Historia pewnej fajki

Zaczęty przez Shunt, 2007 03 18, 00:49:05

Poprzedni wątek - Następny wątek

Shunt

Kustosz muzeum miasta Brittain westchnął. Kolejny dzień minął tak jak zawsze - goście przychodzili, porozdziawiali gęby na widok eksponatów, powychodzili, przychodzi kolejni...i tak aż do wieczora. Było tak właściwie od kiedy pamiętał, a już dobrych piećdziesiąt wiosen przeżył w tym budynku. Zamykając główne drzwi na klucz, staruszek parsknął na myśl, że dopiero teraz zaczynała się jego właściwa praca - badanie i segregowanie nowych zabytków. Przy tym zajęciu zawsze towarzyszył mu ten nieodparty dreszcz emocji, iż oto odkrywa jakąś dawno zapomnianą tajemnice i dzięki swym staraniom utrzymuje ją żywą, niczym uzdrowiciel troszczący się o swego pacjenta. Z werwą więc wyruszył do swej pracowni mieszczącej się w lewym skrzydle muzeum myślami wybiegając na długie godziny, które go czekały. Dostarczono mu bowiem niedawno przedmiot, który trzeba przyznać, był dość niecodzienny.

Fajke.



Poprawiając okulary starzec ostrożnie przystawił ją bliżej światła świecy i obrócił ją. Wyglądała dość zwyczajnie, chociaż zadrapania i ciemniejsza barwa wskazywała na to, że ma swoje lata. Na rączce były starannie wydrapane inicjały "K.R.". Niby więc nic szczególnego, ot zwykły wyrób stolarski, ani to jakaś wyjątkowa jakość, ani cenione drzewo. Czemu mu więc ją dostarczano? Wiadomo bowiem powszechnie, iż artefaktami są najczęściej oręż, zbroje, ubrania, biżuteria...ale fajka? Kustosz wiedział jednak, że w tym oto niepozornym przedmiocie tkwi coś niezwykłego. Żywa legenda.

Zwali ją Fajką Kalehorna, od imienia swego stwórcy. Był nim pewien pół-ork stolarz, który lubił skosztować dobrego tytoniu od czasu do czasu, zaś ta fajka była o tyle szczególna, iż była pierwszą jaką wytworzył. I nabrał do niej takiego sentymentu, iż zawsze ją ze sobą nosił. Na zabawy karczemne, do pracy, na podróże...przemierzyła ona praktycznie z nim cały świat i przeżyła wiele lat spoczywając w jego plecaku. I o dziwo, nawet gdy jej zielonoskóry właściciel padał w boju i jego ciało było ograbiane z kosztowności, zawsze znajdywał potem swoją fajke przy sobie. Dlaczego tak było krążyły różne plotki. Jedni powiadają, iż to poprostu zwykłe szczęście, zrządzenie losu. Inni powiadają, iż została pobłogosławiona przez samych bogów, być może jako forma nagrody. A jeszcze inni głoszą, iż przedmiot ten posiada własną dusze i tak przywiązał się do swego właściciela, iż nie śmiał go opuszczać ani na krok. Podobno nawet nie pozwalała się używać nikomu innemu prócz swemu właścicielowi, tak, że tytoń z niej nigdy nie smakował dobrze oprócz jej stwórcy. Faktem jest natomiast, iż przetrwała z nim aż do jego śmierci.

Jaki dalszy był jej los, do końca niewiadomo. Podobno po śmierci właściciela została w jego domu jako pamiątka, ale pewnego dnia poprostu zniknęła. Miała mieć odtąd jeszcze wielu właścicieli, ale nigdy nie gościła u żadnego długo - albo gubiąc się gdzieś po drodze, albo tak skutecznie zniechęcając palaczy do siebie, iż sprzedawali ją komuś innemu. Widać nigdy nie potrafiła się do końca pogodzić ze śmiercią swego stwórcy i znaleść kogoś kogo by zaakceptowała jako swego nowego właściciela.

Aż wkońcu trafiła tutaj. Starzec uśmiechnął się do siebie. Wszystkie relikty trafiały tutaj, prędzej czy później. Mają swoje pięć minut, a potem kończą jako symbole tego co przeminęły. Trafiają do gabloty, gdzie inni będą mogli je podziwiać. I w milczeniu opowiadają swoje historie tym co zechcą je wysłuchać. Tak bowiem rodzą się legendy.

Fs

Ładne opowiadanko. Pisz wiecej

ale:
CytatFaktem jest natomiast, iż przetrwała z nim aż do śmierci
To ma byc jakas forma porzegnania??

Shunt

Chciałbyś, co?  :wink:

Fs

:P Masz mnie Shunt ;]
Nie no poprostu z ciekawosci zapytałem :) Ale opowiadanko naprawde fajne.