Kampania: Pan Smokow

Zaczęty przez Gofer, 2005 10 13, 04:04:55

Poprzedni wątek - Następny wątek

fenri

... O co nie było trudno. Dumny niczym paw bard całą noc raczył wszystkich opowieściami o dziewięciu śmiałkach, którzy pokonali bestyję.
Niech wszyscy wiedzą, że armia Księstwa Yew, nie ma sobie równych!

Będą o nich układali pieśni, niechybnie...

Gofer

Dziwna postac krazyla wokol zamku... przeslignela sie przez drzwi, wypila rum z dzbana i stanela przed czlonkami wyprawy...

*zasmiala sie w Duchu*
- jak na razie wykonali latwiejsza czesc zadania

po czym, zaczela obwachiwac zebranych
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

skorzak

Pośpiesznie wydawał komendy sternikowi, sam obserwował prace żagla zawieszonego na reji. Stary typ ożeglowania miał wiele do życzenia...ciężko pracował pod wiatr, dlatego to tak długo trwało...
Odwrócił się w stronę zatoki, z której właśnie wypływał...
- Znów ledwo uszlim...- pokręcił głową zerkając na demony hordy wypełzające z szczelin w ziemi – Nowe siły nadciągnęły... – Straszliwy ryk przedarł powietrze, drzewa na wyspie uginały się pod straszną silą... - Zrozumiały co się stało przez tę noc... Sterniku lepiej nie traćmy czasu...
Większy demon hordy wył za uciekająca łupiną...wiedział co się stało...Czarny pułkownik został pokonany...
- Trzymaj kurs...- Tulkas zszedł pod pokład...ściągając ciężko zbroje...- do Yew jeszcze daleko, a ja jestem juz tak zmęczony...- Sen to ukoi...

Port Yew jak zwykle cichy...Sternik poszedł już gdzieś...nie budził właściciela...Tulkas począł wyładowywać łupy...
Całe miasto wydawało się puste jakby wyludnione...
- Co się dzieje??- ciche skwierczenie magii rozniosło się przed bankiem...po chwili do środka wpadło kilku Magów, wystraszonych...poturbowanych...- Co się dzieje??- zerknął na nich pytająco – Wątpie żeby taką grozę w waszych oczach mógł wzbudzić i cały Legion Asmodey...
- Pan Smoków... – usłyszał wycedzone przez zęby – Pan Smoków przybył...
- A ja jestem taki zmęczony... – usiadł ciężko – taki zmęczony...


Był pierwszy pod zamkiem, akurat planował ćwiczenia, ale zebranie było większej wagi. W oddali od strony Yew majaczyły już sylwetki pozostałych. W chwili gdy nadjechali Vandlot i Kirdian przed nosem zmaterializował się Jasper i Drah, po chwili też Ma'Conr (oczywiście ze swoim pupilkiem – smoczkiem) nie trzeba było też długo czekać na Morgatha i Cerborna...ah no i oczywiście Julio...ale tego było słychać juz od dłuższego czasu...
Wszyscy przybyli na zebranie, nawet więcej niż trzeba. Popatrzył na pałętająca się po zamku zjawę.
- Będziemy mieli gościa...Gość idzie – powtarzała zjawa – A nie...on już tu jest!!
Rozglądali się niepewnie po zamku. Drzwi na parterze skrzypiały przeciągle, butelki zacnego trunku tańczyły w powietrzu...wracały na swe miejsca puste...


Spoglądał na niewielką obrzydliwą figurkę stojącą nad kominkiem...Gładził powoli zarost...myślami był gdzieś daleko..
Walka dobiegała ku końcowi, czarny jak smoła demon zdawał się słabnąć...Niestety drużyna także... Popękane pancerze...strzaskane tarcze...Ciosy wyprowadzone na demona były coraz wolniejsze...coraz bardziej zdradzieckie...Upadł...szczęśliwy cios w nogi przeważył szale...teraz to już tylko kwestia czasu...

