Historia Rodu Over'Luth

Zaczęty przez Avenavo, 2007 06 16, 09:03:50

Poprzedni wątek - Następny wątek

Avenavo

Potomkowie wielkiego Generała Over'luth'a

Około 20 lat po śmierci Generała Barona Miguela Over'luth'a

   Funkcję Generała królewskich wojsk przejął teraz jedyny syn Miguela – Marquel. Nowym królem był zaś jedyny syn poprzedniego władcy. Marquel wraz z nim przeżywali dzieciństwo, bawili się, żyli razem. Teraz byli największymi przyjaciółmi. Ale nie o królu jest ta opowieść. O Marquelu zresztą też nie... Można jedynie powiedzieć, że przez setki lat nie było w królestwie Farlogath żadnej wojny oraz, że przez setki lat królestwo to znajdowało się pod rządami rodu królewskiego, tego samego, co za czasów Miguela, a funkcję generałów i taktyków wojennych obejmowali kolejni członkowie rodu Over'luth, jako że mieli w genach wspaniałe umiejętności walki i taktyki. Zgodnie z wolą Miguela jego płaszcz i szarfa były przekazywane kolejnym pokoleniom rodu, a jego własnoręcznie wykuty miecz wisiał na ścianie nad kominkiem w części zamku należącej do Over'luth'ów. Pewnego jednak dnia, jeden z kolejnych baronów rodu Over'luth – Dontres Over'luth – podczas jednej z wypraw wojennych został podstępem napadnięty, zabity i ograbiony ze wszystkiego, co posiadał. Jego zbroja została prawdopodobnie sprzedana, a co się stało z płaszczem i szarfą – po dziś dzień nie wiadomo. Jednak szlachetny ród ,,Wilczych Dusz" był dalej kontynuowany. Składał się już jednak tylko z przedstawicieli rasy ludzkiej. Miguel był jak dotychczas jedynym pół-wilkiem w rodzie. Ale to, co stało się 750 lat po jego śmierci, na pewno nie było przypadkiem...
   Było południe następnego dnia. Grimor potomek rodu Over'luth, wraz ze swymi wojownikami właśnie zajeżdżali do zamku. Baron czymprędzej zeskoczył z konia, zdjął zbroję i popędził do komnaty żony. Musiał się dowiedzieć czy wszystko z nią w porządku. Na szczęście nic złego się nie działo. Laura leżała spokojnie w wielkim łożu, przykryta po pas pierzyną. Trzymała się rękoma za wielki brzuch. Uśmiechnęła się lekko do męża.
- Jak się czujesz kochanie? – Zapytał troskliwie Grimor.
- Ach... bardzo dobrze. Maleństwo strasznie kopie. Czuje ze lada chwila może się zacząć poród, ale to tylko moje przeczucie. – Odparła Laura.
Grimor podszedł do ukochanej i położył się obok. Pocałował ją delikatnie w policzek, porozmawiali chwile i oboje zasneli.
- Kochanie... Kochanie obudź się – mówiła do śpiącego obok Grimor Laura targając go lekko za ramię – Grim, obudź się.
- hymmhm ehm... - wymamrotał coś bezsensownego Grimor – Co chcesz kochanie?? – Powiedział zaspany Grimor.
- To chyba już... chyba już czas najwyższy na wydanie na świat Twego potomka.
Po tych słowach Generał szybko otworzył oczy i zerwał się z łóżka.
- Zaraz! Jak to?! Tak już teraz?! – mówił zaskoczony – Ale... ale... No dobra... więc trzeba lekarza czymprędzej wezwać! Wybiegł szybko z komnaty i pognał w kierunku skrzydła szpitalnego. Poród przebiegł pomyślnie, a Grimor stał się szczęśliwym ojcem.
   Za oknem komnaty słychać właśnie było wycie dziesiątek wilków. Zamek był przez nie otoczony. Na niebie widniał księżyc w pełni, w stronę którego wszystkie wilki miały uniesione łby. Pośród nich był jeszcze jeden, nieco różniący się od reszty wilk... Wyglądał niczym duch...
Lekarz wrócił do rzeczywistości, owinął maleństwo w materiał i przekazał noworodka matce.
- Lauro, jesteś matką tego... tego niezwykłego chłopca. – Wręczył leżącej na łożu i wyczerpanej Laurze jej dziecko.
Ta spojrzała na nie i uśmiechnęła się przez łzy szczęścia.
- Grimorze! Zobacz! Ono wygląda tak samo jak opisywany w legendach Twój przodek – Miguel Over'luth! Ono jest... Pół-wilkiem... Jest darem od samego Fenrira...
Grimor wstał niepewnie z ziemi i zbliżył się do łóżka żony
- Tak... masz świętą rację, to dziecko, nasze dziecko, jest darem od Fenrira. Jest ono wybrańcem.
Gdy to mówił, na jego twarzy pojawiło się kilka łez, łez radości.
- Nazwiemy go Ishen kochanie – Powiedziała Laura – Ishen, czyli ,,Wyzwolony".
Ojciec przytaknął i przytulił się do żony. Był naprawdę szczęśliwy...
   Tego dnia były piąte urodziny małego pół-wilka. Z tej okazji urządzone zostało wielkie przyjęcie z mnóstwem gości, masą prezentów i jedzenia. Tego też dnia Laura zakończyła siódmy miesiąc kolejnej ciąży.
   Po przyjęciu urodzinowym Ishena wszyscy rozeszli się do domów. Solenizant wraz z rodziną także udał się na wieczorny spoczynek. Następny dzień miał być bowiem dla Ishena dniem rozpoczynającym nowy tryb życia.
   Z samego rana Grimor wziął syna do części treningowej zamku. Przedstawił mu nowych nauczycieli i oznajmij, że od dzisiaj to właśnie tu będzie spędzał większość dni na treningach walki, siły, zręczności i umysłu. To właśnie tu Ishen spędził kolejne dziesięć lat...
   Minęło siedem i pół miesiąca od piątych urodzin młodego pół-wilka. Od tamtego czasu dzień w dzień uprawiał ciężkie treningi pod okiem najwybitniejszych mistrzów walki i mentorów. Mogłoby się wydawać, że to przesada, lecz w tym rodzie poważnie traktowano umiejętności obrony i walki, nie mówiąc już o zachowaniu tradycji. Jednak czemu poddawany był Ishen przez te siedem miesięcy, to nic w porównaniu do tego, co miało stać się tej nocy...
   Nie tylko w zamku panowało poruszenie. Las Frenolien, oddalony od królestwa o dobrych pięć tysięcy kroków, wypełniał się coraz bardziej swoimi istotami – wilkami wszelkiej rasy i maści. Setki wilków kierowały się ku jakiemuś nieznanemu miejscu. Im bliżej się go znajdowały, tym więcej wilków szło już obok siebie. Było ich coraz więcej. Musiał być jakiś powód, dla którego nawet takie rasy wilków jak Śnieżne czy Lodowe przybyły do tak odległego od swego domu miejsca. Wilki zbierały się zewsząd i podążały ku temu samemu miejscu. Aż wreszcie dotarły do upragnionego miejsca. Setki zwierząt znajdowały się właśnie na  polanie. Tak... To była ta sama polana, na której dokładnie 787 lat temu zstąpił na ziemię Fenrir. Nagle Dom Księżycowego Blasku ogarnęło błękitne światło. Niezapominajki rosnące na całej polanie ponownie wyrzuciły z siebie tysiące iskierek skaczących w powietrzu niczym małe świerszcze. Poczęły gromadzić się w centralnej części łąki i tworzyć kształt... kształt, który stawał się coraz bardziej wyraźny... Wilki zgromadzone wokoło zaczęły wyć do księżyca. Jednak tym razem działo się trochę inaczej. Z wyjących wilków także wydobyły się iskierki... z każdego po jednym małym światełku i leciały w stronę kształtu świetlnego na środku polanki. Była to energia życiowa każdego ze stworzeń biorącego właśnie udział w wydarzeniu. Połączyła się ona z kształtem i wtedy stało się... Światło rozbłysło i zyskało kontury... Na ziemi stanęły cztery masywne wilcze łapy, na nich osadzony był korpus potężnego lodowego wilka, a na tym zaś głowa Wielkiego Fenrira, który ponownie przybrał postać najbardziej wielbionego stworzenia – Lodowego Wilka. Sam zawył w stronę księżyca przeciągle, następnie opuścił łeb, wywarczał coś do zebranych, Ci rozsunęli się tworząc Duchowi przejście. Fenrir pełen gracji i dumy ruszył przed siebie galopem, a za nim pognała reszta wilków. Cel ich podróży był wiadomy... Zamek Wilczych Dusz.
   Poród rozpoczął się. Laura już niedługo miała wydać na świat drugiego już potomka Grimora Over'luth'a. Nic więc dziwnego że był on niezmiernie uradowany i szczęśliwy z tego faktu.
   Wilki pędziły przez las niczym wiatr. Podążały wiernie za swym opiekunem duchowym do miejsca przeznaczenia. Były już na skraju lasu. Tak. Widać już zamek. Zwolniły. Zwolniły wszystkie poza Fenrirem. Ten gnał dalej w kierunku Zamku. Reszta wilków oddaliła się jeszcze trochę od lasu i zatrzymała się. Spoglądały na Lodowego Wilka jak biegnie coraz szybciej. Nagle uniósł się w powietrze i poszybował niczym ptak. Przeleciał nad fortyfikacjami zamku i zawisł przed oknem komnaty, w której właśnie rozpoczęło się odbieranie porodu. Fenrir przekrzywił lekko łeb, by lepiej widzieć sytuację panującą wewnątrz. Lekarz właśnie chwycił dziecięcą główkę. Doskonale było widać, że był zaskoczony, ale po chwili wrócił do rzeczywistości. W tym momencie Duchowy Wilk wykrzywił pysk w wyraźnym uśmiechu. Przyglądał się jak w środku komnaty stoją przy drzwiach dwoje starszych ludzi. Byli to dziadkowie Ishena. Obejmowali się i także uśmiechali. Dokładnie w tym momencie wszystko się skończyło. Lekarz odebrał poród. Niesamowity był widok z perspektywy Fenrira, kiedy to prawie wszyscy świadkowie narodzin zaniemówili i pobledli. Powodem tego, było coś, wręcz wydawałoby się, niemożliwego. Mała istotka spoczywająca właśnie w ramionach odbierającego poród lekarza, wyglądała identycznie jak jej starsze rodzeństwo! Natchnął rodzeństwo swą mocą w momencie poczęcia, bo wiedział, że obu braciom będzie łatwiej wypełnić proroctwo, niżeli jednemu z nich. Owszem – braciom – gdyż dopiero co narodzone dziecię także było chłopcem. Lekarz cały czas trzymał w dłoniach milczącego noworodka, będąc w lekkim szoku. W tym samym czasie za oknem, Lodowego Wilka, niewidzialnego dla oczu zwykłych ludzi, przeszył od środka snop światła. Uniósł w górę łeb i zawył donośnie. Po chwili można było już słyszeć wycie całej reszty wilków znajdujących się w oddali. Duchowa postać zatraciła już swe kontury, stała się wirującym obłoczkiem. Ale stało się coś dziwnego. Obłoczek rozdzielił się na dwoje, wydalając przy tym niezwykle silne światło, które dostrzegli nawet obecni wewnątrz zamku. Pomyśleli jednak ze to nic innego jak błyskawica w oddali i nie zwracali na to większej uwagi. Jeden obłoczek poszybował w dół, omijając mur i kilka drzew. W końcu dotarł do komnaty, w której właśnie słodko spał Ishen. Przeleciał przez okiennicę i wstąpił w ciało Ishena. Ten tylko lekko drgnął, wziął przez sen głęboki oddech i odwrócił się na drugi bok. Zaś błękitna chmurka iskierek, która pozostała u góry, przy miejscu narodzin młodego pół-wilka, przedostała się przez zamknięte okno i wstąpiła w małe ciałko na wysokości serduszka. Wtedy to noworodek wydał z siebie pierwszy płacz. Laura z nadmiernego zmęczenia straciła przytomność, toteż lekarz wręczył ,,Wybrańca" ojcu, który cały czas nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało. Było to ponad jego siły. Nie wiedział, co robić. Zdawał sobie sprawę, że miał z tym na pewno do czynienia sam Duch Wolności, Fenrir, ale nie mógł pojąć, co to mogło oznaczać, dlaczego akurat dwoje dzieci zostało wybranych. Jego brak myślenia przerwała Laura, która odzyskała przytomność i poprosiła o dziecko. Gdy zobaczyła je, zapłakała. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że to nie bez powodu, że jej kolejny syn jest wybrańcem – wybrańcem mającym taki sam cel życia jak jego starszy brat – uwolnić świat od nienawiści i niesprawiedliwości.
