DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Gofer w 2006 01 15, 13:03:01

Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 15, 13:03:01
Ciemność, pustka...

Powoli podniósł ciężkie, niczym z ołowiu, powieki. Jasne, poranne światło wdarło się pod nie brutalnie, boleśnie kłując błękitne oczy. Stopniowo z białej mgły zaczęły wyłaniać się kształty.

Chodnik z kocich łbów, na którym pół siedział pół leżał, wysoki, pięknie kwitnący żywopłot i wystające znad niego brązowe dachy. Jego uszu dobiegł cichy szmer wzburzonego morza.
Podniósł powoli swoje poobijane i obolałe ciało, ubranie miał zniszczone i porwane, odsłaniające siniaki i obtarcia.

Rozejrzał się wkoło, w głowie panowała zupełna pustka, żadnych myśli, żadnych obrazów. Nigdy nie widział tego miejsca. Uczynił kilka chwiejnych kroków, jak ktoś, kto odzwyczaił się od chodzenia. Spojrzał na swoje poranione ręce, dziwnie blade, nieznajome.

Szmer.

Odwrócił się gwałtownie.
Kto tu jest?! – zawołał, a jego głos był dziwny, słowa siła wydzierały się z gardła, przypominając bardziej bełkot niż mowę.

Nikogo nie było, stał sam, na środku brukowanego chodnika. Zapadła dziwna, nienaturalna cisza.

Poruszenie.

Odwrócił się błyskawicznie, jego ruchy stawały się coraz bardziej płynne. Oczy nie widziały jednak nic nowego. Ułożył dziwnie dłonie i ich palce, czego nawet nie zauważył i czekał.

Pustka... cisza... szmer... cichy szept siłą wdzierający się do umysłu, nakazujący słuchać.

To dom takich jak niegdyś byłeś ty, wiele zmieniło się od tamtych czasów. Poznaj ich na nowo. Idź.

Pustka... cisza..
Złapał się za bolącą głowę, potrząsnął nią kilka razy. Cisza ustąpiła miejsca nieznośnemu zgiełkowi, świergot ptaków, szum wody, głośne rozmowy sprzedawców i przechodniów. Pustka ulic ustąpiła miejsca przejezdnym, ich wozom i zwierzętom. Większość kierowała w stronę dużego, marmurowego budynku, z dachem opierającym się na białych kolumnach i małym oczkiem wodnym u jego podstaw.
Ruszył powoli, ostrożnie, nieufnie.
Podziwiał widoki, wewnątrz czuł jednak pustkę.
Wszedł do środka przez szeroko rozwarte dwuskrzydłowe drzwi, usiadł w rogu na marmurowej ławce, oparł obolałe ręce na zimnym kamiennym stole, chłód dał ulgę obolałym członkom, obserwował.
Nie był tam sam, po pomieszczeniu kręciło się kilka istot, wysokich na około pięć i pół stopy, ubranych w ciężkie zbroje, z tarczami przerzuconymi przez plecy i różnoraką bronią zwisającą u boku. W przeciwległym rogu budynku siedziała postać ubrana w ciemną togę i studiująca jakąś księgę, która na dłużej przyciągała uwagę. Przyglądał się więc jej uważnie i po paru chwilach dostrzegł cienkie, falujące smugi przez nią przepływające. Poczuł ukłucie w potylicy. Znał te smugi.. taak.. kiedyś je znał. Tylko, tylko czym one były... Pustka.
Skrzypnęły drzwi i w tej samej chwili w wejściu pojawiła się kolejna postać, nieco wyższa od pozostałych, lecz już nie tak barczysta. Poruszała się z gracją, swobodnie, stąpała lekko. Przyglądał się jej z zaciekawieniem. Było w niej coś.. coś innego. Coś znajomego. Wypowiedziała, nie to złe słowo, wyśpiewała coś melodyjnego, dwa słowa, nie zdążył ich wychwycić, na co reszta chóralnie odkrzyknęła – Witaj!
Kiedy stanęła obok reszty, zobaczył co było w niej innego. Jej uszy! Były o wiele dłuższe niż pozostałych! Gdzieś już coś takiego widział... gdzie to było? Pustka...
Czas płynął powoli, istoty wchodziły i wychodziły, nikt nie zwracał na niego większej uwagi.

Myśl. Mały przebłysk. Powoli i z trudem przebijająca się przez Pustkę. Jedno słowo...

Elf!

Tak, właśnie! Tym była tamta długoucha istota, elfem!
Siedział wyraźniej podekscytowany, czekał na lawinę skojarzeń, potok obrazów. Czekał... i czekał.. Pustka.

Ktoś przerwał jego rozmyślania. Wysoki, umięśniony człowiek usiadł naprzeciw niego, wpatrywał się z zainteresowaniem i poruszał ustami.
Dopiero chwilę później usłyszał słowa.

.... a skąd jesteś?

Nie zrozumiał słów, początkowo, potem ich znaczenie uderzyło go niczym cios młota.
Myślał, myślał. Pustka.

Nie wiem. – odparł z trudem.

Widział jak poruszają się usta rozmówcy, nic jednak nie słyszał, z czasem przestał go nawet widzieć. Po głowie przesuwało się wciąż jedno pytanie.

Kim jestem?

Pustka.

Podniósł się powoli, wyminął zebrany wokół niego tłumek i wyszedł przed budynek. Zatrzymał się przy sadzawce by zaspokoić swoje pragnienie. Nachylił się by zanurzyć w niej ręce i... Zobaczył patrzącą na niego istotę, miała jasną karnację, jakby długo nie widziała słońca, włosy były w strasznym nieładzie, brudne i popalone. Zobaczył jak postać szeroko rozwiera błękitne oczy a na twarzy maluje się wyraz zmieszania połączonego z wielkim zdziwieniem. Twarz, która na niego patrzyła miała długie, długie uszy!!!
Klęczał i patrzył. Po głowie boleśnie obijało się jedno słowo – Elf.  
Po długiej chwili podniósł się powoli, obrócił tyłem do budynku i ruszył przed siebie, chwiejnie stawiając kroki, potykając się o bruk, co jakiś czas wpadając w zarośla. Błękitne oczy przykryła biała mgiełka.

Pustka. Cisza. Ślepota. I sprawiające okropny ból słowo – Elf.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 16, 19:26:29
Noc nadeszła szybciej niż się jej spodziewał. Ciemne chmury zasnuły niebo, odcinając nikłe światło jakie mógł dać Księżyc i Gwiazdy. Wytężając wzrok by przebić coraz szybciej gęstniejące ciemności odszukał malutką polankę. Rozłożył na ziemi płaszcz, nazbierał chrustu, ułożył mały stosik, usiadł naprzeciwko niego i wpatrywał się weń. Przeklinał się w duchu, iż zapomniał zabrać ze sobą hubki i krzesiwa. Rozglądał się w koło w poszukiwaniu podpałki lecz nie znalazł nic co mogłoby mu w tym pomóc.
Wiercił się przez chwile by wymościć swój porwany płaszcz poczym podciągnął pod brodę kolana, objął je rękoma i mocno ścisnął. Wpatrywał się w mały, niezgrabny stosik chrustu, widział jego wszystkie niedoskonałości, wiedział, że nie będzie palił się dostatecznie długo.

Ciche skwierczenie płonącego drewna, powoli trawionego przez pełzające, czerwone jęzory ognia. Szum wiatru i szelest gałęzi miarowo uderzających w okiennice. Delikatna, spokojna muzyka i kojący głos małego człowieczka, który dumnie zwał swój ród niziołkami.


Wiatr w uszach tańczy namiętnie!
W moich uszach szumi smętnie...
Szumi, ale jakby śpiewał, kołyszą się drzewa,
Te cienkie te lżejsze,


Ogień w kominku stawał się coraz bardziej niewyraźny, szum drzew narastał, każde skrzypnięcie starego pnia przyprawiało o ciarki.

Te, które posłyszały pieśń w tym wietrze
słyszę ją i ja, język znam natury.
Och, ucichł ten dźwięk ponury.
Teraz wydają się słyszeć słowa.


Biegł, biegł szybko. Nic go nie krępowało, przeskakiwał wystające z ziemi korzenie, pniaki, przedzierał się bezszelestnie przez dzikie zarośla, uskakiwał przed zbliżającymi się gałęziami. Biegł, był wolny, słyszał las, rozumiał go, nie mógł zgubić drogi.

Czyżby to Elfów mowa?
Elfy wiatr rozumieją lepiej niż ja.
Każdy z nich pieśń wiatru dobrze zna.
Cudownie śpiewają te piękne istoty.
W ich ustach słowa maja kolor zloty.


Gdzieś z boku dobiegło go ciche nawoływanie, melodyjny śpiew niosący radosne przesłanie. Nie biegł sam, nigdy nie był sam. On i jego towarzysze. Słyszał ich śpiewy, słyszał ich miarowe oddechy, delikatny szelest jaki wzbudzały ich kroki, zupełnie jak szelest liści poruszanych lekkim wiatrem.  

Spacerując wśród zieleni i złotego języka.

Muzyka lasu cichła, jego ciało stawało się coraz cięższe, każdy krok wymagał więcej wysiłku, zwalniał. Oddalał się, coś go niewoliło, zamykało w pustce.
Las ucichł, ucichła muzyka, otoczyły go ściany, ogień buchnął gwałtownie.
Obrazy uciekły, ukryły się za ciemną kurtyną, za którą nie dało się zajrzeć.
Znów sam... Nie, nie do końca sam...
Mały człowieczek siedział naprzeciw wpatrując się z troską w niespokojne oczy elfa.

... a jeśli nikogo się nie pamięta?  - spytał elf zmęczonym głosem.
to...to zawsze można poznać kogoś innego...i o nim pamiętać.. – odparł niepewnie niziołek.

Coś mocno ukuło go w prawy bok, otworzył powoli oczy. Leżał zwinięty w kłębek na swoim wysłużonym płaszczu. Przekręcił się nieznacznie by korzeń drzewa, pod którym leżał nie wbijał się w ciało. Kontem oka zauważył palące się ognisko. Przysunął się bliżej ognia. Zbyt był zmęczony.. zbyt zmęczony.

Powróciła ciemność.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 18, 17:07:57
III czesc, ekljana na prosbe gracza

Stał na brzegu wsparty o wysłużony kostur, wsłuchując się w cichy szum morza. Z jego obliczeń wynikało, że jest gdzieś w połowie drogi z Tol en Estel do południowych bram Księstwa Yew. Tutaj musiał podjąć decyzję, wracać na wyspę czy podążyć na północ. Wciąż w jego głowie grzmiały słowa – To dom takich jak niegdyś byłeś ty, wiele zmieniło się od tamtych czasów. Poznaj ich na nowo. Idź.
Niech spadną na niego niebiosa jeśli nie próbował! Myśl o wyspie napawała go smutkiem, tylko tam czuł się samotny, tak bardzo samotny. Tylko tam czuł, że utracił coś bardzo wartościowego. Nie, nie chciał już tam wracać, nikt nie słuchał, nikt nie patrzył.

Powiał zimny wiatr.

Poprawił kubrak, opatulił się szczelniej płaszcz. Uśmiechnął się. Nie były to już jego stare, zniszczone ubrania. Materiał był nowy, gładki, kolorowy. Strój leżał idealnie, jak na miarę szyty, bo też taki właśnie był. Powrócił myślami na wyspę, do tych kilku miłych chwil, do jedynego elfa, który odzywał się do niego ówcześnie o coś nie spytany, który uszył dla niego nowe ubranie, do...

Zaśmiał się cicho, nie znał nawet jego imienia, nigdy się nie przedstawił.

Ściągnął z głowy bandanę, pod która swędziała go skóra, podrapał się, otarł czoło. Swędzenie nie ustępowało. Spojrzał na swoje ręce, całe umorusane ziemią.

Chwilę później mimo panującego chłodu zrzucał z siebie ubranie... coś przykuło jego uwagę. Słabo widoczny haft na wewnętrznej stronie płaszcza. Przybliżył go do oczu.

Ezadian Grejn

Uśmiechnął się lekko, zapamięta.

Rozległ się plusk gdy zimne fale przyjęły jego ciało.


                   ****

Ciałem znajdował się na brzegu, nad malutkim ogniskiem, myśli zaś błądziły to po wyspie to po ulicach miasta na północy. Wybór nie wydawał się już taki trudny. Nie znalazł czego szukał, musiał więc próbować dalej. Gdzieś w głębi serca czuł wielki, nieopisany żal, trwał on jednak krótko, zbyt krótko by zmienić jego decyzję.


                   ****

Z małego ogniska pozostała kupka dymiącego popiołu, słońce chyliło się ku Zachodnim brzegom.
Droga wiodła prosto.

... a jeśli nikogo się nie pamięta?
to...to zawsze można poznać kogoś innego...i o nim pamiętać..

W Yew też żył jego lud.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Papa Smerf w 2006 01 18, 20:10:27
Co ty gofer sam swoje questy opisujesz?  8)
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 18, 21:17:03
To wszystko to od pewnego gracza... ktory na razie pozostaje anonimowy.  8)
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Alister w 2006 01 19, 09:34:23
Wyjatkowo stronniczy opis zdarzen wedlug mnie.