Jak przez mgłę wspomnienia walki ustąpiły wspomnieniu dziwnej istoty:
- Wielką broń macie w swoich rekach...straszliwą...można nią komuś wypruć flaki...
Przebudził się...popatrzył jeszcze raz na figurkę...przemówił do siebie...
- Trza ją dobrze ukryć...



Czy to mgła i cień sprawiały, że nie widział rozmówcy, a może jego zmęczenie...
- Mam informacje jeśli zapłacisz...dwadzieścia śmiertelnych mikstur... - nie czekał na odpowiedz...wiedział, że zapłaci -...jest ktoś kto ma odpis...odpis księgi...
- Znajdź mi go, a podwoje zapłatę...- rozglądał się niczym ślepe dziecko...


Walka dobiegała końca, całe Yew było zasłane ciałami...niestety nie tylko szczuroludzi..
- Tulkas...-najemnik za plecami wymówił jego imię...jego głos był jeszcze ciężki po walce, a może zlęknięty...też miał rodzinę bliskich, też się o nich troskał...- trza nam to wyjaśnić...to nie był trzon ich armii czuje to w kościach...to dopiero początek...mogło być ich więcej...dużo więcej...Więcej tak potężnych magów...co by wtedy bylo...
- Źle by było... - zastanowił się na chwile – ciężka by to walka był... – Pomyślał o małej figurce...potężnej broni...chciałby powiedzieć najemnikowi, że Yew ma taką broń co odeprze armie....to była tajemnica... – Co z tym zrobić?
- Trza wszcząć śledztwo...wyjaśnić to z ich królem...nie możemy mieć trzech tak potężnych wrogów...


PS: troche zwlekałem z opisem...miał być bardziej spójny...nie wyszło... ;)
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

Czas biegł nie ubłagalnie, wspomnienia wielkiej bitwy...
Siedział w zaciszu izby, wpatrzony w ogień strzelający z kominka...
- Pułkownik legł już dawno...- popatrzył na czarną figurkę w kącie pomieszczenia... - Czy jego brat jest aż tak potężny??
- Potężniejszy niż myślisz - głos Draoidh'a Fianny - Nawet o tym nie myśl...
- Więc jeno czekać, aż na nas ruszy z impetem? - pociągnął łyk wina z butelki...maska czarnego niedźwiedzia zsunęła się na oczy...śnił...


Serpents Hold 2 dni później.

Wyszarpnął toporek z ciała kolejnej nałożnicy...było ich tu troszkę...Rozejrzał się bacznie w sytuacji...Reszta drużyny wykańczała właśnie demona...
- Żywotne ścierwo...- wyszeptał sam do siebie, przebijając się do nich przez ciała nałożnic i dziwnych zielonych smoków.

Demon padł z wielkim rykiem na ziemie...nie bił od niego taki żar...jego oczy przygasły, a ciało  drgało konwulsyjnie...
- Wracamy...wracamy... Więcej nic nie wskóramy...jutro wrócim i znów wybijem  część jego świty... - oparł się ciężko na toporze... - jeno tak możem go spowalniać...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

Z wieży zamku Fianny zauważył łunę gdzieś daleko na północnym wschodzie...
Czy to możliwe?? Ktoś walczy... - Oparł się o ścianę – ktoś walczy z Panem Smoków... - Pośpiesznie zebrał tyle bandaży ile radził wierzchy i magicznie przedmioty wspomagające leczenie... - Nie jestem przygotowany, ale pomogę...

 ***
Karczmarz podał kolejne piwo...Zacisze karczmy Yew, zawsze przytulne pomieszczenie...Tulkas uśmiechnął się sam do siebie, a miał powody...wracał z wężowej wyspy... Niebezpieczeństwo, które wisiało nad Yew od długiego czasu, zostało ostatecznie zażegnane... był tam pomagał jak mógł śmiałkom, którzy się tego podjęli...Gorąca krew płynie w żyłach tych wojowników...Jhelom okazało się przeciwnikiem, któremu nawet Pan Smoków nie zdołał stawić czoła...
Yew powinno być im wdzięczne... - podrapał się po łbie – Ja jestem...a resztę oceni historia... - zerknął na statuetkę Pułkownika Pana Smoków -...każdy ma swojego demona...

Dobra nowina roznosi się szybko...

PS: Czy to oznacza koniec kampanii??
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

Woszczu

W Jhelom budził się świt. Pod bankiem stało więcej zwierząt niż zazwyczaj. Krzesło uwierało mnie w tyłek od czekania. Kilku znajomych pakowało zioła i przebierało się w wysokiej jakości zbroje. Baldurpio jak zwykle nie chciał ubrać zielonej togi, która miała być znakiem firmowym naszej gildii. Przekomarzania przerwały ciężkie kroki barczystego krasnoluda o szarej skórze.
-   Jestem! – pokazał żółte zęby w szerokim uśmiechu.
Posłałem mu równie sympatyczne co zawsze spojrzenie, wyrażające dezaprobatę jego każdorazowego spóźnienia.

Mało rozmawialiśmy, z resztą jak zawsze. Każdy żył własnym życiem i jednocześnie czuł niepokój przed walka. Niebieski portal otworzył się na wyspę palladynów. Co prawda palladynow nie było, ale szykowała się niezła zabawa. Powoli, wręcz rytualnie zaczęliśmy standardowe przygotowania. Starałem się poustawiać drużynę jak należy. Mniej więcej mi się udało. Barczysty krasnolud zasłonił się ogromną pawężom i ruszył zakute cielsko w stronę naszego dzisiejszego przeciwnika. W każdym z obecnych zadudniło serce. Zza murów Wężowej Twierdzy wyleciał kilku metrowy demon o przedziwnym, białym kolorze skory. Ryknął głośno i przeleciał przez naszą drużynę jak przez stado owiec, pozostawiając jedynie spłoszone wierzchowce. Uciekając na drugi koniec wyspy i słysząc ryk za plecami, pomyślałem ze nie będzie dobrze.

Kilka chwil później nasz dzielny krasnolud stanął po raz kolejny do walki. Walka skończyła się podobnie.

Dobra, jest już pięć zero dla demona...

Ha, znaleźliśmy jego słaby punkt. Krasnolud nadarza się leczyć od jego ciosów z nasz małą pomocą. Walka trwała...

Po całym dniu walki skończyły się nam zioła. Każdy z magów po kolei wracał z nowym zapasem ziół. Wojownicy odbierali od krasnoluda bandaże i myli je gdy walka trwała. Wygląda na to ze stracił już połowę mocy. Dlaczego to ,,już" do mnie nie przemawia?

Stoi dziad w wiru pszczół! Mamy go!

Ha! Leży! Wyciągnąłem mały podręcznik z spisem demonów i po kolei zacząłem wertować kartki porównując opisy z cielskiem leżącym u moich stóp. Ku mojemu zdziwieniu żaden z nich nie pasowal do białego demona. Na przedostatniej stronie znalazłem tylko szkic białego demona oraz podpis... ,,Pan Smoków".

Euforia zwycięstwa, podział skarbów demona. O ile można to co miał nazwać skarbami. W zielonym portalu powrotnym do Jhelom zatapiali się kolejno: członkowie gildii Podróżników, czyli Nico, Stellar, Somini; dwa ghule Zangulus i Kerad; nieustraszony obrońca miasta Cove i wielki intelektualista, Nathall; burmistrz miasta Jhelom które tak lubowaliśmy, Narayan; przyjaciel krasnoluda nie rozstający się nigdy ze swoją mandoliną, Kelembrion. Ostatni wszedł główny bohater całej walki czyli krasnolud Yorghal. Do tej pory zastanawiam się skąd miałem dość mocy, żeby to antymagiczne cielsko przepchnąć przez bramę. Ja, Tomey Gingrod, czekałem na nich z otwartą księgą w Jhelom by zamknąć portal. Usiadłem w banku, otworzyłem spis demonów na przedostatniej stronie i zastanawiałem się, kiedy dane mi będzie zobaczyć okładkę tegoż spisu.
Głodne dzieci nie myślą o nauce!
Możesz pomóc! To nic nie kosztuje!
www.pajacyk.wileks.pl

Nawet świnka potrafi wejść na drzewo jeśli jest chwalona.

