DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Tinerot w 2005 12 24, 14:35:10

Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 24, 14:35:10
Kroki mężczyzny głośnym echem odbijały się od ścian, które dawno przyzwyczaiły się do takich odgłosów pośród ciszy. Bladoniebieska poświata Pani była zaćmiewana przez promienie znienawidzonej wielkiej kuli...Alfa spojrzał na statuetkę, podszedł bliżej i opadł na kolano ciężko, pochylając z szacunkiem głowę. Długie, czarne, poprzecinane pasmami siwizny włosy opadły mu na twarz, ale nie przejął się tym. Modlitwa sklecona z niewymyślnych, prostych, ale popartych głęboką wiarą słów dudniła w komnacie głośno, zagłuszając odgłos kapiącej wody gdzieś w podziemiach. Wieża za dnia była taka...zwykła. Wydłużające się cienie tylko na pierwszy rzut oka przypominały straszne kształty z jego koszmarów. Potem przybierały zwykły wyraz, a on...On wstał. Ktoś zbliżał się do Wieży, a Milczący niejasno czuł, kto.


Pokonanie drogi na najniższe piętro i wyjęcie ze skrzyni zgniłozielonego berła zajęło mu kilka chwil. Rozmowa. Głosy były identyczne, jakby wydobywały się z jednego gardła...Ale to niemożliwe, bo mówiły miejscami w tym samym czasie. Dał Szamanowi zapukać tylko raz, po czym otworzył drzwi i zmierzył spojrzeniem...Dwóch Szamanów. Identyczne rysy twarzy, postura, kolor oczu a nawet blizny wprawiły Alfę w chwilowe osłupienie. Różniło ich tylko to, że nosili różne części ubrania Valgaura, jakby całą jego garderobę rozdzielono między dwie postaci. Zacisnął zęby, nie potrafiąc opanować widocznej wrogości w spojrzeniu. Milczał. Znowu rozmowa. Śmiech, przeszywający i wysoki. Wzbudzał w Broczącym zimny dreszcz, który od karku zsuwał się ku plecom, opanowywał mięśnie ramion i łydek. Zmiennokształtny warknął cicho.

- Nie cieszysz się, że nas widzisz, stary przyjacielu? - wykrzywił wargi w ironicznym uśmiechu Szaman.

- Gdzie ta suka? Chcę ją zobaczyć! - niczym dziecko darł się drugi, a Alfa nie doskoczył do niego tylko ze względu na odległość, która ich dzieliła. Szaman może nie był bardzo szybki, ale jego zaklęcia nadzwyczaj skutecznie oziębiały zapał większości agresorów. Za daleko.

- Wydaje mi się, że Ona nie chce Cię widzieć - mruknął cicho, trochę zdezorientowany.

Jak mogło do tego dojść?! Furia mająca ciało na własność?! Przecież to pasożyt, nie mógł...Nie powinien... Westchnął ciężko, kiedy przechodzili obok. Zauważył, że Odbicie ominęło łukiem jego Fetysz. Towarzyszył im. Wieża nadal należała do Szamana, był jej ostatnim właścicielem. Zarówno Srebrny Pazur, Kapłan jak i Czarny Kieł zaginęli bez śladu. Poczuł się prawie bezbronny w obliczu Praojca. Słuchał jak przez grubą ścianę jego krzyków, obserwował krople śliny spadające na świeże wilcze jagody. Pouczająca scena, kiedy Furia wyładowuje własną wściekłość i nienawiść na Pani...Ale też bardzo bolesna. Wydawało mu się, że z miejsca, gdzie statuetka miała oko, spłynęła pojedyncza kropla. Z pewnością nie pochodziła ona z ust Odbicia.


Dopiero teraz zobaczył Noc. Okryła już dawno ciemnym szalem okolicę, tuląc ją, spragnioną, do piersi i dając Czas Dzieciom Nocy. Uśmiechnął się smutno, patrząc na Twarz Pani powoli wspinającą się po nieboskłonie. Kiedy tylko go oświetliła, Poczuł ją w sobie. Była tutaj, w nim. Właśnie się w nim narodziła. Pani? Bestia? Nigdy nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Nie walczył z przemianą. Zdążył tylko jęknąć...Jęk zamienił się w przeciągły skowyt, który, niesiony wichrem, wwiercił się z mocą w mózgi Braci właśnie rozpoczynających Łowy. Szaman walczył. Sierść porosła jego ciało, na chwilę oczy błysnęły wściekłą czerwienią, ale wkrótce później warkot zamienił się w rzężenie. Leżał, targany spazmami bólu. Alfa patrzył na to z minimalnym uśmiechem. Rozumiał Go. Więź z Panią...Zacieśnieniu jej towarzyszył spazm, ale zerwaniu - wręcz agonia. Mimo to tak trzeba. Milczący Wędrowiec nie zamierzał przyglądać się więcej temu, co Furia robiła w świętym miejscu. Ostrzeżenie wystarczyło, ostre jak brzytwy, białe kły były nadto skutecznym argumentem nawet dla niego. Był w ludzkiej, tak słabej postaci, że śmiesznym wydawała się próba walki z Alfą.


Zeszli w trójkę. Wilkołak nie miał jakichkolwiek problemów z poruszaniem się wewnątrz Wieży, jakby była zbudowana specjalnie dla takich jak on. Wkrótce po wyjściu zawył z bólu, nagłym atakiem umysłu odbierając Bestii panowanie nad ciałem. Krótko padł na ziemię i drapał ją pazurami dopóki ich nie stracił...Leżał, oddychając ciężko i cicho pojękując. Kiedy atak pozwolił mu wykonać jakikolwiek ruch, wstał chwiejnie. Przyglądali mu się - Furia z szerokim uśmiechem wariata, Szaman z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Rozmawiali cicho, ale znowu słowa dochodziły do uszu Milczącego jak przez ścianę. Nie rozumiał...Ujął silnie Fetysz i zwyczajnie uderzył Odbicie, biorąc krótki zamach. Nie umiał walczyć tego typu bronią. Nie umiał walczyć żadną. Ale też nie musiał. Furia nie spodziewał się tak nagłego ataku, trafiony wręcz zawył i uskoczył przed Alfą. Szaman rozmawiał...z Bratem? Srebrnooki! Usłyszał Zew, przybiegł niesiony jego echem, a teraz słuchał jadu powoli sączącego się z ust Valgaura. Odbicie skorzystało z okazji, i...Doskoczyło do niego, po czym wepchnęło z mocą głowę w klatkę piersiową Kapłana Furii. Krótki okrzyk świadczył o tym, że nie tylko Wędrowiec był tym zaskoczony.


Nie zdążył wykonać jakiegokolwiek ruchu, usłyszał tylko głośny syk i upiorny chichot. Nie zdążył skomentować. Księżycowe światło skupiło się wokół niego, srebrzyste kropelki wniknęły w i tak już zmęczone ciało, a zamiast dawki energii ogarnął go niesamowity chłód. Zrozumiał, że został sparaliżowany. Nie mógł poruszyć żadnym mięśniem. Co gorsza, nagle jego kręgosłup wygiął się gwałtownie do tyłu, prawie łamiąc. Milczący zawył z bólu. Szyderczy głos Odbicia, tym razem wydobywający się z prawdziwych ust Valgaura kpił. Ale nie rozróżniał pojedynczych słów, promieniujące cierpienie ogarniało całe jego ciało, agonia zdawała się pogłębiać coraz bardziej, drążąc w jego umyśle własne gniazdo...Jęczał, próbował się wić, ale nie mógł. Błagał Panią, zamykając oczy i szukając w sercu wiary. Było jej aż nadto, ale odzewu żadnego...Porzucony przez Matkę wilkołak przeżywał właśnie milion ukłuć niewidzialnych igiełek w plecach i na całym ciele, trzęsąc się mimowolnie, raz po raz umierając i rodząc się na nowo, by znowu zanurkować w palącym morzu bólu...Głosy wokół niego. Ludzie, znienawidzeni rycerze, głupkowato wbijający w niego wzrok. Szydercze słowa Odbicia, pisk niziołka...Spokojny ton Corvina. Tłum wokół upadającego Alfy. Zupełnie niespodziewanie wszystko zaczęło się rozmywać, dobiegać końca...Do jego uszu dobiegł tylko świst czyjegoś ostrza, okrzyk, a nawet galop. A potem wszystko przykryła ciemność, którą Tinerot powitał z otwartymi ramionami - jak dotychczasową Panią.
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Kap w 2005 12 24, 15:14:47
LoL'u! Konieczne sa akapity bo oczy wysiadaja! :D

