Księżyc wznosił się wysoko na niebie. Fale uderzały o brzeg wyspy z której dało się słyszeć głośne wycie. Jeden z nich spojrzał swymi krwistymi ślepiami na pozostałych, wiedzieli co musza zrobić, wiedzieli ze musza zdobyć informacje.
Potężne bestie ryknęły głośno a ich wielkie ciała zaczęły przybierać kształt ludzkich sylwetek.
Mieli tylko jeden ślad, znaleźli płaszcz. Pewnie ten kto ośmielił się tu przybyć zgubił go w czasie ucieczki. Niby tak niewiele a jednak tak wiele, musiał wystarczyć.
Strażnik przed stolicą jak zwykle spal sobie spokojnie na posterunku po ciężkim dniu... wszak nie łatwo jest obalić tyle butelek z winem ile leżało w koncie strażnicy. Śnił sobie o pięknych niebieskich chmurach, zielonych łąkach i dziewkach odzianych w skąpe stoję, albo i nie odzianych przynoszących mu wino. Nagle zbudziło go dobijanie się do drzwi. Otworzył leniwie jedno oko i podniósł się powoli kląc pod nosem. Zaspany podszedł do żelaznych wrót i otworzył je powoli. Stało przed nim 5 osób odzianych w błękitne płaszcze oraz błyszczące zbroje. Nie myśląc wiele cofnął się i zasalutował. Rozmowa nie była długa, strażnik właściwie nie był pewien do końca z kim miał do czynienia ale po tym co mówili wiedział ze są od niego o wiele starsi i wyżsi stopniem. Skoro pamiętali czasy Lorda Britisha o którym ten słyszał jedynie z opowieści ojca to musieli cos znaczyć w królestwie. Odpowiedział im na pytania odnośnie jego przyjaciela ze służby i odetchnął z ulga gdy odeszli. Rozejrzał się po strażnicy i dostrzegł to czego szukał... znalazł na wpół pełna flaszkę wina i udał się na spoczynek.
Strażnik inkwizycji odziany w czarna połyskująca zbroje stal jak zawsze na posterunku. Po całej nocy był już zmęczony. ale czym jest jedna noc dla wielkiej inkwizycji, na szkoleniach było ciężej i człowiek dawał rade. W oddali dostrzegł mały oddział rycerzy. Pokręcił tylko głowa myśląc o tych niedołęgach które służyły w straży stolicy i ruszył ku nim.
Gdyby ktoś przechodził obok zapewne zdziwił by się ze wielki inkwizytor rozmawia ze zwykłymi strażnikami. Zapewne by się tak nie stało gdyby nie to ze to nie byli zwykli strażnicy. Mówili cos o służbie Lordowi, o wysłaniu ich do walki z wilkołakami i wampirami, o swoim doświadczeniu i pomocy. Zapewne strażnik olał by to i odesłał ich do przełożonych gdyby nie spytali oni o niejakiego Alhera... Gdy tylko usłyszał to imię ścisnął mocniej miecz i ze złością zaczął dopytywać po cóż go szukają. Okazało się ze poszukiwany strażnik wstąpił na chwile do inkwizycji ukradł sprzęt wskoczył na konia i podobno ruszył na swój dawny posterunek nieopodal pustyni.
Strażnik podrapał się w głowę patrząc za odchodząca grupa odziana w błękitne płaszcze.
Po długiej podroży na pustynie (a jeden z nich powiedział ze to podobno blisko...) wreszcie stanęli przed posterunkiem. Cos jednak było nie tak... jakoś spokojnie, cicho żadnego ruchu a drzwi otwarte. Weszli do środka i zaczęli się rozglądać. Na górze znaleźli to czego szukali... miecz inkwizycji, zbroja z imieniem człowieka którego ścigali i rozszarpane brutalnie na kawałki ciało. Obejrzeli je dokładnie... wiedzieli kto ma to czego szukali, nadszedł czas aby wracać do domu. Już mieli wyjść, opuścić obszar ten gdy na dole pojawiło się 4 prawdziwych strażników korony. Zapewne patrol ze strażnicy wrócił i bynajmniej to co tam zastali nie spodobało im się. Bron i płaszcze upadły na ziemi a z rak piątki stojącej na górze wyrosły szpony. Strażników było zbyt mało aby moc stawić im opór. Więcej ciął wala się teraz po strażnicy.
A ci którzy znikli niewiadomo gdzie? Kim byli i czego szukali? Tego nie wie nikt ...