P.S.Gofciu popraw orty, bo komu jak komu, ale QM'owi nie wypada.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: DzikiHL w 2006 01 19, 11:10:59
Gofer miał na myśli chyba, że cytował anonimowego gracza. Wkleił oryginał tak jak leci i dobrze, prawa autorskie.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 19, 11:28:50
Te teskty sa oryginalnie przyslane e-mail-em... autor podesle poprawki, to zmienie  :D

Alisterze opisy i historia sa tworzone przez zwyciezcow!
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Alister w 2006 01 19, 14:29:05
To juz wiemu czemu to ja robie opisy i historie elfow ;)
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: morfin w 2006 01 19, 20:31:05
A pamietasz nasza rozmowe, gdy zadalem Ci jedno pytanie, a Ty potem milczales przez minute, po czym powiedziales jak sie nazywasz? :<

(rozmowa o Eru ;f)
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Alister w 2006 01 19, 21:46:34
Ali jest otherwordly ;)
Ale ten bezimienny spotkal wiecej elfow, ktore sie doniego odezwaly niepytane.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: morfin w 2006 01 20, 00:22:23
Nie chcialbym byc krytyczny, ale czy Ty tez odnosisz wrazenie, ze immamentnym skladnikiem goferowego questa jest elf? (czy to jako uczestnik, czy jako wcielenie)  8)
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Sul w 2006 02 26, 09:47:23
Wklejam na prosbe Gofra, ktory mial to wkleic na prosbe anonimowego gracza :D





Jak każdego dnia... co tydzien czekała z nadzieją w sercu. W ruchach jej dłoni widać było werwę, radość i zapał. Oprawiała ryby, przyprawiała ziołami. Zaprawiłaby je winem, gdyby nie ryzyko...
Wytarła nerwowo dłonią usta.
Nie, stanowczo nie. Ani inny alkohol.
Nuciła pod nosem melodię. Dziś było wielkie święto. Jak pięknie mieć co tydzień wielkie świeto. Musi mu to kiedyś powiedzieć... tylko brakowało odwagi. Gdyby chociaż jeszcze raz tak przy niej przyklęknął i oparł dłon na jej dłoni...
Ale zrobił to tylko raz, a ona była zbyt przerażona, by...
Zbyt przerażona, by...
Powiedzieć mu prawdę.
Wyszła przed niewielki domek, rozgladając sie z ciekawością i oczekiwaniem dziecka. W rozszerzonych źrenicach odbijał się wesoły blask, rozpromieniając uśmiechniętą twarz. Usiadła na schodkach, złączyła kolana i oparła na nich łokcie, na dłoniach zaś głowę. Zamknęła oczy, rozmarzona. Czekała.
(...)
Noc nie była młodą, gdy się przebudziła. Ze snu wywabił ją głodny ostard, tracając ramię. Podniosła się niechętnie, zdziwiona. Otrzepała spodnicę.
- Elfie? – rzuciła w ciemność. – Elfiku?
Cisza. Mogła się po nim tego spodziewać. Pewnie nie chciał obudzić jej ze snu... musiał gdzieś tu czekać, może wszedł do domu... nie zamykała drzwi na klucz. Zaśmiała się cicho.
- Widziałaś go, maleńka? – szepnęła do zniecierpliwionego ostarda, który odpowiedział podgryzając jej brązowy płaszcz. Wyciągnęła z torby jabłko i podała wierzchowcowi. – mogłabyś mi troche pomóc, obżartuchu – pogłaskała przyjaźnie zwierzę i spojrzała na nie wesoło. Dziarskim krokiem weszła do środka.
- Mógłbyś chociaż raz nie zdradzać mnie nocą z cieniami, bezwstydny elfie – oparła się o framugę drzwi, czekając aż z cienia wyłoni się szczupła postać w ciemnych szatach.

Ale nie wyłoniła się. Ani po chwili, ani po dłuższym czasie... ani gdy noc zastąpił dzień.
Siedziała przy stole, nad rybą.
Dłonią podpierała czoło.
Nie przyszedł. Nie zostawił wiadomości. A przecież zawsze to robi! Zawsze!
Przetarła przekrwione oczy. Wyszła z domu, zajrzała do zagrody.
- Chodź, idziemy poszukać zguby i sprać jej tyłek – wskoczyła na wierzchowca i pospieszyła do Tol en Estel.
(...)
- Cholerne elfy, nigdy ich nie ma, kiedy są potrzebne – mruczała niezadowolona pod nosem, szperając w skrzyni. Ktoś wszedł do pięknego banku, obróciła się. Człowiek. Miała nadzieję, że to ten, co zna jego pismo.. przyjrzała się. Nie... ale może będzie coś wiedział, nie zaszkodzi spytać.
- Znasz elfa o tym mieniu, Panie? – pokazała starannie wygrawerowany podpis. Mężczyzna tylko pokręcił głową.
Siedziała dalej. Pytała kolejnych. Ludzi, elfy. Nikt, jedni nie widzieli go długo albo nie znali, mówili że chodzi swoimi ściezkami albo że jest samotnikiem. Co oni, do cholery, pogłupieli wszyscy, doprawdy tak trudno znaleźć jednego pieprzonego elfa? Przecież często bywa w Tol, nie zapadł się pod ziemie.
Chociaż znając jego... czort wie. Trzeba by go na szarym końcu świata szukać.
Zwłaszcza na  s z a r y m.
Zacisnęła gniewnie dłonie na widłach i tarczy. Omiotła pomieszczenie niepochlebnym wzrokiem. Wściekłym krokiem wyszła z pomieszczenia. Poszła do stajni odebrać ostarda i wróciła do domu, poganiając zwierze bardziej, niż była potrzeba.
Gdy była na miejscu, oręże wylądowało w skrzyni, a ona rzuciła się na pryczę.
Coś się stało, musiało się stać.
Gdyby tak nie było, wiedziałaby, napisałby, powiedział, przyszedł wcześniej, dzien, dwa...

Była bezsilnia, jak zawsze. On miał swój drugi świat, swoje problemy. Ona była oazą, odpoczynkiem, chwilą na złapanie oddechu przed skokiem na głęboką wodę, przystanią. Wodą, która gasiła pragnienie. Wyspą, pełną spokoju. Lekiem na rany. Ciepłem... na mroźne dni.
Ale chciała być ciepłem na każdy dzień.
On zawsze cierpiał chłód.