Btw. Kiedy czesc druga? :] Dobry tekst ^^
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 24, 15:20:36
Tak mi się wydało, że akapity wskazane...No nastęęęęępnym razem dodam :D A drugą część pisze Alkus :D
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Valgaur w 2005 12 24, 15:35:04
No tak ... to nam sie nawet udało ...
Ale z ubraniami jest gafa. Bylismy identyczni jak 2 krople wody ... sposob na osiagniecie tego byl ... ciekawy  :lol:
I w sumie nie pamietam czym to sie skonczylo ... dawno to bylo ...
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 24, 15:41:07
Cicho Val, ja też nie pamiętam jak to było dlatego tak napisałem. ;) Zresztą to nawet ważne nie jest. A skończyło się jak zwykle - wpadli panowie ordery :D Z tym że tym razem nie mogli dać upustu swojej radości i wyrżnąć wszystkiego co widzieli, bo naokoło leciały GMowe emotki i zmyli się po dłuższej chwili durnego gapienia. ;)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Xynd w 2005 12 24, 16:40:40
Chociaz czasami trudno bylo polapac sie kto jest kto (prawdopodobnie tylko dlatego, ze nie znam wilkolakow).. swietne opowiadanie ;)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 12 24, 23:33:45
Jutro je dokoncze... bylbym zadowolony, gdyby Val napisal swoja wizje tego, co sie wydarzylo ;] Ja pisze z nietypowej strony, bo od strony samej Furii :> sam jestem ciekaw jak to wyjdzie :P w kazdym razie bedzie duzo hm... dziwnych motywow :D
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Kirvin w 2005 12 25, 01:18:51
Dopóki nie bedzie akapitów i wogóle nie uformujesz tego to nie bede niszczył wzroku. A ciekaw jestem cholernie coś napisał:)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 25, 09:00:12
Dobra, niech Ci będzie :> Zaraz uformuję akapity, tylko się wykąpię. :D

Edit: Zrobione. Może teraz będzie się trochę łatwiej czytało.
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2005 12 25, 13:25:21
Fajne. Postarałeś się Tin ;]

Mnie cieszy, że wreszcie inny zaczęli zamieszczać swoja twórczość na forum ;)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 12 25, 16:51:44
Swiat byl dwuplaszczyznowy. Dla niej obie plaszczyzny naszly na siebie, tworzac jedno. Trudno wiedziec, co jest czym w swiecie zawieszonym miedzy swiatem umarlych, a swiatem zywych. Zostalo zgadywac. Ona to robila od wiekow. Jezeli mozna to tak nazwac.. dla niej nie bylo miar, wszelkiego okreslenia czasu i przestrzeni. Mogla byc, jak i rownoczesnie nie byc. kazdy jej oddech zachodzil o paradoksalne zachowania. Kazdy oddech, byl tym ostatanim i pierwszym. Z kazdym oddechem rodzila sie by umrzen ponownie. Ale istniala...
      Wystarczylo w nia uwierzyc... i swiat przestawal byc rozmyty.
     