Gofer

Pan Smokow zaskoczony by nie tylko zuchwalstwem smialkow... walczyl dlugo... gdy jego powloka upadla na ziemie dwa znaki pojawily sie w jego lezu, dwa znaki prowadzacedo jednego z jego niezliczonych skarbow... i tylko ci, ktorzy poczuli ostatni oddech monstrum mozni sa odnalezc go...

jednak oddech slabnie... czas jest nieublagany...
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

ignaś

Wężowa Twierdza:
To gdzies tu musi być!
Gromada w wiekszości zlożona z ludzi w zielonych płaszczach biegała i przetrząsała całą wyspę. Niebawem odnalezliśmy trzy wskazówki.

Tam mój skarb gdzie moje serce,
jego brama wiedzie przez ognień,
a kluczem jest gniew.


Wszyscy w milczeniu probowali odgadnać treść zagadki jaką pozostawił po sobie Pan Smoków.
- Chyba mam! - po dluzszej chwili odezwałem się - Ogien, gniew, tajemnicza skrzynia, demony zsyłane przez Pana Smków - kontynuowałem niemal jednym tchem - Valor. To musi być tam.
Wszyscy przytaknęli i chwile później zmierzalismy lodzia w kierunku wyspy demonów, jak mieliśmy w zwyczaju ją nazywać.

Po dość szczegółowych oględzinach całej wyspy, drużyna wróciła z pustymi rękoma na Wężową Wyspę. Udalismy się do jednej z nielicznych Świątyń Saternosa jaka znana jest zwykłym śmiertelnikom. Saternosa - Boga ktory powstał pod wpływem i w imię gniewu Ahn'bysa. W niej mieściła się jedna ze wskazówek - POSĄŻEK WIELKIEGO WYRMA a na nim złotymi literami wyryty napis "TAM SKARB GDZIE SERCE MOJE"

Staliśmy z Tomeyem nad statuetką i z bardzo głupimi minami przygladalismy się jej. No dobra, co dalej? Oparłem się o smoka mojego przyjaciela patrząc jak Nico radośnie ciska któryśnasty magiczny pocisk w Hexina. Spojrzeliśmy z szamanem na siebie. Wyraz skrzywionej miny który zagościł na jego twarzy zapewne nie odbiegał znacząco od tej, który widniał na mojej. Nie wiem jak Tomeya, ale mnie ogarniala coraz większa rezygnacja. Mialem wrazenie ze tylko my zdawalismy sobie sprawę, że uczestniczymy w wielkim wydarzeniu. Wydarzeniu które być może miało uratować cały świat przez gniewem Saternosa i całkowitą zagladą Sosarii.
Nagle w oczach Tomeya spostrzegłem błysk. Rownież i ja chyba odgadłem znaczenie słów zagadki... Niemal równocześnie krzynelismy: WYRM! A na naszych twarzach w końcu zagościł uśmiech. Reszta drużyny, gdyby nie ostra reprymenda ze strony Tomeya zapewne nawet niezauważyłaby magicznej bramy, która już prowadzila nas do jednej z dwóch kryjówek Wyrma.

