Nieznane Relikwie

Zaczęty przez WUJA, 2007 09 13, 19:53:28

Poprzedni wątek - Następny wątek

WUJA

Kopalnia w środku jesieni bywa niebezpiecznym miejscem szczególnie gdy nagle pojawią się w niej siły zła.
Tak stało się gdy któregoś dnia wraz z pewnym człowiekiem kopaliśmy rudę w powietrzu unosił się kwaśny zapach potu i gryzący w gardło kurz, nic nie zapowiadało tego co miało dopiero nastąpić, tego co mogło nas zmienić a nawet i zabić. Wydawało się że ów nieszczęsny dzień minie spokojnie na mozolnej pracy, lecz gdy nagle do kopalni weszła postać odziana w czerń moje pragnienia o spokojnym wieczorze zostały rozwiane w perzynę. Osobnik, który zasiał takie zamieszanie ubrany był w czerń, na głowie miał kaptur, który skrupulatnie zakrywał jego oblicze. Nad postacią unosiła się niesłychanie mroczna aura i nawet człowiek bez zdolności magicznych był w stanie ją wyczuć. Nie przedstawił się, wszedłszy do kopalni zaczął: -Śmiertelnicy wasze dusze należą do mnie. Jego głos brzmiał jak z zaświatów, przerażał mnie. Zdołałem wydukać coś co według mnie miało brzmieć stanowczo i groźnie, lecz dla Bezimiennego wydało się komiczne bo zaniósł się potężnym śmiechem. Nie pamiętam co wtedy rzekłem, dopiero gdy się uspokoiłem, wróciły moje zmysły i wtedy zacząłem myśleć w miarę rozsądnie. Gdy ocknąłem się z przerażenia Czarny Mag mówił, że jest dla nas ratunek i że oszczędzi nasze dusze, jeśli tylko złożymy jemu w ofierze dziewicę. Gdy spytałem kto ma złożyć tą dziewice Bezimienny zorientował się że drugi górnik uciekł i w jednej chwili znikł niczym duch. Zacząłem pędzić w stronę wyjścia, lecz dobiegłem za późno Czarny Mag, chwycił mężczyznę i zaczął kreślić na jego czole jakieś znaki, kiedy skończył odwrócił się w mą stronę i powiedział -Jeśli nie chcesz stać się tym czym stanie się Twój kolega, przyprowadź mi dziewice. Po czym znikł. Stałem przez chwilę w przerażeniu, gdy spojrzałem na mężczyznę jego ręka zaczęła umierać, wysychać, stała się martwa. Popędziłem to mojego opiekuna Marszałka Grifonesema. Opowiedziałem całą historię kazał mi oddać się modlitwie gdy sam w tym czasie udał się do inkwizycji. Odwiedziłem Świątynie Methestela po czym udałem się nad grób ostatniego paladyna tam również oddałem się modlitwie. Gdy wróciłem do miasta Minoc Marszałek przyprowadził do mnie jednego z inkwizytorów, po wysłuchaniu mojej opowieści wyruszył sam nawet nie wiem dokąd. Po spotkaniu z inkwizytorem został mi jeszcze jeden dzień oczekiwań na spotkanie, który poświęciłem na modlitwę oraz trening.  Oczekiwałem stale na Bezimiennego, nie ściągałem z siebie ani na chwile pancerza. Wreszcie po długim bezowocnym oczekiwaniu stwierdziłem że być może Czarny Mag zapomniał o mnie, jak bardzo byłem w błędzie...Wybrałem się do kopalni, jednak sam już od dawna nie widziałem drugiego górnika, który był ze mną tego nieszczęsnego dnia. Kiedy zacząłem swą prace nagle pojawił się Bezimienny. Postanowiłem, że nie oddam życia niewinnej istoty za moje własne. Czarny Mag stwierdził, że skoro nie otrzymał tego co chciał to weźmie mą dusze. W tej właśnie chwili pojawił się czarny wilk z czerwonymi oczyskami i długimi kłami. Oczekiwałem na atak bestii i po cichu zacząłem się modlić. W chwili w której czarny wilk rzucił się na mnie wielka kula ognia strąciła go w powietrzu a jego truchło padło pod belkami. To  Akolitka Methestela, przybyła na wezwanie mej modlitwy. Mroczny Mag pragnął mej duszy...Wywiązała się walka, magiczne pociski latały po całej kopalni, będąc bezradnym w obliczu tak potężnej mocy ukryłem się za palem wstrzymującym kondygnacje kopalni. Wreszcie wszystko ucichło Nekromanta zniknął a zaraz za nim Akolitka...dziwna cisza ogarnęła kopalnie. Wiedziałem, że to już koniec, walka dobiegła końca, lecz gdy nagle przed mym obliczem pojawiła się Akolitka wyglądała bardzo słabo i jej ręka zaczęła obumierać, kazała wezwać Szeneszala Korgana oraz resztę zakonników. Odnalazłem jedynie Szeneszala i Marszałka. Gdy wróciliśmy to kopalni okazało się że czarne wilki powróciły aby dokończyć dzieła Bezimiennego. Rozpętała się walka, którą zwyciężyliśmy, niestety ucierpiałem w niej dość boleśnie z bólem w ramieniu podtrzymywałem Akolitkę. Po pierwszych oględzinach Szeneszal nie był w stanie stwierdzić jak wyleczyć ranną, ale udało mu się powstrzymać dalszy rozwój, tego skażenia lub też klątwy. Ja, Marszałek i Akolitka wyruszyliśmy przez bramę gwiezdną do Głównej Siedziby Zakonu w Brytanii natomiast Szeneszal udał się do Świątyni Methestela w paladyńskim mieście Trisnic. Wraz z Marszałkiem ułożyliśmy Akolitkę na poduszkach w Siedzibie i wyruszyliśmy na poszukiwania wskazówek, ja wyruszyłem szukać w bibliotekach a Marszałek u kapłanów. W bibliotece w Brytanii nie znalazłem niczego ale bibliotekarka powiedziała, że w Vesper jest duży zbiór ksiąg i być może znajdę tam czego potrzebuje. W drodze do Vesper spotkałem Marszałka Grifonesema, udaliśmy się tam razem, przeszukaliśmy bibliotekę i znaleźliśmy króciutką wzmiankę na temat relikwii, które będą w stanie nam pomóc. Teraz potrzebna nam pomoc Kapłanki abyśmy mogli pomóc jej.

