To miała być zwykła wyprawa, najzwyklejsza rozrywka dla trójki poszukiwaczy przygód. Mistrz magii runicznej Moris, wiedźma znająca najsilniejsze zaklęcia Everitta i wojownik, który nie raz zatopił swoje ostrze w ciele wroga Khanor spotkali się w przepięknej, górskiej twierdzy Khazad-dum. Jeszcze nie mieli pojęcia o tym co ich spotka, byli zadowoleni, pełni postanowień i energii.
Proste zaklęcie wyzwoliło ogromne ilości energii zakrzywiającej przestrzeń. W ciemnym korytarzu prowadzącym do kopalni rozjaśniła niebieska poświata. Wirujące cząsteczki magii łącząc się ze sobą utworzyły magiczne wrota. Wystarczył jeden krok, prosta, najzwyklejsza czynność aby opuścić ciemne wnętrze i poczuć powiew wiatru na twarzy, poczuć bryzę bijącą od wodospadu.
Przystrojony kwiatami górski wodospad wesoło bił pianę w płytkiej, bo sięgającej tylko do kolan wodzie. Wiedzieli, że za spadającą ze skał wodą znajduje się wejście do okropnych lochów, do miejsca, które sam Netheril odwiedza bardzo często. Przystrojony kajdanami i ciałami zmarłych, lodowaty loch przyniósł im wiele rozrywek.
Wspólna wojaczka trwała długo, szybko unicestwili połowę istnień w locach. Wtedy zaczęło się piekło. Sprytny lich przywołał demoniczne sługi, tak szybko, że drużyna nie zdążyła się zorientować.
Szybka seria zaklęć uśmierciła całą trójkę. Everitta wycieńczona walką musiała odpocząć zaraz po tym, jak tylko znachor przywrócił ją do życia.
Khanor i Moris wezwali pomoc, przyzwali Nadię, dzielną wojowniczkę, która walczy przy pomocy czarnych grzybów. Była to niezmiernie wielka pomoc w tym trudnym boju.
Ponowny powrót do lochu okazał się zupełną porażką.
Magiczne, złowieszcze szepty ciągle zachęcały do potwornych zbrodni.
- Zzaabij ich a ocalisz siebie! - Przemawiał upiorny szept.
Moris padł ofiarą nieumarłych, ciągle go nękali, rzucali na niego klątwy. Kiedy poczuł, że jego ciało zamarza wraz z umysłem, że zaczyna poddawać się ich woli jego dłonie poczęły rzucać ogniem na każdą stronę. Magiczne runa krasnoludzie wszyte pod jego skórą stworzyły ogromną temperaturę, która stopiła kamienie pod jego stopami, rozjaśniła loch.
(http://img172.imageshack.us/img172/7238/osakkh2.th.png) (http://img172.imageshack.us/my.php?image=osakkh2.png)
Khanor i Nadia probowali przywrócić Morisa do porządku, jednak nieumarłych jęki były silniejsze, zagłuszały rzeczywistość. Demoniczny sługa Morisa, strażnik czeluści Khazad-dum zniknął, deportował się tam skąd został przyzwany. Nieumarli wygnali jego egzystencję z lochu. Chwile po tym pojawiła się upiorna istota, spowita cieniem. Tylko jej oczy były wyraźne, tak.. złowrogie.
Okropna wizja przeszyła Morisa - poczuł, że coś rozrywa go na pół, ściąga z niego skórę.
Stracił przytomność. Nadia i Khanor nie mogli nic zrobić kiedy istota, która zahipnotyzowała krasnoludzkiego maga porwała go w odmęty lochu - była zbyt szybka.
(http://img146.imageshack.us/img146/2695/lordpp9.png) (http://imageshack.us)
(http://img146.imageshack.us/img146/lordpp9.png/1/w611.png) (http://g.imageshack.us/img146/lordpp9.png/1/)
Nie wiadomo ile czasu minęło, krasnolud obudził się przemarznięty w dziwnej klatce - w czymś co emanowało magią. Był tak słaby, tak wycieńczony
- Uwolnij mnie! Uwolnij! - Krzyczał przerażony krasnolud.
- Uwolnie Cie, uwolnie, muszę tylko odrobinkę poeksperymentować! - Jęknął upiór przebierając szponami po szklanych fiolkach.
- C..co?! To ja tu jestem medykiem! Ja jestem naukowcem - Krzyknął krasnolud
- Zamknij się... i śpij - Powiedziała postać, która pojawiła się przy krasnoludzie.
