Historia Rodu Over'Luth

Zaczęty przez Avenavo, 2007 06 16, 09:03:50

Poprzedni wątek - Następny wątek

Avenavo

Dziecię Fenrira

   Noc była nadwyraz jasna. Na niebie gościł wspaniały, złocisty i idealnie krągły księżyc w pełni. Wokół niego świeciło tylko kilka samotnych gwiazd. Błogą ciszę lasu Frenolien zagłuszały tylko wycie wilków i trzepot skrzydeł ptaków, które zerwały się do lotu z nieznanej przyczyny. W lesie coś się działo. Nie bez powodu wszystkie wilki z 6 watah rządzących lasem zebrały się na magicznej polanie zwanej Domem Księżycowego Blasku. Polanę zewsząd obrastały piękne niezapominajki, których płatki miały kolor niczym futro lodowych wilków. Wilki stanęły wokoło niej, a tylko 6 z nich wyszło na środek. Byli to najprawdopodobniej przywódcy watah. Ich siwe potargane futra świadczyły o niełatwym żywocie pełnym bitw i niesnasek. Warczały do siebie i wyły. Przewracały łbami w różne strony, czasem ukazywały białe kły. W pewnym momencie wszystkie zamilkły. Cofnęły się do tyłu, każdy w kierunku swego stada. Wszystkie bez wyjątku uniosły łby ku księżycowi znajdującemu się teraz idealnie nad polaną i poczęły wyć. Nagle z niezapominajek wydobył się niesamowity blask. Cała polana pokryta została błękitnym światłem. Na samym środku zaczęły kumulować się błyszczące iskierki. Wilki cały czas wyły. Iskierek było coraz więcej, zaczęły przybierać pewien kształt. Aż w końcu stało się. Błękitne światło uformowało się w wielkiego lodowego wilka. To był on. To sam Fenrir zstąpił na ziemie i przybrał formę ukochanego przez siebie zwierzęcia – lodowego wilka, – jako że są to istoty wolne, niepodlegające nikomu i niczemu. Duch wolności – Fenrir – stał, pośród conajmniej setki wilków, teraz już trzymających łby w lekko spuszczonej pozycji, prawdopodobnie oddając mu hołd. Duch wydał z siebie kilka warknięć i pomruków, po czym sam uniósł łeb ku księżycowi i głośno zawył. Inne wilki poszły w jego ślad i także zaczęły wyć. Fenrir opuścił łeb i zaczął biec w kierunku lasu. Reszta podążała za nim. Biegł szybko i z gracją w nieznanym kierunku. Omijał zgrabnie drzewa i przeskakiwał zapadliny. W końcu dotarł do celu. Wilki z Duchem Opiekunem znajdowały się teraz na kolejnej polanie na skraju lasu. Po środku stał mały dom, dom drwala i jego żony. Wokoło niego leżało wiele ściętych drzew i wiórów. Zwierzęta otoczyły dom trzymając się od niego w pewnej odległości i usiadły jak gdyby nigdy nic. Jedynie Fenrir zbliżył się ku oknu domu, schylił łeb i skierował wzrok na postacie znajdujące się w nim. Wnętrze mieszkania było małe. Przy ścianie stało kilka mebli zrobionych z dębowego drewna. W kominku palił się czerwony płomień i trzaskały płonące kłody. Na łóżku w rogu domu leżała kobieta, koło niej siedział mężczyzna trzymający ją za dłoń. Naprzeciwko kobiety zaś stał miastowy lekarz, który właśnie przygotowywał się do odebrania porodu. Leżąca, bowiem na łóżku kobieta była w ciąży i lada chwila miała wydać na świat nowe życie, mężczyzna siedzący obok to jej mąż. Fenrir dokładnie przyglądał się sytuacji panującej w domu. On już doskonale wiedział, co się zaraz stanie... Przyszła matka przeżywała coraz silniejsze skurcze. Zacisnęła mocno swoją dłoń na dłoni męża. Lekarz pochylił się nad nią i rzekł:
- Przyj Mirando – takie, bowiem nosiła kobieta imię – jeszcze chwila i będzie po wszystkim.
Kobieta wydała ostatni jęk, strużka potu spłynęła jej po skroni... Na rękach lekarza spoczywało już nowo narodzone dziecię, chłopiec. Jednak coś było nie tak. Lekarz patrzył szeroko otwartymi oczyma i z opuszczoną szczęką na dziecko. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Świeżo upieczony ojciec także wpatrywał się ze nielada zdziwieniem na syna. Chłopiec nie był zwykłym dzieckiem. Jego skóra miała niespotykany odcień. Odcień ten przypominał kolor futra lodowego wilka, lecz trochę jaśniejszy. Włosy miały niezwykła barwę – błękitną niczym najczystsze niebo. Dziecko nagle zaczęło płakać. Mimo zdziwienia Lekarz owinął je w biały materiał i podał matce. Tą zaś niewiele poruszył fakt, że jej dziecko jest... inne.
- Spójrz kochany – zwróciła się do męża, – jakie ono jest piękne. To z pewnością dar od Bogów, nie bez powodu jest takie a nie inne.
Miranda uśmiechnęła się lekko, po jej policzku spłynęła łza szczęścia, pocałowała delikatnie główkę synka.
- Nazwiemy go Miguel, Demervidiousie – oznajmiła małżonkowi kobieta.
Mężczyzna też już dłużej nie zwracał uwagi na odmienność swego potomka, cieszył się tylko, że jest zdrowy.



   Fenrir przyglądał się jak na świat właśnie przychodzi jego wybraniec. W jego ślepiach zagościł niesamowity wilczy blask. W tym momencie lekarz wewnątrz budynku odebrał poród. Na jego rękach spoczywało już nowo narodzone dziecko. Lodowy Wilk podniósł w górę łeb i zaczął wyć. Wraz z nim zaczęła wyć reszta wilków. Fenrira ogarnął dziwny jasny blask, jednak ludzie znajdujący się w domu nic nie zauważyli gdyż byli za bardzo zszokowani widokiem niezwykłego dziecka. Kontury Ducha zaczęły się powoli rozmywać. Blask z jego wnętrza pochłonął go całkowicie i Fenrir zmienił się w mały błękitny obłoczek. Obłoczek ten wirował lekko sypiąc wokół siebie iskierki. Przedostał się przez zamknięte okno do wewnątrz domu i kierował się ku swemu wybrańcu. Nie był widoczny dla ludzkiego oka, dlatego nikt w budynku nie zwracał na niego uwagi. Błękitny dymek był coraz bliżej noworodka. W końcu zbliżył się do niego na minimalną odległość i dosłownie w niego wstąpił. Dziecko zaczęło płakać. Właśnie zostało natchnione przez samego Ducha Wolności – Fenrira. Jest z nim teraz jednością. Lekarz owinął dziecię w biały materiał i podał matce. Ta uśmiechnęła się, pocałowała je delikatnie w czoło, i zapłakała lekko ze szczęścia uznając syna za dar od Bogów.

CDN. (moze)

komentarze milo widziane ;) :)
Wódkę ciurkiem tak

tomzoR

''Włosy miały niezwykła barwę''
dawno nie widziałem noworodka, czy one naprawdę mają włosy?  :lol:

fajne opowiadanko, czekam na cd

Avenavo

tomzoR uwierz ze maja ;) moja kuzynka jak sie urodzila miala wlosy prawie po ramiona, rzadkie bo rzadkie ale miala ^^
Wódkę ciurkiem tak

Gofer

noworodki z reguły maja wloski
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Kas

Cytat: "tomzoR"''Włosy miały niezwykła barwę''
dawno nie widziałem noworodka, czy one naprawdę mają włosy?  :lol:

Ja mialam.. krecone :)  podobno pielegniarki robily mi malenkie kucyki.
Opowiadanie dobre
Lublin przeprasza za LVika

Aruvin: Problem zajmowania miejsca jest niemal zerowy w porównaniu do tego, że ilość itemów i innych śmieci jakie trzymacie w domkach wydłuża zapis stanu świata do długości szczytowania świni wietnamskiej. :/

Dal

Na początku kilka błędów, ale widać, że wraz z pisaniem się rozkręcasz. Zakończenie napisane w naprawdę świetnym stylu. Pierwszy tekst na forum (od długiego czasu), na którego ciąg dalszy czekam z niecierpliwością ;)
"Ukarzę Cię w imieniu księżyca!" - anonimowy wilkołak

tomzoR

ostatni noworodek jakiego widziałem to mój brat, było to 9 lat temu więc zapomniałem ;p