Darogan

Pewnego dnia po owych wydarzeniach kapłanka methestela otrzymała wieści o potężnym magu światłości , który może znać miejsce przechowywania pewniej księgi... księgi relikwii , lecz wieść którą otrzymała nie była radosna, wręcz przeciwnie , mag światłości został wzięty w jarzmo nie woli i zamknięty w wiezieniu pozbawiającym go jego mocy , te wieści przekazała zakonniką przebywającym w mieście Trisinic , po święcie na cześć methestela...
Zakonnicy zachowując swą rozwagę , wiedzieli ze cokolwiek uwięziło maga , nie mogło być słabe , powiadomili o tym fakcie przymierze światłości... na zebraniu przymierza postanowiono.. wyruszyć na ratunek i nie tylko zakon miał to uczynić ale i inkwizycja ze swoimi silnymi wojami , a także kapitułą magów , której członkowie okazali by się nie ocenioną pomocą w wyprawie... a prowadzić miała kapłanka methestela... Następnego dnia trwały już gorączkowe przygotowania , wojowie zakładali najlepszy oręż a magowie przygotowywali swe najpotężniejsze zaklęcia , bo tak naprawdę nie wiele było wiadomo z czym przyjdzie się zmierzyć .. część wyprawy ruszyła z stolicy korony do vesper a część działów już tam czekała , gdy te z britt dotarły kapłanka dokładnie objaśniła raz jeszcze cel podróży ... i ruszyli ... okręty z oddziałami przymierza .. żegluga trwała długo a portem docelowym był Aurin gdy przybili już do portu czekało ich ,,powitanie" istot które znały cel ich podróży i miały nie dopuścić by przymierze go osiągnęło , doszło do krwawej bitwy , po obu stronach były straty , jednak dzięki przychylności boskiej a także doskonałemu wyszkoleniu wojska przymierza pokonały wszystkich napastników , a były ich setki , ciało na ciele .. po pokonaniu armii nieprzyjaciela z ukrycia wyszedł dowódcza który wbrew pozorom okazał się trudny przeciwnikiem , walka z nim jednym okazałą się cięższa niż z setką jego sług.. mimo swej potęgi i on uległ...  

Darogan

Czas nagli.. ziarna się przesypują.. Wyspa piachów nie opodal portu, do którego podróżnicy przybyli.. ona była kolejnym celem , żagle łodzi przymierza znów stanęły... po dotarciu na wyspę zaczęła się kolejna batalia przymierza , ale tym razem z ludem piasków zamieszkującym wyspę , po szybkim przebiciu się przez odziały straży podróżniczy dotarli do potężnych wrót fortu tam będącego.. żadna magia nie mogła się przez nie przebić , oręż się na nich łamał .. cóż czynić ... gdy było to rozważane nagle z pod ziemi dziwne istoty wyszły, jedna z nich przedstawiła się jako strażnik bramy.. było już jasne.. żeby brama padła , strażnicy jej muszą zginąć. Walka z nimi nie należała do prostych , mimo to dzięki współpracy zwycięstwo zostało osiągnięte.. Gdy już ruszać dalej mieli.. ze zwłok jednego z strażników wyszedł ślepiec.. który był w nim uwięziony , nie można było iść dalej.. trzeba było się nim zając.. dlatego odział przymierza wycofał się z wyspy , zostawiając za sobą zniszczoną bramę..

Minęło parę dni , wojska przymierza zostały przegrupowane , nastał czas by zakończyć to co się zaczęło , uwolnić maga światłości z jego więzienia .. odział składający tylko z zakonników przybył pod osłoną nocy z powrotem do fortu , szybko pokonał nową straż postawioną w forcie i udał do fortowych katakumb.. to co ich tam spotkało przęsło najśmielsze obawy, setki jeżeli nie tysiące istot który przewodziło 4 potężnych strażników.. tego dnia wielu zakonników zakończyło swe życie.. walki trwały dwa dni.. walczono o każdą komnatę , o każdy skrawek ziemi , w końcu 2 z 4 strażników zostało pokonanych.. trzeci natomiast okazał się nie zwykle potężny , zepną armie zakonna do tyłu , niemal zwyciężając .. rozbił ich na małe odziały które same nie mogły wiele zdziałać.. jednak jakiś szczęściem.. bestia poczuła się za pewnie.. odsłoniła swe słabe punktu , i resztka tych którzy ocaleli z pogromu , zabiła ja.. nie dokończa znana jest jednak walka z 4 i ostatnim strażnikiem.. stoczył ja bowiem jeden zakonnik gdy inni przybyli bestia już nie żyła.. po krótkiej chwili w cieniu ostatniej komnaty ukazał się mag światłość.. był wolny.. ale czy do końca ? Po wyzwoleniu z magicznej więzi., czarem ukrył on ostatnich ocalałych zakonników a sam stoczył zwycięska walkę z panem tych podziemi i tym który był odpowiedzialny za jego uwiezienie ..
Po niej , podziękował im za ratunek.. wspomniał coś o legendzie.. i dał księgę o paladyńskich relikwiach .. okazało się ze to dopiero początek podróży..