Uchyliwszy wieko...

Zaczęty przez Krowi_Bog, 2006 09 10, 14:05:04

Poprzedni wątek - Następny wątek

Krowi_Bog

Było coraz mniej wygodnie. Z miesiąca na miesiąc gniótł coraz bardziej w biodra i łopatki. Musiałam zacząć przewracać się z boku na bok, sen stawał się bardziej i bardziej płytszy. A mówili, że ten atłas będzie doskonały. Kłamcy. Paskudni kłamcy.
Dałoby się to znieść, oj dałoby, gdyby nie sny...

W śnie widziałam siebię siedzącą na drobnym taborecie, popijającą wino z inkrustowanego bursztynem srebrnego kielicha. Wokół one - Seleena, Aiko i Andrea. Jak zwykle jaskinię przepełniał gwar irracjonalnych, niezobowiązujących rozmów o ostatnim polowaniu, kolejnym paskudnym obrazie Aiko, o... Wtedy to wychyliwszy jeszcze jeden łyk wina spojrzałam na twarz matki - Seleeny.
Stała się... Nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego słowa. W myślach goniących przez mą czaszkę wiedziałam, iż coś jest nie tak, coś jest nie w porządku, że jest... Słowo, które przyszło mi do głowy było przerażające - ŚMIERTELNA.
Zakręciło mi się w głowie. Strop jaskini gwałtownie się obniżył, zaczął wgniatać mnie w podłoże, rozpaczliwie szukając ratunku spojrzałam na siostry. O Panie! One... One także!
Próbując nie stracić panowania nad sobą, starając zachować przytomność umysłu jeszcze raz skupiłam wzrok na twarzy matki.
Nie było siwych warkoczów.
Nie widziałam białej sukienki.
Spod fioletowego kaptura spojrzała na mnie twarz całkiem innej kobiety. Kobiety, o której Seleena mówiła, iż była tylko moim szaleńczym wyobrażeniem... Bezgłośnie otworzyła usta i wiedziałam...

Otworzyłam oczy. Bardzo spokojnie uchyliłam wieka i spojrzałam na otaczający mnie świat.

Krowi_Bog

Eryanna. Ma niewyparzony język. Ile się nacieszyłam samotnością, no ile? Dwa tygodnie? Przez dwa tygodnie za jedynych towarzyszy miałam tylko czerwonookie szczury, stare księgi oraz smród fekaliów. Wystarczy chwila koncentracji by wyłączyć doznania z węchomózgowia i nawet to mnie opuszczało. Błogość.
Dwa tygodnie swobodnych rozmyślań.
Dwa tygodnie z książkami.
Dwa tygodnie spokoju.

Te lata temu, gdy ślepo zafascynowana wszystkim, co czynił Mistrz Luten i spędzałam z nim każdą możliwą chwilę wieczności było tak samo. Tylko księgi, szczury i fekalia. Goście? Goście zdarzali się raz na rok. Tylko raz na jeden rok, a teraz?

Minęły dwa tygodnie. Dwa perfekcyjne tygodnie i?
Najpierw ten mówiący, lecz więcej trzymający dla siebie starzec. On wiedział, iż wzmianka o Tibaneh sprawi, że nie zostawię tematu samemu sobie. Pytanie - skąd wiedział?
Potem śmiertelnik - przyznam - daleko zaszedł od tych kilku lat. Może będzie użyteczny... Tak czy siak zakłócił już i tak rozpadający się spokój chwili...
Następnie Eryanna i.. sama na pewno by nie przyszła... Ależ oczywiście musieliśmy rozpamiętywać to, czego nie chcę pamiętać. Wystarczy mi, że nadal trzymam te szkice, które rysował w Yew. Wojownicy Dies Irae, portret Gambii, dziecię Luny pośród drzew, moje własne oblicze... Nadal trzymam tą część przeszłości. Czy to znaczy, że mam ją pamiętać? Na szczęście i on i ja nie chcięliśmy rozmawiać o naszym... przyjacielu.
Ból i chęć niepamięci.

No i Eryanna. To wszystko jej sprawka. Zakładam, że i dziad od niej dowiedział się o moim przebudzeniu. Wyprze się, jak zwykle. Czy dobrze, że wtedy pozwoliłam by moja RZECZ otrzymała Dar? Nie wiem. Jest użyteczna i naiwna. Stara więź nie zanika. Nadal jest wierna.

