Kronika

Zaczęty przez Alkus, 2005 11 11, 10:58:33

Poprzedni wątek - Następny wątek

Alkus

                                                           13 dzien Szponow Mrozu

        Drogi Mortarisie,
      Wiem, ze dawno nie pisalem. Chyba sie balem... W kazdym razie widze je ponownie. Za kazdym razem jak zamykam drzwi, one na mnie patrza. Ja ich nie widze, ale widze ich rozbierajacy wzrok, widze kazde ich spojrzenie, ktore jak grot strzaly, przebija mnie na wylot. Gdy zasiadam do stolu, sztucce nie pozwalaja mi jesc. Obijaja sie jak szalone o porcelanowy zestaw, ktory dostalem od Yezdigarda. Rozszalalem wpadaja w moj umysl i tam panosza sie, pobudzajac kazdy receptor bolu jaki mi pozostal. Ja nie chce tak bytowac. Musimy cos z tym zrobic, prosze przyjedz jak najszybciej...

                                   Z pozdrowieniami twoj przyjaciel Jason Marbles                                          




i tak oto milym wstepem rozpoczynam kronike zamku wampirow ;] Najmilej by bylo, gdyby nawet najdrobniejsze eventy byly opisywane tutaj w postaci wszelkich listow, ogloszen, wystapien... Oczywiscie nawet zwykle wydarzenia, w ktorych nie bral udzialu zaden GM, a bylyby dosc wazne, wypadaloby opisac :P
the only thing worse than evil is apathy.

sleeper

Najdrozsza
Wybacz, ze nie wymieniam w tym liscie Twojego imienia, lecz moglby on sie dostac w rece osob trzecich, co postawiloby pod znakiem zapytania Twoja dzialalnosc. A jestes dla nas zbyt cenna. Ostatnimi czasy wiele sie dzieje w naszej malej spolecznosci, jednak z wyzej wymienionych powodow nie o wszystkim moge Ci napisac.
Przyjelismy wczoraj do Rodu nowego czlonka. Bardzo zaradna osoba jak na smiertelnika. Zdobyl dla nas kilka ciekawych informacji. Wiekszosc to plotki krazace o wampirach na powierzchni, plotki w ktorych nie ma ziarna prawdy. Tym lepiej z reszta dla nas, im mniej ludzie o nas wiedza, tym lepiej.
Chcialbym Ci przyblizyc sam rytual zarazenia. To napiecie, ta wyraznie jak nigdy wyczuwalna obecnosc Przedwiecznych... Mam nadzieje, ze kiedys sama tego doswiadczysz... A ja bede tym ktory Ci to ofiaruje.
Jak juz wspomnialem, wczoraj zarazilismy nowego smiertelnika. Ma na imie Koriel. Bardzo niepewnie przekraczal progi Sanktuarium. Dla mnie, jako Dziecka Nocy taka reakcja jest conajmniej dziwna, jednak ta wszechobecna krew i jej zapach moga zwyklego smiertelnika przyprawic o mdlosci. Cala niepewnosc zniknela w momencie, gdy nacialem mu nadgarstek i pozwililem aby jego krew zmieszala sie z krwia reszty Vampirica. Na krotka chwile cala krew zakrzepla w naczyniu jakby ozyla. Zakotlowala sie moment po czym znow zastygla. Tak... krew Rodu Vampirica... juz nie tak silna jak kiedys, coraz bardziej rozrzedzona, jednak nadal majaca w sobie ogromny potencjal. Potencjal, ktory mam nadzieje uda sie wyzwolic juz niedlugo...
Przez caly czas byl ze mna takze On... w mojej glowie. Mowil do mnie przez caly czas trwania rytualu. Ksiaze uwaza,  ze powinienem Go ignorowac, zapomniec o Nim. Jednak ja nie potrafie... Nie potrafie zapomniec o tym ktory powolal mnie do istnienia. O tym, dzieki ktoremu mam jakiekolwiek wspomnienia z poprzedniego zyca (nawet jesli sa one metne i niejasne). Mam nadzieje, ze Ty jedna potrafisz zrozumiec to co czuje. Ten glos... Jego glos i inne ktore zsyla do mojej glowy... Czasem bol jest nie do wytrzymania... Ale musze byc mu posluszny, bez wzgledu na wszystko.
Koncze juz ten list, On znow nie pozwala mi sie skupic. Musze odpoczac, glowa znow zaczyna mnie strasznie bolec...