Despice:
Naszym oczom ukazał sie olbrzymi masyw górski. Nie tracąc czasu weszliśmy szybko w szczelinę prowadzącą do wnętrza jednej z grot opanowanej przez orki. Tratując niezliczone zastępy cuchnących potworów przebiegliśmy przez pierwszy poziom Despice. Reprymenda ze strony Tomeya calkiem nieźle podziałała na resztę drużyny - rozpierzchliśmy się po wnętrzu jaskini w poszikiwaniu... sami chyba do końca nie wiedziąc czego. Po chwili na umówione wczesniej miejsce schodzili sie kolejni członkowie drużyny. Każdy ze spuszczoną głową. Każdy z jednym słowem na ustach - NIC.
- Zatem Destard. To chyba nasza ostatnia szansa - oznajmił Tomey.

Destard:
W lochu mniej śmierdziało siarką jak zazwyczaj. Pewnie krasnolud rano tu był i wypłoszył naszych smoczych przyjaciół. Zagłębialiśmy się coraz bardziej i bardziej w głab olbrzymiej jaskini, którą każdy z nas znał niemal tak dokładnie jak ukochane Jhelom. Zwiadowca idący przed nami dał znać że na samym dole lochu odnalazł coś niezwykłego. Serce mocniej zabiło, a koń ściągnięty cuglami wyraźnie przyspieszył.
Na miejscu naszym oczom ukazała sie skrzynia. I to nie byle jaka skrzynia. Wykonana z nieznanej nam rudy, rozjaśniała wnętrze niewielkiej groty, ukazując niezliczone nacieki,
stalaktyty, stalagmity i te najrzadziej spotykane - stalagnaty. Wygrawerowany sejmitar o
płonącym ostrzu tylko utwierdził mnie w przekonaniu iż odnaleźlismy spuścizne Pana Smoków.
- Nareszcie! - krzyknął Zangulus. Zaraz tez zawtórowały mu radosne głosy pozostałych, roznoszące sie echem po grocie.
Gdy nasz dzielny krasnolud podnosił ciężkie wieko skrzyni, czułem podniecenie zmieszane z niepewnością. Jakiez było nasze zdziwienie gdy zamiast wielkiego skarbu, na dnie skrzyni  odnaleźlismy kolejna rune i zakurzony zwój. Nawet zza swiatow Pan Smoków potrafił nas zaskoczyć.
- To jeszcze nie koniec - wycedził zawiedzionym głosem Yorghal.
NEW WORLD RECORD:
Cytat: daroganIgnaś : przygadywał kocią garnkowi

Gofer

Smorat byl zly krag trzymal go mocno a pakt dopelniony byc musial... kiedy czary prysly mag nie odwolal go... jak dobrze byc znow na tym swiecie...
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Gofer

Lordowie przyjeli zaproszenie Pana Smokow i skierowali swe wojska na miejsce planowanej bitwy
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Iudex

Ciemniejące chmury nad miastem nie wróżyły nic dobrego.
Gęste niczym błoto a czarne jak ogon kota w samym środku nocy.
Nic dobrego nic dobrego, szeptali ludzie spoglądając w niebo.
Nagle chmury przybraly kształt trąb a znich poczęły wyłaniać się bestie - jedna, druga dziesiąta i jeszcze następne.
Ludzie wybiegli poza mury.
Każda brama stała się polem walki.
Przy jednej szczególnie głośna była jedna Matrona Ofidianów. Gdy jej ochronę wycięto a ją samą wzięto w kleszcze i 'zachęcono' widłami zaczęła mówić:

Pan Smoków znów nadciąga, wiedzie swoje armie by wreszcie zwyciężyć, cztery bramy cztery armie jak cztery strony świata.
Pan Smoków nadciąga! Strzeżcie się i bądzcie gotowi!
Potem w szale rzuciła się do walki i zginęła

sod

Krasnolud przeglądał swą skrzynię bankową. Wyciągnął płaszcz, którego szukał i przypiął go sobie do ramion. Przyjrzał się jeszcze na chwile 4 przedmiotom spowitym niebieskawą aurą. Był to jego powód do dumy, lecz także wstyd! Poczucie siły, ale również jej brak... Brodacz spojrzał jeszcze raz na pieczęcie, które sam wykuł dzięki pomocy Storna i przez które już nigdy nie będzie mógł obrabiać jakże cennych dla niego kruszców. Przeklął pod nosem, po czym zatrzasnął wieko i oddał skrzynię swemu zaufanemu bankierowi w Khazad-Dum*.

Xan wciąż oczekiwał...

*-każdy w Sosarii wie, iż prędzej świat się skończy, niźli komuś uda się okraść krasnoludzki bank

Avenavo

Upadly elf siedzial w swej komnacie, w czarnej szacie mrokiem spowitej. Wspominajac dawne swe czyny u boku Pana smokow, zastanawial sie czy wladca wezwie swego sluge.

"Na twoje Panie czekam wezwanie, bedzie to wielka bitwa i krwii wylewanie..." - szepnal syczac po czym udal sie w cien.
Wódkę ciurkiem tak

skorzak

Obudził go jego własny krzyk... sen płonące Yew, wspomnienia walki z tymi strasznymi demonami... Pan Smoków i jego brat... Upewnił się czy trzyma jeszcze figurkę...tak pilnował jej...zamknął ją w skrzyni najwyższej zamkowej wieży... tu jest bezpieczna...

Koszmary znowu powróciły tym razem, przyniósł je obwoływacz... Armia Pana Smoków jest na półwyspie Kirina... idzie w stronę Yew niszcząc wszystko na swej drodze...te wieści były z ubiegłego dnia...
Jedno jeno myśl...figurka... przeca ostawił ją w zamku, tamtędy przetoczy się cała armia, jeśli ją znajdą...
Kilku najbardziej zaufanych przyjaciół mu towarzyszyło...przyglądał się im z dumą... jeno do zamku, oby do zamku, zabrać figurkę i wrócić do Yew... z gąszczu lasu wyłaniały się pierwsze demony hordy... za nimi szły większe...dużo większe... zacisnął silniej palce na rękojeści topora...obejżał się jeszcze na przyjaciół, byli z nim...

Zamek był oblegany, ale demony nie przeszły jeszcze przez wrota...

Trzymał w rękach swoje przekleństwo...Czarną figurkę...
Oby się na coś zdała... – wymamrotał do Sarn – trza ich więcej... - odłożył statuetkę do skrzyni - trza przygotować obronę...

W stronę armii ruszyli cisi jeźdźcy... oszacować siły wroga jeno i powrócić żywym...
W tym samym czasie jeden z gońców ruszył w stronę południowych granic...oby zdążył...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

Czarny Kruk to mała, ale szybka łajba. Odkosy od dziobu sięgały dulek przy wiosłach, a kilwater ciągnął się przez wiele sążni... Mimo silnego wiatru niemal sztormu, kapitan kazał trzymać żagle... Nie zrefowane żagle trzeszczały na szwach, wanty masztu drżały sam maszt wyginał się pod naporem wiatru... Nie było już czasu na ostrożności... łajba pruła na wschód ku portowi Khazad Dum...

Krasnolud już na niego czekał, jakby wiedział... szczęście krasnoludka mądrość kazała mu się wcześniej przygotować... wcześniej zrobił, co do niego należało... Jak odpowie jednak na tak trudne zadanie...

Przyglądali się w ciszy na krasnoludki młot..."splendor krasnoludów" jak go krasnoludki mistrz nazwał... obaj patrzyli na niego z zadumą, może smutkiem... Kto go uniesie, by dokończyć tego dzieła... Trumna pana smoków gotowa, a kto wykona ognisty gwóźdź do niej... Jest młot, jest materiał...brak kowala...

Tajemniczy ładunek znalazł się na małej chybotliwej łodzi... Czarny Kruk wracał do swego portu w Yew...



Rozmowa z Van Shevanem była krótka... Stary wiedźmin to rzeczowy człek... chwilke później gdy stał już w porcie, podziwiał pośpiech i organizacje jego podwładnych...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla