Dzień zapowiadał się całkiem zwyczajnie. Pobliskie bagna standardowo śmierdziały stęchlizną, jakby nie przeczuwały zbliżającego się zagrożenia. Mag w czerwonej todze przechadzał się wokół swej wieży, próbując skupić swe myśli, gdyż pomimo pozornego spokoju coś nie dawało mu spokojnie rozmyślać. Ściany wielkiej kamiennej wieży zdawały się jakby falować na wietrze. Niezmąconą ciszę przerwał przeraźliwy odgłos. ,,Piiiiiii" – z dachu budynku rozległ się pisk bestii...
Na twarzy Trismegista d'Arthe pojawił się grymas bólu. On już wiedział! Nadszedł ten dzień, który pojawiał się wielokrotnie w najgorszych koszmarach. RUDA! RUDA! Ruda jest w zagrożeniu. Majątek gromadzony przez wiele pokoleń znalazł się nad skrajem przepaści. Nie było czasu na rozmyślanie. Po raz milionowy w swoim życiu, mag wymówił kilka inkantacji, aby przygotować się na stoczenie bitwy z bestią. "Rel sanct", ,,Uus sanct", ,,Flam sanct". Szybka medytacja! Trismegist wskoczył na swego niewidzialnego wierzchowca i pomknął cwałem w stronę dachu wieży. Podczas mijania pierwszego piętra do jego uszu dotarł najstraszliwszy dźwięk z możliwych. Był to dźwięk zgrzytania zębów o rudę! A więc stało się! Bestia uderzyła maga w najczulszy punkt – royal! Trismegist w szaleńczym tempie mijał kolejne piętra, aż dotarł do ostatnich schodów prowadzących na dach. Jeszcze parę metrów i rozpocznie się bitwa - pomyślał mag. Nagle jego oczom ukazała się bestia. Ten 30-centymetrowy potwór był cały okryty futrem. Z jego paszczy wystawały wielkie zębiska, na których widać jeszcze było fragmenty royala.
Trismegist przygotował się, aby zaatakować to półkilogramowe monstrum. Dorwę cię szczurze – wykrzyknął. Lecz potwór wcale nie chciał tanio sprzedać swej skóry. Zwinnie niczym łasica unikał kolejnych prób złapania go za wielki ogon. Mag niestrudzenie gonił za szczurem z nadzieją, że uda się unieszkodliwić szkodnika. ,,An ex por" – krzyknął Trismegist. Szczur zatrzymał się jakby rażony piorunem, jednak prawie natychmiast pognał na drugi koniec wieży. Ledwo żywy, mag ostatkiem sił pognał w stronę bestii. Albo ja, albo ty! – wysyczał. Szczur przeraźliwie zapiszczał. Jego łapki zaczęły poruszać się z coraz mniejszą prędkością, a ciało zaczęło chwiać się na boki. To był ostatni pisk, który wydobył się z pyska zwierzęcia. Tego wysiłku nie mógł nikt wytrzymać, a na pewno nie jego małe serduszko, które pękło z przepracowania. W ostatnim momencie przed zgonem bestia wypluła z siebie nadgryzioną sztabkę cennego kruszcu. Wygrałem! – uśmiechnął się Trismegist. Jednak było widać, że na jego twarzy nie zagościł spokój. To zdarzenie uświadomiło mu, że jego majątek nigdy nie będzie już bezpieczny. Bitwa o royal się rozpoczęła...
The chubbchubbs? :mrgreen:
Moj skarb...