- Grimorze – mówiła przez łzy Laura – Grimorze, zobacz... To nasz syn... Kolejny... kolejny wybraniec... - zaszlochała głośniej – Grimorze, czyż to nie wspaniałe? Czyż to nie jest niesamowite?
- Nazwiemy go... nazwiemy go Dullahan, czyli ,,Wieczny". Dullahan Over'luth – ,,Wieczna Wilcza Dusza". –  powiedział generał
Minęło dziesięć lat od narodzin kolejnego członka Over'luth'ów. Dullahan wyrósł na wysokiego i silnego pół-wilka, nie wspominając już o Ishenie, który w wieku piętnastu lat dorównywał w walce niejednemu wspaniałemu wojownikowi. Dullahan od pięciu lat uprawiał regularne treningi walki, siły, intelektu i zręczności, jak niegdyś jego brat. Upodobał sobie bardzo posługiwanie się broniami obuchowymi, takimi jak gwiazda zaranna czy młot bojowy. W wieku lat dziesięciu opanował wiedzę na temat walki tym rodzajem broni w stopniu, w jakim posiadało ją większość żołnierzy garnizonu królewskiego. I to nie dlatego, że żołnierze Ci byli jacyś słabi, marni czy leniwi, lecz dlatego, że Dullahan był bardzo pojętnym i mądrym uczniem.
Poza treningami walk bracia przechodzili szkolenie kaligrafii, geografii, podstawowej wiedzy o broni a także każdy z nich szkolił się w upodobanym przez siebie zawodzie. Ishen kochał majsterkować. Mógłby całymi dniami siedzieć w warsztacie nadwornego kowala i zajmować się tworzeniem czegoś z niczego. Dullahan z kolei bardzo lubił szyć. Może i wydawałoby się to dziwne, że taki młody chłopiec, mógł lubić takie zajęcie. Jednak wyroby, jakie wykonywał po pewnym czasie szkolenia u królewskiego mistrza krawiectwa, były wyjątkowe. Zadziwiał swoimi zdolnościami nie tylko rodziców, ale i samego króla.
Bracia mieszkali w dwóch sąsiednich komnatach. Obie były wielkości niejednego wiejskiego domku. Wystrój każdej z komnat wybierali osobiście sami ich mieszkańcy. Na ścianie w pokoju Dullahana wisiało sporo jego krawieckich dzieł, na przykład uszyta z ognistej demoniej skóry utwardzana tunika. Pokój Ishena zaś był skromny i prawie pusty. Były tam tylko niezbędne rzeczy takie jak łóżko, garderoba, biurko i inne potrzebne meble. Jednak miał upodobanie do wszelkiego rodzaju dywanów, gobelinów i proporców. Tak więc na podłodze rozłożony był wielki dywan na całą komnatę, a na ścianie wisiały przeróżne gobeliny z wizerunkami wilków, lasów i członków rodziny.
Była już ciemna noc. Niebo było bardzo zachmurzone toteż nie widać było ani jednej gwiazdy i jedynie księżyc lekko prześwitywał przez płaszcz chmur. Wszyscy w zamku spali, oczywiście poza strażnikami pilnującymi wejścia do zamku i siedzącymi na wieżach. Pół-wilczy bracia także słodko spali, każdy w swej komnacie. Dullahan właśnie obrócił się na drugi bok. Nagle poza zamkowymi murami zabrzmiało głośne wilcze wycie. Pokoje Ishena i Dullahana wypełniło błękitne światło, którego znikło tak samo szybko jak się pokazało. Obaj bracia w tym samym monecie wzięli głęboki oddech i ukazały im się obrazy...