Tylko dwa tygodnie...

MaUa

'Wredna Zołza" pomyślała spoglądając na Yaineil. Nie tak miało to wygladać. Była jej siostrą, ba! nadal jest, zachowuje się jednak jak kiedyś, w czasach gdy Eryanna do niej należała...
Cóz pozostało, tylko złośliwość. Niech przpomni sobie to, co z taką pieczołowitością skrywa w swym zimnym do cna sercu. I niech oni o tym usłyszą, przynajmniej tak może się zemścić.


Cudo.

Shad

Bardzo ciekawy styl.. ;) Ale co do przeszlosci Yaineil to ja wolalem jakos ta bardziej odlegla, ze sie tak wyraze smiertelna ;)

Krowi_Bog

Świecące w ciemnościach czerwone ślepia szczura przyglądały się dwóm kobiecym postaciom, które co chwilę ciskały ze swych dłoni bądź to strumienie kwasu, bądź to rozjasniające na ułamek sekundy mrok kanałów błyskawice. Leżące na pękającej posadzce próbki przeróżnych rud z czasem ulegały mocom poszczególnych zaklęć. Mijały godziny, a na placu boju nie pozostała żadna z leżacych tam wcześniej licznych sztab metalu. Blada kobieta w różowej sukni wyjęła zza pazuchy woreczek i wręcz z namaszczeniem wysypała jego zawartość na posadzkę. Kilka różniących się od siebie wielkich nieoszlifowanych kamieni szlachetnych rozsypało się między stopionymi czy pokruszonymi metalami.
Łysa kobieta w ciemnej jak noc sukni spojrzała na swą pomocnicę szerokimi źrenicami, wypowiedziała kilka słów, po czym jej ciało powoli zaczęło zamieniać się w żywy ogień. Przypominający humanoida ogień zaczął ściskać kamień za kamieniem swymi gorącymi dłońmi. Młodsza kobieta widząc, iż rozpoczęła się dalsza część badań oblizała się po swych ostrych kłach i zaczęła ciskać w nieroztopione klejnoty strumieniami magicznej energii.
Minęły następne godziny.
Yaineil zaprzestała dyktować, Eryanna zamknęła księgę, odstawiając na bok pióro i inkaust. Nie ważne, iż nie miała początkowo racji. Istotne jest, iż gwiezdny szafir spełnia wszystkie kryteria.

Przyglądający się wszystkiemu szczur zostawił najwyraźniej czymś zadowolone kobiety, pociągnął nosem i ruszył za uchwyconym zapachem samicy.

MaUa

"No tak... ona zawsze musi mi dyktować co mam robić... Ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę..." pomyślała Eryanna ciskając, wywołaną przed chwilą, mocą magiczną w niewielką próbkę valorytu. Potem kolejne próby, kolejne próbki metali to rozpadały się, to znów topiły pod wpływem gorąca. "To niemożliwe!" pomyślała, gdy chlusnęła strumieniem kwasu w próbkę royalu. O dziwo, ten uważany za jakże mocny materiał począł topnieć jak śnieg na wiosnę. Nawet Yaineil wyglądała na zdziwioną. "Nie przyzna się, że tego nie podejrzewała, jestem pewna" pomyślała Eryanna prychnąwszy na głos.
-Ha! Wiedziałam, Eryanno, royal nie nadaje się do niczego. - Powiedziała Yaineil mlasnąwszy głośno.

Wszytkie metale uległy zniszczeniu... Cóż, można się było tego spodziewać, magia jest potężna. Eryanna starannie poczęła wyjmować z sakiewki kamienie szlachetne. Z namaszczeniem ułożyła je w pewnej odległości od siebie na kamiennej posadzce. Rozpoczęły sie kolejne próby.