Co mogła zrobić? Nie umiała skrzywdzić muchy, nie wspominając o potworach, których i tak nie spotykała. Nie udało jej się niczego dowiedzieć. Nie rozumiała szeptów cieni, nie dostrzegała na ziemi śladów, nie umiała za nimi podążać.
Mogła mieć tylko nadzieję.

Przypomniała sobie jeden z wieczorów, razem.
- Ale on nie umarł, prawda?
- Nie ma tu dla niego teraz miejsca...
- Ale on nie umarł, prawda?
- Czas pokaże.

Mogła mieć tylko nadzieję...
,,... prawda?"
To była jej ostatnia myśl. Usnęła z wyczerpania.
(...)
Tydzień później czekała jak poprzednio, tym razem niczego nie gotując. Będzie musiał się pocieszyć gorącym żeberkiem, rybnym stekiem albo owocami. Trudno. Była zbyt roztrzęsiona, by szykować cokolwiek. Groziło pożarem.
Ale i tego dnia nie przyszedł...
Galop do Tol. Nic.
Gdy minął kolejny tydzień, znów czekała...
I następnego...
I następnego...
Nie przychodził. A ona traciła nadzieje.
Postanowiła ostatni raz wyruszyć do Tol. Zostawiła wiadomość na tablicy ogłoszeń. Później weszła na latarnię morską. Spojrzała na stolik. Lekkie drgnięcie przepłynęło przez ciało kobiety. Wspomnienie...
Gdy znalazła się na szczycie, poczuła wiatr we włosach i zapach morza. Odziała się solidnie, ciepło, w grube skóry. Godziny płynęły, gwiazdy ozdobiły niebo, blask Luny zatańczył na firmamencie. Zadarła głowę do góry, zapatrzona.
- Zawsze was kochał, tak bardzo was proszę. Opiekujcie się nim. – dotknęła jaśniejącego naszyjnika.
,,Mrok napływa z czterech stron świata, dlatego dołączam do listu te oto naszyjniki. Choć jest ich mało, niech rozświetlają Twoją drogę"
- Gdziekolwiek jesteś, niech Twa Magia Cię strzeże, niech Gwiazdy służą swym blaskiem, niech chronią Cię cienie! Nad nami obojgiem tańczy Luna. Jest coś, co nadal nas łączy. Wierzę, że znów odnajdziesz mnie po latach rozstania, jak niegdyś. Do zobaczenia!

(...)

Pojawił się niespodziewanie. Wyrósł spod ziemi. Twarz o łagodnym spojrzeniu, niewyrażająca większych emocji. Przekrzywił głowę i przyglądał się jej. Poczuła się nieswojo.
- Pani tu mieszka? – zapytał bez ogródek. Byłby się przedstawił. Spojrzała na niego podejrzliwie. Czego mógł chcieć?
- Między innymi – odpowiedziała, przyglądając się szczupłej postaci. Miał spiczaste, wykolczykowane uszy, złociste włosy opadające łagodnie na ramiona, twarz o sympatycznym wyrazie. – Wyglądasz na Edhil... – przełknęła ślinę. – Kim Pan jest? Pewnie z Tol...
- Właśnie z Tol – przytaknął i uśmiechnął się miło. – Znasz kobietę o imieniu... – podał jej imię, jej własne imię! Czego chciał, dlaczego jej szukał, skąd wiedział gdzie ją znaleźć? Nieznajomy elf budził w niej wrogość, ale i ciekawość. W tym samotnym miejscu było jej dobrze, nie potrzebowała gości, zwłaszcza nieoczekiwanych.
- Znam. Coś przekazać? – spytała bezbarwnym tonem.
- Natknąłem się na wzmiankę o tym miejscu, czytając pewne ciekawe notatki. Chciałbym się z nią spotkać i porozmawiać.
Wzruszyła ramionami i odwróciła się plecami, chcąc wejść do domu. Stanęła w progu.
- Nie widzę powodów, dla których ktoś miałby pisać o tym miejscu. O czym chciałby Pan z nią mówić? Ostatnio bywa cóż... dość nierozmowna – wykrzywiła wargi w aroganckim grymasie, oparła się o framugę drzwi i założyła rękę za rękę.
- O świecie. Nic konkretnego, moja Pani.
Odpowiedziała chwilą milczenia. Zmarszczyła czoło.
- Znasz wiele elfów? Ale.. dobrze znasz?
- Aby poznać elfa potrzeba lat... ja tylu, jak mniemam, nie miałem – odpowiedział, cokolwiek niezrozumiale dla kobiety.
- Jak mniemam? Szkoda, myślałam że... – spojrzała na niego smutno.
- Coś Panią trapi? – w męskim głosie brzmiała troskliwość i zmartwienie.
Powiedzieć mu? Nie powiedzieć? W zasadzie, czemu nie. Nie miała nic do stracenia.
- Martwię się o jednego z Twoich braci, może go znasz – wydukała z siebie.
- Jeśli mi coś o nim opowiesz, postaram się pomóc...
- Jest... bardzo niezwykły... – zaczęła niezręcznie. Zobaczyła na jego twarzy rozbawienie i uśmiech.
- Och, zapewniam, że nie on jeden – mruknął, co wywołało jej niepochlebne spojrzenie. Zaczęła szperać w skrzyni, podała mu po chwili list.
- To jego pismo, a tu wygrawerowane jest imię. Obejrzyj – podrapała się po dłoni. – Pojdę się ubrać, czuję się niezręcznie.
Gdy wróciła, nikogo nie zauważyła. Ani śladu po nieznajomym. Zawołała go kilka razy, obeszła domostwo wokół. Nikogo nie znajdując, zawróciła do domu. Na stoliku po środku izby leżał zwój, który mu podała. Znała tą zabawę... kogoś jej przypominała. Usiadła spokojnie przy stole i zabębniła palcami w blat niecierpliwie.
- Znając Was, Elfy... – zaczęła znudzona.
- To? – nagle pojawił się na krześle obok, podskoczyła przerażona.
- Auuuu! Och, psia... – zaklęła siarczyście. – Wy, *przekleństwo* Elfy, zawsze odstawiacie takie numery? Auu... – rozmasowywała bolącą rękę. – Mógłby mnie Pan do... – znów zaklęła – Nie straszyć? Cholerne elfy.
Patrzył w stół, nie zwracając uwagi na namiętnie miotane słowa, od których zapewne niejednemu zwiędłyby uszy.
- Masz rację, widziałem gdzieś to pismo... – mówił spokojnie. Spojrzał na nią – nic się Pani nie stało?
- Naprawdę je Pan już widział? N a p r a w d e??? – nie zwracając uwagi na pytanie, ścisnęła mu mocno rękę. – Gdzie? Gdzie je Pan widział? – zaciskała nerwowo dłoń.
- W tych notatkach, które... – cały czas mówił łagodnym tonem.
- Dał Ci je? – przerwała.
- Nie, nie dał. Proszę się uspokoić – zabrała swoją dłoń gwałtownie i wytarła nią usta. – Entka dała mi całą skrzynkę jakiś zapisków – wstała i odsunęła się od stołu, będąc plecami do gościa. – Ma Pani racje, nie powinienem Pani tak nachodzić... – odwróciła się i spojrzała na elfa z rozczarowaniem.
- Naprawdę nie wiesz do kogo nalezą? Nic o nim nie wiesz? – powiedziała cicho.
- Coś wiem, tyle ile wyczytałem – tłumaczył spokojnie. – O tym miejscu, o kobiecie, która tu mieszka, o Księciu Elfów, relikwiach i sztabach... luźne niekompletne notatki.
- Tak jak myśli w jego głowie... – mruknęła pod nosem, ciepło, choć odrobinę krzywo się uśmiechając.
- Tam nie zaglądałem – uśmiechnął się wesoło.
- Przezornie... – spojrzała spode łba. – Coś do picia? Nie mam alkoholu. Jedzenia? Lubi Pan rybne steki?
Uśmiechnął się tylko miło.
- Nie mam ochoty jeść, jednak jestem wielce wdzięczny za propozycje. Myślę, że nadużyłem Pani gościnności. Jak mogłaby Pani przekazać... – znów wymienił jej imię – byłbym niezmiernie rad – odwrócił się w stronę wyjścia.
- Co mam jej powiedzieć? – spytała, czując rosnącą panikę. Dotarło do niej, że będzie tu niezwykle smutno, jeśli on odejdzie. Przerwał jej milczącą samotność i miała go za to już serdecznie dosyć, ale z drugiej strony nie chciała znów zostać sam na sam z pytaniami kłębiącymi się w głowie.
- To, co uzna Pani za stosowne – marzyła o takiej odpowiedzi. Zaświerzbiała ją ręka.
- Hm.. wiec tak...Słuchaj kochana, przyszedł do mnie jakieś nadzwyczaj spokojny elf, który chowa się po kątach, jak to pewna bestia miała w zwyczaju. Chciał z Tobą porozmawiać, poprostu, nie wiem o czym. Nie, nie wiem kto to był, Kochana, nie pytaj. Czy to był Twoj miły? Nie, Kochana, miał złociste, starannie uczesane włosy, nie.. Ach... to nie chcesz go widzieć? Czy wspomniał coś o nim? Tak, znał jego pismo, Kochana. Czy mówił coś wię... – wbił w nią wzrok, nareszcie spojrzał w oczy. Był tak miły, że działało jej to na nerwy. Przerwała monolog, a on się znowu uśmiechnął. Szlag! Czy nie mógłby się wreszcie zezłościć na jej niegrzeczne zachowanie?
- Jeśli uzna to Pani za stoso... – odpowiedział tym swoim łagodnym głosem.
- Słuchaj Pan, czego Ty chcesz? – czuła jak w środku pęka. Poruszał się podobnie jak on, tylko spokojniej, podobnie się wyrażał, skrywał w najmniejszym skrawku cienia, wszedł niezauważony przez drzwi jej domu. Czy musiał go tak cholernie przypominać?
- Rozmowy, a czego można więcej chcieć? Ach, i może trochę czasu na jej odbycie.
- No, to mów Pan, a ja posiedzę tu sobie... – mówiła smutno i cicho. Przekrzywił głowę.
- Nie chciałbym, żeby poczuła się Pani dotknięta, jednakże rozmowę tą chcę odbyć jedynie z ... – znów jej imię. Podniosła na niego spojrzenie. –  Taki jest cel mojej wizyty, i choć jest mi niezmiernie miło, że mogłem spotkać tak uroczą osobę to cel mojej wizyty się nie zmienił.
Roześmiała się.
- Pan powiedział   m i ł o?  U r o c z ą? Czy ja już się starzeję i źle słyszę?
- Może to ja się starzeję i źle mówię – uśmiechnął się promiennie i wesoło. Rozbawił ją. Podjęła decyzje.
- Chodź Pan.. zaprowadzę Cię do niej.
Zaprowadziła go do portu i wypłynęli w morze... Rozkazała zanurzyć kotwicę w miejscu, gdzie niemal nie było widać brzegu wysp. Poprosiła, żeby zamknął oczy. Jeśli miała mu powiedzieć, że to ona jest kobietą, z którą przyszedł rozmawiać to tutaj, na morzu. Bo ON kochał morze... kiedy spotkała GO pierwszy raz, rozmawiali właśnie na łodzi. I wtedy pierwszy raz...
- Wiele czasu minęło nim Cię odnalazłem – przerwał jej rozmyślania. – Chciałem Cię odnaleźć, odkąd przeczytałem te zapiski. To było wiele miesięcy temu. Czuję jakbym Cie znał, choć przeczytałem tylko parę słów.
- Ciekawe, co tam było napisane, że tak Cię zainteresowało. Zresztą, nie znamy się, to pewne. Nie znam złocistowłosych elfów. Ani jednego.
- Jeśli chcesz, mogę Ci opowiedzieć o tych notatkach...
- Proszę – usiadła przy burcie i zanurzyła paluszek w wodzie.
- To był list. Niedokończony, jednakże już zaadresowany do niejakiego Alandera. Na samym końcu Pani imię i nazwa wyspy. Reszta tekstu to lista, jak mniemam... były tam orzechowe stoły, szafki... tylko tyle.
- To dlatego mnie Pan szukał? Małej, zdruzgotanej kobiety z nałogami?
- To jedyne imię, jakie pada w tych wszystkich notatkach.
- Jak mnie Pan znalazł? Znam niewiele stworzeń. Jednego ghula, trzy elfy, jednego człowieka.
- Stworzenia znają Ciebie, Pani. Pamiętaj, że oczy to nie jedyny zmysł – znów się uśmiechnął.
- Pewnie słynę ze swojego niewybrednego języka – parsknęła śmiechem.
Zamyślił się.
- Mam coś, co do Ciebie należy... a przynajmniej miało należeć. Myślę, że powinienem Ci to dać. Przekazał mi to Ezadian.
- Ezadian... – szepnęła.
- Mówił, że on chciał Ci to podarować – podał jej zawiniątko. W środku znalazła suknię, płaszcz i bandanę. Dotknęła materiału pieszczotliwie dłonią, a rąbek płaszcze przytuliła do policzka. Podziękowała mu, patrząc w ziemię.
- Gdyby nie Pan... nigdy by do mnie nie trafiły... przepraszam.. jak Pan ma na imię? – widziała zmieszanie na jego twarzy. Zmarszczyła brwi. Coś tu nie grało...
- Może Pani mówić jak zechce, wedle uznania – odparł wymijająco.
- Nazwałabym Pana... Cholernym Elfem. Może być? – wyszczerzyła się przekornie.
- To Pani wybór. Może kiedyś się dowiem, dlaczego akurat tak.
- Opowiedz mi o tych notatkach - zmieniła temat.
- A więc i Ciebie to ciekawi, tak? – zaczął się z nią droczyć.
- To nie jest zwykła ciekawość, Jaśnie Panie Cholerny Elfie – odpowiedziała spokojnie, nadzwyczaj poważnie.
- Och, cieszy mnie to niezmiernie... mamy zatem pretekst do następnego spotkania – odparł lekko rozbawiony jej reakcją. Ukłonił się. – Uważaj na siebie – wypowiedział słowa zaklęcia i zniknął jej z oczu.
Stała na łodzi, sztywna jak kłoda, zszokowana. Rozdrapał stare rany, ale przyniósł nadzieję. Dwa lata bez wieści... Dwa lata bezowocnych oczekiwań, samotności. Tyle razy zastanawiała się, czy nie poświecić ciała i duszy Raydilowi...Ale on nie służył Bogom Edain. Nie wiedziała, czy dzięki temu zrozumie ,,jego cienie". Ale ten złocistowłosy elf musiał coś o nim wiedzieć... znał Entke! Musi ją zaprowadzić do Entki! Wiedziała, o kim mówił. Musi ją znaleźć, był ślad, choć cień szansy!
- Błogosławione Cholerne Elfy – wymruczała pod nosem i otarła z policzka łzę wzruszenia, przemieszanego z nadzieją. Uśmiechnęła się. Dziś pierwszy raz od wielu dni się uśmiechała. Spojrzała w morze. ,,Być" nabrało sensu i celu. Nareszcie nie była bezsilna.
Wiedziała, co zrobi.



PS. Dziękuję. Spędziłam miły wieczór.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Sul w 2006 02 26, 11:30:52
Elf stał zgarbiony nad skrzynia, przerzucając powoli jej zawartość.
-Tyle jeszcze do zrobienia, meble, dywany, dekoracja no i oczywiście zaklęcia ob... – przerwał cichą wyliczankę i rozejrzał się po zagraconym pokoju.
Splot nici magii gęstniał niepokojąco szybko, ktoś manipulował w jego otoczeniu silną magią teleportacyjna. Nagle pod jego stopami wystrzelił w górę słup ognia, odskoczył odruchowo przywołując przed sobą zieloną, lekko migotająca tarcze. Atak nie nastąpił. Przeklną się w duchu, że zostawił tak ważna rzecz jak zabezpieczenie domu przed wtargnięciami magicznymi. Jedyne chronione pomieszczenie znajdowało się na ostatnim piętrze, odcięty był jednak od niego płomieniami buchającymi aż pod sam strop pokoju.
Stanął więc, wyciszył się, wyciągnął wątki magii w kierunku pulsującego pod podłogą źródła magii i czekał.

Z cichym trzaskiem pojawiła się przed nim skrzydlata postać kobiety, uśmiechająca się kpiąco.
Lordowie włożyli tyle wysiłku by cię ukryć a ty tak niedbale przesiadujesz sobie w tym pokoiku? – przemówiła lodowatym tonem.
Cóż udało ci się zaskoczyć mnie w trakcie przeprowadzki, obiecuję że ostatni raz wkraczasz w me progi nieproszona. – zripostował elf. – Skoro jednak już tu jesteś, możesz mi wyjaśnić powód tego najścia i jak to przystało – przedstawić się.
Nazywam się  Boltien Solisth...
Jakaż głupota ze strony demonicy podawać swoje imię – pomyślał elf.
... a przybywam tu by wskazać ci drogę do tego co utraciłeś za co w zamian ty uczynisz coś dla mnie – rzekła kobieta świdrując swego rozmówce przenikliwym wzrokiem.
I myślisz, że jestem tym zainteresowany? – odpowiedział rozbawiony elf.
O tak, jestem tego śmiertelnie pewna....

                          ****

Wybierz trzech towarzyszy, którzy wyruszą z tobą, nie martw się, oni wrócą bezpiecznie. To twoja droga nie ich. – kształty demonicy zaczęły się powoli rozmywać, falować, łączyć się z otaczającymi ich Cieniami.
Drzwi od pokoju na górze otworzyły się z hukiem. – Ciszej tam na dole, spać nie mogę! Z kim tam tak rozmawiasz elfie!? – wykrzyczał zaspany głos. Na schodach rozległy się ciche kroki i zszedł z nich Ezadian.
Pamiętaj, trzech. – rozległ się poraz ostatni cichy głos znikającej demonicy.
Kto to był? – spytał sennym głosem Ezadian.
Wyjaśnię ci potem, szykuj się do drogi, nie mamy czasu.. – rzucił elf wymijając swego zdziwionego rozmówce. Jeszcze dwoje pomyślał.

                  ****

Siedział pośrodku dużej, nie licząc masy obrazów, pustej sali. Świece i runy rzucały nikłe światło. Wpatrywał się bacznie w ciągle zmieniające się obrazy, szukał, szukał swoich przyjaciół. Dokonał już wyboru, teraz musiał ich tylko o nim powiadomić.

Patrzył w ramy obrazu, na którym poruszał się zakuty w pokrytą szronem zbroję elf. Jego rumak sunął do przodu, przedzierając się przez wysoki śnieg, jeździec kiwał się niebezpiecznie w siodle jakby miał zaraz z niego wypaść.

Elf oderwał na chwile wzrok od obrazu.
Aion źle wygląda. Podoła? – szepnął cicho.
Nie można już zmienić decyzji, będzie musiał.
Rozłożył szeroko ręce, rozpoczął powolną inkantację.

                  ****
Gdzieś na drugim krańcu znanego świata, na pokrytej lodem wyspie, zmęczony elf usłyszał wezwanie, poklepał swego wiernego rumaka po karku i ruszył w stronę brzegu.

                  ****

Sceneria obrazu zmieniła się. Lesiste tereny, grupa uzbrojonych postaci. Odszukał wzrokiem, tą  której szukał. Korzenie lekko muskały ziemię, gałęzie falowały na wietrze. Walczyła, wszyscy walczyli, w powietrzu latały magiczne wyładowania, szczęk oręża. Była zajęta, nie mógł jej przeszkadzać.