      Przeskakiwala miedzy kolejnymi drzewami, przecinajac nierowna trawe. W innym swiecie maszerowala pomiedzy lodowymi stepami i snieznymi pustyniami mysli. Nic dziwnego, ze cisze pogodnego ranka rzecinal krzyk obijanych o siebie sopli lodu. Kierowana instykntownie, przedzierala sie slepo, eterycznycznymi krokami pelzajac po nietrwalej tafli wspolnego swiata, w ktorym zyla. Liczyla na niego... Tego, ktory uwierzyl... uwierzyl w nia? a moze poprostu przestal wierzyc...
               Lustra byly swobodna klatka, do ktorej mogla wejsc, stajac sie materialna. Mogla rownie szybko wyjsc, co bylo niesamowitym udogodnieniem. Jak niematerialne drzwi, pokazujace jej udogodnienia jednego ze swiatow. Ale nigdy nie poznala zadnej ze stron.
       Zgrzyt metalu o metal. Drewniane drzwi delikatnie otworzyly sie. Niewysoki, chudy mezczyzna niepewnym krokiem wszedl do swojego wlasnego domu. Klucze stuknely, rzucone na stol. Podszedl spokojnie do lustra. Jego skora lsnila blaskiem ksiezyca, z pewnoscia przebijala sie przez mrok pomieszczenia. Wygladala, jak bylaby pokryta masa diamentowych bombelkow, promieniujacych krysztalowym swiatlem. Jak kazda z gwiazd, co wieczor posylajaca swoj usmiech do kzdego z nas... Mezczyzna podobno co wieczor rozmawial ze soba, zabijal dume samotnosci. Popatrzyla na niego zza lustranej przeslony eterycznej, wyimaginowanej klatki. Byla teraz tak jak i on. Jego wszystkie mysli, skapaly po jej niejednolitej, pomaranczowej barwie. Przez chwile miala trudnosci z przystosowaniem sie do jego swobodnego, powolnego i rytmicznego oddechu. Dopadla ja koniecznosc przestrzeni i czasu. Aktywnie rozszarpala dogodnosc beztroskiego istnienia. Jednak poki co jej to nie przeszkadzalo. Znalazla, to co potrzebowala. Znalazla to, czego pragnela. Znalazla to, czym sie zywi. Znalazla nienawisc...

      BA! I to nie byle jaka nienawisc! Nienawisc identyczna do swojej. Przesiaknieta niezrozumiala potrzeba dominacji. Niereligijna, rodzicielska nienawisc. Widziala blysk jego oczu. Rozpostarla swoje dlonie. Dotknela jedwabnej czesci wewnetrznej lustra. strony sie odwrocily. To odbicie wydaawalo rozkazy. Rzeczywistosc zostala nagieta, prawo powszechnej egzystencji zlamane, a swiat umarlych wypchniety z powszechnego rozumienia rzeczywistosci. Skoczyla...
       kiedy dotknela jego dloni, trucizna przeplynela przez jego zyly rownie latwo co krew...

      Jak impuls, przedzierala si eprzez swojego zywiciela, poznajac go. Delikatnie owinale sie wokool potylicy, snujac sobie beztrosko gniazdo. Juz teraz dominowala. Poczula namiastke wladzy. Zasmakowala zgubnej delicji, topiacej w oparach wlasnego bycia. Utopila sie juz dawno. Nie miala nic do stracenia. Zywiciel byl tylko zywicielem. Wypadalo zagrac w otwarte karty... ukazujac resztki honoru i niespozytych sil.
      Czas zaczal miec znaczenie, i zaczel odczuwac jego irytacje. Poznala pojecie nudy. I wtedy dopieli celu. Przez jego filtrujace mysli przebiegly pojedyncze zlepki slow, wydobywajace sie z jej "domu".
- Nie cieszysz się, że nas widzisz, stary przyjacielu?
      Przez niewidzialna blone umyslu, widziala wszystko dokladnie. Stojacy naprzeciw niej mezczyzna, nie byl wysoki, ale dosadnie zbudowany, zeby z latwoscia wbic do glowy zywiciela niejedna prawde.
-  Wydaje mi się, że Ona nie chce Cię widzieć - mruknął cicho, trochę zdezorientowany czlowiek, stojacy naprzeciw nich.

  Slonce powoli wtapialo sie w linie horyzontu. Ostatnie promienie swiatla rozmywaly sie w uwolnionych barwach pomaranczu. MROK stawial powolne kroki, schodzac dumnie po schodach pory dnia. Rozejzal sie dosadnie, mruknal... i nastala noc.

     Noc dodawala sil zmiennoksztaltnym. Dodawala sil wierzacym. Ale JEJ tez. Zrodzona z krwi Pani, zrodzona z jej blasku... ale glownie zrodzona z jej wad. Zywiciel nie byl slaby. Zwlaszcza, ze mial renome, jakis szacunek i nigdy nierozerwaalna wiez z Pania. najglupszy pomysl jaki Pani mogla wymyslic. Nikt juz nie wierzy w sens wiecznego zrozumienia i przebaczania.
     Czlowiek, ktory niegdys stal przed nimi, wil sie w konwulsyjnych ruchach. Kruczoczarne wlosy, klebami przedzieraly sie przez cienka powloke skory. Nietrwale konczyny, zastepowaly ich lepsze odmiany. Tylko umysl, cofal sie w tyl trafiajac w kajdany wlasnego zniewolenia. Ona nie musiala sie zmieniac. Sama w sobie byla tym, czym sa zmiennoksztaltni. Dzis ONA wladala noca...
     Wilkolak, traktowany jako przywodca stada, istotnie mial do tego predyspozycje. Zbite miesnie, formowaly istotna kamienna oslone. Niekiedy, wygladal jk rzezbiony w zywym kamieniu. Warknal niewdziecznie. Byl zdeterminowany, przepelniony niespotykana wiara. Ale byl tylko jej wyslannikiem, stapajacym madro po jednej tylko paszczyznie
swiata. Wystarczyla jedna mysl...
     ... ktora przeslizgnela sie pomiedzy szeptami nocy. Promienie zbily sie, wariujac dookola likantropa. Kazdy z ich tysiaca, wpatrywal sie slepo w jego kruczoczarne cialo. Gdy promienie delikatnie przejechaly po jego powloce, przed NIA wyrosla sciana krzyku. Noc zaciskala sie na ciele likantropa. Jego konczyny wygiely sie w nienormalny sposob. Zamknela sie szczelnie w umysle zywiciela, nekana przez pojedyncze krzyki, wpadajace i wylatujace przez jej miejsce, szargajac jej cialem przez ulamki sekund.

  Noc schowala sie do ponurego pudelka, zamknieta przez przykucnieta potege poranku. Slonce, na poczatku niepewnie wylonilo pierwsze promienie za horyzont. Chmury kolejny raz staly sie widocznie, delikatnie przechadzajac sie po niebieskim niebie. Drzewa, odslnily swe skulone swiatla, a wiatr pewniej zawyl, towarzyszac kazdej istocie na ziemi

    A jej imie rozbrzmiewalo w glowach wielu pokolen mlodych dzieciat Luny. Dzieckiem Gaverina, Furia, czy Czysta nienawiscia ja nazywano. Pojawiala sie porzadana, inaczej nie miala zadnej, osobistej sily. Dopiero wtedy, dlawiac sie wylewajaca sie nienawiscia zywiciela, rosla, nabierajac namacalnych ksztaltow.
______________________________________________

A pff... nie mam dzis cos glowy do pisania. Chcialbym w to wszystko jeszcze zaangazowac Valgaura, ktory odpierdzielil kawal dobrej roboty;] No i pozatym byloby to jakos zamkniete :>
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2005 12 25, 16:53:20
no no no - fajne  grats :)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 25, 20:33:04
Ech, Alkus...Mówiłem, że psychodela :D
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Valgaur w 2005 12 25, 22:23:25
Stoi na polanie, płaszcz targany jest wiatrem od morza. Wsparty na kosturze rozmyśla. ON ... dlaczego tak się stało ... Podnosi wzrok na posążek. Stoi tam ... niezmiennie od tylu lat. Ale dziś jest troszkę inny. Jakby wzywał ... lub ostrzegał. Coś jakby ... nie. To tylko wina chorych oczu. Ale jeśli podejść troszkę ... może faktycznie. A to ? Pomarańczowe ?

Co to do kur...

Błysk
źrenice rozszerzają się
Błysk
tętno się zmienia
Błysk
koszmar rodzi się w głowie
Błysk
spełniają się marzenia
BŁYSK

... tu jest pełno gwiazd ...

zapada ciemność

                              *  *  *

Wszedł do domu. Jak zawsze zamyślony, troszkę rozgniewany. Szybko wszedł po schodach, nie spoglądając w lustro ustawione na biurku. Czuł się dziwnie. Od czasu gdy wybrał się do posągu na krańcach pola widzenia zawsze coś błyskało ... jakby pomarańczowego.
– to wszystko przez jedzenie ... ponad dwadzieścia lat surowego mięsa ... jak pies ...
splunął w kąt i łyknął wina z pucharku.

Błyszczy ... cały czas. Coś pomarańczowego ... nęci, kusi ... tylko skąd ? Przecież ja nawet nie lubię pomarańczowego ...

Zszedł na dół trzymając się ściany. Ostrożności nigdy nie za wiele. To ciało było mocno zużyte ... Lustro. Stoi jak stało ... tylko dlaczego ...

Nie wysoki, podstarzały, przyodziany w kawałki kościanego pancerza, z powykręcaną lagą w dłoni... Tak .. to się zgadza, nawet blizny i zadrapania na srebrnej, połyskliwej skórze ale ... ten sukinsyn się do mnie uśmiecha ...

--------------
zacząłem ... musze sobie troszke przypomniec i poukladac w glowie ... moze pozniej cos dopisze ... kiedys skoncze ...
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 12 25, 22:36:13
A mowilem, ze jak Valgaur cos zacznie, to bedzie dobre? Nie mowilem? To teraz mowie :]
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 26, 08:12:55
No ba :> Dawaj dalej, smaku narobiłeś to teraz jazda ;)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2005 12 26, 10:45:46
Uuuuu co to za PK w dziale Przygody?

Wpada Tinerot zabija Alkusa, Aruvina i Kapa - Ci do uzdro OooOOOoOO, a potem biegną z nowym PK opowiadaniem i zabijają Tinerota i konkurentów.

Opowiadanka fajne [wszystkie] ale to zaczyna się przeradzać w jakąś niezdrową konkurencje :wink:
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Valgaur w 2005 12 26, 11:07:18
Ragnal to nie jest opowiadanie wymyslone na poczekaniu, to jest quest ktory zostal przeprowadzony. W sumie to byla taka niewielka kampania questow ktore przez przypadek Alkus zapoczatkowal. A wszystko przez pomaranczowe swiatelko ...
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 26, 12:14:12
Nie zwalaj wszystkiego na światełko, to Ty jesteś winny! :P Nie wybacze Ci już nigdy, Antonio! :(

Ragnall: To był przeprowadzony quest, a opowiadania moje, Alkusa i Vala to relacje z trzech stron "barykady" ;)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Valgaur w 2005 12 26, 16:25:29
z dwuch
ja z alkiem robilismy prawie zgrany duet  :P

ps. dokonczenia tego co zaczalem nie doczekacie sie szybko, w kazdym razie nie w bajblizszych dniach bo cos innego zaprzata mi mysli .. ale sie doczekacie.
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2005 12 26, 19:55:39
Najs :)
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2005 12 26, 20:20:35
Ragnall Alv, Kap i ja pisaliśmy od dłuższego czasu.
A to że podczas downa ludzie podłapali mode na pisanie opowiadań to co zrobić ;]?
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 12 26, 20:36:19
nO przepraszam bardzo.. to szef (czyt. ja) bylem piwerszy, ktory opublikowal swoje opowiadanie (nie zwiazane z kwestami:P) nie wiem czy ktos pamieta taki temat w Off-topicu "Dwie twarze wilkolaka"... no.. bez takich, ze tu jakas komercja:P
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2005 12 26, 20:51:51
Pfff, pewnie mały nakład i słaba popularność =F
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 12 26, 21:12:34
Stare forum... <naburmuszony> ... wy wszyscy i tak mnie nie rozumiecie :P
Tytuł: Pewnej nocy?
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 26, 22:31:43
Alkus bałbym się o swoje zdrowie psychiczne gdybym Cię w pełni rozumiał. :D