"Mogłam się domyślić, że cytryn się od razu rozpadnie, nie było potrzeby marnować nań mocy" pomyślała Eryanna wyrzucając resztki kamienia. Kolejne próby, kolejne kamienie zniszczone, starte w pył. I oto zostaly dwa! Diament, tak mocny podobno, to jego faworyzowała Yaineil oraz gwiezdny szafir, najpiękniejszy ze wszystkich kamieni. Wiedziona walorami artystycznymi i poczuciem piękna, Eryanna pokładała swoje nadzieje w gwiezdnym szafirze. "On musi wytrzymać" myślała "jest piękny i skrywa w sobie moc, jest najlepszy". Nie podzieliła się jednak spostrzeżeniami z Yai... Niby po co, ona i tak nie słucha...

Rozległ się huk. Wyładowania elektryczne wzmocnione jej wampirzą mocą z wielką precyzją poczęły trafiać w diament.
- Niemożliwe! Rozpadł się! Yai! - krzyknęła zaskoczona Eryanna, podczas gdy Yaineil już recytowała inkantację starego zaklęcia. Przestraszona Eryan zaczęła uciekać.
- To nie moja wina, że się rozpadł, sama kazałaś skupić się na mocy zaklęcia! - poczęła wrzeszczeć Eryanna. To nieco uspokoiło Yaineil, w końcu został jeszcze jeden kamień, gwiezdny szafir... Eryanna zebrała energię i wysłała ją pod postacią potężnego pioruna w kierunku kamienia a ten począł wsysać tę moc jak pijawka łaknąca krwi ofiary.
- Udało się Yai! Szafir wytrzymał próby!

wowek


Krowi_Bog

Odebrała szkatułkę od starca. On uśmiechnął się w ów swoisty sposób, który nie podoba się nigdy osobie patrzącej na taki uśmiech. Ściskając dłonie na worku pełnym złota rozpłynął się w gęstym powietrzu kanałów. Chwyciła szkatułę w dłonie pozwalając im nacieszyć się się jej kształtem, a głowie myślą o jej zawartości.
Kroki.
Vas Ylem Rel - opuszczona na posadzkę szkatuła zamieniła się w zdechłego szczura.

- Czy już czas? - spytała Eryanna wchodząc w zasięg jej wzroku.
- Tak, chodźmy. - rzuciwszy bezgłośnie zaklęcie stabilizujące iluzoryczne zwłoki chwyciła za laskę. Otworzyły swe runiczne księgi.

Dwie kobiety wraz z towarzyszącymi im dwoma potężnymi, kamiennymi humanoidami przekroczyły bramę cmentarza Vesper. Tam! Krzyknęła Yaineil, a potężne cielska ruszyły przed siebię by stanąć obok nagrobka.
"Othar Krzywy - Zmarł w wyniku zarazy" - spojrzała na wydrapany w kamieniu napis. - Kopcie - wydała rozkaz, a kamienne cielska zaczęły ryć swymi wielkimi dłońmi w ziemi.
- Wyjmijcie trumnę - nakazała. Stara butwiejąca trumna została rzucona na ziemię.
Następne rozkazy odbijały się echem od drzew otaczających cmentarz, gdy kolejne trumny i sarkofagi opuszczały swe schronienie pojawiając się na powierzchni. Rozkazująca Yaineil, jej służka wyjmująca nikomu już niepotrzebne zwłoki, ćwiartująca i chowająca je do worków, ich przyjaciel i martwe ciało rzezimieszka w jego pysku rzucone pod ich nogi.

- Im już nie będą potrzebne - rzekła Yaineil wrzucając wielkie, wypchane rozczłonkowanymi ciałami worki w brązowozielone wody kanałów. Pstryknięcie palcami - O tak... Teraz wytrzymają, mogą tu spokojnie czekać. - Siadła w swym fotelu, chwyciła za martwego szczura i otworzyła jego pysk. Nie widziała nigdy nic piękniejszego.

Krowi_Bog

Już wcześniej wiedziała, iż jest w tym haczyk. Nie wierzyła Starcowi, zawsze zdaje sobie sprawę z prawd, które mogą kryć się za wypowiadanymi słowami.
Śmiertelnik, który niósł ze sobą zapach piachów Nujel'm i lekką woń Zaginionych Krain nie przybył do niej przypadkowo. Przysłał go on. Właśnie on. Śmiertelny mężczyzna nakłoniony wolą Starego (Kim on jest tak na prawdę?) przybył do jej samotni przywiedziony podarowanymi mu przez Kłamcę wskazówkami. Cóż. Jakże podatny miał umysł... Jak łatwo było odwieść go od kierującej nim myśli i zwieść ku innej drodze. Jakże łatwo...
Jeszcze raz przeczytała treść listu, który mężczyzna otrzymał od Człowieka w Czerni. Bez ogródek wyjaśniał mu, gdzie ma szukać. Pytanie brzmi - dlaczego...