                  ****

Opadł zmęczony na krzesło. Brakowało jednej osoby, to nie wróżyło nic dobrego. Nie miał jednak wyboru, wszystko mogło się jeszcze zmienić. Przejrzał swój ekwipunek, wszystko było gotowe. Wbił spojrzenie w kolejny obraz. Powoli jego czarna barwa zaczęła blednąć, wyłoniła się z niej postać demonicy.
Jestem gotowy. – przemówił do obrazu.
Zabiorę cię zatem do miejsca, gdzie poznasz swoja cielesność, ból, cierpienie fizyczne. – odpowiedział obraz.
Teleportacja była natychmiastowa.

                  ****

Uderzył o twardą posadzkę, usłyszał ciche skrobanie. Otworzył oczy, zrozumiał swój błąd. Ciemność rozerwały lecące w niego wiązki energii. Zdołał odeprzeć kilka ataków, przeciwników było jednak zbyt wielu, powoli ogarniała go ciemność...
Poznasz ból i cierpienie ficzyne dudniło w jego głowie.
                                               ****



To tylko wstep, mam nadzieje ze pozostali dopisza dalsza czesc :D
Aion teraz twoja kolej, potem Eza, potem Al_X a sam koniec jesli mozecie zostawcie mi.
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Aion w 2006 02 27, 10:04:06
Wiatr jęczał w zakamarkach lasu jakby tysiące dzieci z oddali płkały i wyły z przerażenia. Wzdrygnąłem się, tumany śniegu podnosiły się wysoko gnane na oślep zawieruchą. Nie czułem zimna, już od dawna, wieczny chłód stał się codziennością, rzeczą tak powszednią co bicie serca, które odzywało się czasami.
Z trudem pochamowałem kolejny atak kaszlu, spazmatyczny, który wyrywał się na zewnatrz z takim impetem, że omal nie pękły mi płuca. Poczułem w ustach metaliczny smak krwi, skrzywiłem się przełykając ślinę.
Przede mną coś się działo. Najpierw myślałem, że po prsotu niewielka trąba powietrza jakie zwykłem już nie raz widywać powstała na polanie by zabrać ze sobą śnieg, kamienie ... kiedy jednak chwiejąc się na kulbace ruszyłem przed siebie, usłyszałem na ponów, jak kiedyś wezwanie, które ozwało się wenątrz mnie, przyprawiając o mdłości. Odetchnąłem głęboko, a obłok zamarxnietego oddechu powędrował przede mnie niczym ziejący lodem smok, zemianiając powietrze przede mną w obraz tańczących miniatur, karykatur ludzkich zdarzeń.
- Co dzień ta sama zabawa się zaczyna - uśmiechnąłem się do siebie. Chwyciłem mocniej grzywy koszmara.
"Aion Estela Aldaron..." przebrzmiało. A głos ten niski i uporczywy zdawał się wdzierać i przenikać z coraz to nową i większą siłą przywołując kolejne obrazy samotności wśrod lodu i śniegu. Początkowo myślałem, że to ten samy, tak upiornie melodyjny dźwięk kobiecego głosu, który to odebrał mi życie i serce.. jednak wśród skowytu i wycia, wśród płaczu drzew i zawodzenia mojego serca, ozwał się przebijając cały ten hałąs inny dźwięk... początkowo myslałem, ze moje omamy i choroba po prostu coraz głębiej mnie uderzają, jednak słowo to powtórzyło się głośniej i wyraźniej...
"nin gwador.." słabe jednak wystarczające wezwanie. Trąba powietrzna pośrodku polany powiekszyła się tworzac nagle coś na kształt lustra. Zachwiałem się z trudem utrzymujac w siodle. Pognałem w tamtym kierunku.
nie wiedziałem kiedy i jak, wszystko nagle ustało. Cały zgiełk i zawierucha. Wszystko ucichło i tylko dudnienie w mojej głowie nie przestawało dawać o sobie znać. Jednak nie było już śniegu ani tego dziecięcego pojękiwania wiatru.
Przede mną rozpostarty w mrocznym korytarzu, lezał szkarłatny dywan. Wśród tej ciszy jaka nastała ozwały się gdzieś obok kroki przebijajac odgłos samotności, który nagle począł wlewać się we mnie kaskadami, niczym ogromne wodospady młucące przed siebie wode z potworna siłą....
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Sul w 2006 02 27, 11:18:17
Świadomość powoli wlewała się do odrętwiałego ciała. Otworzył oczy, z trudem poruszył głowa, rozejrzał się. Ciemności lekko ustąpiły, zobaczył przed sobą niewyraźną sylwetkę wyciągającą w jego kierunku swoje szpony.
Chrzęst przyprawiający o ciarki.
Zimny dotyk.
Skulił się, wzdrygnął, próbował zmusić odrętwiałe kończyny do działania, nic z tego.
Spojrzał śmierci prosto w oczy.
Już po wszystkich przyjacielu. – rozległ się znajomy głos.
Ciemności ustąpiły. Stał przed nim elf bandażując jego rany.

                  ****

To pierwsza z trzech rzeczy, które ci odebrano. – odezwała się demonica zimnym głosem, wskazując na leżące na ziemi ciało. To miejsce bez czasu, włada tutaj pajęcza królowa, musi cię nienawidzić skoro zabrała cześć twego imienia.

Elf schylił się nad martwym ciałem. Coś w jego twarzy, przyciągało wzrok, coś znajomego...

Jesteś Elfem, - kontynuowała Boltien – Stąpasz drogą, którą z reguły chadzali członkowie najwyższego z rodów. Masz cos o czym zapomniałeś,  a jest ważniejsze dla Elfów a niżeli cala Wyspa.

Uniósł głowę, słowa demonicy nie przemawiały do niego. Myślał o ciele, o tym co przykuwało jego uwagę. Ta twarz, widział ją już tyle razy. Jego twarz...

Dzisiaj spotkasz strażnika. – zawiesiła głos – O ile dotrwasz... – dodała nieprzyjemnie. – On wiele ci powie i wiele zagadek postawi.

Ciche pstryknięcie...

                  ****

Stali w długim, ciemnym korytarzu...
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Aion w 2006 02 27, 15:56:50
Demonica, która stała przede  mną zdawała się po prsotu wisieć w powietrzu. Wpatrywała się to we mnie to w Elfa...
Jej skrzydła poruszały się delikatnie gnajac ku mnie lekki wietrzyk niosący ze sobą zapach odrazy i zgnilizny. Zapach lęku i przerażenia...
W ustach znowu poczułem znajomy metaliczny smak, skuliłem sie w siodle tłumiąc wyrywający się kaszel. Krople krwi zastygły w kącikach warg. Elf stał już na nogach a moje bandaze, którymi z taką dokładnością owijałem jego rany, powoli nasiąkały krwią.
Początkowo nie słyszałem nic, jedynie ostre fale bólu, które wraz z lodowatą krwią płynely przeze mnie.
Zastanawiaelm się sam kiedys nad ważnością poszczególnych spraw. Nad priorytetami, które kierują naszą drogą. Nad tym co jest naszą predestynacją... Spojrzalem na swoje niemal białe dłonie, na których zmrozona skora zdawala się po prostu lezec. Tuz pod nią, gesta, niemal czarna krew, powoli tłoczyła się w skutych lodem tkankach. Podniosłem oczy... poczułem jeszcze jak cienie powoli snują sie po mojej todze.. tak znajomy dotyk , który przenikał całe ciało... przyprawiając o mdłości i strate rozumu...
Kolejne uderzenie lekkie... gdzieś z lewej strony.
- Mellonamin... - powiedział elf wpatrujac sie we mnie. Jego mroczna maska zdawala sie wpatrywac osobnym wzrokiem, mrocznym i złowrigim. Delikatnie pulsowała tą czernią przed moimi oczyma, niemal szydząc z mojego bólu. - Ruszajmy.
Skinąłem ponaglając uderzeniem kolan; koszmara. Szkarłatny dywan zakrecał w prawo. Elf jeszcze zdąrzył rzucić zaklecia, które tak mi potrzebne wzmocnijły mnie... kiedy nagle pojawił się On..
jakże podobny... niemal jak złudzenie, halucynacja spowodowana nadmierną iloscią picia krasnoludzkiego spirytusu. Stanął. Po prostu stanął przed nami.
Jakże normalne i podobny w swej nieopisanej nieprawdopodobności.. z pazurami, które niczym w mrocznych kocich łapach, nagle wysunęły się, ociakajac ciemnąposoką.
W ciszy jaka nastałą przez moment słychać tylko było dudnienie mojego serca i to przeraźliwe, jakże obleśne kapanie...
KAP.. Kap.... kap...
krople z pzurów miarowo opadały na posadzkę.
I oczy... któe nagle tak mroczne jak cienie, które pojawiają się w zakmarkach duszy, noca przeraźliwie wykrzywiając wątrobę i serce. Po prostu patrzyły.
Atak nastąpił tak nagle, że nim moje ostrze całe wysunęło sie z pochwy, pazury otworzył ogromne rany na moim udzie a nagła fala piorunów jaka we mnie uderzyła niemal zrzuciła mnie z koszmara...
Zacisnąłem dłonie aż knykcie pobielały od dotyku stali, przygryzłem wargi starajac sie opanowac zdezorientowanego koszmara...
Tytuł: Przebudzenie
Wiadomość wysłana przez: Sul w 2006 03 20, 13:01:23
[...] Mae Nin Meldir – powiedziała melodyjnym głosem postać, siedząca na
spowitej rosą trawie. Drzewo zaszumiało liśćmi przebudzonymi do życia
przez poranny wiatr. Elf o zielonkawych dłuższych włosach, spiętych w
kucyk na ramieniu. Uśmiechnął się lekko w stronę starego już drzewa.
- Racja, racja ludzie niedostrzegają waszego piękna...- urwał nagle, przesunął
ręką po mokrej trawie w stroną kostura. Twarz mu lekko spochmurniała.
Drzewo znów zaszumiało.
- Mae widzę... – z cienia rzucanego przez pobliskie gałęzie wyszła postać.
Skrzydła na plecach zatrzepotały w powietrzu. Kobieca sylwetka oderwała
się od ziemi i podleciała kawałek w stronę elfa. Szaman zacisnął mocniej
palce na kosturze i dźwignął się na nogi. Oparł lekko głowę na drewnianym kiju i
począł mówić.
- Czemuż zawdzięczam twą wizytę Pani? – zapytał grzecznie melodyjnym
głosem.
- Twój towarzysz prosił bym cię wezwała. Podobno jesteś o tym
poinformowany – rozległ się skrzekliwy głos w głowie elfa.
- Ahh... no tak mówił mi coś mój brat o podróży... – urwał, spojrzał na
demonice. – A więc prowadź nie ma co tracić tak pięknego dnia – uśmiechnął
się. Kobieta wyszeptała inkantacje czaru. Przekreśliła powietrze pionowo a
za jej dłonią obraz zaczął się zakrzywiać i rozmywać. Kiwnęła ręka i wleciała
w bramę. Szaman długo się nie zastanawiał, ruszył ciężko w stronę zakrzywienia.
   Nagle z pięknej polany usłanej zieloną trawą przeniósł się w ciemne
wilgotne miejsce. Ledwo utrzymał się na nogach. Śliska podłoga wytrąciła go
z równowagi.
- Jaskinia... – pomyślał – nienawidzę jaskiń... – urwał, poczym zaczął inkantować
czar – In lore! – ciemność ustąpiła, oczy powoli zaczęły ogarniać otoczenie.
Był w ciasnym korytarzu, woda kapała z wiszących stalaktytów. Grzyby
porastały kamienie pod nogami tworząc je śliskimi jak lód. Korytarz prowadził
w głąb mroku. Elf ruszył powoli podpierając się kijem. Po chwili do uszu
Szamana zaczęły dochodzić odgłosy walki. Przeplatane inkantacjami czarów.
- Poznaje ten głos... – pomyślał, i przyspieszył kroku. Korytarz
zakręcał w prawo. Odgłosy ucichły.
- Ajjj – zaklął po elficku – zaczął powoli biec. Po chwili wyłoniły się z za
zakrętu dwie wysokie postaci stojące nad ciałem. Szaman spróbował się
zatrzymać. Czarne buty jeździecki poślizgnęły się na kamieniach. Elf stracił
równowagę i poleciał jak strzała. Huk rozległ się po korytarzach. Postacie podbiegły
do leżącego niedaleko ściany od której odbił się elf.
- Gdz... gdzie jestem? – rozejrzał się dookoła przewracając oczami.
Postacie ryknęły śmiechem.
- Eza! – krzyknął znajomy głos – jak zawsze rychło w czas – powiedział z sarkazmem.
- Nin gwador? – zapytał szaman, elfa w masce – tak to musisz być ty nikt inny nie ma tak żałosnej maski. – zaśmiał się - O... jak cię dawno nie widziałem Suilad Aionie. – powiedział do stojącej obok postaci od której biło chłodem.
- Suilad Eza – powiedział elf w zbroi płytowej – wstawaj – podał rękę. [...]


------------------------------------------------------------------------------------

P.S Wklejam za Eze bo on mowi ze nie potrafi :D (jak dla mnie sie wstydzi)