-Jechał on traktem na swym ostardzie dni pięć. Odwiedzał miejsca, do ktorych nikt o zdrowych zmyslach nie wstapi. Jadac przez pustynie, golymi rekami rozpruwal harpie i spod zeber turmalin wyrywal. Za dnia chowal sie w jamach przez wilki wygrzebanych i skrupulatnie rozcieral zebrane skladniki na proch. W zielonej sakwie turmalinowy proch, w zoltej, skorzanej natomiast suszone sadlo smoka zielonego. Czerwona pelna byla suszonych jezykow wezy....
Goorgoth dotarl po dniach wielu do gor, niedaleko pieczary smokow Destard. Zostawil siwego konia na bagnach. Dni dwa wdrapywal sie po stromej scianie do swojej skalnej kryjowki. Okaleczone ostrymi kamieniami dlonie, przykryl dokladnie korzeniami rzenszenia, poczym owinal dokladnie czysta tkanina.
-Rozwiazal sznur, do ktorego przytroczone byly sakwy. Z plecaka wygrzebal owiniety w plocienne szmatki mozdzierz z zajzacniejszego kruszca zrobiony, nastepnie kamienne miseczki i maly keg.
Drewniana lyzeczka nabral starannie odmierzona porcje turmalinowego proszku i przelozyl do mozdzierza. Szczypczcami dolozyl dwa wezowe ozory. Z kolejnego worka nabral topionego sadla smoczego. Rozcieral powoli i dokladnie. Kiedy mieszane skladniki zaczynaly przybierac jednolita konsystencje, dorzucil on garsc wilczej jagody. Owinal nos i usta podwojnym plotnem. Won trucizny byla tak mocna, ze jej wdychanie moglo doprowadzic do zatrucia a w jego efekcie bolesnych i dlugotrwalych katuszy...
Belkoczac do siebie, nie przerywal pracy przez dni jedenascie. Dnia ostatniego obudzony promieniami slonecznymi, otarl oczy i zajal sie pakowaniem jukow konia. Drewnianym mlotkiem, dobil wieko kega. Goracym woskiem oblepil brzegi aby "smierdzielnica" nie uszla z beczułki.
Naciagnal kaptur szarej togi na glowe, wzial kostur do reki. Dosiadl swojego siwka i ruszyl powoli ku stolicy. Przewracajac oczyma i belkoczac pod nosem jechal zboczem gor.
Rozlozyl szalas w okolicy murow Brytanii. Charczal ze smiechu i krzyczal do siebie. Jego radosci nie bylo konca.
W stolicy kraju nastal wielki dzien. Dzien, w ktorym mieszkancy Krolestwa Brytanii swietowali rozbudowe swojej stolicy. Na zamku odbywala sie wielka biesiada. Tance, harce i swawole!
Goorgoth wdarl sie niepostrzezenie wieczorowa pora na dziedziniec. Powoli przemykal w cieniu budynkow. Stanal na dziedzincu, ukryty za beczkami miodu.
-"Zryjcie i chlejcie wy swinie..."- rechotal plugawie. -"Juz niedlugo..." - wyduszal z siebie ciche dzwieki. "...dacie prawdziwy upust swojemu szczesciu..." - zakaszlal krwia. Splunal, otarl dlonie i wyciagnal z plecaka maly keg.
"Naajpierw Wy.... wieprze..."
Stanal nad beczka z miodem i wpuscil odpowiednia ilosc "smierdzielnicy".
Kiedy namiestnik wyglaszal swa mowe, wierny sluga swojego Pana ruszyl w kierunku stolow. Potrzasajac kegiem, rozpraszal nad pokarmami zielona mgielke... W pewnej chwili poczul bol. Skierowal wzrok na swoja noge. Maly pies chwycil zebami za udo i nie chcial puscic. Goorgoth zamknal kranik kega i kosturem zdzielil psa. Ten uciekl skamlac.
-"Tutaj skonczylem..."- zarechotal. Zelaznym kozikiem wydrapal na blacie stolu symbol rombu. Poprawil plecak i biegiem ruszyl w kierunku kanalow miejskich. Planowal zatruc wszystkie cztery zrodla... Slyszac za soba psy i ludzkie glosy, w pospiechu rozbil kosturem wieko kega i wlal trucizne do najwiekszego zrodla... Odrzucil keg na bok i ukryl sie w cieniu murow miejskich...
"Pan bedzie dumny..."- dygoczac z radosci ruszyl przed siebie...
Niby Fianna Cię ograniczała w podobnych akcjach przeciwko królewskim psom? Nie zapomnij jednak, kto Cię nauczył nienawiści do nich :wink: . Nieźle napisane (chociaż o korektę się prosi) oraz zajebista akcja. Tak trzymać!
Owszem Siwy :) Diord Fionn!
Apropos korekty, wiem ze pewnie sporo bykow machnalem, lecz mam takie zboczenie, ze nie lubie sprawdzac tego co napisalem. Cos pisanego pod wplywem chwili , oddaje lepiej moje mysli. Co niestety przejawia sie w poprawnosci jezykowej.
Jak zawsze kochanie z klasa i na poziomie ;) Bardzo dobrze napisane i zaostrza apetyt na ciag dalszy :P Mam nadzieje, ze bedzie?
Fajne. Trochę chaotycznie spisane ale całość bardzo fajna.
Kiedy część druga?
Aruvin, zawsze pisalem chaotycznie. To zamierzony efekt, ktory nadaje wlasciwego smaku.
Jak i bólu oczu ;)
Niewiele mniej dostarcza go Twoja kursywa ;P
Cytat: "bobik15"Aruvin, zawsze pisalem chaotycznie. To zamierzony efekt, ktory nadaje wlasciwego smaku.
Churchill mówił: "Najlepsza improwizacja jest przygotowana osiem godzin wcześniej" coś w tym jest bobik.
Poczytaj np "Duszyczkę" Rożewicza ( na zachętę powiem Ci, że to historia pewnej prostytuki).
śmierdzielnica - słówko-cud :)
z konkretów - nie nadużywaj szyku przestawnego w zdaniach. Za bardzo spowalnia ciekawą akcję.
Chlody zimy spowodowaly opoznienia w realizacji plugawego planu. Goorgoth przebijajac sie przez lasy dzielace Brytanie i miasto rzezimieszkow Cove, natknal sie na mala polane. Bylo to miejsce iscie magiczne. Wszedzie w okolo byl snieg, lod i zima, natomiast polanka emanowala cieplem i swiezoscia wiosny. Na jej srodku stala mala ziemianka, z ktorej komina wydobywal sie jasny, wonny dym.
Podpierajac sie kosturem, Goorgoth ruszyl przed siebie niepewnym krokiem. Im blizej byl wejscia, tym mocniej bilo jego serce. Zacisnal lewa dlon na kiju, prawa dlonia chwycil zielona fiolke. Kopnal drewniane drzwi noga wywazajac je. Na srodku izby, przy malym stole siedzial stary czlowiek.
Dobrze, ze jestes Goorgocie... - wycharczal niemrawo.
Pan przekazal, ze nadejdziesz niebawem... usiadz... wskazal drewniany taboret w kacie pomieszczenia.
Goorgoth zdziwiony zapytal: Kim zes jest i skad znasz me imie starcze?
Wiem wiele wiecej, ale cichaj, nie to jest istotne...Pan nas wybral!
Gael usluchal starca i usiadl na drewnianym krzeselku. Odstawil drewniany kij w kat, zdjal szary kaptur z glowy ukazujac swoja twarz.
Wpatrywal sie caly czas w polmisek, na ktorym lezala upieczona ges. Starzec widzac zlaknionego, nie wyduszajac z siebie ani slowa, podsunal jadlo gosciowi pod nos. Ten zlapal lapczywie pieczen w lapska i poczal odgryzac wielkie kawaly miesa. W izbie rozlegl sie tylko trzask lamanych, ptasich kosci. Starzec napoil przybysza i rzekl slowa:
Wiesz dlaczego tutaj jestes? Nie mam pojecia zielenego... - odchrzaknal Goorgoth.
Pan wiele dni temu zeslal pod moja chate weza... Ow gad przeslanie wytatulowan mial na skorze swojej... Przygotowalem zatem dla Ciebie najcenniejsze i najlepsze gatunkowo wilcze jagody... Starczy na dzisiaj, sen mnie zmaga... - urwal w polowie i usnal, opierajac sie o blat debowego stolu.
Goorgoth zdziwiony, belkotal do siebie krotka chwile. Zmeczony trudem podrozy rozlozyl swoj siennik niedaleko paleniska, nakryl twarz kapturem i pomyslal: O coz chodzi temu staremu piernikowi... Kim on jest, skad zna Pana... Ziewnal glosno nie zakrywajac ust. Jutro nastanie nowy dzien... pewno przyniesie nowe elementy owej dziwnej ukladanki...