Zamlaskała, spojrzała na prosto skreśloną literę "E" stanowiącą podpis listu i wyjęła zza pazuchy jeden z Nich. Piękny, o blasku dorównującym Słońcu, które pamiętała z lat swej śmiertelności. Objęła go palcami i pocałowała lekko. "Ziarno Piasku". Nie. Są jej i tylko jej. Nikt ich jej nie odbierze, a Starzec będzie cierpiał za swą zdradę.

Krowi_Bog

Mae'tall otrzymał z jej rąk pergamin, o którym była mowa wiele tygodni wcześniej. Zastanawiała się, w którą stronę podąży zapisana przez nią przyszłość. Czy obróci się przeciwko niej? Szanse są znaczne. Wiele mogłaby użyć słów opisując swe myśli. Wśród niepewności i lęku znajdowała się także drobna nić prowadząca do pajęczyny zemsty.

Kas

Wskazowki za 2 miliony... 2 miliony... skad wziac taka kwote w takim czasie? Shaft stwierdzil ze juz ma to zloto... ale Ona nie mogla tak poprostu wykorzystac ich pieniedzy. Upieral sie. Powiedzial ze tak bedzie lepiej... Tylko One sie liczyly...
Starzec nie wygladal zachecajaco. Wlasciwie to cos w nim odpychalo. Jak mowil do niej "moja droga" miala ochote go rozszarpac. Jednakze resztki silnej woli powstrzymaly ja. Dostala wskazowki. Za 2 miliony! Dlugo sie zastanawiala czy nie zmarnuje tych pieniedzy... ale Shaft nalegal...
Podazyli za trescia listu, odnalezli kanaly pod spladrawana stolica i.... byly puste! Nikogo nie bylo! Jednakze jedna czesc lochow wskazywala na czeste odwiedziny w tamtym miejscu. - -   -Przyjdziemy innym razem...
Alderon nakazal pozostac reszcie na gorze. On mial mowic z ta kobieta. Moze czegos sie dowie, a moze dostanie to, czego my tak dlugo juz szukamy? Chociaz Kasandra watpila czy takie skarby mozna oddac po dobroci...
Lublin przeprasza za LVika

Aruvin: Problem zajmowania miejsca jest niemal zerowy w porównaniu do tego, że ilość itemów i innych śmieci jakie trzymacie w domkach wydłuża zapis stanu świata do długości szczytowania świni wietnamskiej. :/

alderon

Ciemnialo już na dworze kiedy stanęli przy baszcie. Tak jak ustalili ruszyl samotnie ku czarnemu otworowi wejścia do kanałów. Musiał udać się na spotkanie sam. Biorąc wszystkich był przekonany, że słowa i zwój zastąpi stal oraz mord a tego nie chciał. Skręcił kilkakrotnie w korytarzach, kierując się do miejsca gdzie powinien znaleźć tego kogo szukał. Jeszcze jeden zaułek i stanął oko w oko z Tą, do której go skierowano. Za kamiennym stołem siedziała niewiasta. Jej mlody na widok wiek kłócił się z szaro-bladą cerą ciała. Nieobecny i obojętny zwrok lustrował jego postać, zadając nieme pytanie.

- witaj nieznajoma niewiasto - gdy wdzrygnęła sie uprzedził szybko jej pytanie
- nie, nie mam złych zamiarów, przychodzę od tego który wskazując mi drogę do tego miejsca zapewnił, że otrzymam to po co przybyłem. Sądze że wiesz Pani o jaką rzecz chodzi ?. Na dowód prawdy moich słów mam przy sobie ów zwój ze wskazówkami, raczysz nań spojrzeć Pani ?

Pokłonił się podając zapisany pergamin.
Spojrzał na czytającą kobietę. Otaczająca ją aura jakby śmierci dziwnym mrowieniem pleców dawała znać o czymś co było nieomal namacalne. Nie była zdziwiona ani celem spotkania ani też osobą, która go tu przysłała. Zaczęła mówić o sprawach i postaciach o których nie miał w ogóle pojecia. Czy miały one jakikolwiek związek z jego zadaniem ?. Spoglądając na mówiącą był przekonany, że  wiedziała na długo przed nim o wszystkim.
*ktoś kłamał by ktoś nie poznał prawdy*

- Nie mam tego po co przybyłeś śmiertelniku, miałam szkatułe w ręku, przyznaję ale już jej nie mam.
Wzdrygnął się gdy słowa te dotarły do niego.
- zatem mówisz Pani, iż starzec kłamał ?

Wzrok jego jak i głos zdawał się zadawać to samo pytanie. Wizja przyciśniętego miecza do jej gardła nie pomogłaby w rozwiązaniu zadania a niewypowiedziane słowa ściętej głowy nie uchyliłyby rąbka tajemnicy.

- tego nie wiem, wiem jedno ze sam posiada 5 kryształow. Co do pozostałych nie mogę ci pomóc - odpowiedziała.
Nie miał tu już nic do szukania. Nie otrzyma tego po co tu przybył, przynajmniej w tej chwili.
- czy będzie mi znów dane ujrzeć Cię Pani ? - zadał jeszcze pytanie oddając pokłon pożegnania.
- kto wie ? ... być może ? - odparła zamyślona.

Wracał drogą, którą przybył z natłokiem myśli.
*jeśli miała kamienie to dlaczego nie oddała ?... nie zaproponowała też nic chociaż zapewne mogła ? *
* jeśli jedyną drogą zdobycia ich było jej morderstwo, dlaczego spokojny do tej pory zakon starzec chce pchnąć na droge krwi i mordu ?*
*suma za jaką uzyskali wskazówki była niebotyczna a jednak nic nie wspomniał o 5 posiadanych przez siebie kamieniach... przeoczenie czy też umyślne niedopowiedzenie ?

Tak wiele tajemnic i żadnej odpowiedzi.
Wychodząc z kanałów wiedział, że znów tu powróci. Pytanie tylko... z pokojem w sercu czy tez z chęcią mordu w dłoni ?
Na to jednak mógł odpowiedzieć tylko starzec, ktorego musieli jak najszybciej odszukać.

alderon

Już kilka dni przemierzał piaski pustyni w poszukiwaniu starca, lecz tego ani widu ani słychu.
- czyżby wyniósł się na dobre otrzymawszy zloto ?
Powrócił myślą do bladolicej niewiasty, której widok nie dawał mu spokoju. Jeszcze przed wyruszeniem do miasta prosił Dracusa by ten zajrzał do podziemi.
- a nóż spotka lub znajdzie coś co przeoczyli ?

Wycieczka maga zakonu nie przyniosła nic ciekawego, chociaż... ? Przemierzając odnogi kanałów głuche echo kroków odbijanych od ścian i lekka warstwa kurzu pokrywająca stół i krzesło mówiły wyraźnie, że nikt tu od dawna nie przebywał. Zajrzał do miejsc, które on sam niedawno odwiedził lecz i tam nie znalazl niczego godnego uwagi poza ...
Na dnie jednej ze skrzyń leżał kamień nie dający się żadnym sposobem podnieść.

Zdający mu relację Dracus wprawił go w zadumę.
- czyżby słowa niewiasty mówiły prawdę lecz... nie całą prawdę ?
- nie miała kamieni przy sobie, ale one tam były... to też prawda,
- gdyby wówczas nakazał jej otwarcie wieka, a Ta odmówiłaby czy dobyłby miecza ? Nie... to również było prawdą.
- starzec sprzedając im wiadomość za spory mieszek zlota także kierował sie prawdą,
- jeśli w tym świecie wszystko co go spotkało okazało się do tej pory prawdą, to jak znaleźć tą... jedyną prawdę ?

Cisnął ze złością trzymany w reku przedmiot na ziemię.
Obraz kobiety znów przsunąl się przed jego obliczem.
Niebo ciemniało już na zachodzie. Zaczął się zbierać.
Musiał wrócić do miejsca, gdzie postać żyjąca w świecie cienia pozwoli mu dobrnąc do kresu drogi szukanej tajemnicy.

