DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Karcharot w 2008 06 11, 12:40:31

Tytuł: Kolejny atak
Wiadomość wysłana przez: Karcharot w 2008 06 11, 12:40:31
Dzień zaczął się jak każdy inny.
Hideus troche ganiał po różnych miastach, by w jednym kupić coś tanio, a w innym sprzedać drożej. Udało mu się nawet coś zarobic, a zmęczony szukaniem ciągłych ofert udał się do swojego domku by zrobić porządek w skrzyniach.

Przerzucając tysiące śmieci i oznaczając worki wspominał niedawne wydarzenia z Minoc. Dziwnym trafem, zawsze gdy przybył do miasta, chwile potem zjawiały się tam hordy orków. Bój był zacięty, lecz mieszkańcy miasta z jego "skromną" pomocą zawsze wygrywali. Był dumny, że to on przeważnie dawał największe cięgi najeźdźcom. Raz nawet słyszał jak jeden z wodzów odgrażał się mu nim zginął pod potężną łapą jego demona.

Chwile przemyśleń przerwały jakieś wrzaski za bramą domu. Oderwał się od skrzyni i wyglądnął przez kraty bramy i wtem ujrzał hordy orków tłoczące się przy jego domostwie.
Zaczął modlić się do Storna by dał mu siły do walki z wrogiem, a po chwili ruszył do boju z demonem u boku.

Pierwsze starcie nie trwało długo. Pomocnik krasnoluda kilkoma niepozornymi ruchami pozbawił życia większą część regimentu orków. Hideus rozejrzał się zadowolony po pobojowisku, jednak w tym momencie uśmiech na jego twarzy zgasł. Jego oczom ukazał się  nowy zastęp bestii pod dowództwem Wielkiego Maga Sniegu. Wykonywał on tylko nieznaczne gesty, a w jego otoczeniu pojawiały się to coraz nowe żywiołaki śniegu. Zrozumiał od razu, że to będzie jego największy przeciwnik i z pewnością nie pójdzie mu z nim tak łatwo jak z tymi marnymi kreaturami które przed chwilą zabił.

Od razu wysłał swojego sługę do walki, chcąc zapobiec stworzeniu jeszcze liczniejszej armii zywiołów. Z całych sił wspierał demona magią, lecz ten pod naporem przeciwników szybko uległ, zabrał jednak ze sobą do zaświatów hordy orków i innych bestii.

Krasnolud wycofał się szybko, by moc się skoncentrować choć na chwile, a pare ziaren póżniej, nie zważając na śmigające w powietrzu strzały z orczych łuków przypuścił na Maga atak z dwoma zywiołakami ziemi przy boku. Orczy mag wciąż rzucał potężne czary, a wezwane przez niego zywiolaki sniegu chronily go ze wszystkich sił. Krasnolud jeszcze raz musiał się wycofać, wiedział już jednak, że jego przeciwnik jest bardzo osłabiony i nie będzie już w stanie długo wytrzymać jego ataków.

Hideus oddalił się od miejsca walki na bezpieczną odległość, zsiadł ze swojej wiernej lamy i uklęknął modląc się do Storna o wsparcie w ciężkim boju.
Wiedział..wiedział że jego Pan jest z nim.
Wykrzyknął głośno Kal Vas Xen Corp wykonując przy tym skomplikowane gesty a po chwili u jego boku znów pojawiła sie bestia z otchłani.
Za mna! ryknął z całych sił, starając się nagiąć jej wole.
Z dala wskazał palcem orczego Maga. Zabij to ścierwo - splunął na ziemie- a bestia posłusznie ruszyła do boju.

Mag orków długo nie dawał za wygraną wciąz lecząc się po potęznych ciosach przywołańca, jednak był już zmęczony i po zażartym boju uległ mu padając na ziemie nim demon zmiażdżył go machnięciem potężnej łapy.

Bitwa była wygrana! Kapłan Storna rozejrzał się po polu bitwy i dostrzegł trwoge w oczach orków.