Pozdrawiam, Mortaris.

PS
Mam nadzieje,  ze uda nam sie jak najszybciej spotkac. Tam gdzie zwyke...


Dzieki Alkus, ze pomyslales o takim temacie :) Mam nadzieje, ze uda mi sie regularnie tutaj cos skrobnac ;)

Alkus

Szept. Jedyny. Przeciskajacy sie przez trwale marmurowe sciany. Dumnie stojace, pedzace w gore, jak gdyby probowaly sie same rozrastac. Moze tak robily?

....i liczylem ciala jak owieczki, przeskakujace przez wyimaginowany plotek...

szloch? niepojety. napewno przedzierajacy sie przez resztki czlowieczenstwa...
the only thing worse than evil is apathy.

Gofer

wykasowane

Panowie i Panie kulturki za grosz?
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Yezdigard

4 dzień Wysokie Słońce roku 540

Tego dnia jak już od wielu tygodni zagłębiony w swej pracowni  młody wampir Yezdigard Quells z monotonią oddawał się treningowi zakazanej magii. Czas mijał szybko, godziny mijały jedna za drugą, aż po raz nie wiadomo już który, poczuł to mrowiące, miłe uczucie, nadchodziła noc i jej błogosławieństwo. Nadeszła ponownie ta jedna z niewielu chwil, kiedy w spokoju, bez obawy przed palącymi promieniami słońca będzie mógł przemierzać Sosarię.

Zaginione Krainy to dziwne miejsce ale tam akurat przyszło mu wyruszyć, jechał do pracowni nekromantów po zaopatrzenie w kości demonów. Zerwała się wtedy dziwna zawierucha, ziarna piasku poczęły zataczać  kręgi obejmując powoli kopyta wierzchowca i jego ciało. Spiął konia i pognał czym prędzej ku nekromantom. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce i wrócić do swej pracowni, nie było mu to dane. Woda poczęła występować z morza i odcinać mu drogę powrotu, chciał się wycofać lecz z tyłu także kotłowały się fale, cofnął się wiec pod skały, uchwycił mocniej cugle i czekał chwili do skoku. Nagle woda cofnęła się tak szybko jak wystąpiła z brzegów, przybliżała się teraz do niego i oddalała, kołysała się równomiernie, zdawało mu się jakby wyciągała po niego swe spienione dłonie. Jego wzrok sięgał teraz daleko, bardzo daleko, przed oczami zaczęły przebiegać obrazy niedawnych zdarzeń, myśli błądziły gdzieś pomiędzy światem żywych i umarłych.

Wizje zaczęły się materializować widział ponownie i słyszał głosy, które męczyły go od pierwszych dni stania się tym kim był teraz, od dnia kiedy po raz pierwszy postawił nogę w Mieście Wampirów.

Dziwne rozmowy w jego pracowni osób, których nigdy nie widział, krwawe jatki krzyki, patroszenie ciał i nagle cisza, cisza tak straszna, że przewiercała mózg, potem kujący  ból i omdlenie. Budził się i ponownie słyszał rozmowy. Rozmowy o ciałach, krwi, zabijaniu i trzynaście, uparcie powtarzane trzynaście, wciąż to jedno kołatało się w głowie Rada Trzynastu.

Mała dziewczynka stojąca w zamku, w zamku Gillesa de Rais. Widział ją przez chwilę. Taka mała, taka niewinna, taka .... przezroczysta. Patrzyła na niego swoimi oczami, pełnymi radości i smutku trzymając małego misia, którego mocno obejmowała. Chciał ją dotknąć, przytulić, pomóc, ale im bardziej się do niej zbliżał tym bardziej ona się oddalała, aż w końcu znikła. Coś w nim wtedy na chwilę pękło, zjawa, dziecko, a może wspomnienie? Wspomnienie tego, że kiedyś był kimś innym. Po policzku spłynęła mu wtedy łza, jedna jedyna, tak zimna, że spadając rozbiła się o posadzkę na tysiące drobnych kryształków lodu..

