DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Ghg w 2008 05 31, 14:03:18

Tytuł: Najazd na Yew.
Wiadomość wysłana przez: Ghg w 2008 05 31, 14:03:18
Siedzial w wychodku juz kilka godzin. Potrzebe zalatwil juz jakis czas temu, jeno w wychodku ktos ostawil zbior lirykow i wierszy, ktorymi autorem byl tutejszy rzeznik. Widocznie wszelakiej gawiedzi nie spodobal sie owy tomik, jednak Zarok czytal go bardzo zaciekawiony.

Obok wychodka przebiegla kobieta z krwi N'Hara. Wyczul zapach krwi momentalnie, zapewne caly rod pachnial podobnie. Procz Gorootha, ktory smierdzial jeszcze spirytusem. Zatrzymala sie na chwile i w panice pokazala polnocna brame Yew, po czym pobiegla dalej.

Zarok wychylil sie z wychodka jak umial, jednakze bramy miasta nie potrafil dojzec. Okrzyki jeno jakies slychac bylo, ale nie przypominalo to yewianskiego dnia targowego. Wydlubal sobie oko i podrzucil w gore, tak ze zawadzilo dachowego kogucika na pobliskim sklepie. Orki taranowaly polnocna brame, jakby sie palilo za nimi. Na ogrzych karkach siedzieli magowie i ciskali czary w pobliska straz. Kilku juz przedarlo sie do miasta.

Podtarl sie szponem szybkim ruchem, ktory wytarl o sciane i w pospiechu podciagnal plytowe nogawice. Szedl szybkim, miarowym krokiem do banku, po drodze podrzynajac orkowemu wojownikowi gardlo, odcinajac przyrodzenie i wkladajac sobie do pyska.

Przebral sie bardzo powolnie, ospale. Dopbierajac kazdy szczegol swojej garderoby. Po czym wybiegl w polnocna brame i zaczal rzez. Po kilku godzinach ciaglej rabaniny Zarok, brat ghula oraz znajomy pisklak wrescie dotarli z innymi do calego oka cyklonu tego burdelu. Kapitan Orkowy byl troche zdziwiony, ze kilku smialkow zdziesiatkowalo jego armie, poderznelo mu gardlo, a kilku zaczelo nawet sie nim pozywiac zanim jeszcze ostygl.

Zarok caly we krwi wrocil zadowolony usiadl spowrotem na wychodku. i ten sam szpon, ktorym wczesniej wcieral cos w sciane, oblizal i przewrocil kartki z wierszami rzeznika o milosci do surowego miesa.
Tytuł: Najazd na Yew.
Wiadomość wysłana przez: skorzak w 2008 05 31, 15:45:38
Do głównej izby banku wdarło się rżenie konia... Yewianczyk zaklął coś pod nosem po swojemu, bowiem rozpoznał po rżeniu swą chabetę... chwytając stary, ale jak mu się zdawało największy topór z mytherilu(po prawdzie to akurat miał pod ręką) wybiegł przed bank... zbyt późno by uratować wierzchowca, ale na tyle szybko by rozpłatać dwa pierwsze, nachylające się nad ciałem zwierzęcia orki...
- Orki tutaj? - podrapał się po łbie...
Ciosu obusiecznym toporem nie trza było powtarzać, trafiony ork padał na ziemie bez znaku życia... Oparł się na stylisku gdy ostatni obrońca orków leżał już martwy...
-Posprzątajmy tą bandę ście...- nie dokończył, uciszył go mag..
-Jest ich więcej...- wypowiedział Droghey... - dużo więcej...W PORCIE!
Prawda, było ich więcej o wiele więcej... dowodzeni przez króla z doborowym oddziałem łuczników i strzelców... Miejsce obusiecznego topora zajęła tarcza i mniejszy jednoręczny topór... rzeź trwała... W żyłach wojownika ponownie się zagotowało się mimo, że nie brał grzybów... szał bitewny przepełniony radością z walki...

Powoli i z niejaką wprawą wbił na pal głowę króla orków, pal ten zaś zatknął w pobliżu gilotyny... Sam z walki niewiele pamiętał, ale orki zapamiętają, że od Yew należy się trzymać zdala...