Rozpraw się z nimi! -ryknął- a dziesiątki orków zaczęły ginąć pod ciosami demona.
Gdy pole bitwy oczyściło sie już, odesłał demona do jego świata, i z pomocą dwóch zywiołów ziemi zaczął dobijać resztki armii wielkiego maga które rozpierzchły się po okolicy. Bitwa była wygrana, jednak przeczuwał  że to nie koniec starć..


Pozdro :)
Tytuł: Kolejny atak
Wiadomość wysłana przez: Agrival w 2008 06 13, 01:26:11
Julianos zmęczonym wzrokiem spoglądał na spływające raporty o kolejnych żołnierzach zabitych w walce z orkami.
Znów trzeba wysłać listy kondolencyjne do rodzin poległych... A wkrótce pewnie kolejna wizyta orków - przeszło przez myśl władcy Minoc - Która to już?

Niedługo później Julianos spotkał się z Grifonesenem, władcą Magincii, z którym zawarł jakiś czas temu formalny sojusz.

- A więc w zamian za opłatę w złocie Rycerze Zakonni będą obecni w okolicy banku, by w razie ataku orków wspomóc Minoc w walce z nimi? - rzekł władca Minoc.

- Tak - odpowiedział Grifonesem.

- Gdy uznam że nie są już potrzebni, przestana stacjonować w Minoc - stwierdził dla jasności Julianos.

- Oczywiście - odparł władca Magincii.

Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie na znak zawartego porozumienia.

Ktoś z moderatorów nie wiadomo czemu usunął zwyczajny post Julianosa, opisujący jakiś epizod związany z przedstawianą przygodą. Żadnych powodów, dlaczego usunięto post, nie zna nawet autor. A ponieważ autorowi nie chce się pisać jeszcze raz, postanowiłem z własnej inicjatywy odtworzyć powyżej ten post z pamięci (na pewno trochę niedokładnie), gdyż usunięcie go jest niezrozumiałe. Na wszelki wypadek poprosiłem Daltara o zwrócenie uwagi, czy ktoś znów po cichu nie skasuje odtworzonego przeze mnie postu.
Tytuł: Kolejny atak
Wiadomość wysłana przez: Prorokpl w 2008 06 13, 10:12:55
Strażnik był już zmęczony walkami. Nie pisał się na codzienne walki z liczniejszym i lepiej przystosowanym do walki przeciwnikiem. On, zwykły stolarz, zgłosił się do Gwardii by móc, jak było w założeniu Gwardii, pomagać młodym. niestety sytuacja się zmieniła, z dnia na dzień ataki były coraz liczniejsze i mimo odpierania fali za falą i niszczenia ich obozów wcale nie nie słabły. Co więcej wróg posługiwał się fortelami, ostatnio nawet atakował w nocy przy pomocy podziemnych podkopów.

Ale nie to krzątało się w głowie Strażnika Vanadaina, miał kolejne kłopoty i to nie małe. Skrywał swą tajemnicę, lecz widział, że mieszkańcy i jego towarzysze z Gwardii coś podejrzewają. Kiedy ujrzał deklarację wojny od Chaosu dla swej gildii, postanowił odejść!

Miarka się przebrała, Gwardia stała się pseudo bojówką i na to się on nie pisał. Gwardziści są atakowani tylko za to, że należą do tej organizacji. <chwila wytchnienia> Podjoł  decyzję...
poszedł powiedzieć o ty Julianosowi, ten jak zwykle był zmartwiony kolejnym atakiem.

Podenerwowanie było czuć w powietrzu, jednak znalazł czas aby porozmawiać z byłym już Strażnikiem. Wybiegi nie pomogły, władca był wściekły i oskarżył o zdrade miasta. Nie dał mu wyboru, biedny stolarz musiał wyjawić swą tajemnicę. Powiedział, że związał się z wilkołaczką i odszedł aby nie skompromitować Gwardii z nadzieją, że to co sie nasłuchał o władcy i jego tolerancji jest prawdą. Jak bardzo się pomylił? Otóż pomimo, że władca nie nałożył na nich banicji wygnał ich z miasta...

To koniec histori stolarza w tym jakże wspaniałym <ironia> mieście.