Szczur otworzy drzwi od magazynu krawieckiego i z niepokojem nasluchiwal odglosow. Po rynku niosl sie szczek oreza nawolywania wojownikow i dziki kwil zarzynanych swin.
"Świń do diaska" - pomyslal zaskoczony swym durnowatym pomyslem - "skad na rynku mialo by sie wziasc tysiace swin zarzynanych przez odzianych w swe najlepsze zbroje najlepszych wojownikow teokracji !".
Nieuzbrojony, przeciazony workiem pelnym tkanin ruszyl w strone banku gdy nagle jego oczom ukazal sie wielki jak topola ( bo chude to takie bylo a strzeliste ) cos co okladajacy go wlasnie czym popadnie obroncy nazywali tytanem.
Ten jednak nie pozostawal im dluzny i machal lapami na lewo i prawo co jakis czas zasypujaca obroncow czy tam agresorow... chociaz nie no, obroncow... kilkoma czarami ktore dosc skutecznie oslabialy zapal bojowy garstki miotajacych sie konnych, smoczych i zuczonych wszelkiej masci.
Po jednej z takich salw wojownicy odskoczyli od tytana, a za nimi wraz wspierajacy ich magowie, i tak oto bez przygotowania, bez wsparcia ze storny mikstur czy magii z plecakiem pelnym swierzej, pachancej jeszcze potem owiec tkaniny stanal szczur oko w oko z tytanem.
" o nie ma tak dopsz " - pomyslal i schowal sie pod stol kupieck, za ktorym wlasnie w tym momencie ujzal nogi straznika.
"Straznika" - jego zdziwienie dorownywalo temu jakie wywolalo u niego pojawienie sie w samym centrum miasta grupki tytanow.
"Czemu ten patalach stoi sobie w najlepsze i gaworzy z kupcem zamiast wziasc sie dopracy, na co wida moje przeklete podatki" i jak na zawolanie straznik wziol sie do roboty.
Zajrzal pod stol i z okrzykiem "MAM CIE GAGATKU" wyciagnal szczura spod stolu i kopniakiem wypchnal na rynek.
"Ales Panie wlaso..." zaczal sie seplenic szczur i dotarlo do niego ze to nie takiego spelnienia obowiazkow strazniczych oczekiwal...
Straznik mial sie oblakanczo rzucic na tytana broniac wlasna piersia tak znakomitego ( no moze lekka przesada ) mieszkanca miasta.
Nie zdazyl jednak zmienic swojej mysli w stek obelg jakimi mial zamiar obdarowac straznika rozszyfrowywujac jego drzewo genealogiczne kilka pokolen wstecz od kupki kału ogra poczawszy, gdy zweszywszy nowy lup, jak sie okazalo dosc latwy, tytan ruszyl przez rynek i w zadziwiajaco dlugich 2 krokach byl przy szczurze.
Szczur zamknal oczy, nie wie dlaczego... przeciez jak zamknie oczy to nie zniknie... glupota jakas...
Dalsze wypadki potoczyly sie juz szybko.
Szast prast, jeden cios i do piachu.
No nie byl zadowolony.... no nie byl... ale co mogl zrobic gdy dzielna straz Teokracji tak pomaga mieszkancom... na skarge do Aresto nie mog pojsc bo ten poszedl na pielgrzymke lata temu i chyba jeszcze nie wrocil, a nowy przeor zagrozil mu ze jak go jeszcze raz zobaczy to mu laska przetraci to czym biedny szczur w potrzebie obsikal mury swiatyni...
Burmistrz tez za duzej wladzy przekonawczej nie mial... yhhhh
Na szczescie znalazl sie dobry czlek ktory przywrocil go do zywych... a dzieki wspanialej i blyskawicznej akcji Jhelomskich oddzialow specjalnych wspomaganych przez zacieznych z innych miast udalo sie w miare szybko opanowac sytuacje...
Opanowac...
No moze to za duzo powiedziane ale mozna juz bylo w miare bezpiecznie zaniesc tkanine do banku, a to bylo na chwile obecna najwieksze szczurze marzenie.
Po zlozeniu dobytku i wszelkich cennych przedmiotow w bezpiecznych czelusciach bankowego skarbca, w szczurze obudzila sie dziwnie uspiona do tej pory chciwosc.
Wyszedl przed bank, gdzie walaly sie juz dziesiatki orczych trupow, udajac ze czegos poszukuje zaczal ograbiac zwloki ze wszystkiego co cenne.
I tak grabil, i grabil, i rozcinal ciala i grabil, az bedac w poblizu portalu z ktorego wylazily stworzyska zobaczyl migajaca na ziemi jakas dziwna zielonkawa rune.
Rozejrzal sie do okola czy nikt go nie widzi i juz mial wyciagnac reke po znalezisko gdy uslyszal za soba okrzyk jakiegos maga " TU JEST".
Podniusl sie szybko do pozycji zasadniczej i uniosl rece do nieba mamroczac " Nis nie bralem. to tu lesalo...", ale odkrywcy nie byli zainteresowani szczurem, tylko raczej runa jaka znalazl.
Odetchnal w duchu z ulga i powoli niezauwazenie oddalil sie ku kolejnej kupce cial ktora mozna by bylo sprawdzic czy czegos ciekawego nie maja...
Katem oka zauwazyl tylko jak z runa siluja sie najwieksi mocarze.
Po przeszukaniu kolejnej partii cial mial zamiar odniesc caly lup do banku jednak, cos necilo go w tej runie lezacej na ziemi.
Gdy podszedl do niej blizej, ajkis wewnetrzny glos kazla mu ja zniszczyc.
Obrocil wlucznie grotem do dolu i z calej sily dzgnal ten sliczny blyszczacy na zielono runiczny kamien... warty pewnie z 50 tysiecy jak nie lepiej.
Kamien pekl rozsypujac sie poziemi dziesiatka kawalkow, ktore to szybko i skrzetnie szczur zebral i pobiegl do banku.
Odkladajac rzeczy nie mogl pozbyc sie wrazenia ze o czyms zapomnial, czegos nie zauwazyl, cos poszlo za latwo...
Wrazenie to potegowalo dodatkowo buczenie w uszach jakie towarzyszylo mu... no wlasnie ... w sumie to od kiedy...
Starajasc sie sobie przypomniec od kiedy to buczenie w uszach mu towarzyszylo, nie za bardzo zwrocil uwage na to ze buczenie to powoli narastalo i ze teraz temu buczeniu towarzyszy dziwny chrzest metalu...
I uradowal sie szczur, bo juz iwedzial skad zna ten dzwiek...
Byl z siebie bardzo dumny, ale zaraz mu przeszlo...
Przypomial sobie ze to co tak buczy to w miare odporne jest na przeklete ciosy i ze to trzeba magia a pozniej dopiero czyms twardszym... a moze odwrotnie...
Ku wrotom banku ruszyli sie wszyscy dzielni mniej lub bardziej. tylko szczur pozostal na swoim miejscu. Wiedzial ze nic nie wskora.
Walka byla zazarta i trwala dobre pol dnia... ale na szczescie dzielna armia Jhelom i wojsk sprzymierzonych, oczywiscie bez udzialu strazy pokonala mechaniczna bestie ku chwale wszystkich i uciesze szczura ktory nadzieje mial na coc czesc lupu.
Gdy wojownicy rozeszli sie wracajac do swych zajec i chelpienia sie zwyciestwem, szczur powoli podszedl do metalowego truchla i zaczal je badac i ogladac...
Zdziwiony byl jak wiele zwyciezcy pozostawili w ciele tego, prawie jakby go nie przeszukali... i jak mogli zostawic to...
Szczur po raz kolejny tego dnia rozejrzal sie uwaznie czy nikt go nie widzi i zgrabnym i dlugimi paluchami wymontowal cos z bestii i szczelnie opatulil plaszzem.
Nikt go nie zauwazyl... albo przynajmniej nikt nie zwrocil uwagi na szabrujacego cos znowu szczura... moze to i lepiej...
"Gdyby oni wiedzieli" pomyslal szur ze strachem przekladajac zawiniatko do skrzyni bankowej...
I wtedy rzekł... My prrrreeecious..........! ... i zalała go lawa
:razz: