DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Kęs w 2006 01 16, 22:20:53

Tytuł: Miecz Boleści
Wiadomość wysłana przez: Kęs w 2006 01 16, 22:20:53
Jalynfein w połowie zanurzony w swej magicznej skrzyni bankowej o nieskończonej pojemności wertował niezliczone woreczki w poszukiwaniu jednej magicznej bransolety.
-Gdzie ja ją znów wsadziłem? - pomyślał rozgniewany przez własne bałaganiarstwo, po czym chwycił za kolejny worek i zaczął przetrząsać jego zawartość.
-Panie, masz może jakąś laskę, którą starzec mógłby się podeprzeć? – zza pleców usłyszał pytanie.
Jalynfein westchnął ciężko, nie dość, że jego poszukiwania nie dają żadnych rezultatów to jeszcze przeszkadza mu pewnie jakiś pastuch, który zgubił swą laskę.
-Ta może być? Będzie jeszcze dobra do obrony. – uśmiechnął się szyderczo w stronę starca wyjmując ze skrzyni laskę z ostrzami.
Nie, wolałbym jakiś kostur – odpowiedział chłodno starzec.
Kostur... przynajmniej wiem gdzie on leży – powiedział sam do siebie.
Wyjął z kufra ohii kostur wykonany przez jednego z arcymistrzów stolarstwa i wręczył go starcowi by ten się od niego odczepił. W momencie, gdy przybysz dotknął podarunku stanął jak osłupiały. Po chwili ciało jego miotane było drgawkami, a oczy zaszły mu białkiem. Rozdziawił szeroko usta, zaczął mamrotać niezrozumiałe słowa, a następnie przemówił:
,,ODNAJDZIESZ NIEPRZYJACIÓŁ"
,,Z PRZYJACIÓŁMI POKONASZ TEGO, CO DZIERŻY PRZEZNACZENIE."
,,MĄDROŚĆ WSKAŻE CI DROGE U STÓP MAGII"
,,TO JEST TWE PROROCTWO"
W chwile potem jak skończył wymawiać ostatni wyraz ocknął się jakby siłą wyrwany z transu. Jalynfein stał zszokowany i zafascynowany, sam, bowiem parał się sztuką wróżbiarstwa, ale umiejętności starca przewyższały kilkakrotnie jego własne. W głowie zaroiło mu się od pytań: Jak? Co? Gdzie? Ja? Dlaczego? Chciał zapytać o wszystko na raz, a zamiast tego wystękał:
-Mam ci zapłacić za przepowiednie?
Wieszcz roześmiał się widząc dezorientacje początkującego wróżbiarza.
Nie – rzekł nie przerywając śmiechu, poczym odwrócił się i wyszedł z banku.
Jalynfein wybiegł za nim chcąc zadać jakieś bardziej konkretne pytanie.
Panie, ale czy.... – nie dokończył zdania, gdyż postać starca zamieniła się w smoka i wzbiła w powietrze odlatując w nieznane. Jalynfein stał tak jeszcze z rozdziawionym ustami przez kilka minut nie mogąc zebrać myśli.
,,Mądrość wskaże ci drogę u stóp magii" – powiedział na głos przypominając sobie część przepowiedni.
Wrócił do banku, wyjął ze skrzyni pióro i zwój, poczym zaczął coś notować. Ponownie wyszedł na zewnątrz, uniósł głowę ku niebu i zagwizdał. W chwile potem na jego ramieniu
przysiadł kruk. Ptaszydło owe służyło Jalynfeinowi od dawien dawna, gdy lico jego było blade jak księżyc w pełni. Przywiązał krukowi zwój do szpona i szepnął: ,,Odnajdź Azarotha". Ptak odszybował. W ten czas, gdy skrzydlaty sługa przemierzał przestworza w poszukiwaniu kompana swego pana Jalynfein uzupełnił zioła, nakarmił wierzchowca i ruszył odwiedzić dwa miejsca, które mu się w pierwszej chwili skojarzyły z magią: Mongloow i Magincje.
Skorzystał z mocy zaklętej w runach by przenieść się w najbliższe okolice tych miast. Przemierzył oba w poszukiwaniu jakiegoś znaku. W jednym z nich przemykał miedzy strażnikami, a w drugim krył się przed hordami nieumarłych. Nie znalazł nic... jeszcze raz wyzwolił moce run by wrócić z powrotem do miasta. Tam czekał już na niego Azaroth.
-Witaj. Dostałem twą wiadomość – rzekł wojownik
-Witaj. Zatem wiesz, ze będę potrzebował twej pomocy, ale póki co próbuje odszyfrować słowa przepowiedni, są skąpe i zawile, ciężko to mi idzie. Byłem w Mongloow, a następnie w Magincji, szukałem jakiś śladów... bezskutecznie.
-Chodźmy do banku, spocznę na ławce, będzie mi lepiej myśleć. – dodał po chwili.
Usiedli. Jalynfein jeszcze raz słowo po słowie począł analizować przepowiednie wieszcza:
,,Mądrość wskaże ci drogę u stóp magii"
Próbował skojarzyć sobie jakieś miejsce, które by mu pasowało do tego zdania, gdy nagle jego rozmyślania przerwał głos strażnika:
- Ale... ja... nie umiem... czytać – rzekł zażenowany najemnik do bankiera, gdy ten mu wręczał jakiś druczek do wypełnienia.
Aha! Azar weź zorganizuj jeszcze jakąś pomoc, chyba wiem gdzie mam się udać – zwrócił się z prośba do przyjaciela, po czym co sił w nogach popędził do miejskiej biblioteki, skarbnicy mądrości spisanej w księgach, miejsca, którego młodzi adepci nie opuszczali godzinami pogłębiając swą wiedzę o magii.
    Po kilku minutach stał w bibliotece, łapiąc głośno oddech po energicznej wspinaczce po schodach. Rozejrzał się po sali, wzrok wszystkich zgromadzonych tam ludzi był skierowany na niego, swym zachowaniem zburzył spokój panujący w tym specyficznym miejscu. Nie przejmując się tym zbytnio rozpoczął przeglądać półki w poszukiwaniu jakiegoś zwoju czy księgi, która by mu pomogła rozwiązać zagadkę.
-Mogę w czymś pomóc? – spytała bibliotekarka nie odrywając wzroku od przybysza.
-Hmm, szukam informacji, mądrości... - odpowiedział szybko Jalynfein nie przerywając czynności.
-To tak jak wszyscy, co tu przychodzą. Jak mi powiesz czego konkretnie szukasz to pewnie będę mogła pomóc, znam większość z tych ksiąg. – odparła kobieta.
-Niedawno spotkałem wieszcza, który...
-Wieszcza powiadasz – przerwała mu bibliotekarka – był tu taki jeden, wspominał, że przybędzie człek, który będzie czegoś szukał, lecz nie będzie to młody uczeń szkoły magicznej. Pewnie o ciebie chodzi. Prosił mnie bym pokazała ci księgę w której jest spisana stara legenda. Chodź za mną – machnęła zachęcająco ręka w stronę Jalynfeina by ten podążył za nią.
O tutaj jest, proszę – rzekła wyjmując zakurzona książkę z półki i oddając ją wróżbicie, który od razu począł czytać:

Pieśń Barda – autor nieznany
Dwóch braci było, dwóch powiadam
Okrutnej hańbie dziś kłam zadam
Bracia ci się bardzo trudzili
W znoju i pocie miecz stworzyli
Jeden go wykuł, drugi runa zaznaczył
Lecz prawdę o nich władca spaczył
Pragnowszy miecza braci zhańbił
I dziełem stwórcę na wskroś przebił
Odtąd miecz zawsze dzieży ręka
Najlepszym w boju jest poręka
Gdy spocznie choć na krotko w skrzyni
Przybędzie strażnik, gest uczyni
Zniknie ów miecz i znów odnajdzie
Gdy słońce krwi czerwienią zajdzie

Skończywszy Jalynfein chwilę dumał nad treścią owej pieśni.
-Jeszcze mi się przydasz – rzekł cicho kładąc dłoń na okładce, po czym zamknął oczy.
Chwila skupienia, na skroni wróżbity pojawiła się pulsująca żyła, a po czole spłynęły kropelki potu. W umyśle zrodził się obraz wieży, wieży magów, którą nie raz widział w mieście, Pana Chaosu, Daywadosa. Pospiesznie odłożył księgę na miejsce i skierował swój krok w stronę drzwi.
-Dziękuję i żegnam – powiedział do bibliotekarki wychodząc z budynku.
Nie tracąc czasu poszedł po swego smoczego wierzchowca. Siedząc w siodle wyszeptał trzy słowa zaklęcia, a wnet okolice Leśnego Miasta zamieniły się w tereny Delucji. Teraz nie zostawało mu nic innego jak udać się do wieży magów. Popędził swą bestie ku wysokiemu budynkowi. Już dojeżdżał do owego miejsca, gdy nagle drogę jego zagrodził niebieski, pokurczowaty stwór. Widział już takowe, były silne, wytrzymałe i co gorsza agresywne o czym się za chwile przekonał. Demon Hordy skokiem pokonał odległość, która dzieliła go od jeźdźca. Jalynfein zręcznie zeskoczył z wierzchowca i od razu zaczął szeptać zaklęcie. Znikł.
Wróżbita wiedział, że w zwarciu nie miałby najmniejszych szans z tym potworem. Demon bez namysłu rzucił się na smoka, przecenił swe siły. Chwile potem leżał na ziemi brocząc krwią by za moment wyzionąć ducha.
-Musiał przebyć bardzo długą drogę by tu dotrzeć, tylko po co? – pomyślał wróżbita poczym zaczął przeszukiwać zwłoki
-Ouu – zdziwił się  znajdując zwinięty w rulon list.
Otworzył i przeczytał:

List [Ingisler]
Szukajcie za miastem umarłych wieży...
Tam miecz leży...

Miasto umarłych znajdowało się kilkadziesiąt minut galopem od Delucji, wiec Jalynfein wsiadł na smoka i popędził go szlakiem na północ. Jeździł po okolicach wokół martwego miasta, błądził i zawracał co chwile badając mapę okolicy. W końcu po kilkudziesięciu minutach poszukiwań na horyzoncie dostrzegł zarysy budynku. Zbliżył się.
Tak, to musi być ta wieża – na głos potwierdził swe przepuszczenia.
Wyjął z torby malutki kawałeczek rubinu, który owinął łuską węża, wyszeptał magiczna formułę kończąc ją imieniem Azaroth. Zielony portal otworzył się przed wrózbita, a z niego wyszedł kompan i nekromanta Kapoer.
Prawdopodobnie w tamtej wieży znajduje się NIEPRZYJACIEL, któremu będziemy musieli stawić czoła – powiedział do towarzyszy wskazując na zachód.
W chwile później stali u wrót wieży.
Idź pierwszy Azar – rzekł Jalynfein uśmiechając się nieznacznie.
Wojownik uchylił drzwi, które głośno zaskrzypiały. Trójka śmiałków wjechała do słabo oświetlonego korytarza. Na północy były kolejne drzwi, wróżbita złapał za klamkę.
Zamknięte, zostaje nam jechać tylko w głąb korytarza – dodał odwracając się na zachód.
Ruszyli korytarzem do kolejnego pomieszczenia. Azaroth przodował wyprawie, wjechał do ciemnego pomieszczenia.
Na zewnątrz, szybko! – krzyknął Wygnaniec zawracając swego konia. Galopem gnali do wejścia, a zza pleców słychać było dudnienie kopyt jakieś bestii. Wyjechali na polanę oświetlaną zachodzącym słońcem, a po chwili z wieży wylazł potwor. Miał on odwłok robaka dźwigany przez trzy pary nóg i 2 metrowy tułów, który pionowo wznosił się w powietrze zdobiony trzema potężnymi parami rąk.
- Zabijmy ich bracie. Tak bracie! – zdawało się, że bestia mówi to sama do siebie.
Rozgorzała walka.
Nie zdobędziecie miecza! Nie oddamy naszego miecza! – stwór powtarzał te słowa które miały go zmotywować do dalszej walki.
Nadchodzi wyzwolenie. Tak bracie też je widzę! – rzekł spaczony kowal krwawiąc obficie po kilkunastu minutach walki.
Niech ogień ukoi twą dusze! - krzyknął Jalynfein kierując słup płomieni na bestie.
Smród spalonego ciała wykręcił nosy poszukiwaczy przygód.
Spoczywaj w pokoju – dodał Jalynfein i zaczął przeszukiwać zwłoki.
Klucz – powiedział pokazując kompanom znalezisko.
Ruszyli w stronę zamkniętych drzwi. Szczęk zapadek i ich oczom ukazały się schody prowadzące na szczyt wieży.
Poczekajcie na zewnątrz, ja sprawdzę co jest na górze – rzekł wojownik zwracając się w stronę magów.
Nekromanta i wróżbita czekali na polanie, na przybycie Azarotha. Nie zdarzyli dobrze odpocząć po ostatniej walce, gdy z więzy wybiegł Azaroth goniony przez 3 metrowego kolosa, który dzierżył w ręku miecz lśniący fioletowym światłem.
Umrzecie! – ryknął w stronę przeciwników.
Walka trwała, aż do wczesnego ranka, a na pomoc przybył jeszcze ent wojownik i wataha wilkołaków. Ostateczny cios powalił Strażnika Miecza Boleści na kilka godzin przed wschodem słońca. Była to jedna z najcięższych walk jakie przyszło stoczyć Jalynfeinowi i jego kompanom. Wszyscy zbliżyli się do ciała wabieni połyskującym mieczem, gdy za ich plecami pojawił się duch kowala Ingislera.
Strzeżcie się miecza – zwrócił się do gromady śmiałków – jego siła jest wszak ogromna, bez trudu przebije się przez pancerz smoka czy zbroje wojownika, lecz nad tym kto nim włada złe fatum przyświeca. Miecz przyciąga demony, a w skrzyni złożony być nie może. Krwi jest żadny i swym pragnieniem będzie doprowadzał do obłędu władających nim wojowników.
Duch znikł po wypowiedzeniu tych słow.
Azaroth odważysz się nim walczyć? – zapytał Jalynfein.
Nastała chwila ciszy.
Spróbuje – rzekł wojownik.




PS. Dziekuje Goferowi ze mojego pierwszego osobistego questa po prawie 2 latach grania no i za to ze miał do mnie duzo cierpliwosci bo nie było idealnie. Byłem bardziej zdenerwowany niz na masowce Choas vs Order :P
Dzieki :*
Tytuł: Miecz Boleści
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 16, 23:02:19
Czyli warto bylo  :D
Tytuł: Miecz Boleści
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 01 31, 06:29:27
A miecz krazyl i sial zniszczenie... Moc jego byla walka, a krew zycie... Wiele dloni juz go posiadalo i wiele jeszcze posiadac bedzie...