Był piękny i słoneczny dzień. Wszędzie panowała cisza i spokój. Słychać było jedynie ćwierkanie ptaków, siedzących na pomniku Valstora.
Drzwi się otworzyły, zamyślony Hexin, wcześniej wgapiony w sufit budynku, skupił wzrok na postaci, która kroczyła w jego stronę..
Był to jego przyjaciel, Nealas - neutralny wojownik, zaprzyjaźniony z chaosem, lecz nie biorący nigdy udziału w walkach.
- Witaj Hexinie - rzekł.
- Witaj Nealasie, co słychać? - odparł.
- Wędruję po świecie i ćwiczę wciąż, zaczyna mnie to nudzić.
- Zatem możne zawalczymy? - na twarzy Hexina pojawił się niewielki uśmiech.
- Czemu nie, to może do pięciu śmierci i o 100 tysięcy złotych monet?
- Przyjmuje zakład!
Foczym wojownicy uzbroili się i ruszyli za miasto oddać się zabawie.
Walczyli długo. Wynik otrzymywał się na poziomie 3 do 3.
W jednej chwili, obydwoje wzięli wielki zamach i uderzyli jak najmocniej potrafili. Siła uderzenia była tak mocna, iż zabiła ich obu naraz.
Pośpiesznie ruszyli do uzdrowiciela.
Wracając na pole bitwy do swych ciał, z uśmiechem na twarzach rozmawiali o całym zajściu, śmiejąc się przy tym głośno.
Ścigali się oni do swych zwłok, dla zabawy.
Przekroczyli już północno-zachodnia bramę Jhelom, gdy nagle zauważyli przy swych ciałach, postać ubrana jedynie w togę. Nie miała ona nawet konia.. Jak tu przybyła nie wiadomo. Co robi nad naszymi zwłokami? Wtem mag wypowiedział szeptem, piskliwym glosem niczym kastrata, An Mani. Nealas padł na ziemie nieżywy, stało się tak, ponieważ prowadził w naszym wyścigu do zwłok. Hexin zdążył jedynie spojrzeć na twarz maga. Widniały na niej : agresja, złość i nienawiść, która nie miała swojego racjonalnego uzasadnienia. W końcu Nealas nigdy nie walczył z orderem. Ostatni z szanowanego rodu Xamun , poznał go od razu, był to Azuth z AD. Jako stary weteran chaosu, wiedział, ze nie jest dobrze. Zdążył ujść z życiem. Pobiegł szybko do banku, chwycił młot i ruszył.. Niestety tchórza już tam nie było. Uciekł z podkulonym ogonem niczym zbity pies, ciesząc się jak dziecko ze swych łupów.
Hexin zdawał sobie sprawę, ze coś takiego może się przydarzyć mu, ale dlaczego zgrabił Nealasa, przecież był w stosunku do nich neutralny. Czy tylko dlatego, ze miał na sobie wyjątkową ognistą zbroję? Myślał on, ze już większej głupoty nie da się zrobić, od wjazdu na koniu do budynku uzdrowiciela i zabiciu człowieka kilka ziarenek tuz po wskrzeszeniu, co już przeżył.
Jednak chciwość i głupota ludzka nie zna granic. Gdzie się podziały czasu, w których order miał swój honor i zasady? Przepadły wraz z Bogami honoru, sprawiedliwości i zasad..
PS. Kiepskawo piszę, chodzi o ogół sprawy ;)
Czyli kolejny topic w formie: Zrobiłem coś i mnie zgrabili to pożalę się na forum w formie przygody. Ehh *rozgląda sie za betoniarką*
właściwy komentarz do przygody: Gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała :)
To tylko przygoda.. wkoncu po to jest ten topic.
Powinno sie takie rzeczy pokazyc, tak samo jak cos z nimi zrobic.
PS. przeczytaj 2 raz, bo widze, ze odnosisz sie do mojej postaci a w przygodzie chodzi o grabienie neutrala ;)
Skoro mozna kogos zabic bez uzasadnienia dla royala (napad rabunkowy), to pewnie mozna i dla ognika ;)
Banan, znowu straciłeś stuff i płaczesz, ale tym razem w dziale Przygody a nie Propozycje.
wszedzie widzicie placze, moze dlatego, ze sami swoj ekran zalewacie łzami codziennie.
Jest to przygoda, jak kazda inna, jeydnie na temat kontrowersyjny
Mnie tam sie podoba :wink:
Żenujące.
+1 dla Pana Hexina za ładnie opakowany FF i OT.