Krowi_Bog

Odstawiła na ławę bukłak ze świeżo utoczoną smoczą krwią i pozwoliła szczurowi wdrapać się na swoje kolana. Dotknęła kciukiem gryzonia w miejscu, gdzie znajduje się odstęp między oczyma. - Miałam gości, gdy mnie nie było. Tak? - Pozwoliła słudze zeskoczyć na posadzkę i rzuciła mu ochłap smoczego mięsa, który wyjęła ze szkatułki. Do szczura dołączyła gromada mu podobnych. Usiadła na twardym fotelu i otworzyła skrzyneczkę. Zmarszczyła brwi spoglądając na miejsce, w którym jeszcze niedawno leżała książka. Parsknęła i chwyciła za opieczętowany woskiem list. Przejrzała jego treść. - No tak... Tak jak myślałam... Starzec nie ujawnił się. Oni zapewne nie poprzestaną. Są takie piękne, lecz na świecie są też inne rzeczy warte spojrzeń. Tak. W takim wypadku mogłabym sobie pozwolić na tą jedną drobną wymianę. - Zamyśliła się.

Upłynęły dni...

Yaineil spojrzała na Eryannę i dała jej znać nieznacznym kiwnięciem głowy. Skoncentrowała się na osobie śmiertelnika i przy pomocy telepatii rozpoczęła z nim rozmowę. Głupiec... Myślał, iż była tuż obok. Zamlaskała i w mgnieniu oka zmaterializowała się w miejscu, w którym stał Alderon. Zapach ozonu w powietrzu i obok niej pojawiła się Eryanna. - Może coś z niej będzie - pomyślała. Rozmowa ze śmiertelnym była krótka. Muszą bardzo ich pożądać. Gdy usłyszał jej propozycję - propozycję wymiany jednego z nich, drgnął tylko nieznacznie. Czas pokaże... Czas pokaże...

alderon

Mrok nocy pokrył już całą kotlinę. Wrócił pamięcią do dnia minionego. Dracusa wciąż nie było.
Zawsze lojalny i oddany nigdy nie zawodził. Coś naprawdę ważnego musiało mu przeszkodzić, że nie zjawił sie do tej pory.
Zaczynał obawiać sie już o przyjaciela.
Naraz na horyzoncie nieba ukazało się stado kruków. Przyglądał się im przez chwilę.
Cokolwiek to było nie przybywało tu przypadkiem.

Pojawiły się nagle wśród trzepotu ptasich skrzydeł. Na widok kobiety z kanałów poczuł pewną radość.
Przyjęła przeprosiny za nie dotrzymanie słowa. Drugiej nie znał.
Młodsza, bardziej krucha i żwawa, mlaskając co chwilę językiem jakby miała chęć na posiłek mogła okazać się
równie niebezpieczna i nieobliczalna jak jej pani.

Wrócił wzrokiem do pierwszej.
- to co ujrzałeś śmiertelniku w skrzyni nie jest tym czego szukasz
Zastanawiając sie spojrzała na niego obojętnym wzrokiem
- jednak możesz otrzymać jeden z kamieni ale w zamian...
Jej głos zmalał prawie do szeptu.

To co usłyszał walnęło nim jak cios obuchem.
- to nie będzie łatwe Pani - odpowiedział cicho zaskoczony
- jednak postaram się dotrzymać słowa

- dotrzyma, dotrzyma, napewno dotrzyma !
Słowa młodszej z niewiast zaskoczyły go.
Nie spodziewał się pomocy z tej strony a jednak ...

Ta. której obiecał dotrzymanie słowa rzekła jeszcze
- i wiedz śmiertelniku, że chodź nieswiadomy bedziesz od tej pory obserwowany
Po czym obie naraz zniknęły.

Zamyślony spoglądał w miejsce, gdzie do niedawna jeszcze stały.
To czego się podjął było wielką niewiadomą. Jak i kiedy tego dokona jeszcze nie wiedział.
Czas był jego sprzymierzeńcem ale mógł okazać sie też wrogiem.
Skierował się ku świątyni
- czy to miasto warte jest tej ofiary ?  
zadał sobie nieme pytanie, które pozostało bez odpowiedzi