Avenavo

Kontynuacja moze dzis wieczorem :)
Wódkę ciurkiem tak

Avenavo

Objawienie

   Minęło piętnaście  lat od narodzin niezwykłego dziecka. Dokładnie dziś są urodziny Miguela. Miranda przygotowywała dla niego skromne przyjęcie. Piekła w piecu tort truskawkowy z truskawek z własnego poletka. Był to mały urodzinowy torcik, ale jaką mógł sprawić radość. Miguel niczego nie podejrzewając ścinał z ojcem w lesie drewno na meble dla stolarza. Kiedy naścinali zadowalającą ilość, włożyli wszystko do juk konia i ruszyli w  drogę powrotną do domu. Niebo stawało się już granatowe i trzeba było się pospieszyć żeby bezpiecznie dotrzeć. Po rozładowaniu zawartości juk przed domem, ojciec z synem weszli do mieszkania. Tam czekał już na Miguela wspaniały tort i odświętna kolacja. Na jego twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha. Nawet łezka szczęścia spłynęła mu po policzku.
   Po przyjęciu Miguel udał się na spoczynek do swego łóżka. Leżał przez pewien czas wpatrując się w sufit i kręcąc na palcu swe długie błękitne włosy. Myślał nad czymś. W końcu zmęczenie okazało się górą i chłopiec zasnął.
   Pierwszy raz od dłuższego czasu Miguelowi coś się śniło. Znalazł się na środku pewnej polany porośniętej błękitnymi niezapominajkami. Wokół niego były tylko drzewa. Na wysokości kostek unosiła się lekka mgiełka. Jednak Miguel czuł, że coś jest inaczej, nie tak jak w zwykłych snach. Ten był, bowiem bardzo realistyczny. Wszystko wydawało się prawdziwe, jednak Miguel się nie bał. Wiedział ze coś się zaraz stanie, jednak instynktownie wyczuwał, że nie ma się czego obawiać. I rzeczywiście. Nagle niezapominajki ogarnęła niesamowita błękitna poświata. Wokół polany zaczęły zbierać się dziwne iskierki, które potem kumulowały się na jej środku, tuż przed Miguelem. Przybierały pewien kształt, na razie niewyraźny. Po chwili kontury ,,postaci" stały się już widoczne i można było dokładnie stwierdzić, że to, co właśnie znalazło się przed chłopcem to wielki lodowy wilk. To Fenrir przybrał właśnie tą postać i nawiedził Miguela we śnie.
       - TY MÓJ CHŁOPCZE, JESTEŚ WYBRAŃCEM, NATCHNIONY ZOSTAŁEŚ MĄ MOCĄ, PRZEPEŁNIONY JESTEŚ MĄ ENERGIĄ. BĄDŹ DUMNY Z BYCIA PÓŁ-WILKIEM I ŻYJ Z HONOREM. ZOSTAŁEŚ WYBRANY, BY CZYNIĆ NA ŚWIECIE DOBRO I SPRAWIEDLIWOŚĆ W MYM IMIENIU. CZYŃ, WIĘC TO, AŻ PO ŚMIERĆ.
       Przemówił Fenrir, po czym uniósł łeb ku niebu i zawył. Okrył go blask i zniknął. Miguel obudził się. Spojrzał na swe ręce i poczuł moc, jaką właśnie został napełniony. Został wybrany



Troche pozno ale jest :P ciag dajszy nastapi :P mzoe nawet dzis :)
Wódkę ciurkiem tak

Avenavo

Nadanie szlacheckiego rodu

10 lat po objawieniu.

   Miguel był niezwykłą istotą. Posiadł wspaniałe umiejętności walki pod okiem przyjaciela jego ojca Nemrotha. Nauczył się wspaniale władać mieczami, miał niezwykłą umiejętność tworzenia różnych taktyk walk. Posiadł także wiedzę na temat kowalstwa w stopniu arcymistrzowskim. Kuł wspaniały oręż i zbroje. Dzięki sile, jaką zyskał w lesie podczas ścinania drzew z ojcem, mógł wytwarzać naprawdę wspaniałe przedmioty. Niestety, nie mógł cieszyć się swymi sukcesami razem z rodziną, gdyż 5 lat wcześniej rodzice jego zginęli podczas najazdu na miasto. Miguel walczył u boku ojca wytrwale i udało mu się przeżyć, jednak ojciec poniósł zbyt wiele ran, by przeżyć, zaś matka zginęła od zatrutej orczej strzały. Obiecał sobie, że stanie się wspaniałym kowalem właśnie dla rodziców, by móc wytwarzać zbroję i oręż dla obrony swego miasta.
   Pewnego wieczoru, gdy Miguel skończył pracować w swej kuźni w i wracał do domu znajdującego się na skraju lasu, stało się coś nieprzewidywalnego. Orszak królewski, który właśnie powracał z odległego miasta został napadnięty przez hordę orków. Żołnierze królewscy walczyli zawzięcie i długo, lecz orków było zbyt wiele. Kiedy Miguel usłyszał brzęk mieczy w ferworze walki natychmiast ruszył w ich kierunku. Ujrzał walczących wokoło dyliżansu królewskiego żołnierzy wraz z orkami. Czym prędzej wyciągnął z zapasa swój własnoręcznie wykuty dwuręczny miecz i rzucił się na orki. Wspaniałe umiejętności walki pozwoliły mu zabić większości atakujących stworów, część jednak uciekła w popłochu do lasu. Po zakończonej walce, Miguel wytarł miecz z krwi i schował z powrotem za pas. Wnet z dyliżansu wyszedł sam król.
- Brawo młodzieńcze. Uratowałeś życie królowi. Ci żołnierze – pokazał na wyczerpanych wojowników i wielu poległych – z pewnością nie daliby im rady, gdyby nie Twoja odwaga i siła. Jakież Twe imię niezwykła istoto?
- Jestem Miguel, syn drwala. To dla mnie zaszczyt, że mogłem pomóc Tobie, Panie – powiedziawszy  to Miguel ukłonił się lekko.
- To, co tu zaprezentowałeś jest godne wspaniałej nagrody. Proszę, wsiadaj do dyliżansu. Pojedziemy do mego zamku.
Pół-wilk zamarł ze zdziwienia. On, zwykły kowal, ma otrzymać nagrodę od samego króla.
   Nie namyślając się dłużej wsiadł do wozu i wraz z królem i resztą jego orszaku ruszył do zamku.
   Na miejscu król oddał młodzieńca w ręce królewskiej służby, by pokazano mu jego komnatę. Zaprowadzony został do wielkiego pokoju, w którym zmieściłyby się trzy jego domy. Na środku pod ścianą stało wielkie łoże, pod oknem biurko z piórem z najlepszego drewna, na ścianie naprzeciwko od łóżka stała wielka garderoba. Służba przyniosła mu wspaniałe ubrania i poinformowała, że jutro odbędzie się uroczystość z jego okazji i żeby wtedy przyodział się w te rzeczy. Następnie do komnaty wjechało na drewnianym wózku pełno przeróżnego jadła. Miguel nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się działo.
   Po napełnieniu żołądka niezwykle smacznymi posiłkami, przebrał się w szatę do snu i pokierował swe kroki ku łóżku.
   Rano obudziło Miguela granie trąb orkiestry królewskiej. Wstał powoli, przeciągnął się, poszedł umyć w balii z wodą stojącą pod oknem, ubrał wcześniej dostarczone mu szaty i opuścił komnatę. Pod drzwiami stała już piękna służąca, której zadaniem było zaprowadzenie Miguela do sali tronowej. Niewiele myśląc młodzieniec udał się za panną.
   Kiedy dotarli na dół, przed salą tronową stał kanclerz króla i już czekał na pół-wilka. Pchnął wielkie wrota prowadzące do królewskiej Sali i oczom Miguela ukazała się niesamowicie wielka sala, którą wypełniali przeróżni ludzie, elfy, pół-elfy, a nawet kilka krasnoludów. Z szeroko otwartymi oczyma pełnymi zdziwienia wszedł niepewnie do komnaty i podążał przed siebie w stronę siedzącego na tronie króla. Rozbrzmiały trąby. Miguel był coraz bliżej. Kiedy wreszcie dotarł przed oblicze króla, ten rzekł:
- Ten oto młodzieniec wczoraj uratował mi życie! – Zwrócił się do ogółu król. Ludzie zaczęli wiwatować. – Gdyby nie jego brawura, odwaga, siła i niezwykłe umiejętności walki, nie było by mnie tu dzisiaj z wami! Czyn ten zasługuje na nagrodę! I to nie jakąś zwykłą nagrodę materialną! – Król powstał z tronu, chwycił swój królewski szczerbiec i zbliżył się do młodzieńca. – Mocą nadaną mi przez państwo i władzą, jaką posiadam, mianuję Cię Miguelu honorowym obrońcą królestwa Farlogath! – Król dotknął klęczącego przed nim młodzieńca szczerbcem dwa razy po obu ramionach. – Lecz to nie wszystko! – Oświadczył. – Istota taka jak Ty, z imponującymi umiejętnościami walki i odwagą, zasługuje na coś więcej. Nadaję Ci tytuł Barona, oraz przyznaję nazwisko szlacheckie – Over'luth – co oznacza ,,Wilcza Dusza". Jesteś od teraz szlachcicem Miguelu Over'luth. Żyj z honorem i szanuj swój tytuł aż po śmierć.
   Po ceremonii nadania Miguelowi tytułu szlacheckiego odbyła się wielka biesiada na jego cześć. Trwała do wczesnego ranka. Następnego dnia, Miguel został ponownie wezwany do króla.
   Przed jego pokojem znów stała ta sama służąca, czekająca tylko na jego wyjście, by móc go ponownie zaprowadzić do króla. Tym razem jednak miejscem docelowym nie była sala tronowa, lecz osobisty pokój władcy.
- Proszę Miguelu, usiądź wygodnie. – Powiedział z uśmiechem na twarzy król do Miguela, który właśnie przestąpił próg komnaty królewskiej. – Pozwól, że nie będę niepotrzebnie przedłużał tego, co musze Ci powiedzieć. Zaczerpnąłem na Twój temat trochę informacji z różnych źródeł, i dowiedziałem się, że jesteś nietuzinkowym kowalem, jednym z najlepszych w swym fachu, a także wspaniałym taktykiem, jeśli chodzi o walki. Mą propozycją, jest więc, byś został generałem wojska. – Mówiąc to król cały czas się uśmiechał, podczas gdy pół-wilk nie był w stanie wyrazić emocji. – Byłby to dla mnie wielki zaszczyt gdyby tak doświadczony i wspaniały wojownik mógł kierować mymi wojskami. Z pewnością królestwo byłoby wtedy bezpieczniejsze i silniejsze. Co Ty na to?
- To dla mnie wielkie zaskoczenie królu. Taka zwykła istota jak ja miałaby zostać generałem wojsk samego króla? To wręcz niesamowite... nie wiem, co powiedzieć... To dla mnie zdecydowanie wielki zaszczyt, ale... nie wiem czy zdołałbym poradzić sobie z tak wielką odpowiedzialnością. – Odpowiedział lekko zmieszany młodzieniec. – Czy mógłbym prosić o pewien czas do namysłu?
- Oczywiście młodzieńcze. Do niczego Cię nie zmuszam, jedynie staram się namówić do dobrej decyzji. Czeka Cię wiele profitów, jeśli tylko się zgodzisz. Część zamku będzie do Twojej dyspozycji, będziesz miał własnych służących i wszystko, czego tylko będziesz chciał.
   Po wypowiedzeniu tych słów, król odprowadził Miguela do drzwi. Ten udał się spowrotem do swej komnaty. Rzucił się na łóżko i zaczął intensywnie myśleć.
   Doszedł do wniosku, że stanie się szlachcicem, ze zwykłego chłopa, będzie nie łatwym zadaniem. Do tego posada generała królewskich wojsk... Nie mógł uwierzyć, że to wszystko stało się tylko dzięki jego uczciwemu życiu i niewiarygodnemu szczęściu.
   Miguel w końcu zdecydował się na przyjęcie propozycji króla. Zszedł na dół i oznajmił swą decyzje władcy. Od teraz jego życie toczyło się już zupełnie innym rytmem...
Wódkę ciurkiem tak

Avenavo

Wojna o królestwo

7 lat po nadaniu tytułu szlacheckiego

   Miguel siedział wygodnie w swym dębowym krześle przy stole, opierając lekko głowę na dłoni. Był w trakcie kreślenia planów nowej taktyki wojennej armii królewskiej. Nie miał pomysłu jak ustawić dziewiątą dywizję kuszników. Aż w końcu doznał olśnienia, chwycił w dłoń pióro, zamoczył je w kałamarzu i wykonał kilka pociągnięć na papierze. Plany były gotowe. Wstał zmęczony z krzesła, przeczesał delikatnie błękitne włosy, pogładził się po bródce i pokierował swe kroki ku komnacie sypialnej. Jego żona Tamara i sześcioletni syn Marquel spali już słodko. Miguel po cichu zdjął ubrania i położył się obok ukochanej. Spojrzał jeszcze tylko na synka, który wyglądał inaczej niż ojciec, ten zaś był człowiekiem, po czym zasnął.
   Następnego dnia, w porze obiadowej, do pomieszczenia, w którym Miguel wraz z rodziną spożywali pieczonego dzika, wbiegł zziajany posłaniec.
- Generale! Mam złe wieści! Wracam właśnie z wyprawy szpiegowskiej w okolice legowisk wilkołaków. Te bestie mają zamiar napaść na królestwo! Będą tu za mniej więcej dwa dni!
- To rzeczywiście niedobre wieści. Wilkołaki to cwane stworzenia, które gotowe są na wszystko. Biegnij do króla z tą wiadomością. Powiedz mu, że za sześćdziesiąt ziaren zaczynamy gromadzenie i wyposażanie wojska.
Powiedziawszy te słowa Miguel wstał od stołu patrząc ze smutkiem na rodzinę, po czym wyszedł. Skierował swe kroki do sali obrad, w której czekał już na niego król.
- Królu, czy wiadomość od posłańca dotarła do Twych uszu?
- Owszem przyjacielu. To bardzo złe wieści. Wilkołaki są przebiegłymi istotami bez honoru. Wojna może być długa i trudna.
   Generał Over'luth wraz z królem omawiali przez pewien czas to, co maja, zamiar zrobić, po czym Miguel wyruszył do koszar powiadomić wojska o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Żołnierze czym prędzej zaczęli się przygotowywać. Pół-wilk także udał się do swej osobistej zbrojowni, gdzie miał oręż i zbroje z najlepszych rud. Przywdział Jedną ze swoich najlepszych zbroi płytowych z azurytu, do pochwy od miecza włożył azurytowy miecz dwuręczny, na wierzch zbroi nałożył szarfę uszytą przez najznamienitszego krawca królewskiego z wyszytym herbem rodu Over'luth oraz nazwiskiem, na plecy narzucił złoty płaszcz szyty przez tegoż samego krawca, także z herbem i nazwiskiem. Pod pachę chwycił płytowy hełm i opuścił pomieszczenie. Wyszedł przed zamek gdzie czekało już na niego cale wojsko. Wskoczył na białego konia przyprowadzonego przez stajennego i ruszył w kierunku wojsk.
- Żołnierze!!! Za dwa dni czeka nas wielka bitwa, kto wie czy nie wojna!!! Niestety naszymi przeciwnikami są bestie przepełnione po szpik kości złem i rządzą krwi!!! Wrogowie nasi to wilkołaki!!! Dlatego już dzisiaj musimy zacząć przygotowania obronne by mieć nad nimi sporą przewagę!!! Może jest ich niewiele w porównaniu do nas, lecz są one dużo bardziej wytrzymałe niż ktokolwiek z nas!!! Potrafią przetrzymać pojedynczo natarcie dziesięciu takich jak Wy, i spokojnie ich zgładzić!!! Dlatego walkę tę musimy poprowadzić w sposób inteligentny i rozważny!!! Czy jesteście ze mną?!
- TAAAK!!! – Wykrzyknęli chórem wszyscy żołnierze unosząc w górę broń.
   Rozpoczęło się ustawianie obrony królestwa. Największa część wojska stała przed tą częścią miasta, z której rzekomo mieli przybyć wrogowie. Reszta porozstawiana została w innych częściach, gdyby wilkołaki chciały napaść z kilku stron.
   Po dokładnych przygotowaniach trwających dwa dni, omawianiu taktyk i sposobów walki z bestiami, wszystko było gotowe. Teraz pozostawało już tylko czekać.
   Nareszcie. Na horyzoncie było widać już gromady pędzących w stronę wojsk krwiożerczych wilkołaków. Było ich około półtora tysiąca, na pięciu tysięcy żołnierzy królewskich. Miguel wjechał na swym koniu przed zgromadzone wojsko i zaczął przemowę:
- Żołnierze!!! Zbliża się walka waszego życia!!! Z pewnością wielu z nas polegnie, jednak czyż nie jest zaszczytem umrzeć w walce o swoje królestwo?! Musimy dać z siebie wszystko by obronić nasze domy i rodziny!!! Musimy przeciwstawić się tym bestiom!!! Czy jesteście ze mną?! Czy będzie ze mną walczyć o obronę królestwa?!
- TAAAK!!! TAAAK!!! TAAAAAAK!!! – Krzyczeli uradowani i pełni zapału żołnierze.
   W tym momencie Miguel wydał pierwszą wojenną komendę:
- Formacja wojenna dwadzieścia cztery!!! Kusznicy na przód wojsk! Pikinierzy za nich! Za tymi zaś wojownicy w ciężkim uzbrojeniu!
Wszystko było już gotowe. Wojska z Generałem Over'luth'em na czele już tylko czekały na odpowiedni moment. Jednak na twarzy Miguela pojawił się tajemniczy uśmiech. Wilkołaki były już coraz bliżej. Lecz w pewnym momencie, gdy wbiegły na pewien obszar polany przed miastem, grunt spod części wilkołaków zapadł się. Była to sprytnie przygotowana przez Miguela pułapka. Szeroki rów o głębokości dwóch metrów z powbijanymi na sztorc zaostrzonymi palami. Nadszedł czas na kolejną komendę:
- Kusznicy!!! Przygotować się do strzału!!! Uwaga!!! Teraz!!! Salwa pierwsza!!!
Poleciał grad bełtów w kierunku bestii. Jednak Miguel wiedział, że nie ma szans aby je powstrzymać. Bełty powbijały się tylko w masywne ciała dzieci Gaverina, a te nawet nie zwróciły na to większej uwagi. Były niezwykle odporne. Poleciała druga salwa bełtów. To tylko ograniczyło to lekko ruchy bestii, lecz żadnej nie powaliło. Generał wydał komendę dla pikinierów. Kusznicy cofnęli się do tyłu, a ich miejsce zajęli żołnierze z długa bronią. Miguel wyciągnął z pochwy swój miecz i wydał okrzyk. Wilkołaki uderzyły bezpośrednio. Kilka z nich padło od powbijanych w serca pik, ale nie więcej niż dwudziestu. Reszta biegła dalej taranując wojsko. W ferwor walki pogrążyli się już Ci najsilniejsi żołnierze, w zbrojach płytowych i z miechami, obuchami oraz wojennymi widłami. Trzeba było conajmniej sześciu wojowników, by powalić wilkołaka. Na całe szczęście, wojska królewskie miały zdecydowaną przewagę liczebną nad bestiami. Jednak te nie poddawały się. Potrafiły jednym machnięciem łapy powalić pięciu żołnierzy naraz! To wielkie utrudnienie dla wojsk.
   Over'luth walczył zawzięcie i zaparcie. Był naprawdę wspaniałym wojownikiem. Wojował w pojedynkę z jednym z wilkołaków i już prawie wygrał. Wilkołak zaczął nagle uciekać. Miguel biegł za nim by go dobić. I to był jego największy błąd. Wilkołak w końcu zatrzymał się i wznowił bój z Generałem. Nagle z trzech stron, praktycznie znikąd, pojawiły się trzy inne wilkołaki i zbliżyły się do walczących. Miguel i wilkołak, z którym walczył, przerwali potyczkę. Pół-wilk został otoczony z czterech stron. Nie widział do końca, co ma czynić. Czy rzucić się na nie? Czy spróbować uciekać? Było ich zbyt wiele, nawet jak na tak wspaniałego wojownika. W pewnym jednak momencie z oddali, spokojnym krokiem, zbliżył się kolejny likantrop. Jednak ten nie wyglądał tak samo jak reszta. Był dwa razy większy, z jego długich kłów spływała świeża krew, jego czerwone świecące ślepia wpatrywały się z zachwytem na otoczonego pół-wilka.
- Wreszcie się spotykamy... - Przemówił bardzo niskim, ochrypłym ludzkim głosem.
– Długo czekałem na ten dzień, kiedy będę mógł zniszczyć Wybrańca Fenrira, tego który miał sprowadzić na świat porządek i sprawiedliwość. Niestety, nie będzie Ci to dane marny pomiocie. – Powiedziawszy to wilkołak wykrzywił pysk w złowieszczym uśmiechu.
- Świat nigdy nie zostanie opanowany przez zło i takich jak Ty! Póki ja i inni tacy jak ja żyją nigdy do tego Ne dojdzie!
Po wypowiedzeniu tych słów cztery wilkołaki, wycofały się trochę do tyłu. Miguel zacisnął zęby i rzucił się na dziecię Luny. Ten zrobił unik i machnął łapą by zrzucić szlachcica z konia, jednak ten także uniknął ciosu. Odwrócił się w stronę bestii, uniósł miecz by zadać cięcie i w tym momencie... szpon wilkołaka przebił korpus zbroi... Ugodził Wybrańca w samo serce. Popłynęła błękitna krew... Miguel otworzył usta, ale nic nie powiedział. Zdołał jedynie ostatni raz machnąć mieczem i oślepił olbrzymiego likantropa .Ten wydał przeraźliwy ryk łapiąc się za zakrwawione oczodoły... Opuścił miejsce wraz z czterema innymi wilkołakami i udał się do lasu. Uciekając, wyryczał tylko:
- Bądź przeklęty!!! Cały Twój ród odpowie za to co mi uczyniłeś!!! CAŁY RÓD!!!
   Bitwa dobiegła końca. Na polu walki leżało mnóstwo martwych ciał, i ludzkich i wilkołaczych. Jednak udało się, królestwo zostało uratowane. Wilkołaki poległy, jednak zabrały ze sobą cztery i pół tysiąca żołnierzy. Miasto i zamek były już bezpieczne.
   Nadworni lekarze odnaleźli poległego Generała na oddalonym poletku. Zapłakali widząc go. Jednak jeden z nich wyczuł puls na szyi pół-wilka! Jeszcze żył, jeszcze nie opuścił tego padołu. Natychmiast wzięli go na nosze i przetransportowali ostrożnie do zamku. Zanieśli go do skrzydła szpitalnego. Po chwili stała koło niego już Tamara i Marquel płacząc.
Nagle Miguel otworzył oczy. Wypluł trochę krwi z ust i zaczął coś mamrotać w kierunku żony i syna. Ci musieli się bardzo nisko schylić w kierunku twarzy męża i ojca:
- Moi kochani... - zakaszlał lekko – Nie pozostało mi już dużo czasu... Niedługo, umrę i zostaniecie beze mnie... - westchnął głośno – Wiedzcie, że bardzo was Kocham, jesteście moim największym szczęściem, w całym moim życiu. Marquelu jesteś moim następcą, musisz kontynuować ród, pamiętaj czego Cię uczyłem, nigdy nie zapominaj o honorze i godności i podczas codziennego życia i podczas bitw, w Twych rękach spoczywa, odpowiedzialność, za imię naszego rodu,  nie skalaj go żyj zgodnie z wolą Fenrira i bądź mu oddany – Marquel zapłakał gorzko i przytulił się lekko do ojca – co do Ciebie moja najukochańsza, opiekuj się naszym synem i dobrze go wychowaj, niech wyrośnie z niego... prawdziwy wojownik i obrońca dobra - Ponownie zakaszlał opluwając się krwią – jeszcze jedno Marquelu weź ten  złoty płaszcz i szarfę z herbem naszego rodu... - Mówiąc to Miguel ponownie zakaszlał krwią i zaplamił szarfę – noś je z dumą by każdy wiedział że jesteś   szlachcicem z rodu Over'luth, przekaż je potem swoim potomkom, niech  także noszą je z dumą . Ty zaś Tamaro weź ten miecz przeze mnie  wykuty i trzymaj... dla pamięci o wygranej wojnie z plugawymi wilkołakami - Tamara wzięła od męża splamiony wilkołacką krwią, dwuręczny miecz – żegnajcie moi  kochani niech Fenrir ma was w swej opiece...
Powiedziawszy te słowa Miguel Over'luth – pierwszy ze szlachetnego rodu Wilczych Dusz zapadł w wieczny sen... Jednak pamięć o nim nigdy nie zaginie... Był wielkim wojownikiem, wspaniałym ojcem, a przede wszystkim pierwszym wybrańcem Fenrira...

Wódkę ciurkiem tak

Avenavo

komentarzyk mile widziany... aczkolwiek to jeszcze nie koniec! hrhr :D
Wódkę ciurkiem tak

Will

Jakoś nie leży mi pisanie o czymś co niby ma mieć miejsce na DM, a jednocześnie w ogóle nie opiera się na historii DMa. Jakieś królestwa o nieznanych nazwach, królowie, wydarzenia, wojny z wilkami, miasta. Jeśli to jest coś poza DMowego to ok, ale w przeciwnym wypadku ciężko do czegoś takiego odnieść się w grze...

Avenavo

W opowiadaniu mowa o innym kontynencie, w dalszej jego czesci bedzie mowa o emigracji w strone Sosarii
Wódkę ciurkiem tak

Svennson

fajne fajne  fajne ;]
Cytat: Jasmine
o tyle tutaj testy sa trudne bo jak liki na cos wpadna to same siebie nie udupia. juz niektore dzieci nocy wiedza jak sie mozna slizgac na regulaminie jak gowno po lodowcu.