*Co ja tu robię? – Pomyślał młody Dullahan, nie zdając sobie sprawy, że to sen, gdyż był bardzo realistyczny. – Gdzie ja jestem? – Rozejrzał się wokoło. Jednak dookoła niego był tylko las. On sam stał na jakiejś polanie, której nigdy wcześniej nie widział. Porośnięta była cała małymi błękitnymi niezapominajkami. Nagle na wysokości jego kostek utworzyła się lekka mgiełka... Z niezapominajkowych płatków sypnęły ku górze setki świetlistych iskierek. Pół-wilk wzdrygnął się lekko wystraszony, ale szybko odzyskał równowagę. Dostrzegł, że przed nim zaczyna się pojawiać. Maleńkie światełka z kwiatów leciały ku centrum polany i zaczęły cos formować. Chłopiec wiedział, że zaraz coś się stanie, jednak ani przez chwilę nie pomyślałby by uciekać, czy chociaż się obawiać, tego, co ma nadejść. Po chwili przed młodzieńcem ukazał wielki Lodowy Wilk. Sama jego głowa była wielkości jednego zwykłego wilka. Nic dziwnego, że Dullahan poczuł się dziwnie mały. Wtedy Duchowy Wilk przemówił.
- DULLAHANIE. ZOSTAŁEŚ WYBRANY. TWOJA ŚCIEŻKA ŻYCIOWA POPROWADZI CIĘ PRZEZ WIELE TRUDÓW I ZMAGAŃ, JEDNAK W KOŃCU DOTRZESZ DO TEGO, CO JEST CI PRZEZNACZONE. ŻYJ Z MYMI SŁOWAMI W SERCU, Z HONOREM I GODNOŚCIĄ. ZOSTAŁEŚ WYBRANY, BY WYPEŁNIĆ TO, CO NIEUNIKNIONE.
Wilk zamilkł. Uniósł łeb ku niebu, zawył i rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając tylko setki małych iskierek powoli gasnących. Obrazy przed oczyma chłopca zaczęły się rozmywać...
   Dullahan zerwał się z łóżka. Dyszał głośno, lecz spokojnie. Jeszcze raz przeanalizował słowa Fenrira, które właśnie usłyszał. Wstał z łóżka i chciał iść powiedzieć bratu co mu się przyśniło. Podszedł do drzwi i gdy tylko je otworzył zobaczył przed nimi Ishena.
- Bracie... - powiedział cicho Dullahan. – Miałem sen...
- Tak, wiem. Ja także go miałem. Ukazał nam się Fenrir. Oświadczył, że zostaliśmy wybrani do wypełniania jakiegoś zadania. Wszystko wiem... Teraz idź spać młodszy bracie. Jutro opowiemy wszystko rodzicom.
Dullahan uśmiechnął się wesoło do Ishena, ten odwzajemnił uśmiech i obaj powrócili do łóżek.
   Następnego dnia podczas śniadania bracia opowiedzieli wszystko najbliższym. Powiedzieli, że Fenrir ukazał się w ich snach i nakazał na wyruszenie w podróż po świecie, by wypełnić to, co jest im przeznaczone. Grimorowi i Laurze trudno było przyjąć do wiadomości to, że ich jedyni potomkowie będą niedługo musieli opuścić rodzinny dom. Nie mogli jednak przeciwstawić się woli samego Fenrira. Przyjęli do wiadomości to, co usłyszeli od dzieci i zdecydowali o wydłużeniu treningów dziennych obu braci, aby lepiej ich przygotować do podróży.
Wódkę ciurkiem tak

Svennson

Cytat: Jasmine
o tyle tutaj testy sa trudne bo jak liki na cos wpadna to same siebie nie udupia. juz niektore dzieci nocy wiedza jak sie mozna slizgac na regulaminie jak gowno po lodowcu.

Avenavo

Rozpoczęcie wędrówki życia

5 lat później

   Ishen pakował dokładnie wszystkie potrzebne na podróż rzeczy. Nie wiedział bowiem ile czasu będzie poza wszelką cywilizacją, więc musiał się jak najdokładniej zabezpieczyć na każdą okoliczność. Do jednego z plecaków zapakował skórzane zbroje uszyte przez Dullahana, jak mówił – na szczęście. Do innego załadował kilka swoich wymajsterkowanych przedmiotów, które mogły mu ułatwić wędrówkę. Kiedy skończył, wyszedł wraz z pakunkami przed zamek gdzie czekała na niego już rodzina, dwa juczne konie i piękny biały ogier. Włożył do juk wszystkie pakunki. Drugi juczny koń załadowany był jedzeniem i napojami.
- Kochanie, masz dopiero dwadzieścia lat... nie musisz przecież jeszcze wyjeżdżać. – Mówiła smutna Laura do syna. – Zostań jeszcze z nami.
- Ech matko... Musze wyruszyć w swą podróż właśnie teraz, póki jestem jeszcze młody, a nie kiedy będę już stary i nie będę mógł się ruszać – powiedział  Ishen z uśmiechem na ustach.
- On ma rację ukochana – postawił się za synem Grimor – niech wyruszy w podróż teraz, jak nakazał Fenrir, niech wypełni swoje przeznaczenie.
- Mamo... tato... - wtrącił się do rozmowy Dullahan – dlaczego ja nie mogę także wyruszyć już w swoją życiową podróż? Przecież Fenrir objawił się nam obu i nakazał nam obu wypełnić swoje przeznaczenie podczas życiowej podróży... - mówił smutny pół-wilk.
- O nie młodzieńcze. Tobie na pewno nie pozwolimy jeszcze opuścić domu. Masz dopiero piętnaście lat, a to zdecydowanie za mało tak trudną i niebezpieczną wyprawę. – Odpowiedziała Dullahanowi stanowczo matka.
- I tutaj muszę jednak zgodzić się z matką – Zaśmiał się głośno Grimor.
- Ech... - opuścił głowę smutny młodzieniec.
- Bracie – zbliżył się do Dullahana Ishen – niedługo także wyruszysz w swą podróż, i kto wie czy się nie spotkamy. Póki co także musze przyznać rację matce. Musisz się jeszcze wiele nauczyć zanim rozpoczniesz wędrówkę.
- No dobrze bracie – odpowiedział już lekko pocieszony Dullahan, który zawsze widział w starszym bracie autorytet, – ale za pięć lat ja także opuszczę ten zamek i to miasto w poszukiwaniu swego przeznaczenia.
- Haha... oczywiście, będę na Ciebie czekał w którymś z odległych miast.
Pożegnanie trwało jeszcze chwile, nawet sam król przyszedł pożegnać się z Ishenem i życzyć mu powodzenia. W końcu pół-wilk wskoczył na swego ogiera i odjechał. Dullahan wraz z Laurą i Grimorem stali jeszcze przez chwilę i machali na pożegnanie ,,dorosłemu" pół-wilkowi, który właśnie wyruszył w podróż.
- Przynajmniej Ty nam jeszcze zostałeś kochanie – powiedziała śmiejąc się lekko do syna Laura, – ale za 5 lat Ty także nas opuścisz... póki, co cieszmy się pozostałym nam czasem. Powiedziawszy te słowa cała trójka powróciła do zamku.
   Już następnego dnia Dullahan powrócił do rutynowych treningów, lecz teraz był jeszcze bardziej zawzięty w tym, co robił jak nigdy dotąd. Spowodował to wyjazd brata i chęć dorównania mu jak najszybciej. I rzeczywiście dorównał mu w nadzwyczaj krótkim czasie. Trenował walkę obuchami dzień w dzień pod okiem mistrza Kulratha, wraz z kilkoma żołnierzami wyruszał na polowania, na których ćwiczył taktykę walki ze zwierzyną oraz wypróbowywał wszelkie miejsca, w jakie trafiać je by zabić jak najszybciej.
   Dullahan miał 19 lat. Coraz szybciej nadchodził dzień, w którym miał opuścić rodzinę i podążyć w ślady brata. Osiągnął już pełną wiedzę na temat posługiwania się młotami i nie nauczy się nic więcej w murach zamku. Resztę szkolenia musi już przejść samodzielnie w lasach, jaskiniach i innych miejscach pełnych plugastwa. Co do jego umiejętności krawieckich – dorównał w nich swemu mistrzowi i za wszelką cenę chciał je jeszcze zwiększyć. Jednak tajniki arcymistrzowstwa w tym fachu tkwiły w umysłach niewielu krawców w całej Sossarii i dlatego też Dullahan chciał ich odnaleźć by mu je przekazali. Odkąd jego brat odszedł, zajął się jeszcze jednym fachem, bardzo przydatnym dla wojowników. Mianowicie zaczął pobierać nauki u nadwornego alchemika, który przekazał mu wiedzę na temat wytwarzania wszelkiego rodzaju mikstur – zwiększających tymczasowo siłę, zręczność, leczącą z trucizny lub zasklepiającą rany.

   Dullahan postanowił, że opuści dom w dniu po dwudziestych urodzinach, czyli pozostały jeszcze trzy dni. Jednak zaczął przygotowywać się dużo wcześniej. Uszył sobie sporo par zbroi utwardzanych ze skór ognistych i kamiennych. Przygotował sobie także kilka przedmiotów, jakie dostał od brata przed jego odejściem. Zlecił także nadwornym kucharzom na przygotowanie sporej ilości sytego jadła i trochę alkoholu na rozgrzanie w zimne noce. Jeszcze przed urodzinami wszystko było gotowe do wyjazdu. Dullahan nie mógł się już doczekać, z drugiej strony jednak smucił się, że musi opuścić dom i ukochaną matkę i ojca. Ale nie mógł przecież sprzeciwić się woli samego Fenrira. Zresztą nawet nie miał takiego zamiaru.
   W końcu... Nadszedł wyczekiwany z niecierpliwością przez pół-wilka dzień. Dzień, w którym to miał wyruszyć w swoją życiową podróż, podróż zapowiedzianą w śnie przez Lodowego Wilka, Ducha Wolności – Fenrira. Dullahan nie mógł ani nie potrafił w żaden sposób ukryć podniecenia, jakie go opanowało na myśl o wyjeździe. Był gotów, gotów zarówno fizycznie jak i psychicznie. Pozostało już tylko załadować wszystko na juczne konie i można było ruszać...
- Grimorze... to niesamowite... to naprawdę niesamowite jak te pięć lat szybko zleciało... Przecież dopiero co nasz mały Ishen nas opuścił a teraz – tu Laura lekko zapłakała – a teraz przyszła pora na Dullahana. – Mówiła smutno żona Grimora.
- Tak... - powiedział przeciągliwie Grimor – ale tak mu było pisane, tak było pisane też nam, że wydamy na świat wybrańców, którzy będą musieli wyruszyć w daleką podróż. Dziś nadszedł czas na naszego drugiego syna.
Rozmowę zatroskanych rodziców przerwał posłaniec, który właśnie wszedł do ich komnaty.
- Generale, pani Lauro, panicz Dullahan prosi o waszą obecność przed zamkiem, gdyż ma zamiar niedługo odjeżdżać.
- Ech... To już... - Westchnęła cicho Laura. – chodźmy ukochany.
Laura wraz z Grimorem opuścili komnatę i poszli przed zamek. Dullahan czekał już tam z pełnym pakunkiem i gotów do drogi...
- Matko, ojcze – zwrócił się przyszły podróżnik do rodziców – za chwilę odjadę i nie zobaczymy się już prawdopodobnie przez bardzo długi okres czasu. Może nawet już nigdy się nie zobaczymy, w co raczej nie wierzę. Chciałem wam tylko podziękować, podziękować za wszystko to, co dla mnie zrobiliście. Za to że mnie wychowaliście tak a nie inaczej. Jestem dumny z tego, ze jestem waszym synem.
- Synku... - mówiła zalana łzami Laura – twe słowa są niczym najpiękniejsza ptasia pieść dla mych uszu. Jest mi i ojcu bardzo smutno, że i Ty musisz nas opuścić, tak jak Twój brat pięć lat temu. Rozumiemy jednak, że ma innego wyjścia, bo i ty tego chcesz i Fenrir tego chciał. Bądź ostrożny na nowej drodze życia i niech Twój duch opiekun ma Cię w swej opiece.
- Synu – mówił drżącym głosem Grimor – mnie także jest trudno z tym, że musisz opuścić dom, ale jest to nieuniknione. Nie będę owijał w bawełnę. Chcę tylko życzyć Ci bezpiecznej i szczęśliwej podróży. Pamiętaj także, kim jesteś. Pamiętaj, że jesteś członkiem szlachetnego rodu Over'luth'ów. Nie splam imienia naszego rodu w żaden sposób. Żyj zgodnie z zasadami panującymi w naszym rodzie od stuleci oraz bądź honorowy i pełen godności i dumy. Masz być, z czego dumnym. Jesteś wybrańcem ze szlachetnego rodu. Nigdy o tym nie zapomnij.
Po długim pożegnaniu Dullahan przytulił się do obojga rodziców, wskoczył na czarnego niczym węgiel rumaka i pognał przed siebie. Laura wraz z Grimorem patrzyli za nim do czasu aż nie zniknął w gęstwinie drzew lasu Frenolien. Stało się... Obaj bracia wyruszyli w świat w poszukiwaniu swego przeznaczenia... W życiu Dullahana rozpoczął się nowy, najdłuższy rozdział....
Wódkę ciurkiem tak

Avenavo

ciag dalszy nastapil... oraz i koniec opowiesci :P
Wódkę ciurkiem tak

Gofer

a wydanie ultimowe kiedy?
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Avenavo

Jak znajde czas wlasnie wtedy :P ale nie myslalem o tym... Skoro ktos tego chce to czemu nie...
Wódkę ciurkiem tak