Mięso w ilości połowy wagi humanoida.
Yaineil podeszła do zielonkawej wody znajdującej się w kanałach, uniosła ręce nad wodą, po czym wypowiedziała słowa w języku niezrozumiałym dla Jasmine. Z wody wyłoniło się ciało małej osoby, był to niziołek albo gnom, ciało było idealnie zachowane, nie było na nim żadnych oznak rozkładu. Yaineil rzuciła ciało na posadzkę. Po czym podeszła do regału i zdjęła z niego czaszkę wykonaną z gwiezdnych szafirów. Podeszła do Jasmine i wręczyła jej czaszkę, Eryanna z kolei podała jej worek zawierający ingrediencje.
Yaineil spojrzała na Jasmine.
-Umieść składniki w czaszce.
Jasmine zaczęła wkładać składniki do wnętrza czaszki. Gdy skończyła położyła czaszkę na posadzce i zebrały się wokół niej. Wampirzyce zaczęły skupiać się na czaszce, Jasmine postąpiła za ich przykładem. Eryanna wyrzuciła ręce do góry i wypowiedziała pierwszy raz zaklęcie. Pozostałe dwie kobiety postąpiły tak samo. ,,An'alna trath us fath bezath dohieldiem ve!" echo słów przez chwile brzmiało w kanałach. Kobiety wyciągnęły ręce przed siebie tym razem wykrzykując zaklęcie. Echo powtórzyło za nimi. Zaklęcie zostało wypowiedziane raz jeszcze, tym razem cicho, po czym wszystkie trzy opadły na posadzkę i położyły dłonie na czaszce. Ich dłonie zaczęły drgać, unosiła się wokół nich dziwna poświata. Magia intensywnie przepływała do czaszki. Po chwili było cicho, słychać było tylko piski szczurów walczących o resztki mięsa. Kobiety były wyczerpane, Yaineil podniosła się jako pierwsza, chwilkę po niej Eryanna. Ostatnia podniosła się Jasmine, wyglądała jak cień człowieka.
Krwistowłowa wampirzyca podniosła czaszkę w której był idealnie scalony ze składników mózg. Ta, którą Eryanna nazywała Matką siadła przy stole. Młodsza wampirzyca podała ramię śmiertelnej by wspomóc ją po tak wielkim wyczerpaniu. Wszystkie trzy usiadły, usatysfakcjonowane z efektu, wszystko poszło jak należy. Po chwili odpoczynku pożegnawszy się, wszystkie udały się w swoją stronę. Jasmine udała się do swojej wierzy, po czym opadła na łoże i zasnęła z wyczerpania.

Krowi_Bog

Otworzyła mu drzwi. Pozwoliła magistrowi Akademi przyjrzeć się komponentom nieistotnych eksperymentów, które chaotycznie leżały na stole badawczym. Spojrzała na niego czarnymi jak smoła oczyma i wiedziała. On mówił, opowiadał... Opowiadał o tym, jak powolnym procesem było zrozumienie istoty rytuału napełnienia, opowiadał o nieudanych próbach, błędach w rozumowaniu i kolejnych krokach ku ukończeniu celu. Słowa słowa słowa....
Wychodzące z ust Redgarda dźwięki nie miały znaczenia. Istotne było to, że magowie Akademi Nauk naładowali baterię, która po roku wróciła do jej dłoni. Spojrzała na obsydianową kulę, wewnątrz której co raz migały drobne iskierki przypominające jej czas śmiertelności.

Świadomość własnej wielkości ku chwale własnego Daru zadowoliła ją.

SolTell

Ujrzał promienie słońca i twarz... swojego przełożonego. Wiedział że wdepnął nieźle. Cóż dobrze wiedział co miało sie z nim stać. Egzekucja? Po cichu czy przy owacji publiki?.

Zeszli do Ich siedziby, znów ten smród i kropelki potu spływające po plecach. Czuł że jego krótki żywot kończy się.

Te słowa, ten jeden cichy jęk. Tak wygląda koniec żywota ?

Otworzył jednak oczy a przednim otwarta była dłoń, koścista dłoń tak kuszącą że nie mógł jej odmówić. Uścisnął ją.

"Powstań.. sługo"

Spojrzał tępo na siebie, już nie był młody ani piękny. Jego skóra stała sie pogniła a mózg nie myślał o niczym tylko o Niej, o Jego Pani. Od tego momentu.. począł sie rozkładać. To nim żywi sie robactwo.


Czyli jest nowy "ghul" :>

Krowi_Bog

Powietrze zapachniało ozonem... Zakrzywiła się przestrzeń. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się tylko żywo zielona łąka stały dwie jakże do siebie niepodobne wampirzyce. Zgarbiona Yaineil oparła się na lekko tlącej się lasce. Niedbale machnęła ręką pozwalając Eryannie czynić to, co do niej należało. Spojrzała w mrok wejścia do Khaldun. Czekają tam, gdzie ich o to poprosiła.

Eryanna zgniotła zgromadzone składniki w dłoni. Pasowały do siebie idealnie... Yaineil nie słyszała słów inkatacji wypowiadanej przez Eryannę. Nie widziała bladego światła, którym tliła się dłoń trzymająca składniki zaklęcia - Zaklęcia Iluzji Głosu Imperatywnego.
Otworzyła usta i wypowiedziała pierwsze słowa. Gdyby dźwięki posiadały zapach, ten pachniałby śmiercią absolutną. Niewielu jest w Sosarii, którzy usłyszęli głos Netherila i trwają w śmiertelności, a takim właśnie głosem zgarbiona wampirzyca poczęła wzywać Erenena ku lochom Khaldun. Krzycząc coraz mocniej w gęsty jak smoła mrok nocy powoli opadała z sił. Nie zdawała sobie sprawy jak wyczerpujące może to być zaklęcie. Zamilkła. Wypełniła ją świadomość faktu, iż gdzieś tam... w umyśle licza pojawiło się wezwanie, w które uwierzył - Imperatyw Netherila... Podpierana przez swą córkę weszła z trudem w głąb Khaldun. Nie miała siły. Nie miała siły unieść głowę by przyjrzeć się Yezdigardowi i wampirom, które sprowadził ze sobą tak jak o to prosiła. Opadła na posadzkę czekając z trzymanym w dłoni Codex Damnorum... Wypowiadała słowa, starała się przygotować Nieśmiertelnych do tego, co miało nastąpić. Co działo się wokół niej? Nie wiedziała. Wezwanie licza kosztowało ją zbyt wiele wysiłku.

Mgła przysłaniająca czarne jak węgle oczy i zamaskowana postać wjeżdzająca dumnie na widmowym rumaku ku zastawionej pułapce... - Naquatak Akk'ettebeh - wyszeptała wydzierając kilka stron ze starej księgi. Co działo się dalej? Nie była w stanie ogarnąć świadomością wydarzeń w Khaldun. Nie pamiętała momentu, gdy wręczono w jej dłonie pulsujące serce, które jeszcze niedawno należało do Erenena. Wyczerpana, doprowadzona przez córkę do swego domostwa zasnęła w katatonicznym bezruchu na swoim tronie. - Teraz pozostała już tylko powłoka - pomyślała zasypiając.