Patrzył teraz na Badalamana, mówił coś do niego mocno gestykulując, nie słyszał z tego ani słowa, popatrzył jednak w bok gdzie tamten mocno wskazywał. Jakże był zdumiony tym co zobaczył. Stał przedni jeździec na koniu, przyodziany w zbroję płytową identyczną jak sam nosił i oręż ten sam. Jakże był przerażony gdy jeździec zdjął hełm. Zobaczył samego siebie, ale nie takiego siebie jakiego znał, oczy płonęły kolorem krwi, piana toczyła się z ust, na twarzy malowała się wściekłość jakiej nigdy dotąd nie widział, a może widział? Gdzieś ...... gdzieś głęboko w najdalszych krańcach swego umysłu.

Ocknął się patrząc w głębię wody, jak długo tu stał? Właśnie budził się świt.

- Nic tu po mnie – powiedział.

Wskoczył na konia i czym prędzej wrócił do swojej pracowni.
Duzy moze wiecej i prawie zawsze ma racje.

Alkus

                               OBWIESZCZENIE

           Zaleca sie domykania wszelakich drzwi i okiennic. Spowodowane jest to grasujacymi nieopodaal zartownisiami i huliganami. Podczas zmiany wartownikow, zaobserwowane zostaly dziwne wydarzenia o charakterze destrukcyjnym. Zapasy wina zostaly doszczetnie zniszczone, zas napoj porozlewany po calym pomieszczeniu. Straz pracuje nad rozwiklaniem calej zagadki.
                                      Komendant strazy zamku Gillesa de Raisa
the only thing worse than evil is apathy.

Yezdigard

17 dzień Wysokie Słońce roku 540

Yezdigard stał spokojnie w zamku Gillesa de Raisa przy swej skrzyni bankowej, przebierał w niej zajadle przepatrując zakamarki w poszukiwaniu składników. Tego dnia w banku panował spokój i głucha cisza, dało się tylko słyszeć szybkie sapanie i co jakiś czas rzucane półgębkiem przekleństwo:

- Psia mać, te składniki kończą się szybciej niż je skupuje.

Niezmąconą prawie niczym ciszę przerwał nagle przeciągły świst, ostry powiew wiatru pchnął drzwi przedsionka skarbca i z łoskotem cisnął nimi o ścianę po czym z takim samym łomotem je zatrzasnął. Yezdi cofnął się za kamień miasta i stał tam osłupiały w bezruchu przez dobrych parę chwil. Drzwi z hukiem otworzyły się ponownie, wiatr szalał po pomieszczeniu, jak oszalałe łomotały też otwarte jakimś cudem drzwi skarbca. Wszystko to trwało mgnienie oka, a może tak się tylko wydawało i tak jak się zaczęło tak się skończyło.

,,Jak to możliwe – pomyślał. Przecież drzwi od skarbca powinny być zaryglowane"

Wychodząc z pomieszczeń bankowych Yezdi kątem oka dostrzegł jakiś cień, może zjawę, a może po prostu ogłupiałego wiatrem szczura uciekającego w popłochu,  tak mu się przynajmniej wydawało. Powstrzymał kroku, by przez chwile omieść wzrokiem pomieszczenie i poczuł coś na swoich plecach, coś jakby ........ oddech. Odwrócił się na pięcie i oczom jego ukazała się półprzezroczysta, zakapturzona postać, która widząc jego spojrzenie natychmiast znikła.

- Ktoś ty – wycedził przez zęby Yezdi. Ukaż się!

Zjawa pojawiła się jeszcze kilka razy w różnych miejscach, jakby z niego drwiła i znikła.