Pojawiła się objęła ją, przytuliła wtapiając swojego oczy w oczy Morisa. Mag szybko zasnął. To czego doświadczyła jego psychika było straszne, widział najokropniejsze rzeczy - w tym upiornym śnie.
Demoniczny cień nie pozostał dłużny nawet ciału maga, wbil swoje szpony w głowe krasnoluda. Przebił czaszkę, dostał się do mózgu i prowadził swoje zboczone, chore eksperymenty.
Nie wiadomo ile czasu minęło, nikt tego nie wiedział.
Nadia i Khanor odnaleźli Morisa leżącego bez szwanku w kącie jakiegoś lochu, porzuconego przez złego cienia i.. porzuconego przez wspomnienia z ostatniego dnia.
- Morisie! Nic ci nie jest?! - Krzyknął bohatersko Khanor podbiegając do przyjaciela.
- Ja.. nie pamiętam, ja spałem? - Zapytał odpowiadając sobie w myślach
- Mamy kogoś do unicestwienia, lich który uśmiercił was czeka w komnacie kawałek dalej stąd - Pospieszyła Nadia.
- Chodźmy.. - Jęknął Moris.
Po wyczerpującej rozmowie z lichem rozpoczęła się walka. Kiedy nieumarły szkodnik padał na ziemie rzucił klątwę na dwóch krasoludów - Khanora i Morisa - oszczędzając z Nadię, może tylko dla tego, ze nie zdążył przekląć i jej?
Okropne rzeczy działy się po śmierci licha, każdy miał halucynacje. Sufit spadał na poszukiwaczy przygód w tym samym czasie gdy nacierały na nich ożywione zbroje demonicznych strażników tego miejsca. Ostatnią deską ratunku był portal.
Wszyscy uciekli, cali i .. nie do końca zdrowi.
- AHhhrr! CO WAM SIĘ STAŁO!? - zawołal bankier widząc Morisa i Khanora.
- Hę? - Zapytał Neil, władca Ocllo po czym również zrobił duże oczy.
Niegdyś pełni życia poszukiwacze przygód stali się bladymi, pustymi nieumarłymi. Khanor nie wyczuwał swojego tętna, a Moris odkrył, że od jakiegoś czasu już nie oddycha - Wiedział, że tego nie potrzebuje.
Los chciał, że Neil postanowił im pomóc, zaprosił ich do miasta rolników, Ocllo. Tam wspólnie próbowali zrozumieć silę i działanie klątwy. Tajemniczy list od strzelca wyborowego do władcy Ocllo zmienił bieg wydarzeń.
Khanor i Moris dowiedzieli się o tajemniczej miksturze, która zdejmie każdą klątwę. Musieli udać się w pobliże gór aby uśmiercić bożka tubylców Rats'savi-ego.
Po krótkiej ale bardzo meczącej walce zdobyli najważniejszy składnik eliksiru - mózg bożka.
Miejscowy alchemik przygotował eliksir i podał go Morisowi oraz Khanorowi.
Krótki łyk sprawił, że Moris stracił przytomność. Upadł na ziemie, rzucał się po podłodze, rzucając się tak dematerializował się. Zniknął.
Jego ciało i duch wróciły do lochu, wróciły do przeklętego lochu, do klatki potwora.
- Wiedziałem.. że ten Lich was nie uśmierci, on nie potrafi rzucić prostej klątwy. - Powiedział cień obnażając szpony.
- Teraz będę musiał cie zabić - Cień wszedł do klatki przenikając ja jak gaz.
Moris poczuł działanie eliksiru, poczuł ogromną moc w sobie, teraz mógł oprzeć się mocy upiora. Ogromny żar rzucił się w strone cienia, przyparł go do ściany torturując każdy kawałek jego upiornego ciała. Stopiona klatka uwolniła Morisa.
Krasnolud śmiertelnie raniąc potwora uciekł z komnaty i zapieczętował ją magicznymi, krasnoludzkimi runami.
- Nigdy stąd nie wyjdziesz! Zamykam Cie tu! - Wrzasnął.
Kiedy pokój powoli zapadał się, zamieniał w czarną puste, po prostu znikał - wymazywał się z historii świata Moris powołał jeszcze dwóch strażników. Kamienne golemy stanęły na warcie.
Żar zaczął wydostawać się z niszczejącego więzienia. Moris ledwo teleportował się do miasta. Gdyby zwlekał jescze chwilkę straciłby życie razem z wrogiem - zbyt duży ogień rozniecił.
Piękny obraz pojawił się przed jego oczami, zielone Ocllo. Pojawił się też Khanor, cały i zdrów - pełen życia, jak dawniej.
Mikstura przestała działać, boskie siły opuściły krasnoludzkiego maga, stracił on przytomność.
Przepraszam za błędy i wszystko, pisane na szybko
Dziękuje:
Khanorowi
Nadii
Evericie
SolTellowi - za poprowadzenie tej cudownej zabawy. TAK DALEJ! :)
pr0 przygoda byla ;) tak mnie wykonczyla ze po q polazlem spac ;P
Wow Restiv, jeszcze trochę i ciebie aż zabiję? :p
kor evertii nie evericie:<
Kilka dni wczesniej, na Ocllo:
Tego dnia Horst nie spodziewał się najmniejszego zamieszania w swoim życiu, wielu rzeczy się nie spodziewał. Jeszcze przed południem przyszła do niego farmerka ze skargą na króliki. Skargą, jakich wiele w roku. Usuniecie natrętnych gryzoni nie stanowiło problemu. Kłopot pojawił się, gdy Rzeźnik zechciał wypatroszyć jednego z nich.
-O w mordę! - zakrzyknął rzeźnik, gdy wnętrzności, a raczej czarna maź, wypłynęła z wnętrza królika na blat stołu.
Horst spojrzał podejrzliwie.
-Domyślam się, że to nie jest normalne.
-Jakbyś, cholera, zgadł - odparł rzeźnik, wpatrując się w maź.
Horst uśmiechnął się lekko, przekrzywiając brwi.
-Śmierdzi - dodał.
-Nie mam pojęcia, co to jest, wiem jedno, nie chcę mieć tego na swoim stole.
Rzeźnik chwycił czarną maź by sprzątnąć ją do wiadra. Jednak stało sie to, czego nikt sie nie spodziewał. Tuż po zetknięciu z zawartością królika ręka rzeźnika zaczęła błyskawicznie gnić.
Zaraz po wydarzeniach w rzeźni Horst udał sie do alchemika. Ekspertyza Exa na temat królika nie przyniosła żadnych przełomowych informacji na temat całej tej sytuacji. Jedyną informacją, jaka mogłaby okazać sie przydatna, był fakt, iż zwłoki padłych królików spalają sie w mgnieniu oka nie pozostawiając po sobie śladu. Zgodnie ze wskazówkami alchemika Horst odwiedził miejska czarodziejkę. Celem odwiedzin nie była sama czarodziejka, ale księga, w której posiadaniu była. Fragment dotyczący panteonu pomniejszych bóstw rzucił wiele światła na sprawę. Wniosek mógł być tylko jeden: Rats'savi ma swoje gniazdo na Ocllo.
Wracając do rzeźnika. Tego dnia stracił on rękę. Odrąbał ja sobie sam. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Prawdopodobnie do tej pory nie zdaje sobie sprawy z tego, co stracił i juz raczej nigdy nie odzyska.
Rats'savi - pomniejszy bożek gryzoni niszczących uprawy rolne.
Nie spotkano się nigdy z opisem jego naturalnego wyglądu, lecz pewne przekazy mówią o jego zdolnościach polimorficznych, widywany był pod postacią zarówno królika jak i szczuroczłeka, choć zdecydowanie najczęściej wspomina się o nim w postaci czarnego szczura. Nie mniej jednak nie istnieją żadne dowody na to, iż ktokolwiek widział właśnie Rats'savi-ego, a nie zwykłego gryzonia chowającego się przed człowiekiem.
Odnotowano tylko dwa przypadki plag z pewnością wywołanych przez tegoż bożka, oraz setki innych, o które rolnicy obwiniali właśnie jego. Jedna z tych plag miała miejsce około roku pięćsetnego w Brytanii, doprowadziła do wielkiego głodu i wyjałowienia 30% gruntów rolnych.
Głównym przejawem działania Rats'savi-ego jest zwiększenie aktywności szczurów i innych gryzoni niszczących uprawy. Rzadkim przypadkiem, chociaż najbardziej destruktywnym jest pojawienie sie królików Rats'savi-ego. Są to przerośnięte, siwe króliki, które zawierają w sobie silna truciznę, o nieznanym konkretnie działaniu.
Najprawdopodobniej Rats'savi-ego nie można zabić, gdyż potrafi, jeżeli straci dotychczasowa powłokę, wcielić się w dowolnego gryzonia. Jedynym sposobem jest odesłanie go do jego domeny. Rytuały potrzebne do przeprowadzenia tego zaklęcia są jednak nieznane w całości.
:cool: