DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Zyzio w 2008 07 05, 12:16:23

Tytuł: Zapomniana obietnica drowki
Wiadomość wysłana przez: Zyzio w 2008 07 05, 12:16:23
Podroz przez las tej nocy byla wyjatkowo przyjemna, mimo przytlaczajacego mroku kobieta widziala wszystko w najdrobniejszym szczegole. Naciagnela nawet kaptur na glowe - mimo jej rosnacej reputacji wciaz wielu witalo ja mocno niechetnie, lub szarzowalo na widok spiczastych, czarnych uszu. Jak ten ostatni Minokijczyk - paskudna sprawa.
  W pelnym pedzie odcinala galazki stojace na jej drodze. Byla wyraznie wsciekla. Kilka minut wczesniej spotkala elfa-straznika yew. Przeklenstwa we wszystkich znanych jezykach plataly jej sie w ustach - tak nienawidza drowow, a tak niechetni walce z nimi. Darthiir to chodzace paradoksy. Najlepszy paradoks to martwy paradoks. *Splunela*
  W drodze do cove natrafila na niepozorny domek, wokol ktorego zatoczyla ciasny krag. Kilka lat temu zabila tu naziemca. "Za arogancje" - powiedziala. Tak naprawde teraz juz nie pamietala calego zdarzenia. Zapamietala za to doskonale naslanych za nia poplecznikow tego samca. Przesunala opuszkami palcow po bliznie za uchem i zacisnela mocniej dlon na rekojesci broni. Znala jego tajemnice. W nocy nie byl soba...
  Z zadumy wyrwal ja niski pomruk zza pobliskich zarosli. Dostrzegla pare lsniacych, wbijajacych sie w nia oczu. Stanela deba na widmowym wierzchowcu i odwrocila sie do wilkolaka z paskudnym usmiechem.
  -Pamietasz nasze ostatnie spotkanie, siersciuchu? -wycedzila przez zacisniete zeby.
Wilk wydawal sie trwac w calkowitym bezruchu. Ostatnio kiedy sie spotkali wykrwawial sie od ran, a ona puscila go wolno - "Nie jestes wart zabicia" - powiedziala - "Przyjdz i znajdz mnie w nocy w pelni sil. Moze wtedy znize sie do tego by cie dobic...". Widziala po oczach szalejaca nienawisc. Pamietal.
  Wilk nie ukrywal sie juz dluzej, to bylo bezcelowe. Wyszedl z zarosli z furia w oczach. Na twarzy skrytobojczyni wciaz tkwil usmiech. Nigdy nie dzialala tak otwarcie. Rzadko bywala tak pewna siebie jak w tej chwili. Opuscila ostrze w udawanej nonszalancji, ale wszystkie miesnie miala napiete gotowa na natychmiastowa reakcje.
 -Czyzbym trafila w czuly punkt? - slodkosc w jej glosie kolidowala z zimnym tonem. Przez lata spedzone na powierzchnii wladala wspolnym jezykiem niemal perfekcyjnie. W odpowiedzi wilkolak rzucil sie w blyskawicznym skoku, chybiajac jednak znacznie - Dalej, stac cie na wiecej! - szydzila. Obrocila ostrze w dloni szykujac kontratak. Nie zamierzala puscic plazem nagonki jakiej byla ofiara kilka miesiecy temu. Taki okres czasu to dla drowa chwila.
  Likantrop dyszal z wscieklosci. Przygotowywal sie do kolejnego skoku, ale zanim zdazyl go wykonac drowka stala juz przy nim. Krotka wlocznia blysnela szybciej, niz wilkolak byl w stanie pojac. Grot przebil mu piers wychodzac z plecow i niemal powalajac na miejscu. Potworny skowyt zmieszal sie z szyderczym smiechem. Wilkolak wyrwal sie i rzucil do ucieczki. Byl na swoim terenie, zlewal sie z cieniem, nic nie moglo go zatrzymac. Tak myslal.
  Drowka nie spieszac sie szla tropem plam krwi, ktore widziala doskonale jako lsniace goracem plamy na chlodnym tle sciolki. Po minucie stala juz za rannym wilkolakiem ktory byl zaabsorbowany pozeraniem jelenia.
 -Rozczarowujesz mnie W... - rzucila do likantropa, uzycie jego prawdziwego imienia zadzialalo jak obelga. - Stan do walki, przeciez wiesz ze i tak cie znajde. - Leniwie wyciagnela bron czekajac na reakcje. Moze to tylko zdrowy rozsadek, moze instynkt wojownika, ale nagle cos wydalo sie jej potwornie nie wporzadku. Odwrocila sie w naglej probie parowania ciosu idealnie trafiajac puklerzem w lape drugiego wilkolaka. Sila ciosu niemal nie zrzucila jej z wierzchowca. Otworzyla oczy z niedowierzaniem - szpony bestii zostawily na jej tarczy z royala glebokie bruzdy. Odskoczyla na kilka krokow spogladajac na dwa wilkolaki, na dwie dwie pary lsniacych oczu. Niedowierzanie siegnelo zenitu - drugi wilkolak byl niemal dwukrotnie wiekszy! Kolosalna bestia siegajaca wysokoscia jej oczy podczas gdy siedziala na jaszczurze. Zatoczyla niewielki okrag w udawanym spokoju i szybko zmieniajac trase w naglym zwodzie ruszyla w mrok lasu tratujac po drodze mlodszego wilkolaka i chybiajac grotem wloczni o cale. Drugi wilkolak puscil sie w pogon a jego predkosc sprawiala ze dystans sie zmniejszal. Slalom miedzy drzewami nic nie dawal, dzielilo ich juz jedynie kilka metrow. Wilkolak rzucil sie pokonujac skokiem dystans ale w polowie zauwazyl zaskoczony, ze drowki juz tam nie ma. Doslowie rozplynela sie w powietrzu. Zawyl glosem tak czystym i groznym, ze ptactwo w lesie zerwalo sie do lotu.
  Drowka sciagnela kaptur przekraczajac most miasta vesper i skrzywila sie lekko na dzwiek przeciaglego wycia. Odrzucila zdruzgotany puklerz do plecaka i ruszyla w kierunku zeglarza nie chcac wchodzic w droge szalejacej bestii. Rzucila kilka sztuk zlota zeglarzowi by przeprawic sie promem do Yew.
  Wpadla do banku calkowicie wzburzona mamroczac cos o "siersciuchach". Obiecala sobie ze jesli straznik miasta ponownie wejdzie jej w droge nawet sie nie zawaha. Siadla na krzesle rzucajac "Usstan mammulen, nin!" do bankiera. Zalapal szybko i bez wahania podal skrzynie. Przez chwile ignorowala krzyki za oknem banku, ale jakiez bylo jej zdziwienie gdy odwrocila sie w momencie gdy uderzone drzwi niemal wyrwalo z zawiasow. Wszyscy obecni w banku otworzyli szerzej oczy - w progu stal wilkolak. Wielki, potezny i smiertelnie grozny - zignorowal kompletnie zgromadzonych wbijajac slepia w drowke, a straznicy w panice nawet nie siegneli po bron.
 Drowka rzucila sie do dzialania blyskawicznie, robiac przewrot po podlodze wymykajac sie poza zasieg ramion likantropa. W ulamku sekundy rozejrzala sie po banku i jedyna otwarta droga byla ucieczka na pietro. Rzucila sie w bieg po schodach a  trzy metry za nia szalejacy wilkolak. Czula na plecach jego goracy oddech. Blyskawicznie otworzyla drzwi, ale zamiast wbiec do pomieszczenia schowala sie za skrzydlem. Wilkolak w furii rzucil sie do pomieszczenia i rozniosl stol  stojacy mu na drodze. Rozejrzal sie dziko po pomieszczeniu i skowyczac rzucil sie przez okno znikajac w mroku miasta. Przez kilka minut nasluchiwala jedynie bicia wlasnego serca zanim zdecydowala sie na opuszczenie schronienia. Zeszla w dol po schodach na chwiejnych nogach przyciagajac tym samym spojrzenia wszystkich obecnych. Nikt nie powiedzial ani slowa, ale wszyscy patrzyli.
 Ignorujac bankiera i skrzynie na stole odwrocila sie marzac o dostaniu sie do siedziby domu Silin'aerl. Podeszla do pozostalosci drzwi z gwizdem przywolujac  swojego wierzchowca "Su'aco! Do mn--"
  Nim zdazyla dokonczyc z mroku wystrzelila wielka lapa z szponami wielkosci sztyletow, wbijajac sie jej w piers. Stala tak twarza w twarz z wilkolakiem nie czujac juz nic oprocz zaru lsniacych oczu. Cios na odlew poslal ja wglab banku miedzy tlumy gapiow. Czula tylko cieplo uplywajacej krwi i ogarniajaca ja ciemnosc. Potwora nigdzie nie bylo.
Tytuł: Zapomniana obietnica drowki
Wiadomość wysłana przez: Parias w 2008 08 04, 03:49:55
Mimo iż miałem tylko rzucić okiem bo byłem śpiący przeczytałem całe wciągnęło mnie.
Gratulacje świetna opowieść z życia wzięta :)
Liczę na kolejne.