- Czemu biegasz jak obłąkany – zapytał nagle stojący obok strażnik.
- Strażnik – krzyknął Yezdi. Widziałeś to, widziałeś ją.
- Kogo miałem widzieć – zapytał tamten. Nie widzę tu nikogo prócz obłąkanego młodzieńca.

Yezdigard pokiwał głową.

- Nic, nic, coś......, ktoś......., widać mi się przywidziało.
- Zaiste, nie inaczej – odparł strażnik i wrócił do swej służby w zamku Gillesa.

Młody wampir nie wiedział już co ma myśleć, co mówić. Coraz więcej dziwnych zdarzeń tkało dziwną sieć wokół niego, coraz więcej głosów wypełniało umysł, świat zawirował. Padając na posadzkę zdążył jeszcze dostrzec dziwnie emanujące światło odbijające się od kunsztownie wykonanej zbroi stojącej na stojaku przy wejściu, a może to też było przywidzeniem?.

Teraz już tylko ciemność .......... ciemność spowijająca umysł na wiele godzin.
Duzy moze wiecej i prawie zawsze ma racje.

Kirvin

Ponowne przebudzenie
PROLOG
Był późny, letni poranek. Słońce grzało wznosząc sie leniwie ku zenitowi i ogrzewało zgromadzonych interesantów w Banku Yew.
Kirvin bardzo lubiła tą pore roku, właśnie tego brakowało jej przez wiele stuleci, gdy była pogrążona w chorobie.
Rozsiadła sie wygodnie na ławce, w centrum skwerku aby troszkę opalić śniadą skóre. Nogi ułożyła na pustej czesci siedziska i przekreciłą sie tak, aby całym ciałem cieszyć sie promieniami słońca.
Zamknęła oczy i zaczeła snuć marzenia o bitwach, skarbach i łowach, czyli o wszystkim tym co tak bardzo lubiła i czym zajmowałą sie teraz niemal cały czas.
Wnet przez chwile poczuła nieprzyemne swędzenie na łydkach. Sądząc że ukąsił ją jakiś wredny komar, pospolity o tej porze roku, tylko podrapała.
W chwile później gry juz zdążyła niemal całkowicie zapomnieć o niemiłym incydencie, poczuła to samo znow w tym samym miejscu i na drugiej nodze.
Lecz tym razem było to setki razy bardziej dokuczliwe, jakgdyby ktoś rozżażonym węglem ocierał o jej skóre.
Chciała sie zerwać, lecz całe ciało było sparalizowane jakąs niewytłumaczalną siłą, nie mogła wykonać najmniejszego ruchu.
Ból i palenie stawało sie coraz bardziej dotkliwe... co wiecej, postępowało po wszystkich odkrytych miejcach ciała.
Czuła jak pochłania ją ogien
Skóra pękała a z ran wylewała sie ropa pomieszana z krwią.
Paliła sie żywcem... chciała krzyczeć, uciekać, płakać... nie mogła!
I gdy już osatnie płomienie miały skończyć jej agonie, przypomniała sobie Jego imie  i poczuła jak w niej narasta... znow sie zbudził tym razem by zabrać ją na zawsze...
***
- NIE!!! - zerwała sie z krzykiem zwracając na siebie uwage Goorgotha i kilku jego rozmowców.
- Co Kir? Śniło Ci sie że Elmar Cie goni? - zachichotał Berserker, a jego kompani wybuchli śmiechem.
Kirvin nawet nie drgnęła, była przerażona...
Na swej łydce ujrzała świeże poparzenie...
www.youtube.com/lazystarcraft - casy SC2 z mojej gry i ligi zawodowej.
*******

Kirvin

Ponowne przebudzenie
ROZDZIAŁ 1
W powietrzu rozległ się cienki świst, który szybko przeszył gęste powietrze.
Ogr szerzej otworzył żółte ślepia, pozostał chwile w bezruchu, poczym zatoczył się, plunął krwią i runął na ziemie. Z pobliskich zarośli wynurzyła się smukła postać ubrana w skórzaną zbroje a w ręku trzymała potężny łuk refleksyjny. Łuczniczka szybko obejrzała ścierwo w poszukiwaniu kosztowności a następnie wyrwała dobrą jeszcze strzałę z szyi potwora.
Uśmiechnęła się do siebie i wskoczyła na Ostarda.
Ruszyła w dalszą drogę, pocierając rękawicą oparzone miejsce na nodze, jak gdyby, pomimo kilku tygodni nadal ją piekło.
Od kilkunastu godzin polowała na poczwary zbierając, co cenniejsze, zdążyła zgłodnieć i była już zmęczona, toteż postanowiła wrócić do domu.
Była blisko od miasta, a jednak droga dłużyła się w nieskończoność wijąc się miedzy drzewami. Niebo zdążyło pociemnieć, a szlak nadal wiódł dalej.
Drzewa jakby zmieniły oblicze, stały się ciemniejsze i srogie.
W końcu Kirvin dostrzegła znajome kształty zamku...
ZAMKU!? Przecież w Yew nie ma zamku...!!
Drzewa wokoło były czarne i posępne.
Dziewczyna kierowana ciekawością nadal jechała na przód, mimo chłodu i narastającej grozy.
Na tle potężnego zamku z czarnego marmuru ujrzała wielkie schody prowadzące wprost do gigantycznego sklepienia.
Zatrzymała zwierze a sama powoli pięła się po stopniach.
Nie była przerażona, ani zdziwiona... Znała to miejsce i wydawało się jej być domem... Jednak tak dawno... Tak dawno widziała je po raz ostatni.
Po przekroczeniu pięknie zdobionego portalu znalazła się wewnątrz wielkiego holu zrobionego bogatymi ozdobami sprzed wieków.
Mimo całego przepychu nie była olśniona tym dostatkiem, nawet nie zwróciła na niego większej uwagi. Dobrze znała to miejsce, spędziła tu większość swej egzystencji.
Zamek Gillesa niczym się nie zmienił od czasu, kiedy go opuściła, może tylko trochę zarósł pajęczynami, co mogło sugerować, że nie ma tu już żadnej kobiecej dłoni, która opiekowałaby się starymi murami.
Szła dalej, stąpając ostrożnie i wytężając zmysły. Rozglądała się uważnie. Szukał czegoś, chociaż sama nie była wstanie powiedzieć, czego.
Weszła do biblioteki. Półki aż uginały się od ciężaru ksiąg i skroli. Znów wyszła do holu i poczęła kierować się w stronę schodów prowadzących do fontanny krwi - jak dobrze zapamiętała.
-OPAATHAAV!!! - wtem ostre, ochrypłe słowa przecięły cisze niczym ostrze tafle wody.
Kobieta znieruchomiała i odwróciła się za siebie, lecz nikogo nie ujrzała. Spanikowana poczęła bezradnie obkręcać się wokoło. Nałożyła strzałę na cięciwę i miotając się, próbowała znaleźć autora wypowiedzianych słów.
-Thass neeth ynathess, Maavsth Dessaan! - znów zagrzmiał głos, lecz postać nadal się nie ujawniła.
Przerażona i zmęczona łuczniczka stałą jeszcze chwile wpatrując się w gęstniejącą mgłę spowijającą hol. Wtem dojrzała jakiś kształt zbliżający się do niej powoli. Niewiele myśląc wypuściła strzałę, która z świstem wbiła się w sylwetkę.
Cel jeszcze chwile postał, po czym zwalił się bezwładnie na ziemie.
Kir odetchnęła i na moment zamknęła oczy, aby się koncentrować.
Kiedy znów je otworzyła ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się pod bramami Yew a kilka łokci dalej, na trawie, leży jej ostard w kałuży krwi.
- Oszalałam - szepnęła do siebie...
- Thass neeth ynathess... - nagle rozbrzmiały w jej głowie słowa, odbijając się pustym echem...
Przez kobietę przeszły ciarki a ona sama złapała się za głowę mocno zamykając oczy...
Na jej łydce popatrzenie nabrało dziwnego kształtu przypominającego herb Vampirici - rodu wampirzego.


cdn...
www.youtube.com/lazystarcraft - casy SC2 z mojej gry i ligi zawodowej.
*******

Tinerot

Przez Ciebie musiałem szukać na mailu słownika i tłumaczyć ten bulgot :D Ale w końcu podołałem. Na moje to masz lekkie problemy z interpunkcją. Poza tym jakoś nie mam zarzutów. Come back, Kiriam! We miss you!
(18:42:51) Dhagt: asylum
(18:42:53) Dhagt: gral w ogole w uo?

sleeper

Staraj sie Kir, staraj;] Brakuje nam Ciebie ;**

Krowi_Bog

Gdyby nie On, to wszystko byłoby niczym. Pustką. Z każdym zmierzchem ten sam rytuał. Uniesione wieko trumny, spojrzenie w bok - tam zamknięte trumny mej Matki i przyjaciela. Cała wieża, pełna splendoru i przepychu, a także ciszy. Co sprawia, iż ci, którzy trwali w nieżyciu dłużej, wstają z wyłożonej atłasem trumny coraz rzadziej, by następnie zapaść w w wieloletni, jeżeli nie wieczny sen? To nie jest świat dla nieśmiertelnych. To świat tych, w których żyłach płynie najdrogocenniejszy skarb Sosarii o cieple tak wielkim jak to, które dawało śwało Słońca padające na twarz. Czy... Czy, aby dobrze to pamiętam? Zgnuśnienie świata. Gdyby nie On też i moja trumna leżała by z zamkniętym wiekiem. Nadchodzą nowe czasy - czasy śmiertelników. Czy to oni rosną w siłę? Czy to słabnie nasza moc? Nic nie smakuje tak, jak krew z tętnicy szyjnej pachnąca lękiem... Klęczący przede mną śmiertelnik ze spodniami ubrudzonymi moczem i fekaliami w spazmach lęku przypomina o tym, kim się jest... A oni? Chcą ze mną rozmawiać, zapłacić mi za Dar. O Panie! Uważają, iż te kilka złotych krążków sprawi, iż będą godni... Dlaczego nie wstajesz ze swego grobowca, gdy wiesz co dzieje się tu na powierzchni?! Nie są godni by raczyć ich dotykiem mych ust na ich szyjach. Robactwo.
Gdyby nie On, dawno bym już...
Zawsze pragnęłam Mocy, a bronią mą i narzędziem mym było kłamstwo. Fokhard, Shak'kri, Aron i wielu innych... Kłamstwo. Myślałam, że byłam wielka. To, że się myliłam uświadomił mi Mistrz. Wtedy, gdy uczyniłam by to on został mym Mistrzem i wtedy, gdy splunął na świat i położył się do trumny na wieczność. Oczyma wyobraźni myślałam o osikowym kołku. Ale On...
Gardziłam Jego miłością, bawiłam się Nim, wystawiałam Go na próby dla mego zadowolenia, a On nie zaprzestawał. Ileż to razy nie zrugałam go z błotem... Nie śmiałam się z niego w cieniu gospody Yew, gdy na piętrze spoglądał w wyryte na stole serce i słowa. A On? Uczynił to, o co nie mogłam Go nigdy prosić. Poświęcił się dla mnie, tak jak ja poświęciłam się księgom i słowom mocy. Gdy ja wertowałam stronice zamkowej biblioteki, rozmawiałam z bliźniakami z latarni On cierpiał by mi udowodnić.

Nie zdarza się już by tworzył dla mnie pieśni. Nie rysuje już, chociaż z czcią przechowuję skoroszyt ze szkicami, które powstały z ręki jego w Yew. Stał się wielki, mimo że nikt go takim nie nazywał. Kocham Go. Kocham te jego srebrne oczy o blasku Księżyca, kocham ciepło jego futra, kocham przywiązanie jakim mnie darzy. Kocham to, iż zawsze stanie w mej obronie. Kocham Go za Jego miłość do mnie... Mimo, że rzadko mogę dotknąć jedo drobne dłonie i tylko kilka miejsc w Sosarii pozwala nam wyznać sobie miłość nie zamieniłabym tego Daru na żaden inny.

Budząc się wieczorem wiem, iż tej nocy nie jestem sama, posilając się wiem, iż i On posila się na podobny sposób, a idąc w las uśmiecham się słysząc znajome mi wycie wilka.

Jestem Jego na wieczność.

Alkus

Przypadek Willhelma Jhareda

  Czy go uslyszal? Tego nie byl pewien... zreszta malo czego byl pewien. Kazdy szelest byl jak krzyk przeszywajacy kazda czesc jego.. ciala? Ciemnosc byla jego korona, z ktora sie nie rozstawal, jednak to czucie bylo czyms, co zmienialo ta zlota korone w korone cierniowa. Nie potrafil myslec, bytowac w zapomnieniu i zatapiac sie w swoim przezytym zyciu, wiedzac, ze jest juz ktos... KTOS. Jego zywot byl dosc paradoksalny. Zyl, a jednak nie zyl. Nie mozna tez do konca powiedziec, ze byl nieumarlym. Moze byl poprostu BARDZIEJ nieumarly, jezeli mozna to tak nazwac. Nie slyszal tych rytualnych glosow wszystkich spirytualistow, probujacych go wyciagnac z powloki rzeczywistosci. Cale jego istnienie bylo jednym wielkim paradoksem. Nie czul, a jednak wiedzial, ze TEN KTOS jest... jedynym wytlumaczeniem na to bylo: "czuje Cie", "Czuje, ze nadchodzi"... Ale nie czul... Cholera, nigdy tak bardzo nei czul jak teraz. Jedyne, co bylo wspaniale w takim bytowaniu to pamiec... Pamietal co bylo wczoraj, dzis i co bylo jutro... On to juz przezyl, choc nawet tego jeszcze nie bylo. Bo tam, gdzie on sie znajdowal to wszystko nie mialo sensu. Czas dopadal tylko slabych i byl narzedziem rzeczywistosci. Gdzie byl? A moze lepiej.. kiedy byl?
   Poczul go...

   Dlon powoli przeciskala sie przez zawieszone miedzy swiatami wieko trumny. Ogromna sila delikatnie wyrwala Wieko z zawiasami, zas zardzewile gwozdzie z metalicznym hukiem opadly na ziemie.

   Huk byl nie do zniesienia. Cisza, bedaca jego jedynym zajeciem pekla jak pecherzyk powietrza, pedzacy po lustrzanej nawierzchni wody. Wiatr zachwial jego swiatem, burzac fundamenty Nieczucia. Poczul jego delikatne opuszki palcow. Rzeczywistosc nabierala sensu.. prawie wszstko. Jego przerazajaca rownowaga umyslu nie pozwalala na abstrakcyjne poznawanie tego, co utracil przed laty. Nic nie bylo takie same, tajemnicze, troche szalone. Tutaj wyobraznia nie naginala Prawdy, nie ciela rzeczywistosci na kawalki i jka najatrakcyjniej podawala mu do dokladnej analizy. Teraz wszystko bylo takie... suche i obce. To czym zywila go jego pamiec runelo, ukazujac czysty obraz terazniejszego swiata. Pamietal moment kiedy sie budzil.
Pamietal teraz.
 
   Postac przez chwile zalewitowala w powietrzu, chwytajac za niewidzialna klamke perfekcyjnej gramy pomiedzy dwoma swiatami. Delikatnie rozchylil drzwi. Wpadl przez nie niewidzialny, a jednak namacalny promien, ktory nie nalezal ani do TEGO, ani do TAMTEGO swiata. Przez chwile swiat przystanal, zas istota zrobila malutki krok. Czas i rzeczywistosc ruszyla po chwilowej pauzie.


   Dalem mu moj pojemnik na wspomnienia. Cos, dzieki czemu bede magazynowal swiat, upychal kazda emocje w BARDZIEJ niezywym pojeciu istnienia. Dzieki niemu poznam kazde uczucie od nowa... bo teraz niepamietam "JAK?".
_______________________________
zaraz reszta... :P
the only thing worse than evil is apathy.

sleeper

Byl z nim odkad pamieta. Byl z nim, a wlasciwie w nim. Glos. Glos ktory go prowadzil, glos ktory powolal go do istnienia. Co bylo przedtem? Nie pamietal. Obrazy z poprzedniego zycia niczym puzzle ukladaly sie w makabryczna ukladanke, ktorej mimo wszystko nie chcial znac.

Tak bylo az do momentu gdy zjawilo sie to.. cos. A wlasciwie ktos. Bogato ubrany, z arystokratycznymi manierami. Kwieciste slownicto. Moznaby pomyslec, ze to jakis bankier (ktorym napewno kiedys byl), gdyby nie to, ze postac sie rozmywala. Byla.. niematerialna. Unosila delikatnie nad ziemia nie wzbudzajac najmniejszego nawet szelestu swoimi ruchami. Cala postac byla jakby z mgly.
Zaproponowala mu... byt. Istnienie. Nie moznabylo tego nazwac zyciem, gdyz umarl dawno temu. Nie byla to takze smierc, gdyz organizm funkcjonowal.

Ale przeciez Mortaris juz od dawna znajdowal sie w stanie nie-zycia. Predestynowalo go do tego to, czym byl.
Upior jednak oferowal mu to czym byl, tylko... bardziej. Jednoczesna obecnosc tutaj i tam.

Z reszta Mortaris podswiadomie chcial zmiany. Meczyl go praktyczny brak samoswiadomosci. Robienie wszystkiego pod dyktando kogos, kogo istnienia w gruncie rzeczy nie byl pewien.

Stal sie.. upiorem. Nie, nie typowym upiorem jakich pelno na zalnikach. Stal sie bytem zawieszonym miedzy dwoma swiatami, a jednoczesnie mogacym przejsc do jednego z nich. Lacznikiem miedzy nami, a nimi.
Nie byl swiadom konsekwencji swojego czynu. Mial sie dopiero o nich przekonac...

Alkus

Upior... hm.. jak mozna to nazwac... Jest chmura, przenikajaca nietrwala sciane zycia i smierci... Nie kazdy potrafil przejsc przez ta sciane... niektore istoty, zdolaly wrecz usadowic sie w niej dokaldniej, mieszkajac tam, zyjac, koegzystujac ze soba. Tworzac cos na ksztalt swojego wlasnego swiata, skladajacego sie z Pamieci. Dla istot zawieszonych pomiedzy dwoma swiatami podstawowym budulcem jest wlasnie Pamiec. Pamietaja wszystko to co bylo, jest i bedzie. Sa w tym swiecie zamkniete, zazwyczaj dlatego, ze maja jakas misje do spelniania. Czasem jednak istoty owe, z wlasnej woli nie robia tego ostatniego kroku ku zapomnieniu. Upior pomaga im przecisnac sie przez waskie szczeliny tej sciany. Tak naprawde nie jest w zadnym z tych trzech swiatow. Nie nalezy do Nie-zyjacych, nie nalezy do zyjacych, ani nie podlega prawom swiata przechodniego. Jest Haronem wszystkich lewitujacych miedzy swiatami...

Ale to nie bylo zycie dla bankiera... nie wytrzymywal tego, nie potrafil nigdy myslec o niczym dobrym... przez to nie mogl byc materialny. Draznila go jeszcze Czystosc umyslu.... ale najgorsze byly glosy... pedzily za nim zawsze, wszedzie... byly nieodlaczna czescia bycia upiorem. ALbo sie do nich przyzwyczajales, albo... szalales. Chyba, ze byles sprytniejszy i ten "dar" przekazales dalej, jak chorobe, albo neichciana zabawke, ktora miala pewien element, cholernie psujacy cala zabawe. I wtedy znalazl kogos, kto byl dobry.. nie nie nie... nie byl dobry na jego miejsce... byl odpowiednio szalony by przyjac propozycje zamiany miejsc... i zrobil to...
the only thing worse than evil is apathy.